6 stycznia 2017

[Recenzja] Gentle Giant - "Octopus" (1972)



Tytuł czwartego albumu Gentle Giant jest dwuznaczny. Chodzić może oczywiście o ośmiornicę, którą widać na okładce. Ale może być też odczytany jako "octo opus" - co z łaciny oznacza "osiem dzieł". Z tylu właśnie utworów składa się ten longplay. Z ośmiu krótkich, ale - jak przystało na ten zespół - mocno pokręconych, bogato zaaranżowanych kompozycji. I to właśnie na tym albumie ten charakterystyczny styl został doprowadzony do absolutnej doskonałości. Takie utwory, jak "The Advent of Panurge", "Raconteur Troubadour" czy "River", to kwintesencja Gentle Giant - przebogate, misterne harmonie wokalne, oraz gęsta, połamana gra sekcji rytmicznej, a także (w zależności od utworu) klasycyzujące smyczki, jazzujące dęciaki, wyrafinowane, różnorodne klawisze i ostro brzmiąca gitara. Dzieje się w tych utworach naprawdę dużo, mimo krótkiego czasu trwania. Muzycy potrafili w ciągu czterech minut zmieścić więcej pomysłów, niż niejeden inny zespół na całej płycie. A co więcej, wszystkie te pomysły doskonale układają się w spójne, dopracowane w każdym szczególe kompozycje. Jednak największy podziw budzi we mnie to, że mimo tego całego skomplikowania, utwory te zachwycają naprawdę pięknymi, nierzadko chwytliwymi - ale niebanalnymi - melodiami.

Wypracowany przez grupę styl jest od razu rozpoznawalny, ale poszczególne kompozycje mają swój własny charakter. "Octopus" to album spójny, lecz zróżnicowany. Nie brakuje na nim ciekawych eksperymentów, czego najlepszym przykładem "Knots". Wyróżniają go bardzo złożone, polifoniczne partie wokalne Dereka Shulmana, Phila Shulmana i Kerry'ego Minneara, przybierające formę madrygału. Podkład instrumentalny jest tu zdecydowanie na dalszym planie, momentami ma bardzo minimalistyczny charakter, choć dla kontrastu pojawiają się też cięższe, gęste rytmicznie fragmenty. Z kolei "Dog's Life" pokazuje kunszt Minneara i Raya Shulmana do aranżacji partii instrumentów smyczkowych, na których obaj przepięknie zagrali. Pod względem tekstowym utwór odbiega od pozostałych, do których inspiracji dostarczyła literatura - jest to hołd dla wspomagającej grupę ekipy technicznej. Muzycy postanowili też przedstawić samych siebie - w instrumentalnym "The Boys in the Band", będącym doskonałym pokazem ich kunsztu i zdolności wzajemnej interakcji. Pozornie prostszym utworem wydaje się "A Cry for Everyone" - bardzo chwytliwy i dynamiczny, oparty na zadziornym, hardrockowym riffowaniu. Ale i tutaj w warstwie rytmicznej sporo się dzieje, a dodatkowym urozmaiceniem są przeróżne klawiszowe wstawki. Rzeczywiście mniej (jak na ten zespół) skomplikowanym utworem jest natomiast "Think of Me with Kindness" - po prostu zgrabna ballada, z ładną linią melodyczną i dominującym w akompaniamencie fortepianem. Kompozycja ta powinna być wzorem dla innych wykonawców, jak pisać fortepianowe ballady, bo niewielu się to udawało tak dobrze, bez popadania w kicz i patos. Muzycy Gentle Giant byli jednak zbyt dobrymi aranżerami, żeby nagrać coś kiczowatego.

"Octopus" to opus magnum Gentle Giant i jeden z najgenialniejszych albumów w całym rocku progresywnym. Właśnie taki powinien być rock progresywny - nowatorski, wykraczający inspiracjami daleko poza muzykę rockową (ale z niej również czerpiący), skomplikowany, ale przystępny i niepretensjonalny. Muzycy osiągnęli tu najwyższy poziom na każdej płaszczyźnie - interesujących kompozycji, wciągających melodii, przemyślanych aranżacji i porywającego wykonania. Minusów nie stwierdzono. Trzeba jednak dodać, że jest to muzyka wiele wymagająca od słuchacza, potrzebująca kilku, kilkunastu przesłuchań, aby w nią wsiąknąć. I raczej nie jest to dobry album na rozpoczęcie przygody z Gentle Giant. Lepiej zacząć od tych prostszych longplayów, jak debiut i "Three Friends", potem "Acquiring the Taste" i dopiero wtedy, po dobrym osłuchaniu z tamtymi, sięgnąć po "Octopus".

Ocena: 10/10



Gentle Giant - "Octopus" (1972)

1. The Advent of Panurge; 2. Raconteur Troubadour; 3. A Cry for Everyone; 4. Knots; 5. The Boys in the Band; 6. Dog's Life; 7. Think of Me with Kindness; 8. River

Skład: Derek Shulman - wokal (1-4,8), saksofon (5); Phil Shulman - wokal (1,4,6,8), trąbka (1,2), saksofon (4,5), melofon (7); Kerry Minnear - wokal (1,4,7), instr. klawiszowe, wiolonczela (2,6), instr. perkusyjne (2); Gary Green - gitara (1,3-5,8), instr. perkusyjne (2); Ray Shulman - bass, skrzypce (2-6,8), altówka (6), gitara (6), instr. perkusyjne (3), dodatkowy wokal; John Weathers - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Gentle Giant


19 komentarzy:

  1. Fenomenalne dzieło...a dźwięk monety z "The Boys in the Band" już na zawsze będzie mi towarzyszył jako wizytówka GG. Cudo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Arcydzieło! A najwspanialsze w nim jest to, że oni cały czas po prostu bawią się muzyką! Dokładnie o to powinno chodzić w rocku progresywnym - o to, żeby czerpać z przeróżnych, pozarockowych wzorców, ale w bardzo luźnej, "rozrywkowej" formie. Słuchając Octopus łatwo sobie uzmysłowić jak bardzo trudno jest w taki sposób komponować i grać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy nie ma tu pomyłki w tytule posta? "Octopus" został wydany w 1972, a nie w 1971 roku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Doceniam bardzo Gentle Giant. Przyznaję że muzycznie jest to płyta wielka ale ja jakoś nie jestem w stanie do niej wracać. Była to dla mnie płyta na raz. Posłuchałem stwierdziłem że świetne ale brak w niej polotu Genesis czy King Crimson i nic więc dziwnego że GG nie nie dołączył do panteonu gwiazd prog rocka. Płyta przed drugim przesłuchaniem zniechęciła mnie znużeniem. Wiem że to zasługa antykomercji którą jednak Crimsoni umieli wpleść w swoją muzykę nie mówiąc już o Genesis w którym jest jej bardzo dużo ( mówię o czasach Gabriela bo gdy zostało ich trzech to już skandal), ale mimo wszystko sztuka dla sztuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gentle Giant to zespół, którego albumów trzeba posłuchać kilkakrotnie, żeby zrozumieć o co w tym chodzi i polubić to. Dlatego zachęcam do ponownego przesłuchania za jakiś czas. I sięgnięcia też po inne albumy "Octopus" jest najbardziej znany, ale mam wątpliwości czy to najlepszy ich album na początek. Debiut, "Three Friends" i "Free Hand" są łatwiejsze do zrozumienia i polubienia.

      Co do komercyjności, to akurat uważam, że takie "A Cry for Everyone" czy "Think of Me with Kindness" doskonale sprawdziłyby się na singlach i mogłyby być przebojami. Zespół jednak nie miał nigdy szczęścia do wytwórni, które nie wiedziały jak go promować, ani nawet nie potrafiły dobrze wybierać utworów na single. Moim zdaniem, Gentle Giant i King Crimson mają najlepsze melodie z całego rocka.

      Usuń
  5. Oczywiście przesadziłem z tym "raz" płyty słuchał kilkakrotnie i za każdym razem doceniałem ale się nudziłem. Natomiast przykładowo przy Crimsonach się nie nudzę, nawet przy Islands.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gentle Giant ma takie jakąś taką dziecinną melodyką jak z ulicy sezamkowej. Miałem też debiut i tam było to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest dziecinna, a inspirowana muzyką dawną - renesansową, średniowieczną. Natomiast słychać, że zespół po prostu bawi się muzyką, dlatego nie ma w niej tej sztucznej powagi, patosu, charakterystycznych dla większości progresu.

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. To nie kwestia gustu, tylko fakt, że inspirowali się muzyką dawną, a nie muzyczką z kreskówek. Z tą drugą można porównać banalne melodyjki Ramones, ale nie złożone, oparte na kontrapunkcie melodie GG.

      Usuń
    2. I w tym kontekście jest swoistą ironią to, że brzmienia niegdyś uważane za nowoczesne (ELP!) później mogły służyć przy nagrywaniu podkładu do gry (SuperMario).

      Usuń
    3. Niektóre brzmienia się zestarzały, inne nie.

      Usuń
  8. Kwestią gustu jest że dla ciebie te melodie są inspirowane muzyką dawną i kropka a dla mnie że te melodie inspirowane muzyka dawną brzmią infantylnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Kwestią gustu jest tylko to, czy się podoba, czy nie. Inspiracja (lub jej brak) to fakt. Zespół przyznawał się do takich wpływów, a klawiszowiec Kenny Minnear studiował kompozycje i przemycał do twórczości grupy elementy zaczerpnięte od klasycznych kompozytorów. Jednak przede wszystkim - faktycznie można te elementy usłyszeć. Wspomniane wykorzystywanie kontrapunktu jest tego przykładem.

      Usuń
  9. Być może jest to album wybitny, albo raczej był w swoim czasie, bo nie znam żadnego wykonawcy który obecnie czerpał by z Gentle Giant.Jak dla mnie to jest problem całego prog rocka lat siedemdziesiątych - był nowatorski wtedy ale czy jest teraz?Inna sprawa to taka kwestia czy gdyby tych albumów nie było , a prog kształtował się obecnie czy bylibyśmy w stanie słuchać tej muzyki z taką samą atencja. Przez lata te albumy obrosly w legendę, ale wynika to z wielości recenzji które przez lata próbują nam wmówić jaki to ten prog wyjątkowy i później tego typu albumy są arcydziełem. Znam wiele różnorodnych albumów i są wybitne w swoich kategoriach, ale ich wartość z czasem staje się historyczna.Bo nie słychać nigdzie autentycznego wpływu jaki mogły by wywierać na współczesnych.Ten album był objawieniem wtedy i zachwyca jako wyraz myśli muzycznej jaką w danym momencie posiadali Ci muzycy.Zauważmy że im bliżej końca kariery to już nie było tak odkrywczo.Z drugiej strony nigdy nie można dojść do stuprocentowej perfekcji na konkretnym albumie.Gdyby muzycy liczyli na to, nagrywanie trwało by całe wieki. Zaś pojęcie arcydzieła to sprawa indywidualna bo też słucham i czasem nie słyszę aby dane rzekomo arcydzieło takim było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co to za brednie w ogóle? Muzyka jest wybitna albo nie jest, bez względu na to, czy ma 5, 50 czy 500 lat. Upływ czasu nie zmienia też faktu, że dany twórcza był prekursorem, a nie epigonem (i odwrotnie). Natomiast wywieranie wpływu to zupełnie odrębna kwestia. Można być twórcą wybitnym i nowatorskim, ale nie wpływowym (można też, niestety, być wpływowym nie będąc ani wybitnym, ani nowatorskim - choć wtedy jest to wpływ pośredni). Gentle Giant był po prostu za mało znany, by inspirowało się nim wielu wykonawców (paru jednak można wymienić, np. Yezda Urfa, Epidermis, czy współczesny Wobbler). Wybitność tego zespołu wynika z dużej oryginalności, wybitnych umiejętności kompozytorskich, aranżacyjnych i wykonawczych (i inteligentnego ich wykorzystywania, znając swoje możliwości i ograniczenia), kreatywnego czerpania z muzyki dawnej (robiąc w sposób zupełnie inny, niż inni przedstawiciele rocka, np. doskonale operując kontrapunktem) i współczesnej awangardy (a tu już w ogóle rzadka inspiracja w rocku), a także umiejętnie korzystając z technologii (np. używając syntezatorów nie do imitowania innych instrumentów, tylko kreując z ich pomocą zupełnie nowe brzmienia). To nie są żadne wartości historyczne, ani kwestia indywidualnego odbioru. To wszystko w tej muzyce po prostu jest i zawsze będzie. A arcydzieło nie oznacza czegoś, co się bardzo lubi, tylko coś obiektywnie wybitnego.

      Usuń
    2. Thundercat w wywiadzie dla serwisu bassplayer z 2018r.:
      "I’m very influenced by guys like Gentle Giant. The Power and the Glory—that’s my album right there."

      Usuń
  10. Muszę to napisać. Muszę odnieść się do wcześniejszego wpisu i w pewien sposób za niego przeprosić. Muzykę. Gentle Giant.Znam ten album od dłuższego czasu.Doceniam jego zawartość, choć do tej pory nie potrafiłem go w żaden sposób ogarnąć. Zapomnialbym, po co w takim razie był mój wcześniejszy wpis.Nie wiem.Może miała to być prowokacja. A może nieudana próba umniejszenia wartości tego albumu.Próba udowodnienia że zachwyty z wszystkich innych wpisów są nieuzasadnione.Może. Ale żeby wyrazić krytyczną opinię albo żeby podważyć wielkość jakiegokolwiek dzieła trzeba
    mieć dowody.Trzeba umieć we właściwy sposób wypunktowac dzieło i pokazać,że obiektywnie takim nie jest.
    Ale teraz już wiem,cokolwiek by to nie było,czegokolwiek bym nie napisał to "Octopus" pozostanie arcydziełem.
    Posluchalem wiele razy tego albumu i dopiero teraz mogę powiedzieć, że słyszę zawarte na nim bogactwo.Słyszę,że jest to muzyka bardzo zaawansowana technicznie,ale nie popadajaca w puste popisy.I na swój sposób przebojowa.A wracając do prowokacji-może chciałem udowodnić sobie,że liczy się tylko moje ukochane King Crimson.Też zakręcone, ale w zupełnie inny sposób.Jeśli tak,to teraz zauważam jedną niebezpieczną rzecz.Można stać się niewolnikiem własnych uprzedzeń, ograniczeń lub przyzwyczajeń.
    Wcześniejszy wpis jest na to dowodem.Wygodniej jest zamiast spróbować coś zrozumieć wmawiać sobie,że inni pewnie nie mają racji.Albo że to jest tylko kwestia gustu.Nie.Fakty są faktami.Kwestią gustu jest tylko to czy mi się album podoba czy też nie.Lepiej jednak wyjść choćby na chwilę ze swojej strefy bezpieczeństwa i doświadczyć czegoś nowego.
    I jeszcze na temat płyty - z każdym przesluchaniem doceniam jej zawartość.
    Nie mogę powiedzieć, że należy do moich ukochanych wydawnictw.Ale muszę przyznać,że jej słuchanie sprawia mi przyjemność. Bo tutaj autentycznie słychać,że muzycy nie tylko panują nad tym co skomponowali, ale po prostu bawią się dźwiękami.
    Warto jak najczęściej wychodzić z bezpiecznej zony i poznawać nowe albumy.
    Warto poszerzać swoje postrzeganie muzyki,żeby nie pozostać w skostnialych schematach.
    Dzięki temu blogowi poznałem kilkanaście niesamowitych płyt. Doceniam ogrom pracy włożony w opisanie tak różnorodnej i ambitnej muzyki.Czekam na kolejne recenzje.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.