[Recenzja] Spiral Garden - "Spiral Garden" (2025)

Choć jest zdecydowanie za szybko na tak kategoryczne stwierdzenia, to bardzo się zdziwię, jeśli ktoś w tym roku wyda lepszy debiut od Spiral Garden. Nie mogę całkiem wykluczyć takiej sytuacji pamiętając rok 2021 - gdy już na samym jego początku absolutnie powalił mnie "For the First Time" Black Country, New Road, a niedługo potem zdetronizował go "Bright Green Field" Squid - jednak kwartet z Północnej Karoliny znacznie podniósł poprzeczkę tegorocznym debiutantom. Praktycznie nieznany Spiral Garden to inicjatywa Bena Hjertmanna - formalnie wykształconego kompozytora, wykładowcy i nauczyciela gry na gitarze, multiinstrumentalisty oraz wokalisty, a także twórcy instrumentów - który postanowił wykorzystać możliwości stroju naturalnego na gruncie rocka.
Początków projektu należy szukać już w 2019 roku. To wtedy Hjertmann zaczął komponować utwory na wydany dwa lata później album "Visitors", sygnowany wspólnie z klasycznie szkoloną wiolonczelistką Emmalee Hunnicutt. To specyficzna płyta, zakorzeniona w folku czy bluesie, jednak do jej nagrania wykorzystano m.in. samodzielnie zmodyfikowane gitary i cytry, a całość oparto na stroju naturalnym, który dla współczesnego słuchacza - przyzwyczajonego do systemu równomiernie temperowanego - wcale nie brzmi naturalnie. Praktycznie od razu po opublikowaniu tamtego intrygującego dzieła, Hjertmann rozpoczął prace nad materiałem kontynuującym te założenia. Tym razem w nagraniach towarzyszyło mu kilkunastu muzyków, z których troje - Hunnicutt, Graham Thomason i Jonathan Snead - utworzyli wraz z nim trzon Spiral Garden. Mimo dość zespołowego podejścia do nagrań, zawierających nawet wspólnie improwizowane fragmenty, niezaprzeczalnym mózgiem przedsięwzięcia jest Ben Hjertmann, twórca tej artystycznej wizji oraz autor całego repertuaru, odpowiedzialny też za produkcję i resztę technicznej strony.
Czytaj też: [Recenzja] Extra Life - "Secular Works" (2008)
Muzyka zawarta na "Spiral Garden" najbardziej nasuwa mi skojarzenia z grupami Gentle Giant i Extra Life. Podobnie, jak w tej pierwszej, muzycy podstawowego składu są multiinstrumentalistami, wszyscy też śpiewają, a ich głosy finezyjnie się przeplatają, całość jest też bardzo złożona pod względem rytmicznym. Z tą drugą kojarzy się natomiast wysoki, czysty głos Hjertmanna, głównego wokalisty, a także matematyczna precyzja partii instrumentalnych. W przeciwieństwie do tamtych zespołów, nie ma tu natomiast niemal w ogóle rockowego ciężaru, a nawiązania do muzyki dawnej nie są tak oczywiste, lecz bardziej subtelne - wynikają głównie z zastosowania stroju naturalnego oraz użycia tu m.in. takiego instrumentu, jak viola da gamba. Nie jest to też rock progresywny w znaczeniu stylistycznym; określiłbym tę muzykę jako połączenie math rocka z folkowymi brzmieniami oraz eterycznym nastrojem dream popu. Konkretne inspiracje i proporcje pomiędzy nimi różnią się jednak w zależności od utworu.
Wspólnym mianownikiem dla całego repertuaru jest natomiast pewna dziwność - wynikająca z nietypowego stroju, obecności mikrotonowych dźwięków czy stosowania polirytmii oraz skomplikowanych podziałów rytmicznych - a także bogate instrumentarium. Obejmuje ono m.in. przeróżne gitary i klawisze, bezprogowy bas, wiolonczelę, cytrę czy tablę, a obok brzmień z dawnych epok jest też elektronika: syntezatory, sampler i theremin. Co więcej, słychać tu wiele zupełnie unikalnych instrumentów. Samodzielnymi, domowymi konstrukcjami Hjertmanna są bifur - rodzaj zelektryfikowanego dulcimera młoteczkowego, który słychać w "Shovel" - oraz doorian, czyli bardzo długa gitara barytonowa, wykorzystana w "Aurora" i "Paramonde". Artysta na potrzeby albumu przerobił też wiele istniejących instrumentów, choćby poprzez przesunięcie lub usunięcie progów, aby dało się z nich wydobyć dźwięki spoza stroju równomiernie temperowanego, gdzie na oktawę składa się jedynie dwanaście półtonów.
Czytaj też: [Recenzja] Gentle Giant - "Octopus" (1972)
Bardzo konsekwentny jest też klimat albumu, nawet w tych nieco żywszych momentach bardzo subtelny, wyrafinowany. Znakomicie wprowadza w ten nastrój "Septangle". Na przestrzeni ośmiu minut muzycy ciekawie budują napięcie, zaczynajac od oszczędnego wstępu, jedynie z zapętlającymi się dźwiękami gitary i onirycznym śpiewem, by stopniowo dochodziły tu kolejne elementy, coraz bardziej zagęszczając brzmienie oraz atmosferę. Punkt kulminacyjny pojawia się jednak już w środku utworu, gdy gościnną solówkę gra gitarzysta RJ Wuagneux, dodając utworowi dynamiki, lecz trzymając się daleko od rockowych klisz. Jeszcze bardziej zwiewne są takie nagrania, jak "Heirophony", "Paramonde" i "A View from the Trees", łączące pastoralne brzmienia akustyczne, eteryczną atmosferę oraz bardzo ładne melodie. Nawet w tych najbardziej rozmarzonych kompozycjach daleko jednak do anemicznego smęcenia - cały czas jest tu pewne napięcie i nieustannie coś się dzieje od strony brzmienia czy aranżacji.
Zdarzają się tu także trochę bardziej intensywne, zwarte utwory, jak "Shadow Key" i "Aurora" - oba z mocniej zaznaczonym rytmem i ostrzejszymi wejściami gitary, ale też najbardziej finezyjnie rozpisanymi wielogłosami - a zwłaszcza najbardziej piosenkowy "Shovel", w którym pobrzmiewa nieco country, oczywiście odpowiednio udziwnionego. We wspomnianym "Shadow Key" ciekawym dodatkiem jest minimalistyczny saksofon Daniela Richardsona, fantastycznie przeplatający się z partiami muzyków podstawowego składu. Całości dopełnia natomiast jedno, ale najdłuższe na płycie, ponad dziewięciominutowe nagranie instrumentalne. "Beal-Four Island Industrial Park Museum" to najbardziej atmosferyczny, nieśpieszny i oszczędny utwór w tym zestawie, estetycznie bliski post-rocka, dream popu, psychodelii czy nawet ambientu.
"Spiral Garden" to muzyka bardzo wysmakowana i złożona, a jednocześnie bardzo przystępna za sprawą ładnych melodii oraz tego zwiewnego nastroju. Tworząc ten materiał Ben Hjertmann wykazał się zarówno wiedzą z zakresu kompozycji, jak i znakomitym zmysłem melodycznym. Wszyscy muzycy pokazują natomiast ponadprzeciętny - zwłaszcza na standardy rocka - warsztat instrumentalny, jednak nigdy nie wykorzystują go do popisywania się umiejętnościami. Tu nie ma efekciarskich solówek, są za to doskonała interakcja i dyscyplina. A o tym, jak ambitne to przedsięwzięcie, świadczy przygotowanie na potrzeby tych nagrań zupełnie nowych instrumentów oraz modyfikacja istniejących w celu jak najlepszego zrealizowania konkretnej wizji artystycznej.
Ocena: 9/10
Nominacja do płyt roku 2025
Spiral Garden - "Spiral Garden" (2025)
1. Septangle; 2. Shadow Key; 3. Heirophony; 4. Shovel; 5. Aurora; 6. Paramonde; 7. Beal-Four Island Industrial Park Museum; 8. A View from the Trees
Skład: Ben Hjertmann - gitara, wokal (1-6,8), ukulele (1), melodyka (2), perkusja (5,7), pianino (6), elektronika (6,7), gitara basowa (7), sampler (8); Emmalee Hunnicutt - gitara basowa (1,2,4-6), wokal (2,4,5), wiolonczela (3,6,8); Graham Thomason - elektryczne pianino (1), syntezator (2,4,7), organy (3,5), pianino (6), sampler (8), dodatkowy wokal (3,4); Jonathan Snead - viola da gamba (1,2,5), cytra (3), dulcimer (4), gitara (6,8), syntezator (7), dodatkowy wokal (3,4)
Gościnnie: RJ Wuagneux - gitara (1,7); Zack Kampf - perkusja (1); Will Beasley - perkusja (2-4,6,8); Daniel Richardson - saksofon sopranowy (2); Dave Bullard - perkusja (5); Hinton Edgerton - theremin (5,7); Jonathon Sale - tabla (6); Lane Claffe - gitara (7)
Producent: Ben Hjertmann
Dla mnie będzie to z pewnością płyta pop roku (jak pewnie i całej dekady)! Rzecz świetnie zaplanowana i wykonana, gdzie wszystkie warstwy są ze sobą ciekawie powiązane (nawet teksty piosenek!, warto zapoznać się z opisami do poszczególnych utworów). Kupujcie póki dolar tani!
OdpowiedzUsuńMyślę, że dobrym punktem odniesienia jest tu, niewspomniany w recenzji, Harry Partch. Szczególnie jego wczesna twórczość: https://chrisrainier.bandcamp.com/album/chris-rainier-sings-the-music-of-harry-partch. Oczywiście, na recenzowanej płycie pojawiają się jeszcze reminiscencje muzyki z rejonu Appalachów.
OdpowiedzUsuńjejku, Partch jest wspaniały! uwielbiam tę kompozycję "Delusion of the Fury" - niesamowicie oryginalna, ale przy tym całkiem przystępna muzyka.
UsuńTeż jestem jego fanem! To postać całkiem dobrze pasująca na tę stronę, kompozytor-outsider, którego twórczość niewiele miała wspólnego z muzyka akademicką, bardziej pokrewny zadaje się być np. Captainowi Beefheartowi. Polecam też "And on The Seventh Day Petals Fell in Petaluma" (https://composersrecordingsinc.bandcamp.com/album/harry-partch-and-on-the-seventh-day-petals-fell-in-petaluma). I ten film: https://www.youtube.com/watch?v=nt2cJEQk9kE
UsuńZgadzam się z wami. "Delusion of the Fury" też zrobiło na mnie wrażenie i nie wykluczam recenzji.
Usuń@Paweł
UsuńMoże lepiej zacząć od "The World of Harry Partch"?
Możliwe, że będzie więcej recenzji. "The World..." też bardzo interesujące.
UsuńPrzyłączam się do zachwytów - arcyciekawa muza! Weszła mi momentalnie - co jest raczej wyjątkiem jeśli chodzi o współczesne nagrania. Ale na Bancdampie widzę tylko możliwość zakupienia jej w wersji cyfrowej - orientujecie się, czy nie ma w ogóle CD, czy może jest do kupienia w innym miejscu?
OdpowiedzUsuńNa ten moment fizycznego wydania nie ma.
Usuń@okechukwu
UsuńSprawdź też koniecznie:
https://benhjertmann.bandcamp.com/album/visitors
Dzięki za rekomendację- sprawdzę. Płyta Spiral niesamowita - po drugim przesłuchaniu dałem bez wahania 5/5 na RYM. Słychać ogromną erudycję muzyków. Napisałem nawet do zespołu przez Bandcampa. Wypada podziękować Pawłowi za recenzję - bez Jego bloga na pewno bym na nią nie trafił.
UsuńZa Spiral Garden w sumie też powinieneś (powinniśmy) podziękować JD, bo bez jego rekomendacji nie wiedziałbym o istnieniu tego projektu.
UsuńW takim razie - wielkie podziękowania również dla JD!
Usuń@okechukwu
UsuńNapisaleś, bo wierzysz w istnienie wersji 50 Hz?
Jeśli chodzi Ci o to, czy zapytałem, jak ten zajączek w sklepie "czy bedzie marchewka (w postaci płyty cd), to owszem. Ale pochwaliłem też muzykę.
UsuńDo tego się odnosiłem:
Usuń"If you live in certain other countries you may have 50Hz, so please contact us to receive a copy of the album shifted down a 5-Limit minor third (6/5). We're serious if you are."
Stąd moje pytanie, czy i ty byłeś.
Aaa, widzisz, nie zwróciłem uwagi na ten fragment. Tak czy inaczej - na razie nie odpowiedzieli.
Usuń