22 grudnia 2012

[Recenzja] Depeche Mode - "Songs of Faith and Devotion" (1993)



Po sukcesie albumu "Violator" grupa zrobiła sobie kilkuletnią przerwę. W tym czasie Dave Gahan wyprowadził się do Stanów, gdzie zapuścił długie włosy, wpadł w narkotykowy nałóg, ale także - co najważniejsze - zafascynował się muzyką rockową, zwłaszcza popularnym wówczas grunge'em. Po ponownym spotkaniu muzyków, zaproponował grupie bardziej rockowy kierunek. Pomysł nie przypadł do gustu Martinowi Gore i Andy'emu Fletcherowi, jednak Gahan zyskał poparcie Alana Wildera. A ponieważ to właśnie on miał największy wpływ na brzmienie i aranżacje utworów, udało się przynajmniej częściowo zrealizować pomysł głównego wokalisty. Wilder postanowił nawet zagrać w kilku utworach na perkusji i gitarze basowej.

Album zatytułowany "Songs of Faith and Devotion" jest jednak bardzo eklektyczny pod względem stylistycznym. Prawdziwie rockowy charakter mają tylko trzy utwory: ciężki "I Feel You", zbudowany na prostym, nieco bluesowym riffie; spokojniejszy "Walking in My Shoes", napędzany pulsującą partią gitary basowej i zawierający coś w rodzaju gitarowej solówki; a także chwytliwy "Mercy in You", oparty na zadziornych gitarowych zagrywkach. We wszystkich tych utworach znacznie ograniczone zostały brzmienia elektroniczne. W takiej stylistyce zespół wypada równie interesująco, a Martin Gore nie zapomniał, jak pisać dobre melodie. "I Feel You" i "Walking in My Shoes" zostały wydane na singlach i odniosły spory sukces (do dziś stanowią obowiązkowe punkty każdego występu grupy), a "Mercy in You" z pewnością też sprawdziłby się w tej roli.

Rockowe wpływy słychać także w dwóch bardziej elektronicznych, mroczniejszych utworach: agresywnym "Rush" i podniosłym "In Your Room", który stanowi swego rodzaju kulminację, najbardziej emocjonalny fragment albumu. Ten drugi utwór został wydany na singlu, ale w zupełnie innej, już nie tak klimatycznej wersji. "Zephyr mix", przygotowany przez Butcha Viga (producenta znanego ze współpracy z Nirvaną), zawiera jedynie partie wokalną oryginału i zupełnie nowy, prosty akompaniament o rockowym charakterze. Co ciekawe, na koncertach zespół wykonuje zwykle wersję singlową (utwór był jednak grany tylko na niektórych trasach).

Z wcześniejszą twórczością Depeche Mode najwięcej wspólnego ma najbardziej elektroniczny "Higher Love" - dość ładny utwór, ale stanowiący niezbyt efektowny finał. Czymś zupełnie nowym są natomiast wpływy muzyki gospel, słyszalne w singlowym "Condemnation" i w "Get Right with Me". Nigdy nie mogłem się przekonać do tych utworów, zaniżają one moim zdaniem poziom całości. Jednak zdecydowanie najsłabiej wypadają tutaj dwa kawałki śpiewane przez Gore'a - przesłodzony, nudny "Judas" i kiczowaty "One Caress". Nie pomagają im, a wręcz irytują, aranżacyjne smaczki (w pierwszym wykorzystano dudy, w drugim instrumenty smyczkowe). Całości dopełnia instrumentalny przerywnik "Interlude #4" (ukryty na jednej ścieżce z "Get Right with Me"), który podczas koncertów był używany jako intro do "I Feel You".

"Songs of Faith and Devotion" jest albumem bardzo niespójnym i nierównym. O ile te bardziej rockowe momenty wypadają naprawdę dobrze i świetnie odświeżają brzmienie zespołu, tak inne eksperymenty pozostawiają niesmak i wprowadzają zbyt wielką różnorodność, która tylko szkodzi całości. 

Ocena: 7/10



Depeche Mode - "Songs of Faith and Devotion" (1993)

1. I Feel You; 2. Walking in My Shoes; 3. Condemnation; 4. Mercy in You; 5. Judas; 6. In Your Room; 7. Get Right with Me; 8. Rush; 9. One Caress; 10. Higher Love

Skład: Dave Gahan - wokal; Martin Gore - gitara, instr. klawiszowe, wokal; Alan Wilder - perkusja, bass, instr. klawiszowe, dodatkowy wokal; Andy Fletcher - instr. klawiszowe, dodatkowy wokal
Gościnnie: Stefan Hanningan - dudy (5); Bazil Meade, Hildia Campbell, Samantha Smith - dodatkowy wokal (7); Will Malone - aranżacja instr. smyczkowych (9)
Producent: Depeche Mode i Mark "Flood" Ellis


3 komentarze:

  1. Śniło mi się dzisiaj, że na jakiejś aukcji trafiłem egzemplarz tej płyty kosztujący aż 990 zł, bo to było jedno z pierwszych polskich wydań, wysłane specjalnie do Dziennika-Michnika żeby tam to zrecenzowali :D

    Chyba posłucham. Jak w recenzji pada słowo "grunge" to odzywają się we mnie stare instynkty syfiarskiego grania charczących akordów.
    Violator mi się wybitnie nie podoba, podobnie jak wcześniejsze syntetyczne dokonania Depachów, więc może jeszcze zainteresuję się Ultra (na pewno nie trąci naftaliną aż tak jak MFM czy poprzednicy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze kilkanaście dni temu to była normalna cena za UŻYWANY debiut Kobong (POLECAM!). Zespól dotrzymał jednak słowa w temacie reedycji i aktualnie do nabycia za ludzkie 40,99 w Empiku

      Usuń
  2. Dawno już wyrosłem z fascynacji tym albumem, dziś wydaje mi się nazbyt patetyczny i przeładowany (szczególnie "In Your Room" i "Walking In My Shoes").
    "Condemnation" z kolei brzmi zdecydowanie lepiej w wersjach koncertowych czy nawet singlowej z inną perkusją. Moim zdaniem to właśnie ten utwór jest tu najbardziej emocjonalny, a za nim "One Caress" i "Higher Love" (ten eksplodujący śpiew Gahana "heaven bound on the wings of love...", moc!)
    Całość jest w ogóle świetna wokalnie, najlepsza pod tym względem do "Delta Machine", gdzie Gahan osiągnął życiową formę (tak to odbieram). Ciekawie panowie ułożyli utwory, nr 2, 4, 6, 8 są mocniejsze, bardziej rockowe, a nr 3, 5, 7, 9 delikatniejsze, bardziej zmysłowe. Choć "Get Right With Me" jakby przejaskrawione.
    Z sesji ponoć pochodzi "Slow", utwór wydany na "Delta Machine", i jest jedynym takim utworem w historii DM.
    Lubię, ale to nie takie DM, jakie dziś cenię najbardziej.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.