29 października 2012

[Recenzja] Metallica - "...And Justice for All" (1988)



Album "Master of Puppets" osiągnął wieli sukces, czyniąc Metallikę jednym z najbardziej popularnych zespołów. Potwierdzeniem statu zespołu była możliwość supportowania Ozzy'ego Osbourne'a na jego amerykańskiej trasie. Następnie zespół udał się do Europy, gdzie grał trasę już jako headliner. Niestety, podczas pobytu w Szwecji doszło do tragicznego wypadku autokaru grupy, w wyniku którego zginął Cliff Burton. Pozostali muzycy postanowili jednak kontynuować karierę, a nowym basistą został Jason Newsted. Pierwszym wydawnictwem z nowym muzykiem była EPka "The $5.98 E.P. / $9.98 CD: Garage Days Re-Revisited", zawierająca same covery, a już rok później ukazał się album z premierowym materiałem, zatytułowany "...And Justice for All".

Longplay jest wyraźnie słabszy od poprzednich. Wielkim rozczarowaniem jest już samo brzmienie, z suchymi gitarami, płaską perkusją i zupełnie niesłyszalnym basem. Jeżeli zespół chciał w ten sposób podkreślić stratę basisty, zrobił to zupełnie niepotrzebnie - brak Burtona jest i tak od razu wyczuwalny. Ponieważ był on nie tylko świetnym basistą, ale - jako jedyny członek zespołu znający teorię muzyki - miał też umiejętność nadawania ciekawszego kształtu kompozytorskim pomysłom pozostałych muzyków. Podczas tworzenia "...And Justice for All" zabrakło kogoś, kto zająłby się oszlifowaniem utworów, przez co zwykle brzmią bardzo topornie, ociężale, a czasem po prostu chaotycznie.

Braki kompozytorskie i aranzacyjne Hetfielda, Ulricha i Hammeta słychać szczególnie w dziesięciominutowym utworze tytułowym, pełnym różnych przejść i zmian motywów, które zbyt często się powtarzają, a całość wyraźnie się nie klei. Albo w "One", w którym bardzo zgrabna część balladowa kontrastuje z kompletnie pozbawionym finezji, chaotycznym przyśpieszeniem. Albo "To Live Is to Die" (hołd dla Burtona, w którym Hetfield recytuje wiersz napisany przez zmarłego kolegę), z naprawdę ładnymi łagodniejszymi fragmentami i świetnymi solówkami, ale też z wyjątkowo topornymi riffami i perkusją. Przykłady można mnożyć. Potencjału na dobre utwory tutaj nie brakuje - poza powyższymi utworami warto wymienić "Blackened", "Eye of the Beholder" i "Harvester of Sorrow". Jednak przez specyficzną produkcję i brak szlifu, sprawiają wrażenie bardzo ociężałych, pozbawionych energii. Nieco więcej życia pojawia się dopiero w rozpędzonym finale albumu, "Dyers Eve".

"...And Justice for All" jest wyraźną oznaką kryzysu. Brak Cliffa Burtona zdecydowanie negatywnie wpłynął na kształt tego albumu. Mimo wszystko, mam do niego spory sentyment - był to pierwszy album Metalliki, jaki poznałem. Kupiłem go zupełnie w ciemno, praktycznie nie znając jego zawartości (kiedyś słyszałem "One", ale już go nawet nie pamiętałem). Nie spodziewałem się aż tak ciężkiej muzyki, jednak szybko się do niej przekonałem i przez miesiąc czy dwa nie słuchałem niczego innego, oprócz tego albumu.

Ocena: 7/10



Metallica - "...And Justice for All" (1988)

1. Blackened; 2. ...And Justice for All; 3. Eye of the Beholder; 4. One; 5. The Shortest Straw; 6. Harvester of Sorrow; 7. The Frayed Ends of Sanity; 8. To Live Is to Die; 9. Dyers Eve

Skład: James Hetfield - wokal i gitara; Kirk Hammet - gitara; Lars Ulrich - perkusja; Jason Newsted
Producent: Flemming Rasmussen i Metallica


13 komentarzy:

  1. według mnie ta płyta zasługuje spokojnie na co najmniej 9/10

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakim cudem ta płyta ma tak wysoką ocenę, skoro wydźwięk całej recenzji jest bardziej negatywny niż pozytywny (przynajmniej ja tak to odbieram)? Czyżby przez ten wspomniany sentyment?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Faktycznie wydźwięk recenzji jest taki, ale pomimo tych wszystkich wymienionych wad sądzę, że nie jest to album dużo słabszy (ale wciąż słabszy) od dwóch poprzednich (8/10), a już na pewno nie gorszy od następnego (7/10). Może powinienem był wskazać więcej zalet dla lepszej równowagi.

      Usuń
  3. Nie uważasz, że "zgrabna" w odniesieniu do bardzo przejmującej i emocjonalnej, pierwszej części ONE nie jest dobrym, a wręcz umniejszającym?

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zamierzasz już do tego wracać, że to sprzedałeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pfff, nie, jestem na tej samej winylowej grupie, od dawna już zresztą i mi pokazało ogłoszenie gdzie wystawiasz kilka płyt

      Usuń
    2. Sprzedajesz czy kupujesz?

      Ja od czasu do czasu pozbywam się tego, co tylko zajmuje mi miejsce na półce.

      Usuń
    3. Dołączyłem z zamiarem ewentualnej sprzedaży którejś z tych płyt, które kiedyś wysłałem Ci na zdjęciach. Ale jak zobaczyłem jak wahają się ceny winyli to mi się póki co odechciało. Chyba jak ktoś nie jest w temacie, to łatwo wyjść na idiotę sprzedając coś za 10x mniej niż jest warte. Tu trzeba specjalnych wycen i researchy co do wartości kolekcjonerskiej. A płyty z końca lat 60. i do połowy 70. mogą być zarówno cennymi białymi krukami (tyle że dla bardzo określonej grupy kolekcjonerów, vide te rosyjskie czy jazz jamboree) jak i nic niewartym śmieciem. Stanu tych płyt też w większości nie sprawdziłem. Wątpię żebym zajął się słuchaniem z winyli, to zabawa raczej dla ekscentrycznych (i bogatych) kolekcjonerów. Ma to coś z rekonstrukcji historycznych. Ktoś mnie zaprosił do winylowej grupy (szczęśliwie Ciebie tam nie ma, spokojnie) i widzę, że słuchacze winyli to dość specyficzna grupa, np. polująca na bardzo konkretne wydania danego albumu.

      Kto wie, może kiedyś zacznę, ale póki co nie poznałem zbyt wiele muzyki wartej winyla. Swoją drogą, to pisałeś że jedną z płyt którą sprzedawałeś kupił któryś z Twoich Czytelników. Też wyszedłeś do niego z zarzutem stalkerstwa?

      Usuń
    4. Otóż nie, bo to była zupełnie inna sytuacja. Sam dałem temu Czytelnikowi link do tematu z moimi ofertami na forum winylowym, bo był ciekaw co sprzedaję, gdy napisałem, że pozbywam się części kolekcji.

      Wycenę winyli najlepiej przeprowadzić w oparciu o Discogs. Wpisujesz numer katalogowy posiadanego wydania i możesz zobaczyć najniższą i najwyższą kwotę, po jakiej to konkretne wydanie zostało sprzedane, a także średnią sumę wszystkich sprzedanych egzemplarzy. Warto też sprawdzić aktualne oferty - ile ich jest, w jakich krajach są sprzedawane, a także cenę i stan. Można też porównać z cenami i dostępnością na Allegro. Bo może się okazać, że masz płytę, której w polskich sklepach się nie dostanie w ogóle, a na Discogs można kupić za 20$, ale tylko od sprzedawcy ze Stanów, co wiąże się z wysokim kosztem dostawy i innym ryzykiem. W takim wypadku, jeśli masz tę płytę w podobnym stanie, możesz zażyczyć sobie za nią znacznie więcej. Czy będzie popyt, to już inna kwestia. Problematyczne może być samo ocenienie stanu, ale w internecie znajdziesz bez problemu skalę Record Collector's Grade System wraz z objaśnieniami. Zawsze można dodać, że płyty były oceniane tylko wizualnie.

      Też kompletnie nie rozumiem takich typowych kolekcjonerów, którzy np. kupują po kilka wydań jednego albumu, które różnią się jakimiś nieważnymi szczegółami (typu inny kolor labela - naklejki na płycie) albo kupują album, którego nie znają / nie lubią / nie chcą słuchać, bo ma wartość kolekcjonerską. Albo kupują za grosze największe śmieci (typu rosyjskie nieautoryzowane składanki popularnych wykonawców, płyty z niemiecką muzyką ludową, itp.), żeby mieć jak największą kolekcję. To jest faktycznie ekscentryczne. Mnie jednak wystarcza po jednym wydaniu albumów, których faktycznie chcę słuchać, a ten nośnik zapewnia takie brzmienie, jakie najbardziej mi odpowiada (nie zawsze, bo czasem trafia się płyta w nie najlepszym stanie lub po prostu dany album nie został zbyt dobrze nagrany).

      Usuń
    5. A skąd masz większy odzew zainteresowanych? Z grupy "grupa winylowa ogłoszenia" (gdzie jestem ja) czy z forum (mógłbyś podać adres)?

      Usuń
    6. Zwykle zainteresowanie jest tu i tam. Teraz tylko na forum winyl.net

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem nie będą publikowane, ale jeśli uznam je za ciekawe, umieszczę odpowiedzi na nie na stronie "FAQ / Q&A".