[Artykuł] Podsumowanie roku 2025

Rok 2025 przez długi czas nie wydawał mi się tak mocny muzycznie, jak kilka poprzednich lat. Do czasu, gdy zabrałem się za układanie tego zestawienia. Dopiero długa lista tych wszystkich świetnych zeszłorocznych nowości oraz trudności z ich uszeregowaniem - poza samą czołówką, bo tu wielu wątpliwości nie mialem - przekonały mnie w pełni do tego rocznika. Zaprezentowane tu muzyczne podsumowanie roku 2025 jest, oczywiście, całkowicie subiektywne. Pewne obiektywne walory mogły mieć wpływ na mój odbiór tych albumów, ale przy wyborze i kolejności tytułów nie kierowałem się żadną specjalistyczną analizą. Brałem pod uwagę raczej swoją własną przyjemność ze słuchania oraz to, jak chętnie do tych płyt wracałem. Kilka wysoko ocenionych przeze mnie wydawnictw nie znalazło się na tej liście, ponieważ ich nie recenzowałem i nie osłuchałem się z nimi na tyle dobrze, by rzetelnie zestawić je z pozostalymi. Wymienię je teraz, aby jednak został po nich jakiś ślad w tym podsumowaniu:
Poniższa playlista składa się z tegorocznych utworów, których najcześciej słuchałem, ale z ograniczeniem do jednego nagrania na album. Na zakończenie bonus - odświeżona wersja zeszłorocznego kawałka Kim Gordon, tym razem z tekstem złożonym ze słów zakazanych w administracji pomarańczowego klauna zza oceanu. Nie ma natomiast reprezentantów kilku albumów, których brakuje na Spotifaju, ale można je odsłuchać w całości z podanych przy opisach linków do Bandcampa.
Najlepsze płyty 2025 roku
40. King Gizzard & The Lizard Wizard - "Phantom Island"
Zaskakująco udana współpraca rockowego zespołu z orkiestrą - bez symfonicznego patosu, raczej z luzem starych nagrań soulowych, a takie skojarzenie tylko potęguje taneczny, imprezowy charakter wydawnictwa.
39. Mary Halvorson - "About Ghosts"
Kolejny album fantastycznej gitarzystki jazzowej i jej świetnie zgranego sekstetu - tu w niektórych utworach poszerzonego o dodatkowych muzyków, co jednak nie szkodzi zespołowej interakcji - tylko sam materiał nieco mniej wyrazisty od poprzednich.
38. McKinley Dixon - "Magic, Alive!"
37. Shearling - "Motherfucker, I Am Both: "Amen" and "Hallelujah".."
36. Richard Dawson - "End of the Middle"
Fałszujący wokal, gitara akustyczna, bębny i sporadyczne solówki na klarnecie wystarczyły do stworzenia całkiem zgrabnego zbioru folk-rockowych piosenek, z dwoma dłuższymi utworami, które nie tylko pokazują, ale też dobrze realizują nieco większe ambicje artystyczne.
35. Brandee Younger - "Gadabout Season"
Trudno uniknąć porównań z Alice Coltrane, zwłaszcza gdy dominującym instrumentem jest należąca do niej harfa. Younger oddala się jednak od jazzowego idiomu, niemal rezygnując ze wsparcia sekcji rytmicznej i zastępując ją ambientowymi pogłosami.
34. Stara Rzeka - "Wynoś się z mojego domu"
Powrót po dekadzie przerwy, w odświeżonej, bardziej elektronicznej i piosenkowej wersji, ale to wciąż Stara Rzeka, z tymi charakterystycznymi pasażami akustycznej gitary, realizująca swoją koncepcję wyimaginowanego folku.
33. Eiko Ishibashi - "Antigone"
32. Evan Ziporyn & ContaQt - "Art Decade"
Kompozycje Davida Bowie, Briana Eno, Roberta Frippa i Harolda Budda potraktowane tak, jakby były dziełami muzyki poważnej.
31. Anna von Hausswolff - "Iconoclasts"
Niezła kontynuacja znakomitego "Dead Magic", z paroma nowymi rozwiązaniami, ale z pewnym nadmiarem materiału, który nie zawsze jest tak mocarny, jak w swoich najlepszych momentach.
30. Ochłapy - "Strzępy"
Rozbudowane, kilkunastominutowe utwory z istotną rolą kontrolowanej improwizacji. Stylistycznie najprościej zaliczyć do post-rocka, ale poszczególne momenty kojarzą się m.in. z klasycznym progiem czy krautrockiem.
29. Natural Information Society and Bitchin Bajas - "Totality"
Hipnotyczne, powoli rozwijające się utwory, zdradzające.fascynację obu zaangażowanych grup post-minimalizmem. Wciąż silne są jednak także wpływy jazzu i dalekowschodnich tradycji z jednej strony, a elektroniki oraz psychodelii z drugiej.
28. clipping. - "Dead Channel Sky"
W formie całkiem tradycyjny album koncepcyjny, a w treści - nowoczesny hip-hop industrialny, ciężki, mroczny i pokręcony, choć bywa też nieco tanecznie.
27. Imperial Triumphant - "Goldstar"
Po wyborze Mamdaniego ta dekadencka wizja Nowego Jorku może lekko się oddala, ale muzycznie to wciąż potężna rzecz - metal grany z niemalże jazzową finezją.
26. SUMAC and Moor Mother - "The Film"
Zaangażowanej poezji Moor Mother tym razem nie towarzyszy jazzowy akampaniament ani hip-hopowe podkłady, a metalowo-noise'owa ściana dżwięku. I wciąż brzmi to intrygująco.
25. FKA twigs - "Eusexua"
Pierwsza z dwóch tegorocznych płyt Tahliah Barnett, ta ciekawsza, bo poza zgrabnymi piosenkami oferująca więcej ciekawych aranżacji, produkcyjno-brzmieniowych eksperymentów.
24. caroline - "caroline 2"
Na drugim albumie zespol obiera bardziej zdecydowany kierunek, pozornie bardziej radiowy, czego najlepszym przykładem "Tell Me I Never Knew That" z gościnnym udziałem Caroline Polachek. Ale już w pozostałych kawałkach wyraziste melodie kontrastują różne eksperymenty, obniżające komercyjny potencjał, za to czyniące album ciekawszym.
23. Jim Ghedi - "Wasteland"
22. Katarina Gryvul - "Spomyn"
Ukraińska artystka na swoim trzecim albumie sięga po ludowe melodie swojego regionu i dokonuje ich dekonstrukcji, aż stopniowo rozpadają się w elektronicznym hałasie. Bardzo wymowna dźwiękowa ilustracja putinowskich zbrodni na ukraińskim społeczeństwie i kulturze.
21. Park Jiha - "All Living Things"
Łącząca koreańską tradycję muzyczną ze współczesnymi, zachodnimi nurtami artystka idzie tym razem o krok dalej, wzbogacając dotychczas stricte akustyczne brzmienie elektroniką, dzięki czemu brzmi jeszcze bardziej unikalnie.
20. Perfume Genius - "Glory"
Po intrygującym eksperymencie, jakim był "Ugly Season", Michael Hadreas wraca do bardziej przystępnego grania, w zasadzie konwencjonalnych piosenek, ale naprawdę zgrabnie napisanych, zaaranżowanych i wykonanych.
19. Wojciech Rusin - "Honey for the Ants"
Zaskakująco udane spotkanie muzyki dawnej z bardzo nowoczesną, eksperymentalną produkcją.
18. PIQSIQ - "Legends"
Innuickie legendy i tamtejsza tradycja muzyczna w nowoczesnej i dość przerażającej oprawie.
17. Daniel O'Sullivan - "Eros"
16. Squid - "Cowards"
Trochę brak tu konsekwencji: część kawałków to powrót do estetyki "Bright Green Field", pozostałe idą drogą "O Monolith", ciekawie rozwijając tę stylistkę. Zwykle lepiej wychodzi to drugie. Na płycie bywa mocarnie, ale jako całość mnie nie do końca przekonuje.
15. Rafael Toral - "Travelling Light"
Jazzowe standardy z pierwszej połowy XX wieku w ambientowych aranżacjach na gitarę, elektroniczne tła oraz sporadycznie pojawiające się dęciaki. Jedno z najładniejszych pod względem melodii i klimatu tegorocznych wydawnictw.
14. Harri Kuusijärvi - "Aallot"
Doładowany elektroniką akordeon i jazzowa sekcja rytmiczna. Jedna z mocniejszych w tym roku fuzji jazzu z ambientem, o punkt wyżej od Torala za autorski repertuar i mniej typowe instrumentarium.
13. Titanic - "Hagen"
Drugi album meksykańskiego duetu Mabe Fratti i Hectora Tosty to zbiór art-popowych piosenek, w których artyzmu, eksperymentu jest tyle, co autentycznie chwytliwych, zgrabnych melodii - oba te elementy znakomicie się tu dopełniają.
12. The Necks - "Disquiet"
Monumentalne, ponad trzygodzinne dzieło, z najdłuższym utworem o długości pięciu kwadransów, to zarazem jeden z najlepszych albumów australijskiego tria, pokazujący jego wszechstronność, znakomicie zagrany i wyrazisty kompozytorsko.
11. Armand Hammer & The Alchemist - "Mercy"
Abstrakcyjny, psychodeliczny hip-hop z udzialem jednej z najważniejszych postaci tego roku, Billy'ego Woodsa, który na liście jeszcze się pojawi.
10. Swans - "Birthing"
Kolejny monumentalny album Swans. O ile jednak do wcześniejszych mam różne zastrzeżenia, tak tutaj kompozycje, wykonanie i klimat są na tyle mocne, że długość zupełnie mi nie przeszkadza.
9. Oneohtrix Point Never - "Tranquilizer"
Nieformalna kontynuacja przełomowego dla Daniela Lopatina albumu "Replica" sprzed 14 lat, ale w nowocześniejszym wydaniu. Zgodnie z tytułem dominuje bardziej uspokajające granie - tak bardzo potrzebne w tych trudnych czasach - ale wciąż niesamowicie kreatywne pod względem produkcji.
8. Charles Hayward & Dälek - "HAYWARDxDALEK"
7. Nick Prol & the Proletarians - "An Erstwisle Alphabestiary: Book Two"
Druga część fikcyjnego bestariusza, a od strony stricte muzycznej - porywające połączenie avant-proga z art-popem i mnóstwem innych wpływów, pełne humoru i szaleństwa, a zupełnie bez symfonicznego nadęcia. Album wydany na sam koniec roku, co potwierdza, że warto trochę się wstrzymać z podsumowaniami.
6. Little Simz - "Lotus"
Eklektyczny hip-hop z wpływami soulu, afrobeatu, rocka czy folku, bardzo przy tym spójny za sprawą konsekwentnego trzymania się prawdziwych instrumentów oraz charakterystycznego wokalu Simbi. Mimo braku Inflo produkcja wciąż stoi na wysokim poziomie.
5. Lost Crowns - "The Heart Is in the Body"
Szaleństwo Cardiacs połączone z kunsztem Gentle Giant i odrobiną folkowych brzmień. Bardzo wyrafinowana, dość zwariowana muzyka, której nie brak jednak atrakcyjnych, wyrazistych melodii.
4. Maruja - "Pain to Power"
W końcu na scenie Windmill pojawił się naprawdę mocny konkurent dla black midi, BC,NR oraz Squid. Zespół zaczynał od post-rocka w wydaniu slintowym, tylko z saksofonistą w składzie, ale na swoim pełnowymiarowym debiucie proponuje już własną odmianę, z dodatkiem elementów hip-hopowych. Najmocniejszy rap rock od czasu Faith No More i Rage Against the Machine, a przy tym całkiem inny.
3. Billy Woods - "Golliwog"
Woods w bardziej posępnym, przytłaczającym wydaniu - ale to album o systemowej pogardzie i przemocy wobec mniejszości, o nierównościach społecznych, więc wszystko się zgadza. Niemal każdy z 18 kawałków został nagrany z innym producentem, co jednak wpływa wyłącznie na większą ilość pomysłów. - a tych tu nie brakuje - natomiast w ogóle nie szkodzi spójności, to bardzo konsekwentne dzieło.
2. Black Country, New Road - "Forever Howlong"
Grupa straciła charyzmatycznego frontmana, ale zyskała trzy sprawne wokalistki - wcześniej jedynie instrumentalistki - z których każda sprawdza się w nieco innym repertuarze, co dodaje różnorodności. Stylistyczny zwrot ku art-popowi z domieszką folku pozwolił w pełni wykorzystać możliwości obecnego składu, a sporym atutem są wyraziste kompozycje oraz dość bogate brzmienie.
1. Spiral Garden - "Spiral Garden"
Samodzielnie skonstruowane instrumenty, nietypowe strojenie, szerokie inspiracje, bogactwo brzmieniowe, perfekcyjny warsztat instrumentalny bez popisywania się umiejętnościami, ogromna wyobraźnia muzyczna, a zarazem zdolność tworzenia wyjątkowo zgrabnych melodii. Razem składa się to na najbardziej unikalny album tego roku, a moim zdaniem także najlepszy.

Wyróżnienia 2025: archiwalia, koncertówki, reedycje
- Cecil Taylor & Tony Oxley - "Flashing Spirits"
- Depeche Mode - "Memento Mori: Mexico City"
- Frank Zappa - "Halloween 78"
- Pink Floyd - "Pink Floyd at Pompeii - MCMLXXII"
- Pink Floyd - "Wish You Were Here 50"
- Tomasz Stańko - "Polish Radio Sessions 1970-91"
Muzyczny dzban roku 2025
Po rocznej przerwie powracam do przyznania nagrody muzycznego dzbana roku dla najgłupszej i najbardziej szkodliwej wypowiedzi lub dzieła. Miałem kilku kandydatów, którym chciałbym wręczyć aluminiową statuetkę Eryka - nazwaną tak na cześć Erica Claptona, który swego czasu dezinformował na temat szczepionek i nawet nagrał na ten temat piosenkę, co zainspirowało ten plebiscyt.
Szczególnie kusiło mnie przyznanie jej po raz trzeci Rogerowi Watersowi, tym razem za powtarzanie rosyjskich kłamstw na temat rozszerzania NATO, co swego czasu zdementował już nawet sam Gorbaczow. Wyjątkowym dzbanem jest też niejaki David Draiman, który w kwestii Gazy zajmuje akurat skrajnie przeciwne stanowisko do (broniącego terrorystów z Hamasu) Watersa, dla odmiany wspierając zbrodniczy reżim Netanjahu i podpisujac spadające na cywilów bomby. Ale za to muzycznie nie reprezentował sobą nigdy niczego wartościowego. Wysoko na mojej liście, choć już poza podium, był też Steven Wilson ze swoimi mądrościami o zmianach klimatycznych, nieuwzględniającymi tempa tych zmian, a które podaje w wątpliwość jego optymizm. Ta wypowiedź wygląda pozornie niegroźnie, ale wpisuje się w szeroszą narrację denialistów klimatycznych, by nie przeciwdziałać degradacji planety.
W tym roku nikt jednak nie zrobił niczego głupszego ani bardziej szkodliwego, niż Kanye West nagrywający piosenkę z nazistowskim powitaniem w tytule i refrenie, w której żali się, że ludzie nie rozumieją jego jawnie antysemickich, rasistowskich, homofobicznych czy wręcz wprost wychwalających nazizm wypowiedzi. Jeśli dodać do tego jeszcze wcześniejszą antynaukową, w tym antyszczepionkową dezinformację, a także odwiedzenie Moskwy już po pełnoskalowej agresji na Ukrainę, układa się to w spójny obraz największego dzbana wszech czasów wśród muzyków. W dodatku, w przeciwieństwie do Watersa czy Claptona, mającego na koncie co najwyżej średniej wartości dokonania, których zwykle jedynym atutem jest dobór sampli z cudzych kompozycji. Z największym obrzydzeniem wręczam mu wirtualnie tegorocznego Eryka.
Spiral Garden znakomity (szkoda, że dalej nie ma na fizycznym nośniku). Co do Westa jest to jeden z ulubionych twórców mojego syna. "Młody", który śledzi jego biografię, teksty, muzykę - wszystko, twierdzi, że to prowokacja (np. z Hitlerem). Tzn, że ciężko dociec, jakie rzeczywiście ma poglądy West na dany temat - że świadomie prowokuje, testując granice politycznej poprawności i wytrzymałość medialną (gdzie może się posunąć jako czarnoskóry objęty większym parasolem ochronnym). Wydaje mi się to sensowne wytłumaczenie. Co do występu z Moskwie - wszystko zależy od tego, czy spotkał się z Putinem (albo innymi oficjelami rządowymi). Jeśli tak - to jest to czyn godny potępienia, jeśli nie (a zdaje się, że to zdementowano), no nic specjalnie nagannego w tym występie nie ma (zagrał prywatny koncert dla projektanta mody).
OdpowiedzUsuńNawet jeśli chodzi tylko o kontrowersje, a nie rzeczywiste przekonania, to wcale nie czyni Westa mniejszym dzbanem. Tak po prawdzie, to posługiwanie się mową nienawiści, dehumanizacją pewnych grup w celach wyłącznie merkantylnych jest o wiele bardziej obrzydliwe, niż gdyby np. wynikało z tego, że sam dał się takim narracjom zmanipulować. Dla jeszcze większej sławy i kasy igra z ogniem - bo wszelka zorganizowana czy systemowa przemoc wobec danych grup zaczyna się zawsze od słów. Miałem go raczej za głupca, a uświadomiłeś mi, że może być po prostu cynicznym zerem moralnym. Choć głupcem pewnie też.
UsuńNawet tego rodzaju wizyta w Rosji w obecnej sytuacji jest co najmniej niestosowna i nieodpowiedzialna. To normalizowanie imperialistycznego kraju najeżdżającego bezprawnie inne państwo, kraju w którym stosuje się silne represje wobec obywateli, a gdzie pomimo tego zdecydowana większość społeczeństwa popiera rządzącego nimi bandytę. Pokazywanie, że toczy się tam normalne życie kulturalne, że w sumie to nic złego się nie dzieje. Takie wydarzenia, jak ta wizyta, są przez Kreml wykorzystywane potem propagandowo.
"Miałem go raczej za głupca, a uświadomiłeś mi, że może być po prostu cynicznym zerem moralnym. Choć głupcem pewnie też".
UsuńCiekawe, bo "Młody" się zainteresował Twoim wpisem, przeczytał go i twierdzi, że po pierwsze West ma 139 IQ (oczywiście to wcale nie oznacza, że nie może być głupcem), po drugie, że przez te prowokacje stracił kosmiczne pieniądze od sponsorów i reklamodawców liczone w setki milionów dolarów, więc cel prowokacji nie był stricte merkantylny (a wręcz przeciwnie). Ciężko tego wszystkiego bronić, ale myślę, że prosty "dzban roku" czy nawet "dzban wszechczasów" nie wyczerpuje tematu.
I jeszcze dodał, że "dzbanem roku" może być np. Ice Spice (ponoć raperka bardzo popularna a tandetna; nie wiem, nie znam), ale na pewno nie West. Że to określenie po prostu nie pasuje do jego osobowości i inteligencji. Może być cyniczny czy nawet podły, ale na pewno nie "dzban". Ciekawy temat - warty dyskusji.
UsuńMuzyczny dzban roku to typowo publicystyczna, nośna nazwa tego dodatku do podsumowania i zachęta do bardziej pogłębionej dyskusji. We wprowadzeniu zaznaczam jednak, że biorę pod uwagę potencjalnie szkodliwy wpływ wypowiedzi czy tekstu piosenki, ewentualnie jakiegoś zachowania (jak podpisywanie pocisków).
UsuńIQ to jedno, ale są różne rodzaje inteligencji. West niewątpliwie ma defekty moralne, etyczne, skoro z jakiegoś powodu głosi takie rzeczy - nazwijmy je wprost, to pochwała ludobójstwa i werbalne eskalowanie nienawiści, która prowadzi do fizycznych ataków. Stracił sponsorów? Ale zyskał rozgłos, nawet my tu o nim teraz rozmawiamy, a przecież nie ważne co mówią, byle mówili. Jego ostatnie płyty nie są najlepiej ocenianie (na RYM widać zjazd z okolic średniej 4/5 nawet poniżej 2/5 dla ostatnich płyt), więc bez tych kontrowersji popadałby w coraz większe zapomnienie. A nowi sponsorzy się znajdą, zwłaszcza że na całym świecie wyraźnie widać radykalizację społeczeństw w, tak się przypadkiem składa, kierunku zbieżnym z tym, co głosi West, wzrastają nastroje ksenofobiczne. Zresztą wielkiemu kapitałowi też jest po drodze z różnymi Trumpami, którzy zadbają o ich interes, a nie zwykłych ludzi.
Nigdy chyba nie zetknąłem się z pseudonimem Ice Spice, natomiast w przypadku Westa przesłuchałem parę płyt. I chociaż zdecydowanie nie jestem ekspertem ani wielkim miłośnikiem hip hopu, to słyszałem ponad setkę albumów z tego gatunku, z których wiele naprawdę doceniłem, do niektórych chętnie wracam. To muzyka, która często wcale nie ustępuje kreatywności ambitniejszym formom rocka czy jazzu, tylko tam objawia się to najcześciej w produkcji. A akurat wszystkie od Kanye'a oceniam bardzo nisko. Nie przez uprzedzenia, bo wtedy nie znałem jego wypowiedzi. On sobie bierze i wkleja całe refreny z cudzych utworów - to ma być robienie muzyki?
Nie wiem, choć moja wiedza na temat hip hopu przez ostatni rok niepomiernie wzrosła (bo wcześniej była praktycznie zerowa), to nadal nie jestem ekspertem w temacie. Utwory Westa bywają fajnie zaaranżowane - z odniesieniami do solu, funky, choć na pewno nie jest to kreatywność na miarę M F Dooma (choć ten też przecież sampluje - nawet Funny Ways GG zsamplował, co mnie bardzo zaskoczyło). "Młody" słucha też dużo bardziej undergroundowego amerykańskiego rapu z lat 90 (Tim Dog, Big Pun etc.).
UsuńJakby nie oceniać Westa (a należy krytycznie) słowo "dzban" ma określoną konotację - oznacza tępawego naiwniaka, który wierzy we wszystkie fake newsy i uważa, że świat jest prosty jak budowa cepa, a nie cynicznego "bystrzachę". Nie nazwiemy dzbanem np. błyskotliwego inteligenta Trockiego mimo że jego idee permanentnej rewolucji światowej były skrajnie utopijne i pochłonęły miliony ofiar (w Sowietach) tylko przyciężkawego Mołotowa, który wierzył w mądrość Stalina, nawet gdy ten zesłał mu żonę do obozu.
Z tych raperów, których siła rzeczy słuchałem, oprócz MF Dooma (który ma niesamowite teksty- Tuwim hip hopu!), najbardziej kreatywny wydaje mi się nomen omen Tyler the Creator. Kendrick tez sporo kombinuje, ale ma wadę, słaby głos, o bardzo nieatrakcyjnej barwie (nie słychać tych powodujących ciarki murzyńskich "wibrow" w wokalu). West jest wg mnie całkiem niezły w mainstreamie (ciekawszy od Eminema).
UsuńNo i jeszcze Tribe Called Quest jest w porządku.
UsuńInnym wyjaśnieniem zachowania Westa jest "dwubiegunówka", na którą cierpi. No z tym nie ma żartów. Wiem, bo sam ją mam (teraz - od wielu lat złagodniała i to bez leków, ale były okresy - np. dwadziescia lat temu, kiedy naprawdę dawała mi bardzo w kość). Jeśli ma się fazę euforycznego pobudzenia (kołowrotu myśli), to można zrobić (a tym bardziej powiedzieć!) naprawdę wiele bardzo głupich rzeczy (a jak się jeszcze tę fazę podkręci np. alkoholem, to już nie ma zmiłuj). Zdaje się, że takie właśnie było tłumaczenie Westa odnośnie Heil Hitler. Wcześniej miał przecież fazę mocnej fascynacji Jezusem.
UsuńWest to pierwszorzędny producent: https://www.youtube.com/watch?v=aIhdYj4tfFo
UsuńMuszę przyznać, że West zalicza się do kategorii ludzi, którzy trochę mnie autentycznie przerażają. Z jego wypowiedzi i zachowań objawia sięskrajny buc, dla którego słowo "narcyz" to niedopowiedzenje. Tacy mogą być wyjątkowo niebezpieczni, bo gotowi zrobić wiele, by zdominować calà tę stronę barykady, która jest im przeciena tylko po to, by ich było na wierzchu. A taki Kanye ma ku temu zasoby, możliwości i wszelkiego rodzaju zasięgi, pewnie też kontakty. Mam wrażenie, że byłby gotów je zaangażować nawet nie po to, by udowodnić sobie i innym, że ma rację, tylko żeby mie przegrać i zadośćuczynić jego delikatnemu, nabrzmiałemu ego.
UsuńNie znając Westa osobiście można gdybać, ale jego długa lista ekscesów i ich charakter, sprawiają, że bardziej jestem skłonny uznać go za rzeczonego "dzbana" niż wyrachowanego cynika. Jego ostatnie akcje też wydają mi się bardziej świadectwem tego niż prowokacją. Jeśli chodzi o zyski to akurat tu myślę, że jest na tym przede wszystkim stratny. Sponsorzy się wycofali, część dotychczasowych obrońców Kanyego stwierdziła, że tego już nie ma jak bronić, muzycznie jest zmarginalizowany i nisko oceniany. Zasada "byleby mówili" miałaby sens, gdyby Westowi faktycznie groziło zapomnienie. Ale jego hity i tak generują miliony odtworzeń, bardziej niż ostatnie kontrowersje, a w dobie pojawiającej się nostalgii do lat 2000 i dorastania pokolenia Z, West tym bardziej pozostaje popularny. Muzycznie natomiast nie jestem w stanie zgodzić się z zarzutem o bazowanie na podebranych refrenach. Z Kanyego żaden raper - flow toporne, teksty płytkie i słabo napisane. Natomiast producentem jest bardzo dobrym. Nawet "Stronger", mimo, że jest de facto wariacją utworu Daft Punku, to nie odtwarza go w podkładzie 1:1, tylko szatkuje go, miesza, modyfikuje, nadając mu nowej jakości. "Power" łączy w tym samym momencie sample z zupełnie innych muzycznych światów, dając właściwie bardzo dobry przykład możliwości samplingu. Większość klasycznego hip hopu (którego najważniejsze dokonania stawiam całościowo wyżej niż Westa) bazuje właściwie na jednym samplu i dodaniu warstwy rytmicznej. A w takim "All of the Lights" - jednym z bardziej bombastycznych brzmieniowo utworów z MBDTF, nie ma żadnych sampli. Nie licząc wstawek głosowych, Runaway też nie bazuje na samplingu. Kanye zdecydowanie nie jest takim geniuszem, jakim myśli, że jest i za jakiego postrzega go wielu zwolenników, niemniej nie bez przyczyny jest uznawany w środowisku za ważną i wpływową postać w kontekście produkcji i definiowania XXI-wiecznego hip hopu
Usuń@okechukwu: Nie idźmy w tę stronę, by usprawiedliwiać to dwubiegunówką. Skoro jest świadomy problemu, to ze swoim kapitałem mógłby zatrudnić nawet cały sztab ludzi do pilnowania jego publicznej aktywności na wypadek nawrotów epizodów maniakalnych.
UsuńOkreślenie „dzban” - poza tym, co już napisałem - funkcjonuje tu w kontekście analogicznej internetowej antynagrody dla polskich polityków. Jej dwukrotnym bodajże laureatem był Czarnek, gdzie mamy podobny dysonans: niby profesor, ale w formie i treści wypowiedzi jednak prostak o wąskich horyzontach myślowych. I o to samo chodzi tutaj: ocenę konkretnych wypowiedzi czy zachowań, a nie głębszą analizę osoby, jej wykształcenia czy wyników testów IQ.
Co do hip-hopu, sprawdź jeszcze Guru i jego „Jazzmatazz Volume 1”, gdzie zamiast samplowania jazzmanów po prostu zaproszono ich do studia - m.in. Donalda Byrda czy Lonniego Listona Smitha.
Dzięki -sprawdzę, a raczej powiem "Młodemu", żeby sprawdził. Rozumiem, że "dzban" funkcjonuje u Ciebie w nieco innej konotacji semantycznej. A ten "dzban roku" to chyba "Polityka" przyznaje? Akurat Czarnek to nawet na nią zasługuje, bo pomimo tytułu profesorskiego jakość jego wypowiedzi, argumentacji, logicznego myślenia czy erudycji (a raczej jej braku) stoi niestety na poziomie średnio rozgarniętego maturzysty (bo nawet nie studenta). Ale wiadomo, że jest to nagroda stricte polityczna- dla prawej opcji i nie dostanie jej nigdy jeszcze głupszy Kierwiński (OKi- przynajmniej bez tytułu profesorskiego) czy Monika Olejnik, która jest przykładem modelowego pustaczka/dzbanuszka wśród dziennikarzy.
UsuńNiezupełnie innej, bo jednak czarnoskóry wychwalający austriackiego malarza, bez wnikania w motywację, to nie jest przypadek daleki od Mołotowa.
Usuń"Dzban roku" to inicjatywa Make Life Harder i gościa od memów tygodnika NIE, a laureatów zdaje się wybierają internauci. Zgadzam się, że dzbanów można wskazać po każdej stronie, ale jednak nie jest to symetryczne. To jednak prawicowy światopogląd częściej łączy się z nieufnością czy wręcz wrogością do nauki. Jest też powiązany z postawami ksenofobicznym czy rasistowskimi.
Nie zaryzykowałbym takiego stwierdzenia - głupota środowisk lewicowych (np. ruchów feministycznych) bywa porażająca. A "Nie" to akurat miało szefa (fakt, że bardzo inteligentnego cynika), który BEZPOŚREDNIO firmował zbrodnie stanu wojennego i przy nim naprawdę wypowiedzi Westa to małe miki. Więc też trzeba widzieć tę rzeczywistość w odpowiednich proporcjach.
UsuńJednostkowymi przykładami można zbijać każdą tezę, ale istnieją przecież badania pokazujące pewną prawidlowość. Choćby tutaj masz świeży przykład, akurat o zaufaniu do psychologii, ale podobnie wygląda to w stosunku do innych dziedzin nauki: https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C111010%2Cbadania-ip-pan-prawicowy-swiatopoglad-zwiazany-z-niechecia-do-pomocy
UsuńWiesz co, takie badanie może być niemiarodajne, o tyle, że osoby o poglądach konserwatywnych mogą - w przeciwieństwie do tych o poglądach lewicowych - szukać np. ratunku w modlitwie czy generalnie sferze religijnej. Tu się nie ma z czego śmiać - dla wielu osób, zwłaszcza starszych - modlitwa, różaniec, pójście do kościoła ma działanie terapeutyczne (np. w kryzysach, depresji) a np. wizyta u psychologa może być rodzajem ekshibicjonizmu. Zresztą z wizytami u psychologów jest różnie. Ja mam w tym względzie bardzo bogate doświadczenie - bo w okresie 7-letniej bardzo ostrej fazy psychozy maniakalno-depresyjnej odwiedziłem kilkunastu (!) psychologów - w tym u sześciu terapia trwala długo (tzn przynajmniej pół roku). To było w latach 2001-2008 - byłem młodym człowiekiem (pierwszy atak choroby, z którego nie zdawałem sobie sprawy nastąpił jak miałem 25 lat). W tym 3 z tych psychologów BARDZO mi zaszkodziło swoją terapią, dwóch po prostu nie pomogło, a tylko jeden w jakimś stopniu pomógł. W tym czasie miałem też okres nawrócenia religijnego - trwał krótko 2 lata (chodziłem regularnie do kościoła i do spowiedzi) i to było krótkofalowo lepsze dla mojej psychiki niż wizyty u większości psychologów. Rzeczywistość jest złożona - w dużo większym stopniu niż to wynika z takich badań.
UsuńBiorąc inne badania - np. średnie ilorazów inteligencji z poszczególnych krajów można postawić tezę, że mieszkańcy państw tzw. Afryki Subsaharyjskiej (czyli generalnie czarnoskórzy) mają dramatycznie niską inteligencję. Oczywiście ten argument można zbić fatalnym poziomem edukacji w tych krajach (i jest on bardzo sensowny), ale to z kolei można zanegować kontrargumentem, że np. Mongolia (gdzie wskaźnik edukacji też jest niski) wyprzedza jeśli chodzi o średnią IQ większość dobrze wyedukowanych państw Zachodu. Stąd już tylko krok do teorii rasistowskich. Do tego prowadzą uogólnienia operujące statystyką w naukach społecznych. Nie znaczy to, że nie istnieją określone korelacje - ale ich interpretacja to zupełnie inna sprawa. Dlatego jestem kategorycznym przeciwnikiem uogólnień w sferze światopoglądowej - nic mnie nie drażni bardziej niż pakiet "słusznych" poglądów podpiętych pod określony światopogląd (czy to prawicowy czy to lewicowy). Rzeczywistość jest wielowymiarowa i zniuansowana, każdy przypadek jest inny - żyjemy w świecie "Rashamona" . Oczywiście z określonym pakietem światopoglądowym żyje się znacznie łatwiej, a jeśli próbuje się patrzeć indywidualnie na każdy przypadek jest po prostu trudno (choćby dlatego, że jak to mi powiedział kiedyś Jan Wołek - "dostaje się w dupę z obydwu stron i tej czarnej i tej czerwonej).
UsuńZ jazzowych hiphopów też polecam Digable Planets - Blowout Comb. Nieco połączono tam podejście ATCQ i Guru, samplowane beaty fajnie łączą się z grą faktycznych muzyków jazzowych, choć raczej takich z drugiej ligi. Problemem mogą być nieco żenujące teksty momentami, ale muzycznie bardzo mi to podchodziło. Warto również sprawdzić różne albumy tworzone przez kolektyw The Soulquarians na przełomie lat 90. i 00., w bardzo interesujący sposób łączyli ze sobą soul, hip hop i jazz, zresztą kluczowymi figurami byli tam Q-Tip z ATCQ i J Dilla. Ogólne brzmienie najlepiej chyba ujmuje płyta Commona "Like Water for Chocolate", choć ponownie problemem są teksty, tym razem przez absurdalną wręcz homofobię.
Usuń@okechukwu: Ale nie rozmawiamy tu przecież o podejściu do psychologi. To tylko przykład badania, jednego z wielu, które pokazują korelację między prawicowym światopoglądem, a mniejszym zaufaniem do nauki - tu akurat psychologi, podczas gdy inne wskazują na większą niechęć do szczepień czy przeciwdziałania zmianom klimatycznym. I dopiero razem tworzą obraz, który potwierdza tezę (przy czym ta teza mówi, że takie postawy są częstsze u prawicowców, a nie - że jest to postawa każdego prawicowca). Mam zresztą nieodparte wrażenie, że swoim komentarzem bardziej ją potwierdzasz niż podważasz. Napisałeś, z czego ta nieufność może wynikać - i z taką diagnozą trudno się nie zgodzić. Ale to wciąż opis braku pełnego zaufania do nauki, w dodatku wprost wynikającego ze światopoglądu. Ryzyko błędu czy nieskutecznej terapii oczywiście istnieje w każdej formie leczenia. Nie jest to jednak argument za traktowaniem praktyk religijnych lub alternatywnych jako równoważnych zamienników pomocy opartej na wiedzy naukowej, wynikającej z dziesiątek lat systematycznego testowania i korygowania, niezliczonych badań, przeprowadzonych niezależnie od siebie, a mimo to wzajemnie się potwierdzających.
UsuńWest dzbanem? To tylko semantyka ale kolega ewidentnie ma problemy.
UsuńJak nie jest chory to jest głupi takie jest moje zdanie.
Od jego muzyki odbijałem się kilkukrotnie nie rusza mnie.
Jak dorzucacie rapsy to nie można zapomnieć o Beastie Boys i Cypress Hill.
W tym roku tak naprawdę to zainteresował mnie tylko Wlłodi/ Ero może dlatego że więcej czasu spędzam w lesie niż na ulicy i inne dźwięki są potrzebne ( to jest jednak ciekawe jak sposób życia może wpływać na wybór muzyki)
Co do zasady staram się oddzielać muzykę od osoby lub osób które je tworzą ale KAZIK kiedyś powiedział mniej więcej coś takiego tumany robią chu....wą muzykę a kumaci kumatą.I moim zdaniem coś w tym jest:)
UsuńNawrot jeden z moich faworytów Van Morrison obniżył loty jak zaczął się wkręcać w jakieś dziwne rzeczy.
Kazik to chyba na własnym przykładzie oparł całą tę teorię - te wczesne płyty Kultu krytykujące totalitarny ustrój są spoko, ale im bardziej ujawniał swoje libertyńskie poglądy i naiwny symetryzm, tym mniej broni się sama muzyka. Poza tym ma się to nijak do rzeczywistości, w której artystyczne szczyty Roberta Wyatta przypadły na okres jego fascynacji maoizmem. Żeby robić kumatą trzeba po prostu mieć wiedzę muzyczną, poglądy na inne kwestie nie mają tu nic do rzeczy.
UsuńHmm poglądy polityczne nie określają jakim jesteś człowiekiem można być maoistą i fajnym człowiekiem
UsuńTo nie jakieś abstrakcyjne „poglądy polityczne”, tylko poparcie dla zbrodniczego reżimu i śpiewanie, że jest gotowym zabijać w imię tej ideologii. Nawet jeśli to drugie, choć wyrażone wprost, było jakąś przenośnią, to Wyatt wciąż jest dzbanem, który nie dopuszczał do siebie faktów, których był świadomy, ale mu nie pasowały. A że przy okazji był pewnie miłym gościem, który ostatecznie nikogo nie zabił (tylko sam siebie prawie, jak po pijaku wypadł z okna), nie wpływa na to, że jego ówczesne poglądy i sposób manifestowania ich są nie do obrony. Przypominam, że liczbę ofiar maozimu szacuje się na 70 milionów. Nie wiem, jak można twierdzić, że popieranie tego reżimu nie określa, jakim się jest człowiekiem.
UsuńNie pisałem o konkretnym przypadku bardziej o tym jak socjotechnika stosowana przez polityków łatwo przekładają się ocenianie ludzi przez pryzmat ich wyborów politycznych kto jest za pisem to prymityw kto za ko to zdrajca itd
UsuńA jednak napisałeś o konkretnym przypadku bycia maoistą.
UsuńPrzecież to oczywiste, że dla zachodniego muzyka maoizm to po prostu moda. Tak, jak współczesne kampusy w USA są przeładowane zwolennikami radykalnych lewicowych teorii, którzy widzą faszyzm niemal wszędzie, oprócz odbicia w lustrze. To jest moda, która abstrahuje od realnych konsekwencji wyznawanych teorii. "To nie był prawdziwy maoizm" etc.
UsuńNie jest to jednak argument za traktowaniem praktyk religijnych lub alternatywnych jako równoważnych zamienników pomocy opartej na wiedzy naukowej, wynikającej z dziesiątek lat systematycznego testowania i korygowania, niezliczonych badań, przeprowadzonych niezależnie od siebie, a mimo to wzajemnie się potwierdzających.
UsuńNie do końca, ponieważ psychoterapia nie jest leczeniem sensu stricto. Jest zbiorem określonych technik (często zresztą zupełnie odmiennych od siebie - vide techniki psychoanalityczne vs terapia kognitywno-behawioralna, mnie techniki głębokiej psychoanalizy doprowadziły do prób samobójczych, a pomogła umiarkowana terapia -kognitywno behawioralna). Nie myl psychoterapii z psychiatrią opartą na farmokologicznym leczeniu określonych chorób psychicznych. To nie opozycja typu - mam raka, to nie podejmę leczenia farmakologicznego czy operacji tylko pójdę z pielgrzymką do Lourdes. Chodzi o przeorientowanie świadomości w taki sposób, żeby skala cierpienia psychicznego się zmniejszyła- czy nawet (wersja optymalna), żeby doprowadzić do dobrostanu psychicznego. Pomocne są różne antydepresanty, ale psycholog ich nie wypisuje, bo nie ma takich uprawnień to kwestia psychiatry. Psycholog stosuje techniki werbalne. Jeśli kogoś do dobrostanu psychicznego prowadzą praktyki religijne (oczywiście nie tylko chrześcijańskie, ale też np. medytacyjne buddyjskie), bo właśnie przeorientowują mu świadomość, to jest to absolutnie równoważny, alternatywny i uprawniony zamiennik technik psychoterapeutycznych.
Jeszcze doprecyzuję - głęboka wiara czy modlitwa nie wyleczą oczywiście schizofrenika, który cierpi na urojenia, ale w stanach depresji - zwłaszcza tej wywołanej konkretną przyczyną (np. śmiercią ukochanej osoby) może być znakomitą alternatywą dla terapii u psychologa. Jeśli ktoś jest głęboko wierzący, stracił najbliższą osobę i wierzy w to, że spotka się z nią w życiu pozagrobowym i to mu daje psychiczny konstans, to po jaką cholerę ma chodzić do psychologa? Czerpie siłę z wiary i może mieć poczucie, że psycholog mu wręcz zaszkodzi (i na dodatek tak może być- jak trafi na niewłaściwego!). Ja sam bardzo zazdroszczę głęboko wierzącym osobą (mówię o prawdziwej wierze - nie na pokaz), bo ona bardzo "usensowia" świat. Nie sądzę, żebym mówił coś oryginalnego, to raczej oczywistość.
Usuń@nar: Tyle że w dominującym dziś prawicowym dyskursie każda wzmianka o sprawach tak neutralnych i, wydawałoby się, oczywistych w prawidłowo funkcjonujących społeczeństwach, jak prawa człowieka, prawa pracownika, regulacje rynku mieszkaniowego i wielkiego biznesu czy przeciwdziałanie mowie nienawiści, jest uznawana za radykalizm. Tymczasem, gdy sami dehumanizują całe grupy i mniejszości, nie dostrzegają żadnego radykalizmu ani podobieństw do faszyzmu. A wracając do meritum, Wyatt mocno odleciał nie dlatego, że poszedł na lewo, tylko że wsparł totalitarny reżim. W sumie nie różni się od współczesnych szurów, którzy uwierzą we wszystko, jeśli nie mówią tego faktyczni eksperci w danej dziedzinie. I wyżej już wspomniałem, kto jest na to bardziej podatny.
Usuń@okechukwu: Złe doświadczenia z konkretną terapią czy nurtem nie są argumentem przeciwko psychologii jako takiej. Błędne diagnozy i nieskuteczne metody zdarzają się w każdej dziedzinie medycyny i nauki, ale stanowią mniejszość przypadków - dlatego nauka opiera się na weryfikacji, korekcie i porównywaniu skuteczności metod, a nie na pojedynczych historiach.
UsuńSama świadomość ryzyka błędu nie jest powiązana z żadnym konkretnym światopoglądem. A jednak badania pokazują, że brak zaufania do różnych dziedzin nauki - nie tylko psychologii, ale też psychiatrii (czasem zresztą nawet nie odróżnianej od psychologii), szczepień czy badań klimatycznych - częściej występuje u osób o konserwatywnym światopoglądzie. W przypadku sceptycyzmu zachodzi wyraźna korelacja z np. religijnością, co zresztą sam wykazałeś.
W tych wypowiedziach widzę problem z przenoszeniem własnych doświadczeń na innych. Sugerowanie, że praktyki religijne są równoważnym zamiennikiem specjalistycznej terapii, ignoruje konsekwencje takiego podejścia w skali społecznej. Co z osobami, które w ogóle nie trafią na diagnozę - choćby z dziećmi z zaburzeniami rozwojowymi, gdzie wczesna interwencja ma kluczowe znaczenie? (Nawiasem mówiąc autyzmu nie wyleczysz farmakoterapią, ale terapia psychologiczna może ułatwić funkcjonowanie.) Modlitwa wierzących rodziców może być wsparciem dla nich samych, ale nie jest żadną pomocą dla tych dzieci.
Swoją drogą, terapeutycznym wsparciem w danym przypadku może być także zaangażowanie w hobby czy inne formy samoregulacji. W przypadku modlitwy działa jednak inny mechanizm: nie jest to tylko czynność redukująca napięcie, lecz akt oparty na przekonaniu, że zewnętrzna, nadnaturalna siła rozwiąże problem. Taki sposób myślenia sprzyja zewnętrznemu umiejscowieniu kontroli i - co pokazują badania - bywa skorelowany z większą podatnością na pseudonaukowe, alternatywne "terapie" oferowane przez szarlatanów.
UsuńOK- to teraz odpowiedz mi, jak ta korelacja między prawicowym światopoglądem a wiarą w teorie pseudonaukowe (korelacji nie kwestionuję, kwestionuję INTERPRETACJĘ), a większym racjonalizmem osób o poglądach lewicowych i liberalnych ma się do innej korelacji potwierdzonej badaniami - tzn tej, że osoby o poglądach liberalnych statystycznie znacznie częściej stawiają tarota, chodzą do wróżek, wierzą w astrologię itp. https://www.pewresearch.org/religion/2025/05/21/3-in-10-americans-consult-astrology-tarot-cards-or-fortune-tellers/
UsuńOdpowiedź jest pozornie prosta- konserwatyści są mniej podatni na tarota i wróżki, bo nie jest to zgodne z ich poglądami religijnymi. Mnie jednak interesuje co można wyinterpretować z korelacji świadczącej o racjonalności (np. troską o środowisko naturalne) i zarazem predylekcji do korzystania z wróżek i astrologów ( i nie tylko korzystania, powiedzmy dla zabawy, ale i WIARY w ich przepowiednie)?
"W przypadku modlitwy działa jednak inny mechanizm: nie jest to tylko czynność redukująca napięcie, lecz akt oparty na przekonaniu, że zewnętrzna, nadnaturalna siła rozwiąże problem."
UsuńTo jest bardzo duże uproszczenie - no nie chodzi tylko o "rozwiązanie problemu" tu na ziemi, ale też wiarę w pewien metafizyczny porządek, który nadaje określonym czynnościom wyższy sens. Jedni szukają go w religii i wierze w Boga, inni w kulcie matki- ziemi i ochronie planety. Ty sam - pisząc o kwestiach ekologii - wykraczasz poza proste tu i teraz- niekiedy uderzasz wręcz w tony takiej ekologicznej quasi-metafizyki. Ja tego nie wyśmiewam - to jest ludziom potrzebne, podobnie jak innym potrzebna jest wiara w absolut, który nadaje sens egzystencji i może być bardziej skuteczne niż terapia psychologiczna.
Pseudonauka, paranauka czy praktyki religijne nie są alternatywą dla nauki. O skuteczności modlitwy pisał już Galton, kuzyn Darwina w XIX wieku, badając jej skuteczność w walce z wielka powodzią jaka nawiedziła Anglię. Otóż największe szkody zrobiła ta powódź w hrabstwach, w których nawoływano do powszechnych modlitw, a najmniejsze w tych, w których zamiast modlitw zastosowano powszechne prace zespołowe angażujące ludność w usuwanie skutków powodzi.
UsuńPsychologia tradycyjna (tzw. humanistyczna) ma wiele za uszami. Przeprowadzona dwa lata temu analiza ponad 100 najważniejszych koncepcji psychologicznych będących fundamentem tej psychologii wykazała, że we wszystkich naruszono standardy metodologii naukowej, a w większości wykryto fałszerstwa i naciąganie wyników. Sztandarowym przykładem takiego oszustwa jest tzw. koncepcja Syndromu Sztokholmskiego stworzona na bazie analizy zachowania tylko jednego człowieka (płci żeńskiej) i fałszowaniu rzeczywistych zachowań tej osoby w czasie tej słynnej akcji gangsterów na bank (o czym zresztą ta osoba nie wiedziała i nie ponosi za to winy). Dlatego w pewnym momencie zaczęto uważać psychologię tradycyjną za co najmniej mało naukową. Ale w ostatnich latach, kiedy psychologia humanistyczna przeprosiła się z psychologią ewolucyjną i zaczęła stosować podejście kognitywne i metodę naukową, zaczyna być traktowana przynajmniej w części jako "science".
Wszystko o czym pisze Paweł i jego argumentacja jest zgodna z osiągnięciami nauki. Te różnice między postawami "prawicowymi" i "lewicowymi" mają solidną bazę genetyczną i na bazie biologii ewolucyjnej mają uzasadnienie. Taki dwubiegunowy rozrzut zachowań i podejścia do obserwowanych zjawisk, który postrzegamy jako modele prawicowy i lewicowy (z jej konsekwencjami o jakich pisze Paweł) jest typowy dla ewolucji w sensie koncepcji neodarwinowskiej. Utrzymywanie dynamicznej równowagi między "konserwą prawicową" a "progresją lewicową" jest najlepszą strategią ewolucyjną.
UsuńAutyzm nie jest chorobą, jest wyrazem różnorodności w ewolucji mózgu i tylko w skrajnych przypadkach (takich jak np. autyzm dziecięcy) jest szkodliwy i ograniczający i wymaga ingerencji osób z zewnątrz. Leczenie autyzmu zwykle kończy się katastrofą. Sam jestem autykiem z grupy nazywanej kiedyś "syndromem Aspergera" i korzystałem z pomocy psychologa kognitywnego. Ale nie po to, żeby się leczyć z autyzmu tylko po to, żeby go zaakceptować i wykorzystać progresywnie. W nauce, a szczególnie w specjalności, którą ja wykonuję, autyków jest znacznie więcej niż przeciętna w populacji. Nie potrzebowałem do tego wiary, tylko sensownego nakierowania z wykorzystaniem rozumu. Ale zgadzam się z @okechukwu, że dla wielu ludzi wiara jest potrzebna, żeby nie popadli w schizofrenię .poznawczą. I to nie oni są problemem tylko ci, którzy wiedząc o takiej potrzebie manipulują nimi aby osiągnąć swoje cele.
Usuń@okechukwu: Przeanalizowałem to badanie i mam kilka wniosków.
Usuń1) Faktycznie wynika z niego, że praktyki ezoteryczne mają więcej zwolenników wśród osób określających się jako politycznie liberalne niż konserwatywne. Mówimy jednak o odpowiednio 9% i 4% badanych, którzy w co najmniej niewielkim stopniu opierają swoje decyzje na takich praktykach (w tym 2% i 1% w dużym stopniu). To na tyle niewielkie grupy, że nie da się na tej podstawie wyciągać ogólnych wniosków o "racjonalności" demokratów i republikanów jako całości.
2) Wybory polityczne nie są jednak tożsame ze światopoglądem. Ciekawiej robi się, gdy spojrzymy w tym badaniu na korelację między stosowaniem tych praktyk a religijnością. Wśród osób religijnych 5% w niewielkim stopniu i 1% w dużym stopniu podejmuje decyzje w oparciu o ezoterykę. Wśród niereligijnych jest to 6% i 1% - różnica mieszcząca się w granicach błędu statystycznego. Przy czym najrzadziej robią to ateiści (zaledwie 1% w co najmniej niewielkim stopniu), a najczęściej latynoscy katolicy (12%, wobec 8% ogółu katolików i 5% ogółu chrześcijan). To zaprzecza Twojej tezie, że konserwatyści są mniej podatni na tarota i wróżki, bo nie jest to zgodne z ich poglądami religijnymi, a wzmacnia moje wnioski, że religijność zwiększa podatność na wiarę w inne nienaukowe narracje.
3) Owszem, wśród osób religijnych jest nieznacznie mniej zwolenników tych praktyk niż wśród niereligijnych jako całości, za to wyraźnie więcej jest ich wśród mniejszości (szczególnie LGBT), kobiet i osób młodszych - czyli grup, które statystycznie częściej głosują na demokratów niż republikanów. To w dużej mierze tłumaczy różnice z punktu pierwszego.
4) Badanie dotyczy wyłącznie USA, które jest krajem specyficznym kulturowo, również jeśli chodzi o wiarę w astrologię czy inne formy ezoteryki. Istnieje tam duża grupa określana jako “spiritual but not religious”, czyli właśnie zwolenników szeroko rozumianego new age. W przytoczonym badaniu są najpewniej w dużym stopniu ujęci w grupie “nothing in particular”, przypisanej do osób niereligijnych. Aż 10% z nich w co najmniej niewielkim stopniu podejmuje decyzje na podstawie tarota czy horoskopów. Więcej niż ateiści (1%) i agnostycy (5%).
5) I wreszcie najważniejsze: w badaniu całkowicie brakuje kluczowego dla naszej dyskusji elementu, czyli korelacji między korzystaniem z tych praktyk, a zaufaniem do nauki. A jedno nie musi wykluczać drugiego - podobnie jak religijność nie musi automatycznie oznaczać naukowego sceptycyzmu.
Ty sam - pisząc o kwestiach ekologii - wykraczasz poza proste tu i teraz- niekiedy uderzasz wręcz w tony takiej ekologicznej quasi-metafizyki.
UsuńNie zgadzam się, że w moim podejściu do ekologii jest cokolwiek meta. Opieram się na konkretnych danych, zgodnych z naukowym konsensusem.
@LeBo: Nie twierdzę, że autyzm jest chorobą, a jedynie że odpowiednio wczesne zdiagnozowanie go u dzieci jest ważne, podobnie jak dalsze wspieranie komunikacji, funkcjonowania społecznego czy radzenia sobie z przebodźcowaniwm. Tu nie chodzi o negowanie czy wartościowanie neuroróżnorodności, tylko o to, by osoby w spektrum miały dostęp do narzędzi, które realnie poprawiają ich funkcjonowanie, jeśli i tam, gdzie tego potrzebują.
Ładnie to poanalizowałeś, niemniej badanie pokazuje tendencję (przyjmijmy wersję najbardziej umiarkowaną - taką, która nie jest sprzeczna z Twoimi wnioskami), że grupa osób o poglądach liberalnych w USA statystycznie nieco częściej korzysta z astrologa , wróżki i tarota niż osoby o poglądach konserwatywnych. Przypisanie ich do new age nic tu nie zmienia - bo new age nie jest w żadnym stopniu konstruktem myśli konserwatywnej. Tak naprawdę ciekawe byłoby zrobić jeszcze inne badanie (może takie są przeprowadzone), ile osób o poglądach lewicowych i liberalnych akceptuje osiągnięcia nauki, dlatego, że ma bardziej krytyczny umysł i wyższy stopień inteligencji, a ile dlatego, że po prostu zalicza się je do katalogu "słusznych" poglądów (tzn jest to takie "pakietowe", hurtowe postrzeganie rzeczywistości, bez jej niuansowania). W takim przekonaniu utwierdzają mnie przykłady z polskiego podwórka, gdzie zwolennicy PO, którzy oczywiście są w teorii przeciwnikami teorii spiskowych - podnoszą larum o sfałszowanych wyborach prezydenckich, mimo że socjologowie (i bynajmniej nie ci pisowscy) udowodnili operując konkretnymi liczbami, że przy tej różnicy głosów i przy danych statystycznych z okręgów (tzn rozkładu niewłaściwych głosów przypisanych do Trzaskowskiego i Nawrockiego) było to niemożliwe.
UsuńLe Bo - terapia kognitywno-behawioralna była jedyną, która mi pomogła (a jak mówię- w latach dwutysięcznych korzystałem z pomocy kilkunastu psychologów- nawet jeśli to nie jest reprezentatywne badanie, to naprawdę doświadczenie o sporej skali). Może teraz to się zmieniło i terapia kognitywna jest tą podstawową, ale dwadzieścia lat temu tak nie było (przynajmniej w Lublinie, choć jeździłem też do Warszawy) i psychoterapeuci używający innych metod (upraszczają - głębokiej psychoanalizy) czynili masę szkód, albo uprawiali po prostu zwykłą hochsztaplerkę (i jak mniemam nie tylko mnie).
Ta tendencja właśnie nie jest taka oczywista, bo w badaniu mowa o identyfikacji politycznej, a nie ogólnym światopoglądzie. To dwa zbiory tylko częściowo się pokrywające, co dobrze widać choćby w danych dotyczących religijności. Można być demokratą wyznając bardziej konserwatywne wartości.
UsuńPrzykład z elektoratem KO też nie jest trafny, bo to nie jest formacja światopoglądowo lewicowa/progresywna, tylko liberalna gospodarczo i w dużej mierze centro-prawicowa kulturowo. Jej wyborcy są bardzo zróżnicowani. W ogóle nie łączyłbym skłonności do popierania teorii o sfałszowanych wyborach ze światopoglądem. To zresztą nawet nie musi być powiązane z tendencją do podważania opinii ekspertów i szukania spisków, tylko z trudnością zaakceptowania wyników wyborów.
Użyłem przykładu z elektoratem KO, no bo w badaniu odnośnie psychologii powoływano się również na ich racjonalność. Generalnie chodziło mi o to, że nietrudno jest zaakceptować opinie eksperta czy naukowca, który jest zgodna z twoim światopoglądem, prawdziwyn probierzem jest zaakceptowanie naukowej opinii, która poza ten światopogląd wykracza. Co do reszty Oki, bądźmy precyzyjni, niuansujmy, ale która grupa polskich wyborców ma być w takim.razie miarodajnym reprezentantem "progresywnosci"? Wyborcy Lewicy, Razem?
UsuńRaczej tak. Jeśli badanie operuje wyłącznie na deklaracjach wyborczych, a nie na realnym światopoglądzie, to bardziej miarodajne jest porównywanie elektoratów z wyraźnie przeciwstawnych biegunów ideowych - u nas byłoby to Razem i w mniejszym stopniu Lewica z jednej strony oraz obie Konfederacje z drugiej - niż partii o silnie heterogenicznej strukturze wyborców, jak KO, gdzie poglądy elektoratu mocno się rozjeżdżają. W USA, przy systemie dwupartyjnym, obie główne formacje są pod tym względem podobne do KO - to nie jest prosty podział na lewicę i prawicę czy liberałów (światopoglądowych) i konserwatystów.
UsuńNie za bardzo się zgodzę, zwłaszcza co do biegunów Razem- Konfederacja, bo Razem to partia cały czas dość ekskluzywna - bazująca na młodym elektoracie wielkomiejskim, a obydwie Konfederacje to masówki. Razem vs dawny "korwinowski" UPR z poparciem na poziomie 3% - takie badanie chętnie bym zobaczył, bo są to w miarę porównywalne elektoraty (tzn uperowski być może już zaniknął, albo się zmienił, ale również bazował na młodych ludziach z dużych miast).
UsuńAkurat ekskluzywność Razem działa w tym kontekście na plus, bo wpływa na większą spójność ideową elektoratu. Za to problemem faktycznie jest niskie poparcie, bo tak mała próba może nie być reprezentatywna. Niemniej jednak jest to partia o jednoznacznie lewicowym programie i tylko takich wyborców może przyciągnąć.
UsuńZgoda, dlatego idealnym biegunem Razem byłby UPR sprzed 20 lat (również jednoznacznie prawicowy konserwatywno-libertariański) o podobnej strukturze wieku, wykształcenia, zamieszkania i podobnym poparciu. Konfederacje to chybione przykłady, bo to masówki, niekoniecznie spójne światopoglądowo, że sporym odsetkiem elektoratu słabiej wykształconego.
Usuń@Okechukwu "ale która grupa polskich wyborców ma być w takim razie miarodajnym reprezentantem "progresywnosci"? Wyborcy Lewicy, Razem?"
UsuńPanowie, zapominacie, że do wyborów przystępuje zwykle od 45% do w porywach 60% osób uprawnionych do głosowania. Historia cywilizacji pokazuje, że w kluczowych momentach, obudzenie tej milczącej większości-mniejszości było przełomowe. Ta grupa niechętnie też zabiera głos w badaniach socjologicznych. Niewiele też wiemy, na ile ta grupa jest podatna na manipulacje socjotechniczne. Mówi się, że nie głosujący nie mają racji, ale czasem uśpiony potwór się budzi. Historia Irlandii, a w części również Hiszpanii w ostatnich latach jest tu bardzo interesującym przykładem jak mocno wahadło może się przechylić.
Tak na marginesie, to ja bym w takim badaniu otwartości sympatyków partii progresywnej na opinie naukowe zadał inne pytania. Jak pisałem - nie sztuką jest popierać opinię, która jest zgodna z twoim programem politycznym czy wręcz jest jego sztandarowym elementem (vide ekologizm w przypadku partii lewicowych). Dla przykładu zadałbym pytania: czy wysoki deficyt budżetowy w połączeniu z ogromnym wzrostem wydatków socjalnych państwa prowadzi do zapaści ekonomicznej państwa (tak jak miało to miejsce w Grecji)? Albo: czy Jezus z Nazaretu to postać historyczna? (a w głównym nurcie nauki istnieje powszechny konsensus, że tak).
Usuń"Nie zgadzam się, że w moim podejściu do ekologii jest cokolwiek meta. Opieram się na konkretnych danych, zgodnych z naukowym konsensusem".
UsuńTroska o to, co stanie się z naszą planetą, nawet po ewentualnym wyginięciu człowieka ma coś z metafizyki (oczywiście nie w sensie ścisłym, tylko potocznym). Problem w tym, że te dane - choć prawdziwe (ja ich nie kwestionuję) stanowią podstawę do prognozy na wiele następnych lat, A to już futurologia (np, że temperatura na ziemi za 50 lat podniesie się o tyle a tyle stopni). Futurologia ma to do siebie, że rzadko się sprawdza, nawet jeśli jest oparta o jak najsolidniejsze podstawy naukowe. W latach 70 były jak najbardziej naukowe wyliczenia, że w naszych obecnych czasach dojdzie do gigantycznego przeludnienia ziemi, co nie nastąpiło (poza niektorymi regionami, ale w innych jest wręcz odwrotnie - wskaźnik jest depopulacyjny).
"W ogóle nie łączyłbym skłonności do popierania teorii o sfałszowanych wyborach ze światopoglądem. To zresztą nawet nie musi być powiązane z tendencją do podważania opinii ekspertów i szukania spisków, tylko z trudnością zaakceptowania wyników wyborów".
UsuńNie, nie - to już sofistyka semantyczna. Twardy elektorat KO (znany mi chociażby z grupy, którą prowadzi moja teściowa na FB - fanatyczna wielbicielka Tuska - to jest grupa skupiająca parę tysięcy osób - więc niemała), jest równie sekciarski jak twardy elektorat PiS. Równie niepodatny na żadną rzeczową argumentację, wierzący w równym stopniu w spiski (tylko innego rodzaju). Generalnie jego trzon stanowią panie w wieku 60 plus - takie można powiedzieć "groupies" Tuska (haha). Nie mówię, że taki jest cały elektorat PO - bo to partia masowa, więc siłą rzeczy elektorat jest bardzo zróżnicowany, ale istnieje taka część- fanatyków - takich członków klubów "GP" i fanów TV Republika a rebours.
@okechukwu:
Usuńidealnym biegunem Razem byłby UPR sprzed 20 lat (również jednoznacznie prawicowy konserwatywno-libertariański) o podobnej strukturze wieku, wykształcenia, zamieszkania i podobnym poparciu.
Jeżeli chcesz sprawdzić, który światopogląd - konserwatywny czy progresywny - sprzyja braku zaufania do nauki, to nie możesz wybierać w ten sposób badanych. To musi być reprezentatywny przekrój całego społeczeństwa.
Konfederacje to chybione przykłady, bo to masówki, niekoniecznie spójne światopoglądowo, że sporym odsetkiem elektoratu słabiej wykształconego.
Jeśli chodzi o programy obu konf, to są jednoznacznie konserwatywne. Gospodarczo to typowy balceryzm dopotęgi, kapitalizm, skrajny liberalizm i darwinizm społeczny, bez żadnych praw etatowców czy pomocy potrzebującym, nastawiony jedynie na deregulacje dla najbogatszych. Za to w kwestii wolności osobistych jest to zupełne przeciwieństwo liberalizmu, wręcz religijny fundamentalizm. Wprawdzie sondaże pokazują, że ich elektorat nie jest aż tak bardzo radykalny jak oni sami, ale jednak wyraźnie bardziej konserwatywny od wyborców pozostałych partii.
Konfederacje weszły do politycznego mainstreamu, ale to dalej jest skrajna prawica. Po prostu ta radykalizacja języka w sejmie i mediach - zwłaszcza w social mediach, nad którymi nie ma kontroli - oraz dominacja prawicowego dyskursu (bardzo uległo temu KO po powrocie do władzy) doprowadziły do takiego przesunięcia okna Overtona, że nawet poglądy KKP stają się akceptowalne, a konfa bosakowo-mencenowa uchodzi już za “normalną” prawicę czy nawet za centrum. A z drugiej strony socjaldemokratyczne Razem ma niesłusznie przypiętą łatkę jakichś radykałów czy wręcz komuchów (o jej poglądach więcej poniżej), zaś “lewicą” jest centro-prawicowe światopoglądowo KO.
Dla przykładu zadałbym pytania: czy wysoki deficyt budżetowy w połączeniu z ogromnym wzrostem wydatków socjalnych państwa prowadzi do zapaści ekonomicznej państwa (tak jak miało to miejsce w Grecji)?
Ty chcesz badać zaufanie do nauki, czy podatność na publicystyczne tezy? Na grecki kryzys złożyło się wiele różnych czynników, jak kredyt w międzynarodowej walucie, słaby system podatkowy, słaba konkurencyjność gospodarki, manipulacje i fałszerstwa danych o deficycie, ogólna sytuacja na światowym rynku finansowym oraz, zgadza się, duże wydatki socjalne. Jednak zrzucanie całej winy na nie i deficyt budżetowy jest po prostu niezgodne z faktami, to nie był czynnik determinujący. Na ogół państwa z rozbudowanym socjalem świetnie sobie radzą gospodarczo (Skandynawia, Niemcy, Francja).
Partia Razem, czy ogólnie opcja socjaldemokratyczna, postuluje zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia czy edukację oraz wsparcie socjalne dla potrzebujących (inaczej niż PiS, którego “polityka socjalna” to tylko populistyczne rozdawnictwo dla wszystkich), ale wskazuje też źródła finansowania, jak podatek progresywny czy katastralny, ogólnie przerzucenie kosztów na najbogatszych. To sposób na zmniejszenie deficytu, nie zwiększenie. Zwłaszcza że socjal dla najbiedniejszych od razu wraca do obiegu, pobudzając gospodarkę, a problemem jest gromadzenie pasywnego kapitału przez najbogatszych.
Twardy elektorat KO (znany mi chociażby z grupy, którą prowadzi moja teściowa na FB - fanatyczna wielbicielka Tuska - to jest grupa skupiająca parę tysięcy osób - więc niemała), jest równie sekciarski jak twardy elektorat PiS.
UsuńTo jest przykład anegdotyczny. Grupa z paroma tysiącami osób to realnie kilkudziesięciu, może ponad setka faktycznie aktywnych. Ogólnie zresztą w sieci są najbardziej widoczne te radykalne jednostki, które mogą wpływać na opinie o całym elektoracie, choć w rzeczywistości stanowią niewielki procent.
Co nie znaczy, że nie masz racji o sekciarstwie części wyborców KO, podobnym do tego u PiSu. Powiem więcej - to często są osoby o dokładnie tym samym światopoglądzie, tylko przynależące do walczących ze sobą plemion. Zresztą wśród polityków największym zwolennikiem teorii sfałszowanych wyborów jest Giertych - postać o długich rodzinnych tradycjach nacjonalistycznych i konserwatywnych, który poglądami nie różni się od polityków PiS czy Konfederacji. Po prostu z tamtym środowiskiem ma złe doświadczenia, więc przeszedł do tego bardziej demokratycznego obozu.
Problem w tym, że te dane - choć prawdziwe (ja ich nie kwestionuję) stanowią podstawę do prognozy na wiele następnych lat, A to już futurologia (np, że temperatura na ziemi za 50 lat podniesie się o tyle a tyle stopni). Futurologia ma to do siebie, że rzadko się sprawdza, nawet jeśli jest oparta o jak najsolidniejsze podstawy naukowe. W latach 70 były jak najbardziej naukowe wyliczenia, że w naszych obecnych czasach dojdzie do gigantycznego przeludnienia ziemi, co nie nastąpiło
Niespełnienie się jednej prognozy nie jest przesłanką, by powątpiewać we wszystkie pozostałe - dotyczące innych kwestii i zależne od innych czynników. Prognozy klimatyczne nie są futurologią, tylko modelowaniem fizycznych procesów, opartych na twardych danych. Te sprzed kilkudziesięciu lat właściwie się sprawdziły. A ściślej mówiąc, nawet niedoszacowały skali dzisiejszych problemów.
Tym razem krótko (bo sporo już dyskutowaliśmy na inny temat). Przykład z Grecją - chybiony - przyznaję (ale ten z Jezusem historycznym -całkiem dobry, bo jest konsensus historyczny poparty szczegółowymi badaniami, to nie publicystyka i akurat na tym się dobrze znam). Razem jest poważną partią socjaldemokratyczną - cenię Zandberga. Niemniej - model skandynawski nie musi się sprawdzać w innych państwach- już kiedyś o tym pisałem - to bardzo specyficzne społeczeństwa, egalitarne, oszczędne (mimo że bogate, to skromne i nierozrzutne), dość kolektywistyczne z natury, obdarzone sporym zaufaniem do państwa - my ze swoim genem anarchii, indywidualizmu i swobody - jesteśmy zupełnie inni. Z kolei Francja to stara, bardzo nasycona gospodarka typu kolonialnego- to też nie jest przykład Polski na dorobku.
UsuńMasz tendencję do nazywania wielu przykładów anegdotycznymi. Ale życie ma właśnie charakter anegdotyczny. Życie to nie wykresy z badań socjologicznych. Można i należy się wspomagać celnie dobraną anegdotą dowodzący jakiejś tezy, BO WŁAŚNIE w niej funkcjonujemy na co dzień.
Prognozy o przeludnieniu też były naukowe, oparte o wyliczenia przyrostu populacji. Niemniej- w przypadku globalnego ocieplenia nie będę się upierał, bo po prostu moja wiedza na ten temat jest bardzo powierzchowna- nie interesowałem się głębiej tematem. Absolutnie - mogę nie mieć tu racji.
"Po prostu ta radykalizacja języka w sejmie i mediach - zwłaszcza w social mediach, nad którymi nie ma kontroli - oraz dominacja prawicowego dyskursu (bardzo uległo temu KO po powrocie do władzy) doprowadziły do takiego przesunięcia okna Overtona, że nawet poglądy KKP stają się akceptowalne, a konfa bosakowo-mencenowa uchodzi już za “normalną” prawicę czy nawet za centrum".
UsuńTyle że PO sprzed 20 laty, to wypisz wymaluj - program obecnego skrzydła mentzenowskiego w Konfederacji (poza polityką międzynarodową odnośnie UE, ale i UE sprzed 20 lat, to była trochę inna instytucja niż obecnie). Zresztą przecież UPR startował w 2007 z list PO. No i PO nie uchodziło wówczas za partię skrajnie prawicową - choć oczywiście była to twarda konserwatywno-liberalna prawica. Brytyjska partia konserwatywna sprzed lat 40 - też nie była bardziej umiarkowana w sferze społeczno-gospodarczej niż obecni mentzenowcy.
Temat wiedzy "anegdotycznej" vs "naukowej" omawialiśmy już podczas dyskusji o Kazachstanie. Tam ten przykład był o tyle ułomny z mojej strony, że spędziłem w nim relatywnie mało czasu (2 tyg.). Ale można np. zadać pytanie, czy cenniejsze, bardziej wartościowe jest doświadczenie osoby, która spędziła w danym kraju np. rok (i w sumie jej wiedza pochodzi z setek "anegdot), czy takiej, która spojrzała przez kwadrans w obiektywne parametry i wskaźniki społeczno-gospodarcze danego kraju? Powtórzę raz jeszcze - życie jest cyklem anegdot. Istniejemy i działamy w relacjach z ludźmi a nie ze słupkami badań i wskaźnikami zachowań wyborców danej partii. Oczywiście decyduje ich ilość i jakość - co innego jeden wybrany przykład/anegdota na temat, o którym ma się blade pojęcie (tak jak ja bym się wypowiadał na temat np. cech narodowych, bo ja wiem, Ekwadorczyków, a spotkałem jednego Ekwadorczyka w życiu - taksówkarza w Madrycie), a co innego wiedza oparta na dziesiątkach czy setkach przykładów (tak jest z fanatykami KO, których znam literalnie setki).
UsuńZa to w kwestii wolności osobistych jest to zupełne przeciwieństwo liberalizmu, wręcz religijny fundamentalizm.
UsuńNo nie we wszystkich aspektach - np. nurt upeerowski, z którego wyrósł Metnzen, tradycyjnie opowiadał się za legalizacją marihuany (i chyba Menzten też ten postulat popiera). A to jest klasyczny postulat liberalny. Podobnie było z wolnością słowa (teraz to się do pewnego stopnia zmieniło), ale "Najwyższy Czas" 2-3 dekady temu (który czytałem regularnie jako sympatyk UPR) był absolutnie "hajdparkowy". Korwin drukował wtedy np. anarchistów, również puszczał bardzo krytyczne uwagi na swój temat, czy programu swojej partii- była wolność słowa o jakiej inne ówczesne media (np. "Gazeta Wyborcza") mogły pomarzyć. Ba - nawet w kwestii legalizacji związków jednopłciowych były postulaty o tyle liberalne, że prezentowano podejście rezygnacji z urzędowo poświadczonej legalizacji małżeństwa i pozostawieniu tego umowom prywatnym . Tradycyjnie UPR też nigdy nie był związany z Kościołem katolickim, ani z hierarchią, ani nie był fundamentalistyczny- to była partia o wyraźnym libertariańskim profilu (ze wszystkimi wadami i zaletami). Oczywiście ten nurt w Konfederacji już praktycznie zanikł - może Dobromir Sośnierz (co to ma gołe baby na ekranie laptopów haha) jest jego ostatnim Mohikaninem w Konfederacji.
A tak notabene mimo mojego szacunku do Razem, to przy realizacji ich postulatów podatkowych i zwiększeniu stawek do 55% powyżej 250 tys (rozumiem, że od kwoty powyżej - nadal to jest morderczy podatek jeśli ciężko pracują 2 osoby na swojej działalności i 250-300 tys rocznie to wcale nie jest jakiś kosmiczny dochód jak utrzymuje się z niego cała rodzina ), to my z żoną zamykamy biznes, a na pewno przestajemy go rozwijać, bo po prostu nam się nie będzie opłacać dodatkowa praca. Także dwoje ludzi, którzy zrezygnowali z etatów w budżetówce i ciężką pracą wyłącznie na swoim doszło do jakiegoś poziomu rozwoju firmy (i chce ją nadal rozwijać), nie biorąc GROSZA od państwa, dostaje od Razem (przy realizacji ich postulatów podatkowych) od razu gonga w pysk.
UsuńTak notabene, Paweł - nie obraź się, ale czy Ty jesteś specjalistą od ekonomii? Bo wypowiadasz się w sposób dość autorytatywny na bardzo wiele tematów. Ja też mam taką tendencję - nie przeczę, często się wypowiadam na rozmaite tematy, ale ja potrafię nierzadko posypać głowę- popiołem wycofać się, powiedzieć, że palnąłem bzdurę, czy że argumentowałem jak kulą w płot. Są tematy, w których rzeczywiście się czuje bardzo mocny (akurat z ostatnich należy do nich szeroko pojęta tematyka rosyjska), ale akurat z ekonomii orłem nie jestem (podobnie z ekologii).
UsuńOstatnio nie miałem czasu na dłuższe odpowiedzi. Zacznę od końca, potem tematycznie.
Usuńczy Ty jesteś specjalistą od ekonomii? Bo wypowiadasz się w sposób dość autorytatywny na bardzo wiele tematów.
Nie, moja wiedza tylko trochę wykracza poza to, czego musiałem nauczyć się na studiach (swoją drogą uważam, że ekonomia powinna być przedmiotem szkolnym, ale nie w takiej formie, jak podstawy przedsiębiorczości). Dlatego, gdy piszę na ten temat, opieram się na wypowiedziach ekspertów, a nie własnych przypuszczeniach.
Nie twierdzę, że pomysły Razem są bez wad (nawet na nich nie głosuję, poza wyborami samorządowymi), jednak kierunek uważam za słuszny - opodatkować mocniej garstkę najbogatszych, ulżyć większości społeczeństwa. Mam tu na myśli tych, co zarabiają rocznie miliony czy miliardy, nie rodziny z dochodem 300 tysięcy. Tamten pomysł podatkowy Razem nieco za mocno przykręcał śrubę - ale to postulat z 2015 roku, z którego sami już się wycofali, bo w aktualnym programie jest mowa tylko o tym, że „podatek będzie: prosty i niski dla 90% ludzi w Polsce; prosty i przeciętny dla kolejnych 9%; prosty i wysoki dla najlepiej zarabiającego 1%”.
model skandynawski nie musi się sprawdzać w innych państwach - (…) my ze swoim genem anarchii, indywidualizmu i swobody - jesteśmy zupełnie inni.
Nawet jeśli można nas tak uogólnić, to wcale nie znaczy, że model np. szwedzki by się w Polsce nie sprawdził i nie byłby korzystny dla zdecydowanej większości społeczeństwa. Niestety znaczna jego część jest niedoinformowana i woli żyć złudzeniami, wierząc w populistyczne hasła o niskich podatkach, choć w większości nigdy nie będzie beneficjentem takiego systemu.
Swoją drogą, wszystkie znane mi badania pokazują, że elektoraty wszystkich partii od KO w prawo są bardziej liberalne w kwestiach światopoglądowych niż programy tychże ugrupowań. Wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy, że na wiele kwestii ma lewicowe poglądy, nie chcą tego przyznać, bo lewica kojarzy im się tylko z komunizmem albo pisowskim rozdawnictwem zamiast mądrego socjalizmu w wydaniu skandynawskim.
No nie we wszystkich aspektach [Konfederacje są przeciwne wolności osobistej] - np. nurt upeerowski, z którego wyrósł Metnzen, tradycyjnie opowiadał się za legalizacją marihuany (i chyba Menzten też ten postulat popiera). A to jest klasyczny postulat liberalny. Podobnie było z wolnością słowa…
UsuńSkupmy się na teraźniejszości. Akurat wszystkie kwestie, gdzie obie Konfederacje są liberalne (wolny rynek, wolność słowa, używki), są: 1) symptomatyczne dla współczesnej patoprawicy całego Zachodu, 2) postulowane w radykalnej formie, a tym samym 3) szkodliwe dla większości społeczeństwa.
Na tak ultra-liberalnym ułatwianiu prowadzenia biznesów, przy jednoczesnym ograniczaniu praw pracowniczych i pomocy socjalnej, zyskuje garstka, traci większość. To jest społeczny darwinizm.
Na przyzwoleniu na mowę nienawiści i dezinformację zyskują partie, które budują swój elektorat na szczuciu oraz kłamstwach, a traci społeczeństwo (zresztą Konfy pokazują tu hipokryzję, bo chcą wolności jednostronnej, tylko dla swoich poglądów).
Z kolei wszystkie używki, jak alkohol, tytoń i narkotyki - może poza marihuaną w celach leczniczych - z czysto medycznego punktu widzenia powinny być zakazane, zresztą z perspektywy finansów państwa także.
We wszystkich tych kwestiach potrzeba systemowych ograniczeń - nie zakazów, ale też nie skrajnej liberalizacji.
Tyle że PO sprzed 20 laty, to wypisz wymaluj - program obecnego skrzydła mentzenowskiego w Konfederacji (...) No i PO nie uchodziło wówczas za partię skrajnie prawicową - choć oczywiście była to twarda konserwatywno-liberalna prawica.
Bo to nie liberalizm gospodarczy determinuje przynależność do skrajnej prawicy, tylko połączenie radykalnego podejścia do wolnego rynku ze skrajnie konserwatywnym światopoglądem, ksenofobicznymi i izolacyjnymi postawami czy tendencją do autorytaryzmu. Takie są Konfy, a ówczesna PO mieściła się w centrum.
Masz tendencję do nazywania wielu przykładów anegdotycznymi.
UsuńDowód anegdotyczny to tylko ciekawe urozmaicenie dyskusji, ale kompletnie nic nie mówi o skali danego zjawiska. Ja też mogę powiedzieć, zresztą zgodnie z prawdą, że nie znam żadnych fanatyków KO, a w samej tylko rodzinie (dalszej) mam paru fanatycznych wielbicieli PiSu czy Konf. Albo na podstawie tego, co widzę w internecie, stwierdzić że w ogóle nie istnieją wyborcy umiarkowani, a jedynie radykalni - ze zdecydowaną dominacją skrajnych prawicowców - oraz fejkowi symetryści, którzy szybko okazują się zagozalymi zwolennikami jednej opcji. To jednak wciąż tylko opis pewnego wyrywka rzeczywistości, a nie jej obiektywny obraz.
Wybierając sobie jedną anegdotę dla udowodnienia tezy można dowodzić najbardziej absurdalnych, nieprawdziwych teorii.
Możesz np. powiedzieć, że miałeś znajomego, który zmarł po szczepieniu na covid i na tej podstawie twierdzić, że wszystkie szczepionki są szkodliwe. Tymczasem badania pokazują, że negatywne skutki zdarzają się w zdecydowanej mniejszości przypadków, za to dzięki szczepieniom ogólnie udało się znacząco zmniejszyć śmiertelność.
Możesz też twierdzić, że jak w Polsce jest zimno, to globalne ocieplenie jest ściemą, tylko że pomiary w skali właśnie globalnej potwierdzają to zjawisko.
Ale można np. zadać pytanie, czy cenniejsze, bardziej wartościowe jest doświadczenie osoby, która spędziła w danym kraju np. rok (i w sumie jej wiedza pochodzi z setek "anegdot), czy takiej, która spojrzała przez kwadrans w obiektywne parametry i wskaźniki społeczno-gospodarcze danego kraju?
Nie, wskaźniki ekonomiczne państwa nie pokażą, jak się tam żyje poszczególnym jednostkom. Natomiast rzetelne badanie, oparte na dopracowanej metodologii, przeprowadzone na reprezentatywnej grupie, odzwierciedlającej całe społeczeństwo, pokaże o wiele bardziej precyzyjnie i miarodajnie sytuację ludzi w tym kraju, niż nawet setki prywatnych rozmów z losowo dobranymi rozmówcami.
Bardziej wiarygodna i miarodajna będzie też np. opinia kogoś, kto zawodowo od dawna zajmuje się problematyką Azji Środkowej, niż kogoś, kto spędził dwa tygodnie na wakacjach w Kazachstanie.
Prognozy o przeludnieniu też były naukowe, oparte o wyliczenia przyrostu populacji.
Na wzrost lub spadek liczby ludzi wpływają raczej trudne do przewidzenia zachowania człowieka plus różne czynniki zewnętrzne, które mogą, ale nie muszą wystąpić. Np. 10 lat temu nikt nie wiedział, jakie dziś będą trwać wojny i jaka będzie ich skala, i jak to wpłynie na liczebność populacji. Z prognozowaniem zmian klimatycznych jest inaczej, bo tutaj wszystko opiera się na konkretnych procesach fizycznych. Są oczywiście pewne zmienne, jak zwiększenie lub ograniczenie emisji CO2, ale dlatego opracowuje się rôżne modele - bardziej i mniej optymistyczne.
Bardziej wiarygodna i miarodajna będzie też np. opinia kogoś, kto zawodowo od dawna zajmuje się problematyką Azji Środkowej, niż kogoś, kto spędził dwa tygodnie na wakacjach w Kazachstanie.
UsuńTeraz tylko króciutko - odnośnie tego tematu. Ale przecież ja sam napisałam, że moja opinia na podstawie 2-tygodniowego pobytu miarodajna nie jest (aczkolwiek - powiem to wprost - myślę, że jest bardziej miarodajna od Twojej, bo przecież nie jest tak, że interesowałeś się w jakimkolwiek stopniu Kazachstanem - w sensie znajomości literatury fachowej).
Co do meritum- tylko powiedz, z jakiego kraju (a szerzej kręgu cywilizacyjnego) miałby pochodzić ten ekspert. Czy uznałbyś, że opinia zawodowca z Chin albo Rosji albo Mongolii albo krajów arabskich jest tak samo miarodajna jak opinia eksperta Wielkiej Brytanii czy, powiedzmy, Kanady? (tak notabene, nawet wśród ekspertów z kręgu euroatlantyckiego istnieją bardzo daleko idące różnice w podejściu do tematów wschodnich - wystarczy poczytać sowietologów francuskich i porównać ich z amerykańskimi).
"Takie są Takie są Konfy, a ówczesna PO mieściła się w centrum.
UsuńAbsolutnie nie masz racji! Ówczesna PO była bardzo konserwatywna również obyczajowo. Najbardziej liberalne skrzydło skupione wokół Tuska i Olechowskiego pod względem obyczajowym przypominało dzisiejszy PSL (status quo w ustawie aborcyjnej, brak legalizacji związków partnerskich itd). Natomiast silne skrzydło konserwatywne skupione wokół Płażyńskiego, Gowina i Rokity było absolutnie bliskie dzisiejszej Konfederacji (no przecież właśnie w PO był poseł Żalek -zwolennik absolutnego zakazu aborcji z wyjątkiem kontratypu zagrożenia życia kobiety1). To było silne bardzo prawicowe skrzydło - ja nie wiem czy nie bardziej od dzisiejszej Konfy (tzn przynajmniej od środowiska Mentzena). I tych posłów było kilkudziesięciu.
Bo to nie liberalizm gospodarczy determinuje przynależność do skrajnej prawicy, tylko połączenie radykalnego podejścia do wolnego rynku ze skrajnie konserwatywnym światopoglądem, ksenofobicznymi i izolacyjnymi postawami czy tendencją do autorytaryzmu.
UsuńŻeby być precyzyjnym - zgoda, ale co do ksenofobii/nacjonalizmu/Izolacjonizmu. Niezgoda co do konserwatyzmu - nawet skrajnego. Prawica ma prawo być twardo konserwatywna - taka jej natura, tacy są patroni ideowi tego nurtu - Burke, de Tocqueville i inni. Cesarstwo Austriackie pod wodzą Franza Jozefa było bardzo konserwatywne obyczajowo (katolickie!), ale brak jakichkolwiek nacjonalistycznych nut sprawiał, że wszystkim narodom - od Żydów do Polaków -żyło się tam w miarę dobrze. Prawica ma prawo być też monarchistyczna - ale oczywiście powinna twardo stać na zasadach legalizmu. To nacjonalizm powoduje, że partie prawicowe stają się niebezpieczne - nie konserwatyzm.
W kwestii ówczesnego PO mylnie utożsamiasz istnienie jakiejś frakcji wewnątrz partii z linią programową. Niezależnie od poglądów niektórych członków (swoją drogą Płażyński i Rokita odeszli już w okresie objęcia władzy), faktycznym podejściem do kwestii światopoglądowych było właśnie utrzymanie status quo, a nie prowadzenie konserwatywnej ofensywy ideologicznej, zaostrzanie prawa czy klerykalizacja państwa - to wszystko stało się dopiero po przejęciu władzy przez faktycznie konserwatywną partię w 2015 roku. Jednocześnie, rząd PO-PSL, respektował liberalno-demokratyczny porządek państwa, co odróżnia go od antysystemowych i chcących konserwatywno-autorytarnych reform Konfederacji. Brak postępowych reform obyczajowych to nie to samo, co wprowadzanie reform konserwatywnych.
UsuńW temacie Kazachstanu zastosowałeś natomiast sofizmat genetyczny. To nie pochodzenie eksperta ma znaczenie, tylko jego wiedza, doświadczenie, czy opiera się na wiarygodnych badaniach, a nie na dowodach anegdotycznych. Poza tym ja nigdy nie twierdziłem, że jestem specjalistą od tego regionu. Natomiast nie wydaje mi się, żeby moja wiedza na temat opresyjności władzy w Kazachstanie na podstawie relacji reporterskich z krwawo tłumionych protestów była mniej miarodajna niż osobiste rozmowy z mieszkańcami kraju, którzy najpewniej nie mieli takich doświadczeń.
Nie stawiam znaku równości między konserwatyzmem a nacjonalizmem. Oba mogą występować oddzielnie, natomiast ich połączenie jest cechą skrajnej prawicy.
"Nie, nie zamartwiam się przyszłością naszej planety. Ziemia ma cztery miliardy lat, człowiek zajmuje ją od trzystu tysięcy lat. Ziemia istniała miliardy lat, zanim się pojawiliśmy, i prawdopodobnie będzie istnieć długo po naszym zniknięciu – bez względu na to, czy doprowadzimy do samozagłady gatunku, czy może wyemigrujemy gdzieś na inną planetę. Ziemia przetrwa bez nas. Tak naprawdę nie martwię się więc jej przyszłością. Przejmuję się raczej tym, jak ludzie krzywdzą się wzajemnie i jak traktują inne gatunki, z którymi dzielimy planetę. Sam jestem weganinem, w czym wyraża się mój szacunek dla innych gatunków. Ale ludzkość jako taka traktuje je naprawdę podle. To powód mojej troski, nie przyszłość planety, która bez wątpienia przetrwa bez nas."
OdpowiedzUsuńCo tu jest takiego dzbanowego? Wiadomo, że trzeba jakoś dbać o środowisko, ale też nie pochwalać dzbanów - tutaj to określenie pasuje idealnie, przyklejających się do asfaltu - powinniśmy to jakoś wypośrodkować.
Mam tylko nadzieję, że nie nazywa mnie mordercą, bo jem mięso.
Co do 2025 roku muzycznie, to był niezły, ale wciąż mam zaległości, nawet na Twojej liście, a przecież niemożliwym jest, że przesłuchałeś wszystkie warte uwagi albumy, nie wierzę w to. Spiral Garden słuchałem tylko raz, ładne to to, ale żeby zaraz takie ochy i achy? No nic, za chwilę drugi raz z tym albumem.
Moim zdaniem ta wypowiedź nie różni się wiele od twierdzeń, że zmiany klimatyczne i wzrosty globalnej temperatury były zawsze, więc wszystko jest w porządku, nie trzeba temu przeciwdziałać, choć tego ostatniego Wilson nie mówi wprost. Fragment Ziemia istniała miliardy lat, zanim się pojawiliśmy, i prawdopodobnie będzie istnieć długo po naszym zniknięciu pomija kluczową kwestię, że przed pojawianiem się człowieka - a konkretnie to jeszcze długo potem, aż do rewolucji przemysłowej - te zmiany nie postępowały aż tak szybko, więc nie wywoływały aż tak negatywnych skutków. Możesz być jednak spokojny, że jak jakiś muzyk zacznie się przyklejać do asfaltu - albo robić inne niemądre rzeczy, które planecie nie pomagają, a tylko zniechęcają innych do postaw ekologicznych - też znajdzie się na tej liście.
UsuńW Spiral Garden nie chodzi tylko o ładne granie, ale ile przygotowanie tej płyty wymagało czasu, wysiłku, wiedzy z zakresu muzyki i konstrukcji instrumentów, umiejętności.
Chyba nadinterpretowywujesz Wilsona, powiedział przecież tylko, że życie na Ziemi będzie trwać nadal po zniknięciu człowieka.
UsuńCo całkowicie pomija skalę antropogenicznej destrukcji planety, której skutki bedą się pogłębiać nawet po zniknięciu człowieka. Wcale nie jest pewne, że będą warunki do jakiegokolwiek życia. Nie twierdzę, że Wilson miał złe intencje (dlatego nie jest nawet na podium), ale niechcący powiedział coś zbliżonego do narracji, że klimat zawsze się zmieniał, nieprzystosowane gatunki wymierały, więc to nie ludzie odpowiadają za obecny stan planety i w związku z tym nie ma sensu dbanie o środowisko.
UsuńGłoszenie tak apokaliptycznych wizji wydaje się być drugą skrajnością. Wystarczy prześledzić prehistorię - weźmy dla przykładu wielką piątkę masowych wymierań. To, co dziś się dzieje jest absolutnie nieporównywalne chociażby do warunków panujących na Ziemi po uderzeniu asteroidy, która wybiła nieptasie dinozaury. Życie jest wbrew pozorom niesamowicie wytrwałe, a bioróżnorodność prędzej czy później ulega naprawie (często po milionach lat, ale jednak). To oczywiście nijak nie implikuje braku konieczności troski o środowisko, ale warto jednak trzymać się faktów zamiast posługiwać się takimi hiperbolami, bo zalatuje to właśnie ww. przyklejaniem się do asfaltu. Owszem, zniszczenia mogą być, i to bardzo poważne, ale nie wydaje się by człowiek (przy obecnym stanie techniki, może Gwiazda Śmierci dałaby radę haha) był w stanie zupełnie usunąć życie z naszej planety, choćby nawet było to jego szczerą intencją
UsuńCoś tam przetrwa nawet katastrofę nuklearną, choćby niesporczaki. W wypowiedzi Wilsona nie ma nic sugerującego, że działalność człowiek nie odpowiada za zmiany klimatu, przeciwnie mówi on, że doprowadzimy do samozagłady gatunku. Nie ma tu podobieństwa jakie sugerujesz.
Usuń@JD: Optymistyczny ton Wilsona zupełnie nie pasuje do scenariusza, w którym przetrwają głównie lub tylko ekstremofile, a złożone ekosystemy się załamią. Natomiast nie twierdzę, że podobieństwo do narracji denialistycznych tej wypowiedzi polega na zaprzeczaniu wpływu działalności człowieka na klimat, tylko na przesunięciu uwagi na abstrakcyjną trwałość planety, z pominięciem faktu, że dzisiejsze zagrożenia dla niej mają inny charakter i tempo.
Usuń@Homig: Czyż sama wypowiedź Wilsona nie jest apokaliptyczna? Ja tylko uzupełniam, że wyginiecie ludzkości nie oznacza powrotu planety do stanu sprzed rewolucji przemysłowej. Twoje przykłady nie są adekwatne, ponieważ w przeszłości globalne zmiany temperatury o kilka stopni zachodziły w ciągu dziesiątek czy setek tysięcy lat, a obecnie porównywalne zmiany następują w skali stulecia i, inaczej niż wtedy, nie są naturalne. Apokaliptyczna wizja Wilsona Ziemi bez ludzi ma jednak w sobie coś kojącego - zniknie człowiek, świat będzie piękny. A tymczasem pozostawi on po sobie nieodwracalne straty.
Dziwi trochę ten zachwyt nad Maruja przy jednoczesnej nieustannej krytyce zespołów neoprogowych. Wszak Pain to Power to ta sama wrażliwość artystyczna co takie Marillion. Mi się oczywiście ta płytka podobała, również ze względu na jej prostolinijność.
OdpowiedzUsuńNie rozumiem porównania. Nie widzę istotnie wielu punktów stycznych między zespolem naśladującym baśniowy prog Genesis, a grupą czerpiącą z post-hardcore'u czy hip-hopu. A te spokojniejsze momenty to jest estetyka, subtelność i wrażliwość Talk Talk czy Bark Psychosis, a nie pstrokatej, ejtisowej wersji symfonicznego rocka.
UsuńNapisałem - ten sam wymiar wrażliwości. Ja piję bardziej do Marillion Hogarthowego, nie Fishowego. Posłuchaj takiego Saoirse czy choćby Born to Die, a usłyszysz tam te samą prostolinijność co na Marbles i Brave. Tylko trzeba porzucić szufladki :)
Usuńot choćby:
It's empowering to think that all the hateful people out there
If they were only shown more love, they wouldn't be so spiteful
Love is my God, I don't care what you say
All the hate in our hearts, it takes us further away
chłopaki strzelają do tej samej bramki.
To mogłeś od razu zaznaczyć, że chodzi o teksty… A te „szufladki” to nie żadna abstrakcja, tylko konkretny opis muzyki.
UsuńNo nie tylko teksty. Posłuchaj, jak budowane jest napięcie w takich numerach jak Born to Die czy Look Down on Us, zwróć uwagę na "liryczne" zaśpiewy, albo "garbarkowe" cheesy partie saxu. To oczywiście inne gatunki, ale wrażliwość bardzo podobna. Dziwi mnie, że osoba, która wielokrotnie zjeżdża neoproga poszła w taki klimat. Mi się oczywiście podoba, bo lubię i Marillion, i Maruję. No a infantylne teksty to oczywiście swoją drogą.
UsuńW ogóle nie słyszę tam tego, za co krytykuję Marillion, ani w ogóle zbieżności większej niż między dwiema dowolnymi grupami rockowymi.
UsuńBardzo dobra lista! Zaskakuje trochę obecność na liście płyt ocenionych na 7/10.
OdpowiedzUsuńDlaczego zaskakuje? Te wybrane „siódemki” uważam za warte uwagi (rozważałem jeszcze ze 2-3 inne), a na liście nie zajmują miejsca wyżej ocenionym albumom, bo wszystkie zrecenzowane „ósemki” i „dziesiątki” są tu na lepszych pozycjach.
UsuńCzytając recenzję "About Ghosts" nie sądziłem, że znajdzie się na końcoworocznej liście.
UsuńTo wciąż bardzo dobre granie - po prostu preferuję płyty, które zapewniają mi jakieś nowe doznania.
UsuńJednak nazywanie Westa przeciętnym muzykiem to przesada. Pierwszych 6-7 płyt jest dość powszechnie uznawanych już za klasyki. Gość w latach 2004-2016 miał jednak niesamowitą serię, właściwie wszystko, czego się tknął, zamieniał w złoto. O wyznaczaniu nowych trendów nie wspominając. Aż ciężko mi to do czegokolwiek porównać w muzyce rozrywkowej. Może do King Crimson albo Black Sabbath w latach 70? Może Bowie i Beatlesi. Pomijam jazz, bo to inna para kaloszy.
OdpowiedzUsuńCo do jego ekscesów, to dość powszechnie wiadomo, że West ma problemy psychiczne. Nie wiem, na ile te zaburzenia są poważne, ale trudno od tego abstrahować przy ocenie jego poczynań.
Nie wiem czemu ale w wielu podsumowaniach nawet stricte jazzowych zapomina się o świetnym albumie Piotra Wojtasika "Inscape". Dla mnie to płyta nr jeden w polskim jazzie w 2025.
OdpowiedzUsuńPrzesłuchałem, rzeczywiście dobra, ale Joanna Duda - Delighted odrobinę lepsza dla mnie.
UsuńJak dla mnie rok był względem nowości przeciętny,co pozwalało nurzać się w przyszłości bliskiej i dalekiej. Podsumowując gamechangera nie było, rock od dekad.Największym rozczarowaniem był Squid no ale oczekiwania były wygórowane.
OdpowiedzUsuńCo do Marujii to dobra płyta aż tyle i tylko tyle.
Kolega porównując do Marillion trochę odpłynął:)
Fajne płyty w tym roku których na liście tu nie ma :
Lucrecia Dalt A danger...( feat David Sylvian)
Juana Molina - Doga
Mike Majkowski - Invisible
Go Kurosawa - Soft Shakes Martinou - Linked.
Dla siebie odkryłem nieżyjącego już Susumu Yakota naprawdę bogactwo dźwięków. Na początek polecalbym: The boy and The three, Sakura lub Acid My. Fuji
Pozdrawiam
UsuńIt's our differences that make us beautifuuuuuul
Ja dodałbym jeszcze Geese - Getting Killed (była w zapowiedziach Pawła z września)
Usuń