Posty

Wyświetlam posty z etykietą ciężkie poniedziałki

[Recenzja] John Zorn - "Moonchild: Songs Without Words" (2006)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E09 Do połowy pierwszej dekady XXI wieku John Zorn mógł być postrzegany przede wszystkim jako saksofonista i improwizator - pomimo istotnych dokonań kompozytorskich. Osobiście stał na czele swoich kolejnych projektów, takich jak Naked City, PainKiller, kwartet Masada czy Electric Masada. Z czasem jednak coraz częściej tworzył mniej lub bardziej efemeryczne składy, którym dostarczał repertuar i zachowywał kontrolę nad kierunkiem artystycznym, ale nie udzielał się w nich jako instrumentalista. Tu wspomnieć trzeba o Masada String Trio czy Bar Kokhba Sextet. Przesunięcie środka ciężkości z wykonawcy na kompozytora w pełni nastąpiło właśnie około 2005 roku. Wtedy wystartowała seria "Book of Angels", a także zaczęło pojawiać się coraz więcej zespołów wykonujących kompozycje Zorna pod jego nadzorem, ale bez jego wkładu instrumentalnego. Najważniejsze z nich to Moonchild Trio i The Dreamers - oba zresztą z tym samym basistą oraz bębniarzem, le...

[Recenzja] Kayo Dot - "Choirs of the Eye" (2003)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E08 Kayo Dot powstał na gruzach prog-metalowej grupy maudlin of the Well, z inicjatywy jej śpiewającego gitarzysty Toby'ego Drivera. To właśnie on pozostaje jedynym niezmiennym muzykiem zespołu, jego liderem i głównym twórcą repertuaru; co nie przeszkadza mu równolegle działać jako basista Extra Life. Początkowo towarzyszyło mu kilku instrumentalistów z poprzedniej kapeli: gitarzysta Greg Massi (z przerwami wciąż obecny w składzie), perkusista Sam Gutterman oraz grający na klawiszach i dęciakach Terran Olson. Drugi klawiszowiec oraz wokalista motW, Jason Byron, został stałym współpracownikiem odpowiedzialnym za teksty utworów. W pierwotnym składzie znaleźli się natomiast nowi muzycy: basista Nicholas Kyte i grająca na instrumentach smyczkowych Mia Matsumiya. W nagraniu debiutanckiego albumu "Choirs of the Eye" udział wzięło też kilku gości, przede wszystkim odpowiedzialnych za dodatkowe dęciaki. Płyta ukazała się w wytwórni Jona Zo...

[Recenzja] Massacre - "Funny Valentine" (1998)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E07 Massacre był jednym z kluczowych przedstawicieli nowojorskiej awangardy przełomu lat 70. i 80. Grupa powstała z inicjatywy trójki muzyków: brytyjskiego gitarzysty Freda Fritha - wcześniej instrumentalisty avant-progowych Henry Cow i Art Bears - a także basisty Billa Laswella oraz perkusisty Freda Mahera, związanych wówczas z jazzowo-funkowo-rockowym Material. Trio działało przez około rok, dużo koncertując i pozostawiając po sobie jeden pełnowymiarowy album, "Killing Time" - bezkompromisowe dzieło nurtu no wave - a także kilka nagrań wypełniających drugą stronę autorskiego albumu Firtha, "Speechless". Zespół rozwiązano wraz z odejściem Mahera, który w późniejszym czasie grał m.in. z Daevidem Allenem, Lou Reedem czy nowofalową grupą Scritti Politti. Nieformalną kontynuacją Massacre było trio Two Against One tworzone przez Fritha i Laswella z perkusistą Antonem Fierem. Wkrótce jednak cała trojka połączyła siły ze śpiewający...

[Recenzja] Mr. Bungle - "Mr. Bungle" (1991)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E06 Jeśli komuś Faith No More wydaje się szczytem szaleństwa i eklektyzmu w obrębie metalu, to najwyraźniej nie słyszał jeszcze drugiej głównej grupy Mike'a Pattona. A właściwie pierwszej, bo to właśnie w Mr. Bungle wokalista w połowie lat 80. zaczynał swoją karierę. Z początku była to po prostu amatorska kapela szkolna, której trzon wraz z Pattonem tworzyli gitarzysta Trey Spruance - potem lider eksperymentalnego Secret Chiefs 3 i jednopłytowy instrumentalista FNM - oraz basista Trevor Dunn, później regularny współpracownik Johna Zorna. Pierwsze demo "The Raging Wrath of the Easter Bunny" z 1986 roku utrzymane było w znacznej części w thrashowo-deathmetalowym stylu, choć znalazł się tam też bardziej funk-rockowy "Evil Satan" z saksofonem Theobalda Lengyela. Materiał z tego wydawnictwa - poza wspomnianym kawałkiem - został po latach ponownie nagrany przez Pattona, Spruance'a i Dunna ze Scottem Ianem (Anthrax) oraz Dav...

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E05 W nowym stuleciu kompozycje Johna Zorna z Masada Songbook doczekały się kolejnych, dość zaskakujących aranżacji. Tym razem na największy, ośmioosobowy skład i po raz pierwszy na zelektryfikowane instrumentarium. W przeciwieństwie do innych inkarnacji, Electric Masada był projektem efemerycznym, a zarazem stricte koncertowym. Pozostawił po sobie jedynie dwa albumy zarejestrowane na żywo, z których pierwszy ukazał się w ramach serii "50th Birthday Celebration" (jako "Vol. 4"), a drugi, bardziej obszerny, to właśnie  "At the Mountains of Madness". Wszystkie kompozycje z tego wcześniejszego powtarzają się na jego następcy, gdzie dochodzą też inne tytuły, a brzmienie całości jest lepsze. Jak Electric Masada ma się do wcześniejszych grup wykonujących ten repertuar? W oktecie znalazła się połowa składu oryginalnego kwartetu Masada - Zorn na saksofonie altowym oraz Joey Baron na bębnach - a zarazem połowa Bar Kokhba Sex...

[Recenzja] Nine Inch Nails - "The Downward Spiral" (1994)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E04 Jedna z najbardziej popularnych i wpływowych - inspirował się nią nawet David Bowie - ale też wywołujących największe kontrowersje płyt lat 90. Te ostatnie wzbudziło już samo miejsce nagrywania. Część materiału powstała w studiu urządzonym w posiadłości przy Cielo Drive w Los Angeles. Tej samej, która niegdyś należała do Romana Polańskiego i gdzie zamordowano jego żonę Sharon Tate. Nie mniejsze wątpliwości wzbudziła jednak także drastyczna, nihilistyczna warstwa liryczna. "The Downward Spiral" to album koncepcyjny, na którym kolejne utwory pokazują postępujący rozpad psychiczny cierpiącego na depresję bohatera. Ta po części autobiograficzna narracja krąży wokół takich tematów, jak przemoc, autodestrukcja, alienacja, uzależnienia, seks czy religia. "The Downward Spiral" był dla Nine Inch Nails zarówno komercyjnym, jak i stylistycznym przełomem. Wydany pięć lat wcześniej debiut, "Pretty Hate Machine", jest płytą j...

[Recenzja] Jesu - "Jesu" (2004)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E03 Wszechstronność Justina Broadricka robi wrażenie. Zaczynał od grania w amatorskich kapelach punkowych. Rozpoznawalność zyskiwał w grindcore'owym Napalm Death oraz noise'owym Head of David. Ale wśród późniejszych projektów artysty znalazły się też choćby illbientowy duet Techno Animal czy łączący metal z jazzem free God - ten ostatni zresztą zaprowadził go prosto do współpracy z Painkiller Johna Zorna. Największe uznanie przyniosło mu jednak dowodzenie zespołem Godflesh, z którym kładł fundamenty tzw. metalu industrialnego. Po jego rozwiązaniu założył natomiast nie mniej ciekawą grupę Jesu - jedną z pierwszych, które dostrzegły możliwości syntezy metalu z shoegaze'em. Pierwszą EP-kę, "Heart Ache", Broadrick nagrał zupełnie samodzielnie. Jednak już na pełnowymiarowym debiucie, o tytule tożsamym z nazwą grupy, Jesu przeistoczył się w prawdziwy zespół, z perkusistą Tedem Parsonsem i basistą Diarmuidem Daltonem - obaj byli w...

[Recenzja] Celtic Frost - "Monotheist" (2006)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E02 W tym roku mija dwadzieścia lat odkąd ukazał się ostatni album Celtic Frost. "Monotheist" opublikowano zresztą po niemal równie długiej, czternastoletniej przerwie fonograficznej. Oczekiwania były spore. Podobnie jak i obawy. W końcu minęło już sporo czasu od mocarnego początku kariery. To wtedy zespół kształtował ekstremalne formy metalu swoimi wczesnymi, brutalnymi EP-kami, bardziej progresywnym "To Mega Therion" oraz eklektycznym "Into the Pandemonium". Potem jednak szwajcarska grupa straciła impet. Skład się posypał, a otoczony nowymi muzykami Thomas Fischer został zmuszony przez wytwórnię do merkantylnego zwrotu w stronę popularnego wówczas hair metalu. Album "Cold Lake" był, oczywiście, kompletną porażką. Nieudany powrót do cięższego grania na "Vanity / Nemesis" tylko pogorszył sprawę, a zespół w rezultacie zawiesił działalność. Jednak na "Monotheist" Celtic Frost wraca do kor...

[Recenzja] Naked City - "Leng Tch'e" (1992)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E01 Lingchi, na Zachodzie znane jako kara tysiąca cięć, było jedną z najbardziej bezwzględnych form państwowej przemocy, stosowaną w Chinach jeszcze na początku XX wieku. Skazańca przywiązywano do drewnianej konstrukcji, a następnie stopniowo okaleczano nożem. A wszystko to w formie publicznego widowiska, którego sens wykraczał daleko poza samo zadawanie bólu i ostatecznie uśmiercenie. Chodziło o upokorzenie i rozpad ciała odbierający, w konfucjańskiej tradycji filozoficznej, godność także po śmierci. Wbrew późniejszym mitom egzekucje rzadko trwały długo - skazanych często odurzano opium, a cios w serce zadawano na wczesnym etapie, po czym dalsze cięcia służyły już samej demonstracji absolutnej władzy, a nie sadystycznemu przedłużaniu agonii. Co bynajmniej nie umniejsza okrucieństwa tej metody. Kara tysiąca cięć przeniknęła do literatury, filmu czy muzyki. John Zorn postanowił przełożyć ten proces na język muzyczny, czego efektem była nagrana z ...

[Recenzja] Swans - "The Great Annihilator" (1995)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E09 Chronologiczne słuchanie dyskografii jest zwykle sensownym pomysłem. Można w ten sposób prześledzić stopniową ewolucję wykonawcy. W przypadku Swans ten progres od pewnego momentu przebiegał jednak kompletnie chaotycznie. Przejście od brudnego, agresywnego "Filth" do zawierającego bardziej klimatyczne i melodyjne momenty "Children of God" było w miarę płynne, z zachowaniem pewnych rozpoznawalnych cech. Potem był jednak całkowity zwrot stylistyczny na "The Burning World", by dopiero na kolejnych "White Light From the Mouth of Infinity" i "Love of Life" spróbować zagrać coś pomiędzy.  "The Great Annihilator" to kolejny album przejściowy - pom iędzy stylem z "Children of God" a "The Burning World" - tyle że tym razem bliższy tego poprzedniego. Inaczej mówiąc, rozwój Swans wydawałaby się bardziej sensowny, gdyby płyty z okresu 1987-95 ukazały się w następującej kolejn...

[Recenzja] Glenn Branca - "The Ascension" (1981)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E08 Tytuł tego albumu nie przypadkiem jest zbieżny z dwoma innymi wielkimi dziełami, "L'Ascension" Oliviera Messiaena oraz "Ascension" Johna Coltrane'a, do których Glenn Branca nawiązał świadomie i z premedytacją. We wszystkich trzech przypadkach muzyka wprowadza w metafizyczny wręcz nastrój, choć robi to, korzystając z innych środków wyrazu. Te zastosowane przez Brankę wydają się najmniej adekwatne do osiągnięcia zamierzonego celu. Artysta posługuje się tu bowiem gitarowym hałasem, punkową agresją, ciężarem większym niż niejedna kapela metalowa, przerażającymi dźwiękami niczym z horroru. Przy czym sama gitara używana jest tu w niezbyt rockowy sposób. Nie jest to również jazz - całość została starannie skomponowana, nie pozostawiając wiele miejsca na improwizację - ani muzyka poważna, do której poniekąd aspiruje, choć jej twórca nawet nie posiadał formalnego wykształcenia muzycznego. Glenn Branca wywodził się z podzie...

[Recenzja] John Zorn - "Naked City" (1990)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E07 Ciężar w muzyce może przybierać różną postać. Nie musi wcale wynikać z typowo metalowych patentów. W związku z tym nie widzę sensu, by w tym cyklu trzymać się wyłącznie tego typu grania. Choć akurat ten album trochę tego metalu zawiera, nawet jeśli miesza się on tu z innymi stylami i jedynie czasem nad nimi dominuje. Tak samo ciężar i agresją stanowią tylko jedne z wielu środków ekspresji, a przytłaczający charakter tego wydawnictwa wynika przede wszystkim z czegoś całkiem innego - z szaleństwa, nieokiełznanego eklektyzmu i nieprzewidywalności tego materiału. To płyta, na której free jazz miesza się z grindcore'em, no wave i surf rockiem - a to tylko te najczęściej słyszane inspiracje - często na przestrzeni pojedynczych kawałków, w których nie brakuje zaskakujących zwrotów stylistycznych, choć często te wpływy po prostu nakładają się na siebie w tym samym momencie. W chwili wydania tego albumu John Zorn był już uznaną postacią nowojorsk...

[Recenzja] Godflesh - "Streetcleaner" (1989)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E06 Instrumentem, bez którego najtrudniej wyobrazić sobie muzykę rockową, nie jest bynajmniej gitara, lecz perkusja. To bębny nadają jej odpowiedniej dynamiki, energii oraz ciężaru. Rockowych, w tym też metalowych, grup bez gitarzystów wymienić można sporo, ale bez perkusistów - zdecydowanie trudniej. Jeśli już jakiś zespół decydował się grać bez bębniarza, to przeważnie zastępowano go automatem. Dla muzycznych ortodoksów to wręcz bluźnierstwo, jednak efekty bywają intrygujące. A do jednego z najlepszych zastosowań tej technologii doszło na płycie metalowej - "Streetcleaner" grupy Godflesh. Początkowo zespół nazywał się Fall of Becouse i grał muzykę bliską The Cure. Wszystko zmieniło się, gdy do śpiewającego gitarzysty Paula Neville'a oraz basisty G. C. Greena dołączył Justin Broadrick w roli perkusisty i dodatkowego wokalisty. Za jego namową trio poszło w kierunku Swans czy Sonic Youth. Jego muzyczne zainteresowania były zresztą d...