[Recenzja] Knower - "Knower Forever" (2023)

Knower - Knower Forever


Najnowszy album duetu Knower ukazał się wprawdzie już w czerwcu, jednak dopiero na początku października miał swoją premierę w streamingu. W międzyczasie Genevieve Artadi i Louis Cole chcieli cokolwiek zarobić na sprzedaży fizycznych kopii oraz płatnych pobraniach - i nie ma w tym nic złego, zwłaszcza biorąc pod uwagę nędzne wynagrodzenie za odtworzenia na platformach. W sumie dobrze się stało, że właśnie teraz "Knower Forever" doczekał się drugiej premiery, bo jego pogodny nastrój idealnie komponuje się z moją nadzieją na (trochę) lepszą przyszłość po najbliższym weekendzie - w państwie, gdzie przestrzegane są demokratyczne standardy i prawa człowieka, rządzonym kompetentnie i w miarę uczciwie, faktycznie bezpiecznym, postępowym, rozdzielonym od organizacji religijnych, bez indoktrynacji w szkołach, z wolnymi sądami oraz niezależnymi mediami, z lepszymi stosunkami międzynarodowymi. Amerykański duet wstrzelił się zresztą świetnie z utworem "I'm the President" - to akurat satyra na obietnice wyborcze i źle rozumianą demokrację, gdzie rządzący traktują swoją wygraną jako przyzwolenie na podejmowanie dowolnych decyzji, nawet wbrew woli większości społeczeństwa.


Multiinstrumentalista - głównie perkusista - Louis Cole oraz wokalistka Genevieve Artadi, oboje wykształceni muzycy jazzowi, pod szyldem Knower działają od 2009 roku, a "Knower Forever" to ich piąty wspólny album. Ze wszystkich dotychczasowych zrealizowany z największym rozmachem, z udziałem ponad pięćdziesięciu gości - oprócz wymienionych niżej muzyków także z rozbudowanymi sekcjami dętą i smyczkową oraz licznymi chórzystami. Ale spokojnie, poza kawałkiem tytułowym, pełniącym rolę instrumentalnego intra, nie ma tu przesadnego patosu. To zbiór lekkich, bezpretensjonalntch, humorystycznych piosenek, bez wyjątku wyrazistych i atrakcyjnych melodycznie, a zarazem dość złożonych w warstwie instrumentalnej. Stylistycznie mieszczą się gdzieś na pograniczu art popu, synth-funku i jazz-funku, ze sporadycznymi odchyłami w stronę jazzstepu (np. "It's All Nothing Until It's Everything") lub rocka (mocno gitarowy "Do Hot Girls Like Chords"). Najbardziej charakterystycznymi elementami większości materiału jest bardzo gęsta, intensywna, połamana, ale wciąż funkowo bujająca praca sekcji rytmicznej, połączona z klawiszowymi brzmieniami  w stylu późnego fusion oraz wysoki, delikatny głos Artadi, nierzadko z dodatkiem jazzujących partii saksofonu lub pianina. Na tym tle odstają dwa bardziej wyciszone nagrania: "Same Smile, Different Face" z subtelnym akompaniamentem pianina i smyczków, oraz zagrany w większym składzie, ale dość powściągliwy "Crash the Car".

Zawarta na "Knower Forever" muzyka jest - szczególnie pod względem brzmienia czy aranżacji, ale też samego wykonania - nieco kiczowata i przesłodzona, tyle że to w pełni świadoma konwencja, potraktowana ze sporym humorem oraz dystansem. Bardzo sprawnie jest to wszystko zagrane i zaśpiewane, a kompozycje to po prostu świetnie napisany pop, który w bardziej konwencjonalnym aranżu mógłby odnieść komercyjny sukces.

Ocena: 8/10

Nominacja do płyt roku 2023



Knower - "Knower Forever" (2023)

1. Knower Forever; 2. I'm the President; 3. The Abyss; 4. Real Nice Moment; 5. It's All Nothing Until It's Everything; 6. Nightmare; 7. Same Smile, Different Face; 8. Do Hot Girls Like Chords; 9. Ride That Dolphin; 10. It Will Get Real; 11. Crash the Car

Skład: Genevieve Artadi - wokal; Louis Cole - perkusja, syntezator (1), pianino (7)
Gościnnie: Paul Cornish - instr. klawiszowe (2,4,8,9,11); Jacob Mann - instr. klawiszowe (2,5,6,8,9,11); Sam Wilkes - gitara basowa (2,5,8,9,11); Sam Gendel - saksofon (3,4,10); Rai Thistlethwayte - instr. klawiszowe (3-6,10); Mononeon - gitara basowa (3,4,6,10); Adam Ratner - gitara (8,11); Chiquita Magic - instr. klawiszowe (10); David Binney - saksofon (11)
Producent: Louis Cole


Komentarze

  1. Knower jest świetny, daje nadzieję na przywrócenie popularności fusion.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znałam zespołu dotąd. Pewnie bym dalej nie znała, ale komentarz JD, o fusion, zaciekawił i posłuchałam. Raz, ale sumiennie, nie odchodziłam od głośników, to był dość ciekawie spędzony czas.
      Posłuchałam też poprzedniej, Life z 2016 szukając punktu odniesienia i myślę sobie, że duet przystępując do realizacji tegorocznej, do studia wszedł z doświadczeniem poprzednich realizacji, wzbogaconym o lekturę jakiegoś zeszytu pod nazwą "Korespondencyjny Kurs Jazzu". Nie szydzę(!) tylko mam wrażenie, iż tej materii jazzowej, jest tu akurat tyle ile można wyciągnąć z takiej lektury. Piszesz, że Louis Cole i Genevieve Artadi, to wykształceni muzycy działający od ponad dekady, co słychać, pewna zmyślność w umieszczaniu jazzowych struktur w elektronicznym trzonie płyty, jest intrygująca.
      Tyle, że właściciele, stricte, jazzowych kolekcji, płyty na półce nie postawią, a w klubach gdzie się tańczy, ten materiał też nie zaiskrzy. Zatem, zrobili sobie "pod górę". W każdym razie Knower Forever, to przykład artystycznej odwagi, niemal.
      Zaćmiona wątpliwościami, iż to jeden do jednego, ale też perfekcjonizmem tego co dociera do moich uszu, dopowiem, że w podobnej stylistyce, wypowiedziała się Róisín Murphy na tegorocznej Hit Parade. Obywając się od 50-cio osobowej brygady, a ledwie wciągając do współpracy DJ-a Koze, nagrała materiał docierający do jakości Ruby Blue.
      Przy okazji, dowiedziałam się o istnieniu... "tabletek spowolniających dojrzewanie", których stosowanie p. Murphy, obśmiała w portalach społecznościowych, a presja obrażonych tak duża, że Ninja Tune, opóźniała wydanie.

      Usuń
    2. Mam podobne wrażenia, jeśli chodzi o zawartość jazzu na tym albumie. Inspiracje późno-sewentisowym fusion są tu w wielu fragmentach ewidentne, ale jednak jest to tylko jedna ze składowych, obok inspiracji innymi rodzajami muzyki.

      Usuń
    3. Właśnie, bo tu punktem odniesienia jest fusion jako gatunek. Niektóre utwory mają trochę więcej tego jazzu, np. "It's All Nothing Until It's Everything" w drugiej części.

      Usuń
  2. Fajnie, że mi przypomniałeś o tym, słuchałem paru kawałków na YT i musze powiedzieć, że to bardzo przyjemna muzyka - takie Steely Dan, gdyby Steely Dan było dobre ;). Trochę się obawiałem, że całość będzie brzmiała nieco jak inny projekt Cole'a, Clown Core, które o ile działa nieźle jako forma żartu muzycznego tak nieco za bardzo na tym się opiera i ostatecznie nie brzmi zbyt interesująco. Pozytywnie mnie zaskoczył ten projekt.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] Death - "Human" (1991)

[Recenzja] Republika - "Nowe sytuacje" (1983) / "1984" (1984)

[Recenzja] Present - "This Is NOT the End" (2024)

[Zapowiedź] Premiery płytowe kwiecień 2024

[Recenzja] Extra Life - "The Sacred Vowel" (2024)