[Recenzja] Harri Kuusijärvi - "Aallot" (2025)

Harri Kuusijärvi Aallot recenzja albumu


W przeszłości zdarzało mi się mieć pewne uprzedzenia w stosunku do muzyki, np. poszczególnych instrumentów. Jako początkujący słuchać stroniłem od utworów bez gitary lub tych z dęciakami. Dopiero z czasem zrozumiałem - coś jakże oczywistego - że z każdego instrumentu można, przy pomocy wyobraźni, umiejętności lub pomocy technologii, wydobyć coś pięknego. I na odwrót: gdy brakuje kreatywności i zdolności, nawet brzmienie ulubionego instrumentu nie uratuje takiego nagrania. Sam do dziś nie jestem miłośnikiem akordeonu, choć doceniam chociażby partie Larsa Hollmera na płytach Samla Mammas Manna. A niedawno wydany album "Aallot" fińskiego akordeonisty Harriego Kuusijärvi uświadomił mi, że nawet płyta z dominującą rolą tego instrumentu może być niezwykle intrygującym dziełem.

Harri Kuusijärvi to doświadczony muzyk, nagrywający w tak różnych stylach, jak tango, jazz czy avant-prog. Dotąd jednak, grając w różnych zespołach, ze względu na specyfikę akordeonu, używał go raczej jako spoiwa pozostałych instrumentów, mając świadomość mniejszego zakresu ekspresji w porównaniu z saksofonem czy gitarą. Na "Aallot" postanowił jednak uczynić z akordeonu pełnoprawny instrument solowy, poszerzając jego możliwości i omijając ograniczenia dzięki elektronicznym ulepszeniom. Kuusijärvi wykorzystał współczesną technologie do modulowania i kontrolowania na żywo dźwięków wydobywanych ze standardowego akordeonu koncertowego.


W nagraniach akordeonistę wparła jazzowa sekcja rytmiczna: basista Jori Huhtala oraz perkusista Mika Kallio. Obaj grają tu raczej oszczędnie, jednak na tyle wyraziście, z odpowiednią finezją, a momentami wręcz błyskotliwie wchodząc w interakcję z liderem, że trudno traktować ich partie w kategoriach tła. W takim "Jokkmokk" wychodzą wręcz na pierwszy plan. I choć wnoszą na płytę zdecydowanie jazzowy feeling, to "Aallot" zdecydowanie nie jest płytą stricte jazzową. Partie akordeonu, głównie dzięki elektronicznym przetworzeniom, kojarzą się raczej z minimalizmem, ambientem czy progresywną elektroniką. Kuusijärvi przy pomocy rozszerzonego instrumentu jest w stanie naśladować zapętlający się puls oldskulowych syntezatorów, jak w "Mustavalkoinen", ale też zagrać bardzo płynnie rozwijającą się solówkę, jak w "Göteborg". Niezwykle intrygująco wypada zestawienie takich brzmień z tradycyjną sekcją rytmiczną. Jednak lider polega tu nie tylko na technologii, wykorzystywanej zresztą bardzo subtelnie, ale też na własnej wyobraźni, wyjątkowym zmyśle melodycznym i - nienadużywanej - wirtuozerii.

"Aallot", pomimo swojego konsekwentnie melancholijnego nastroju - korespondującego z tytułem oznaczającym falę - to płyta pełna życia i pomysłów. Elektroniczny booster akordeonu uczynił z niego niezwykle wszechstronny instrument. Sama technologia nie dałaby jednak takiego efektu, gdyby nie jej umiejętne wykorzystanie. Harri Kuusijärvi wynosi tu grę na akordeonie na wyższy poziom także dzięki swoim umiejętnościom i kreatywności, a album pewnie nie byłby tak udany, gdyby nie idealnie trafiony dobór wspołpracowników, niby tylko sidemanów, ale mających znaczący wpływ na ostateczne brzmienie i kształt tych utworów.

Ocena: 8/10

Nominacja do płyt roku 2025


Harri Kuusijärvi - "Aallot" (2025)

1. Vitsaniemi; 2. Göteborg; 3. Mustavalkoinen; 4. Savua; 5. Jokkmokk; 6. Kalix; 7. Aallo

Skład: Harri Kuusijärvi - akordeon, elektronika; Jori Huhtala - kontrabas; Mika Kallio - perkusja
Producent: Harri Kuusijärvi


Komentarze

  1. Ja tak jak Ty miałem kiedyś z wszelkiej maści instrumentami 'klawiszowymi'. Obecnie pianino/fortepian to jeden z moich ulubionych instrumentów. Moze wpływ na zmianę zdania ma gra mojej córki na tych instrumentach 😉

    OdpowiedzUsuń
  2. Akordeon kojarzy się biesiadnik folkowo wiadomo. Płyta kolegi fajna ale z cyklu tych których się nie włącza za często. Akordeon odczarować mogą trochę Tom Waits, czy nasi doskonali Alians.
    Dzięki twojemu wpisowi przypomniała mi się świetna polska kapela Something Luke Elvis z płytą Cigarets smoke Phantom. Też używają akordeonu co prawda niewiele ale jest to kompletnie zapomniany mały skarb z polskiej muzyki post rock, trans w historii trasy z Nomeansno i Fugazi. Kto nie słyszał polecam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dino Saluzzi i jego "Cite de la musique" przekonał mnie, że akordeon też może dać ciekawy efekt. Tylko tam jest jeszcze gitara akustyczna. Polecam wszystkim. Warunek jednak jest taki, że trzeba mieć odpowiednie podejście i ochotę w tym właśnie momencie na ECM😉.

    OdpowiedzUsuń
  4. Something Luke Elvis powinno ci się gospodarzu w miarę spodobać gdyby cofnąć scenę windmill do 20 kilku lat wcześniej do Polski odrzucić chęć popisywania się ...:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)