[Recenzja] Tomasz Stańko - "Polish Radio Sessions 1970-91" (2025)

Okładka boksu "Polish Radio Sessions 1970–91" Tomasza Stańki.


Potężny boks zbierający niepublikowane wcześniej radiowe nagrania Tomasza Stańki. W wersji fizycznej to sześć płyt winylowych lub tyle samo kompaktowych - przy czym pierwszy wariant jest uboższy o dwa utwory - wzbogaconych grubą książeczką, pełną zdjęć oraz wspomnień współpracowników trębacza. Sama muzyka jest dostępna także w streamingu, ale w formie sześciu osobnych albumów. Każdy z nich poświęcony jest innemu okresowi na przestrzeni trochę ponad dwudziestu lat. Stąd też podział na aż tyle części, choć cały materiał dałoby się upchnąć na trzech, najwyżej czterech kompaktach. Pięć pierwszych płyt mieści się czasowo w przedziale od pół godziny do czterdziestu minut, dopiero ostatnia - umieszczona tu poza chronologią i jako jedyna zarejestrowana podczas koncertu - trwa nieco ponad godzinę.

Całość zaczyna się od nagrań pierwszego własnego zespołu Tomasza Stańki, kwintetu ze Zbigniewem Seifertem, Januszem Muniakiem, Bronisławem Suchankiem i Januszem Stefańskim. Najwcześniejsza sesja z płyty "Piece for Diana and Other Ballads (1970/71)" miała miejsce 17 września 1970 roku, a więc dziewięć miesięcy po zarejestrowaniu przez ten skład debiutanckiego "Music for K". W porównaniu z freejazzową zawartością tamtego albumu, tutaj muzycy grają w nieco bardziej stonowany sposób i kompletnie inny repertuar. Dwie kompozycje wzięli od Krzysztofa Komedy. Pierwszą jest "Kattorna" z "Astigmatic" - tu w zwartej, krótszej o połowę, ale nie mniej porywającej wersji - a druga to temat przewodni z "Dziecka Rosemary", słynna upiorna kołysanka, wspaniale przełożona na stricte jazzowy język. Pomiędzy znalazły się natomiast trzy krótkie kompozycje samego Stańki - ekspresyjna "Puszcza", z początku łagodniejszy, ale pełen napięcia i w końcu wybuchający "Stress" oraz faktycznie wyciszona "Ballada". Wszystkie utwory pokazują znakomite zgranie oraz wyobraźnię tego składu.


Pozostałe utwory z "Piece for Diana and Other Ballads" zarejestrowano 1 oraz 10 października roku następnego, a więc niedługo przed rocznym wyjazdem kwintetu za żelazną kurtynę. To podczas tego zachodniego tournėe powstały płyty "Jazzmessage from Poland", "Purple Sun" oraz wydane dopiero niedawno dwie części "Wooden Music". Już w tych trzech krótkich kawałkach dla radia słychać rozwijaną na wspomnianych wydawnictwach koncepcję drewnianej muzyki - bo poza trąbką lidera w składzie były same instrumenty drewniane: saksofon, skrzypce, kontrabas i bębny. To trzy bardzo nastrojowe nagrania, z których dwa pierwsze to swobodniejsze improwizacje bez własnych tytułów, a ostatnie - tytułowa "Piece for Diana", znana już z bardziej rozbudowanej wersji z "Jazzmessage". To tutaj krystalizował się ten charakterystyczny dla trębacza styl freejazzowych ballad.

Na płycie "Unit (1974/75)" zebrano nagrania tria z pianistą Adamem Makowiczem i perkusistą Czesławem Bartkowskim. Makowicz i Bartkowski grali już razem w grupach fusion Michała Urbaniaka, a następnie w duecie zarejestrowali album… "Unit", wydany w 1973 roku w serii Polish Jazz pod nazwiskiem Makowicza. Z czasem ten wspólny projekt poszerzał się o kolejnych muzyków: Tomasza Stańkę, a później także basistę Pawła Jarzębskiego. Zarówno trio, jak i kwartecie, Unit wydał w epoce po jednym albumie studyjnym. Teraz okres ten uzupełniają radiowe sesje składu trzyosobowego z 20 listopada 1974 i 14 stycznia 1975 roku. Na repertuar składają się dwie kompozycje Stańki, "Placebo" i "Poacher", a także interpretacje trzech jazzowych standardów: "Stella By Starlight" Victora Younga oraz "Countdown" i "Giant Steps" Johna Coltrane'a. Całość to porywające granie na pograniczu jazzu free i fusion - Makowicz w tamtym okresie grał na elektrycznym fortepianie. Szczególnie wyróżnia się trzynastominutowe wykonanie "Placebo" oraz pełne ekspresji "Poacher" i "Countdown".


Kolejnym istotnym etapem twórczości Tomasza Stańki był międzynarodowy kwartet z saksofonistą Tomaszem Szukalskim, perkusistą Edwardem Vesalą oraz nieustannie zmieniającymi się basistami (m.in. Davidem Hollandem). Na "Polish Radio Sessions 1970-91" nagrań tego składu akurat nie ma. Jest za to sesja zebranego ad hoc tria z Szukalskim i Bartkowskim, które już nic więcej nie zarejestrowało. "Zamek mgieł" to zapis z 26 lutego 1975 roku, a więc pomiędzy powstaniem płyt "TWET" i "Balladyna" wspomnianego kwartetu. Estetyka jest tu zbliżona, czyli jest to już w pełni rozwinięta koncepcja freejazzowych ballad. Wspaniale wypada jedenastominutowe nagranie tytułowe, gdzie trio kreuje bardzo subtelny, faktycznie jakby zamglony klimat. Podobną atmosferę, równie ciekawie budowaną, ma jeszcze dłuższy "Kilka odcieni błękitu", tym razem z bardziej swobodnymi fragmentami. Ale nie brakuje tu ekspresyjnego, już zdecydowanie freejazzowego grania, przede wszystkim w postaci "Bluish", ale też środkowej z trzech "swobodnych etiud", podpisanych nazwiskami całego składu (reszta materiału to kompozycje trębacza). Ze wszystkich płyt tego zestawu to może być największe odkrycie.

Dalej następuje przeskok o całą dekadę, do projektu Freelectronic. Tomasz Stańko postanowił wówczas nawiązać do mainstreamowych trendów i połączyć jazzowe improwizacje z ejtisowym brzmieniem. Składu dopełnił basista Witold Szczurek oraz aż dwóch muzyków grających na syntezatorach: Tadeusz Sudnik i Janusz Skowron; nie było natomiast bębniarza. W epoce kwartet wydał dwie koncertówki, natomiast "Freelectronic: Almost Gama" to pierwsze opublikowane nagrania studyjne zespołu, z 20 stycznia 1985 oraz 13 maja 1986 roku. W bardziej dynamicznych kawałkach, opartych na wypuklonych, lekko klangujących partiach gitary basowej, jak "We", "Euforia II" czy "Asmodeus" dochodzi do czegoś na kształt fuzji jazzu z nową falą lub synthpopem. Najbardziej dopracowany "Almost Gama II", z melodyjnymi solówkami trąbki, oszczędnym basem, przypominającym tu raczej gitarę, a także ejtisowymi wstawkami syntezatora i quasi-ambientowym tłem, brzmi niemalże piosenkowo, choć raczej melancholijnie. Jest też trochę bardziej swobodnego grania, szczególnie na początku płyty w "Almost Gama I" i "Now A", później jeszcze w "Puchacze". Ogólnie był to intrygujący eksperyment, sam pomysł bardzo oryginalny, natomiast chyba nie do końca udało się tej wizji nadać szczególnie ciekawego kształtu. Warto dodać, że z elektronicznymi brzmieniami Stańko eksperymentował już w poprzedniej dekadzie, na płycie "Fish Face".


Witold Szczurek, znany też pod pseudonimem Vitold Rek, był stałym partnerem Stańki także w jego innych projektach przez całe lata 80., aż do początku kolejnej dekady. W styczniu 1991 roku, jedynie w duecie, zarejestrowali materiał, który wypełnia "Rue de la Tour". Piąta płyta tego zestawu to powrót do akustycznego brzmienia, bliższy jazzowej tradycji - tej z lat 50. i 60. poprzedniego wieku. Improwizacje, oparte na tematach Stańki lub Reka, pokazują ogromny kunszt obu instrumentalistów, a ich wyobraźnia pozwala uniknąć monotonii pomimo tak bardzo ograniczonego instrumentarium. Kontrabas Szczurka słychać też na ostatniej płycie, "Jazz Rock Company, Live at Akwarium (1983)". Tu jednak gra już większy zespół, z Kubańczykiem José Torresem na perkusjonaliach, a także trzema muzykami grupy Krzak: gitarzystą Apostolisem Anthimosem (wcześniej i potem w SBB), Jerzym Kawalcem na gitarze basowej oraz Andrzejem Ryszką na bębnach. Bez dwóch ostatnich nagrano trzy miesiące póżniej album "C.O.C.X.", ale występ z 9 lutego 1983 roku w stołecznym klubie Akwarium, częściowo z tym samym materialem, jest znacznie bardziej porywający. To pięć rozbudowanych wykonań, zgodnie z tytułem jazz-rockowych, choć także z wpływami bluesa, muzyki latynoskiej czy jazzu free. Najbliżej tu chyba do Milesa Davisa z "Live-Evil", co znaczy, że całość wprawdzie brzmi jak z wcześniejszej epoki, ale wynagradza to fantastyczna gra i współpraca instrumentalistów.

"Polish Radio Sessions 1970-91" to wartościowa pozycja z kilku powodów. Sześciopłytowy boks stanowi interesujące uzupełnienie podstawowej dyskografii jednego z największych i najważniejszych polskich muzyków. Można tu usłyszeć nieznane wcześniej trio Tomasza Stańki z Tomaszem Szukalskim i Czesławem Bartkowskim, ale też lepiej poznać składy znane z płyt, a nawet - w przypadku występu z Akwarium - odkryć prawdziwy potencjał tych zespołów. Kolejna sprawa to sam poziom tych nagrań, a ten - pomijając okres Freelectronic - jest naprawdę wysoki, czego w sumie można było się spodziewać po samej liście występujących muzyków. "Polish Radio Sessions 1970-91" pokazuje ponadto, lepiej niż pojedyncze albumy, jak bardzo wszechstronnym artystą był Tomasz Stańko. Dodatkowym plusem jest naprawdę dobre brzmienie, dzięki czemu nie jest to wydawnictwo do jednorazowego przesłuchania w celach poznawczych, a płyty, do których można z przyjemnością wracać.

Ocena: 9/10
Oceny dla poszczególnych płyt podano przy spisie zawartości.

Nominacja do archiwaliów roku 2025


Tomasz Stańko - "Polish Radio Sessions 1970–91" (2025)

"Piece for Diana and Other Ballads (1970/71)" 9/10

1. Kattorna; 2. Puszcza; 3. Stress; 4. Ballada; 5. Kołysanka z filmu "Dziecko Rosemary"; 6. Drewniana muzyka, część 2; 7. Drewniana muzyka, część 1; 8. Piece for Diana

Skład: Tomasz Stańko - trąbka; Zbigniew Seifert - saksofon altowy, skrzypce (6-8); Janusz Muniak - saksofon tenorowy, instr. perkusyjne; Bronisław Suchanek - kontrabas; Janusz Stefański - perkusja
Producent: ?

"Unit (1974/75)" 8/10

1. Placebo; 2. Poacher; 3. Stella by Starlight; 4. Countdown; 5. Giant Steps

Skład: Tomasz Stańko - trąbka; Adam Makowicz - elektryczne pianino; Czesław Bartkowski - perkusja
Producent: ?

"Zamek mgieł (1975)" 9/10

1. Zamek mgieł; 2. Bluish; 3. Kilka odcieni błękitu (części 1-4); 4. Pierwsza swobodna etiuda; 5. Druga swobodna etiuda; 6. Trzecia swobodna etiuda

Skład: Tomasz Stańko - trąbka, pianino (1); Tomasz Szukalski - saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, klarnet basowy; Czesław Bartkowski - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: ?

"Freeelectronic: Almost Gama (1985/86)" 7/10

1. Almost Gama I; 2. Now A; 3. We; 4. Lotnisko; 5. Magic Time; 6. Euforila II; 7. Asmodeus; 8. Puchacze; 9. Almost Gama II

Skład: Tomasz Stańko - trąbka; Witold Szczurek - gitara basowa; Janusz Skowron - syntezator; Tadeusz Sudnik - syntezator, efekty
Producent: ?

"Rue de la Tour (1991)" 8/10

1. Rue de la Tour; 2. The Two First, the Third and A Few Others; 3. Almost Black; 4. My W.S.B. Friend; 5. Trumpet One; 6. Bass One

Skład: Tomasz Stańko - trąbka; Witold Szczurek - kontrabas
Producent: ?

"Jazz Rock Company, Live at Akwarium (1983)" 9/10

1. Mr. DD; 2. Babylon Samba*; 3. Fioletowy Liquor; 4. Hej! (Hey!); 5. End Jam*

* tylko na CD i w streamingu

Skład: Tomasz Stańko - trąbka; Apostolis Anthimos - gitara; Jerzy Kawalec - gitara basowa; Witold Szczurek - kontrabas; Andrzej Ryszka - perkusja; José Torres - instr. perkusyjne.
Producent: ?


Komentarze

  1. Po przeczytaniu recenzji od razu puściłem sobie ten set z 1983. Faktycznie mocno brzmi to jak Live/Evil, ale w żadnym wypadku nie jest to wada. Fantastycznie wypada przede wszystkim zestawienie lekkiej sekcji rytmicznej z bardziej agresywną trąbką. Świetna muzyka, nawet zbyt często masturbujący się za pomocą gitary Anthimos świetnie się zgrywa z resztą składu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny zestaw. Dla mnie numer jeden to "Zamek mgieł", potem "Freelectronic..." i na trzecim miejscu "Jazz rock company...". Ale reszta też doskonała, takiego Stańko mogę słuchać zawsze i nigdy mi się nie znudzi. A propos archiwaliów z udziałem TS, to w tym roku ukazały się dwie płyty Scandinavian Art Ensemble: The Copenhagen Sessions vol. 1 i 2 nagrane w roku 2016. Skład szerszy, ale trąbka TS w niektórych kawałkach dobrze wyeksponowana i całość w takim stańkowym stylu. TS miał zawsze jakąś hipnotyczną więź ze skandynawskimi składami, pisałem już przy innej okazji, że dla mnie jego płyty "Bluish" i "Bosonossa" z ich udziałem to 10/10, a może jeszcze więcej. Dlatego polecam też te nagrania SAE z jego udziałem, może trochę bardziej liryczne niż te wcześniejsze z lat 90-tych, ale nie aż tak wysłodzone jak płyty dla ECM.

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłem kiedyś na koncercie Stańki i pamiętam że jego wejścia sprawiały mi dosłownie fizyczny ból. Za to trio Wasilewskiego grało świetnie czego nie odnalazłem nigdy na ich płytach.
    I tu nachodzi mnie refleksja że poziom zespołu jednak wyznaczają koncerty nie płyty.
    I nie znalazłem jeszcze nigdy płyty koncertowej zespołu rockowego (!) która byłaby satysfakcjonująca dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mocno ryzykowny wniosek. Koncert i studio to dwie różne dyscypliny - jedni wypadają lepiej na żywo, inni w kontrolowanych warunkach, a niektórzy potrafią w obu światach funkcjonować inaczej, ale równie przekonująco. Natomiast twierdzenie, że rock nie ma satysfakcjonujących albumów live, to już kwestia wyłącznie Twojego gustu, nie jakiejś prawidłowości. Studio nie jest mniej „prawdziwe” niż scena - to po prostu inne medium z innymi celami i innymi kryteriami jakości. Jeśli ktoś wyciąga z tego ogólny ranking wartości, to prędzej zdradza swoje przyzwyczajenia niż fakty.

      Usuń
    2. Widziałem Stańkę na żywo raz - w lubelskiej filharmonii, bodaj w 2017. Pamiętam, że grał bardzo lirycznie, wolno, może trochę ociężale (ja nie jestem specjalistą od "trąbienia", ale wydaje mi się, że technicznie nie udźwignąłby rzeczy typu Purple Sun itd). Niemniej miało to ogromnie dużo uroku - żona trochę bała się tego koncertu (że właśnie będzie za dużo free itd), a wyszła bardzo zadowolona. Generalnie to był bardzo piękny koncert - tak go zapamiętałem.

      Usuń
  4. Co polecasz na początek od niego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stańko miał różne oblicza, więc pojedynczy album to za mało, by na jego podstawie podjąć decyzje o dalszym eksploatowaniu dyskografii. Chyba że porwiesz się na powyższy boks - co wcale nie jest złym pomysłem, bo to dobre wprowadzenie do różnych etapów działalności trębacza. Jako alternatywę proponuję najpierw sprawdzić trzy albumy, przy czym mam na myśli przesłuchanie każdego z nich, a nie wyboru jednego:
      - "Purple Sun", czyli "drewniana muzyka" w swoim ostatecznym kształcie i zwartej formie;
      - "TWET”, czyli stańkowskie "ballady freejazzowe" w najciekawszym wydaniu;
      - dla porównania coś z późnego, ECM-owskiego okresu, np. "Lontano".

      Usuń
    2. Purple Sun nie ma na Spotify, sięgnięcie po "wooden music I" zamiast tego albumu będzie dobrym pomysłem?

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.