Posty

[Recenzja] Caravan - "If I Could Do It All Over Again, I'd Do It All Over You" (1970)

Obraz
Najsłynniejszym albumem Caravan pozostaje trzeci z kolei, "In the Land of Grey and Pink". Gdybym jednak miał wskazać najbardziej interesujące wydawnictwo grupy, bez wahania wybrałbym wydany rok wcześniej "If I Could Do It All Over Again, I'd Do It All Over You". To tutaj po raz pierwszy wyraźniej zaznacza się konflikt między dwiema frakcjami zespołu: chcącymi grać ambitniej kuzynami Sinclair, a preferującymi nieskomplikowane, melodyjne piosenki Pye Hastingsem i Richardem Coughlanem. W tamtym czasie te różnice wpływały na muzyków bardziej stymulująco niż destruktywnie. Oba obozy wzajemnie się inspirowały lub poszukiwały kompromisu. W rezultacie te prostsze kawałki nie są pozbawione ciekawych rozwiązań aranżacyjnych, a bardziej rozbudowane nie idą w zbyt awangardowym dla mainstreamowych słuchaczy kierunku. W energetycznym nagraniu tytułowym czy łączącym balladowe i ostrzejsze fragmenty "And I Wish I Were Stoned / Don’t Worry," a zwłaszcza w singlowej...

[Recenzja] Van der Graaf Generator - "Pawn Hearts" (1971)

Obraz
Przez całą pierwszą połowę 1971 roku Van der Graaf Generator wciąż intensywnie koncertował. W przerwach pomiędzy kolejnymi występami, najczęściej w zespołowym busie, muzycy komponowali nowy materiał. Mieli go już całkiem sporo, kiedy w czerwcu weszli do londyńskiego studia Trident. Tym razem postanowiono przesadnie nie oszczędzać i pozwolić grupie pracować przez blisko cztery miesiące. W efekcie powstał najbardziej dopracowany album, na szerszą niż dotychczas skalę wykorzystujący studyjne możliwości, jak eksperymenty z brzmieniem czy dokładnie kolejnych ścieżek. "Pawn Hearts" uznawany jest także za największe osiągnięcie VdGG. Już w chwili wydania został dobrze przyjęty przez prasę, ale nie przełożyło się to na sukces komercyjny. Na najważniejszych rynkach longplay przepadł kompletnie, choć niespodziewanie okazał się numerem jeden we Włoszech, mimo że zespół jeszcze tam nawet nie występował. Ostateczny kształt "Pawn Hearts" nie był od początku oczywisty. Hugh Ba...

[Recenzja] Les McCann - "Invitation to Openness" (1972)

Obraz
Les McCann to pianista jazzowy, który karierę zaczynał pod koniec lat 50. Popularność zyskał jednak dopiero dekadę później, po występie na Montreux Jazz Festival '69, udokumentowanym sygnowanym wspólnie z saksofonistą Eddiem Harrisem albumem "Swiss Movement". Zawarte na nim wykonanie "Compared to What" - kompozycji Gene'a McDanielsa, którą McCann po raz pierwszy nagrał już w 1966 roku - stało się sporym przebojem. No właśnie. McCann wykonywał raczej komercyjną - co nie znaczy, że pozbawioną wartości muzycznych - odmianę jazzu, nierzadko taneczną, czasem o bardziej piosenkowym charakterze za sprawą partii wokalnych. Dlatego tym większym zaskoczeniem jest album "Invitation to Openness", pokazujący McCanna od znacznie ambitniejszej strony. Album został zarejestrowany podczas ledwie jednego majowego dnia 1971 roku, w dość rozbudowanym składzie. Oprócz Lesa McCanna w sesji udział wzięli: grający na instrumentach dętych Yusef Lateef, gitarzyści Dav...

[Recenzja] Camel - "Mirage" (1974)

Obraz
To bez wątpienia jedna z najbardziej charakterystycznych, ale też najbardziej kontrowersyjnych okładek w historii rocka progresywnego. Żaden inny reprezentant nurtu nie zdecydował się w tak bezczelny sposób reklamować szkodliwych używek. W wersji kasetowej wyglądało to nawet jak paczka fajek. Jak w ogóle doszło do współpracy grupy Camel z koncernem tytoniowym produkującym papierosy o tożsamej nazwie? Istnieją co najmniej dwie wersje wydarzeń. Oficjalna strona internetowa zespołu informuje, że początkowo miał to być jedynie żart z tych wszystkich, którzy już wcześniej skojarzyli obie nazwy i zarzucali muzykom promocję marki. Dowcip nie spodobał się amerykańskiej firmie, której prawnicy powstrzymali wydanie na tamtejszym rynku albumu "Mirage" z taką okładką. Zespołowi groził proces o naruszenie praw, ale ostatecznie doszło do współpracy - producent został patronem oraz sponsorem grupy. Inną wersje przedstawiał perkusista Andy Ward, zdaniem którego okładka była efektem dealu ...

[Recenzja] Comus - "First Utterance" (1971)

Obraz
Lata 70. przyniosły mnóstwo interesującej muzyki, która w chwili wydania przeszła niemalże niezauważona i popadła w zapomnienie. Zagłębiając się w temat można odkryć wiele niesamowitych, niepowtarzalnych dzieł. Doskonałym na to przykładem może być brytyjska grupa Comus. Przez pięćdziesiąt lat, jakie minęły od czasu wydania jej debiutanckiego dzieła, "First Utterance", nie pojawiło się chyba nic faktycznie podobnego. To niezwykła mieszanka folku i psychodelii, o prawdziwie pogańskim nastroju oraz niekonwencjonalnym podejściem do kompozycji, aranżacji czy wykonania. Historia Comus sięga końca poprzedniej dekady, gdy dwóch studentów, Roger Wootton i Glenn Goring, postanowiło nawiązać muzyczną współpracę. Obaj grali na gitarach akustycznych, a także dzielili fascynację Johnem Renbournem i Bertem Janschem, muzykami folk-rockowego Pentagle. Poza folkiem interesowała ich również muzyka Karlheinza Stockhausena, Captaina Beefhearta czy The Velvet Underground, a ponadto rock psychodel...

[Recenzja] Santana - "Borboletta" (1974)

Obraz
"Borboletta" zamyka ten najbardziej jazzowy okres w twórczości Santany. To jakby ostatnia część nieformalnej trylogii, tworzonej razem z "Caravanserai" i "Welcome". Choć tak naprawdę okres ten obejmuje jeszcze koncertowy "Lotus" oraz płyty nagrane przez lidera z Johnem McLaughlinem czy Alice Coltrane. Tu zresztą także nie zabrakło występów cenionych jazzmanów. Na "Borboletta" pojawiają się chociażby Flora Purim, Stanley Clarke i Airto Moreira, czyli 3/5 oryginalnego wcielenia Return to Forever. Za to coraz mniejszy stawał się udział muzyków od początku związanych z grupą. Już nawet Michael Shrieve i José Areas wystąpili tylko w części nagrań, aby zresztą niedługo po tej sesji opuścić zespół. Nawet sam Carlos nie gra we wszystkich kawałkach, pozostawiając pole do popisu innym, co akurat działa na korzyść, zwiększając różnorodność poszczególnych nagrań. Podobnie do wszystkich poprzednich wydawnictw Santany, także "Borboletta" mi...

[Recenzja] Caravan - "Caravan" (1969)

Obraz
Scena Canterbury to jedna z najbardziej fascynujących odmian progresywnego rocka i - pomimo podobnych inspiracji oraz licznych personalnych powiązań pomiędzy poszczególnymi przedstawicielami - zwracająca uwagę swoję roźnorodnością. Z jednej strony zalicza się do niej grupę Soft Machine, która szybko ewoluowała z eksperymentalnej psychodelii do awangardowego jazzu z wpływami free i fusion, z drugiej - grający groteskowego space rocka na pograniczu z jazz-rockiem Gong, a jeszcze z innej prezentujący się najbardziej normalnie  Caravan. Właśnie za swoją przystępność Caravan bywał krytykowany, jednak grupie z pewnością nie brakowało artystycznych ambicji, co słychać zwłaszcza na wczesnych płytach. Zalążkiem Caravan był zespół The Wilde Flowers, założony w 1964 roku, oczywiście w mieście Canterbury. Jego muzyka nie wykraczała poza popularny w tamtym czasie rhythm’n’blues. Podobnie grających kapel w samej Wielkiej Brytanii było niezliczenie wiele, nierzadko bardziej charakterystycznyc...

[Recenzja] Gentle Giant - "Free Hand" (1975)

Obraz
Album "Free Hand" okazał się największym sukcesem komercyjnym w historii Gentle Giant. Jako jedyny longplay zespołu dotarł do Top 50 amerykańskiego notowania, a konkretnie do jego 48. pozycji. I to praktycznie bez żadnej promocji, bez ani jednego singla. A co ważniejsze, także bez żadnych ustępstw artystycznych, prób schlebiania bardziej masowym gustom czy radiowym wymaganiom. Fakt, udało się w trakcie tych niespełna 37 minut upchnąć całkiem sporo autentycznie chwytliwych melodii, będących jednak dodatkiem do złożonych, połamanych rytmów, mistrzowskiego operowania kontrapunktem czy wpływów muzyki dawnej. "Free Hand" to wciąż Gentle Giant u szczytu swoich twórczych możliwości. Szczególnie pierwsza strona winylowego wydania nie ustępuje najlepszym z dotychczasowych dokonań. Rozpoczynający "Just the Same" oraz zamykający ją tytułowy "Free Hand" to bardzo energetyczne, optymistyczne utwory z od razu zapadającymi w pamięć melodiami, które jednocze...

[Recenzja] John Abercrombie - "Timeless" (1975)

Obraz
John Abercrombie to jeden z najbardziej znanych gitarzystów jazzowych. Jego kariera rozpoczęła się pod koniec lat 60., gdy współtworzył jedną z pierwszych grup łączących jazz z rockiem - Dreams Karierę zaczynał w niej również Billy Cobham, późniejszy perkusista Milesa Davisa i Mahavishnu Orchestra, a także bracia Randy i Michael Brecker, wzięci muzycy sesyjni. Po rozwiązaniu Dreams Abercrombie udzielał się głównie jako sideman. W tej roli wystąpił m.in. na albumach Cobhama, Gato Barbieriego, Gila Evansa, a nawet na anglojęzycznym longplayu Czesława Niemena, "Mourner's Rhapsody". Swoją pierwszą sesję w roli lidera odbył dopiero w czerwcu 1974 roku. Podczas zaledwie dwudniowej sesji towarzyszyli mu klawiszowiec Jan Hammer, znany ze wspomnianego już Mahavishnu Orchestra oraz współpracy z Jeffem Beckiem, a także perkusista Jack DeJohnette, o którego osiągnięciach można by długo pisać, jednak najbardziej znany jest z udziału w nagraniach albumów "Bitches Brew" i...

[Recenzja] Camel - "Camel" (1973)

Obraz
To mógł być pierwszy zespół neo-progresywny. Camel na scenie progowej pojawił się stosunkowo późno. W 1973 roku, gdy ukazał się eponimiczny debiut Wielbłąda, wszyscy główni przedstawiciele stylu - czyli ELP, Genesis, Gentle Giant, Jethro Tull, King Crimson, Pink Floyd, Van der Graaf Generator oraz Yes - mieli już za sobą dobre parę lat działalności i najpóźniej właśnie w tym roku wydali swoje najbardziej dojrzałe dzieło, na którym w pełni dopracowali własny styl. W przeciwieństwie do tamtych zespołów, Camel nigdy nie poszerzał granic rocka. Był to zespół progresywny wyłącznie w sensie stylistycznym, budujący swoją muzykę jedynie z elementów już w prog-rocku stosowanych. To taka mieszanka wczesnych Floydów, Wishbone Ash, grupy Santana czy zespołów ze sceny Canterbury, z Caravan na czele. Jeśli jednak faktycznie uznać Camel za neo-proga, to jest to niewątpliwie najlepszy znany mi neo-prog. Szczególnie na pierwszych czterech płytach, w tym także na pozostającym nieco w cieniu "Mi...