23 marca 2018

[Recenzja] Miles Davis - "Star People" (1983)



Na "Star People" zebrano studyjne i koncertowe nagrania dokonane na przestrzeni siedmiu miesięcy, od sierpnia 1982 do lutego następnego roku. Davisowi przez cały ten czas towarzyszył w miarę stabilny skład, z saksofonistą Billem Evansem, gitarzystą Mikiem Sternem, basistą Marcusem Millerem (na początku 1983 roku zastąpionym przez Toma Barneya), perkusistą Alem Fosterem i perkusjonistą Mino Cinelu. W międzyczasie dołączył do nich drugi gitarzysta, John Scofield, którego bluesowy styl gry interesująco dopełnił brzmienie grupy.

Świetnie wypadają oba nagrania koncertowe, czyli "Come Get It" i "Speak". W przeciwieństwie do wydanej kilka miesięcy wcześniej koncertówki "We Want Miles", tutaj nie brakuje szaleństwa, energii i intensywności, jakie cechowały występy Davisa w poprzedniej dekadzie. Podobnie jak wtedy, muzycy mieszają funk, rock i jazz, choć już nie w tak awangardowy sposób, a psychodeliczny nastrój został zastąpiony klimatem i brzmieniem lat 80. Zespół na pewno jest tu już bardziej zgrany, niż w nagraniach z "We Want Miles". Nie jest to może aż porywające granie, ale i tak fantastyczne. Równie ciekawie wypadają "It Gets Better" i tytułowy "Star People", a zarazem bardzo zaskakująco, bo to archetypowe, dwunstotaktowe bluesy w wolnym tempie. W pierwszym z nich zachwycają partie Scofielda, w drugim - Davisa i Evansa, którzy na swoich instrumentach doskonale naśladują bluesowy sposób gry na gitarze, oraz Sterna, który w przeciwieństwie do Scofielda gra bluesa w bardziej rockowym stylu. Niestety, dwa ostatnie kawałki zaniżają poziom. "U'N'I" i "Star on Cicely" to przykłady bardziej komercyjnego podejścia do grania. Nie są może tak okropne, jak tytułowy kawałek z "The Man with the Horn" lub późniejsze dokonania Davisa, ale i niczym nie zachwycają. Na ich nieobecności album tylko by zyskał, zwłaszcza że jest bardzo, jak na tamte czasy, długi (trwa niemal pełną godzinę).

"Star People" jest zdecydowanie najbardziej udanym wydawnictwem Milesa Davisa z okresu po przerwie, choć niepozbawionym wad. Oprócz długości i nierównego poziomu utworów, należy do nich brak jednorodnego brzmienia - w "Speak" jakość jest wręcz bootlegowa. Ogólnie jednak jest zaskakująco dobrze - zwłaszcza na tle późniejszych dokonań trębacza.

Ocena: 7/10



Miles Davis - "Star People" (1983)

1. Come Get It; 2. It Gets Better; 3. Speak; 4. Star People; 5. U'N'I; 6. Star on Cicely

Skład: Miles Davis - trąbka, instr. klawiszowe; Bill Evans - saksofon; Mike Stern - gitara; John Scofield - gitara (2,3); Marcus Miller - bass (oprócz 3); Tom Barney - bass (3); Al Foster - perkusja; Mino Cinelu - instr. perkusyjne
Producent: Teo Macero


8 komentarzy:

  1. Ciekawe jak ocenisz Under Arrest i Tutu, bo to megaprzyjemne chilloutowe granie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle nie zamierzam o nich pisać, bo to megatandetne komercyjne granie.

      Usuń
    2. Po pierwsze nie wiem po co mnie przedrzeźniasz taką parafrazą, po drugie przydałoby się mieć pełen ogląd dyskografii tego i tak wybitnego twórcy, bo na pewno i te dwa znajdą swoich zwolenników. A II polowa lat 80. to niewątpliwie także interesujące granie. Tylko w innym stylu i do innego targetu. To co, będziesz opisywał tylko zlewające się już w jedną masę koncertówki, które śmiało mogłyby się zakończyć na Pangei (ale niestety to dobry sposób na tłuczenie kasy)? Chcemy mieć pełny obraz twórczości Davisa.

      Usuń
    3. Piszę o tym, co uważam za warte polecenia. Moim celem jest polecanie twórczości Milesa Davisa, a nie zniechęcenie do niej - a tym byłyby recenzje albumów po "Star People". Nie słyszę na nich niczego interesującego. To typowy dla tamtych czasów, kiczowaty pop, tylko z trąbką zamiast wokali. Przesłuchanie "You're Under Arrest" było dla mnie prawdziwą torturą, nie chcę już do tego wracać.

      Usuń
  2. Które albumy Milesa trzeba przesłuchać?,chodzi mi o te wydane po Kind of Blue.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę wszystkie, które już zrecenzowałem i te, które zrecenzuję. Na początek polecam:
      "Miles Smiles"
      "Miles in the Sky"
      "In a Silent Way"
      "Bitches Brew"
      "Jack Johnson"
      "Get Up with It"
      "Dark Magus"

      Usuń
    2. A co przepraszam jeszcze zrecenzujesz skoro stajesz okoniem jeżeli chodzi o 3 albumy które jeszcze wydał za życia? Koncertówki które nie wnoszą nic ponad te wydane do końca lat 70. ?

      Usuń
    3. Koncertówki, które wnoszą po kilkadziesiąt genialnej muzyki, za każdym razem granej inaczej. I boksy z kompletnymi sesjami, które zawierają mnóstwo niepublikowanych wcześniej nagrań, których poziom jest nieporównywalnie wyższy od twórczości Davisa po powrocie.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.