[Recenzja] Cime - "The Cime Interdisciplinary Music Ensemble" (2024)

Płyta tygodnia 29.07-4.08
Jednym z moich największych muzycznych rozczarowań tego roku jest blisko zerowa aktywność fonograficzna grup z brytyjskiej sceny Windmill. Lukę tę wypełnił już jednak nowozelandzki Half Empty Glasshouse, a teraz dołącza do niego kalifornijski projekt Cime ze swoim drugim albumem, "The Cime Interdisciplinary Music Ensemble". O ile debiutancki "The Independence of Central America Remains an Unfinished Experiment" sprzed dwóch lat zawierał muzykę bliższą folku, tak tym razem Monty Cime z zespołem kieruje się w rejony kojarzone z black midi czy wczesnym Black Country, New Road. Post-punkowa surowizna, a nierzadko też agresja, spotyka się tu z artyzmem proga i jazz-rocka. Tym, co łączy obie płyty Cime, są silne wpływy muzyki latynoskiej.
"The Cime Interdisciplinary Music Ensemble" to całkiem unikalna mieszanka post-punku, avant-proga, jazzu i grania z Ameryki Południowej. Wprawdzie czegoś podobnego próbował już black midi na "Hellfire", szczególnie w kawałku "Eat Men Eat", jednak w przypadku Cime te latynoskie wpływy wydają się o wiele bardziej naturalne i świadczą o dobrej znajomości takiej muzyki, różnych jej nurtów, dzięki czemu nie ma tu jedynie powielania najbardziej popularnych klisz. Nie są tu w dodatku jedynie jakimś dodatkiem, urozmaiceniem, a esencją całego projektu, jego integralną częścią.
Czytaj też: [Recenzja] black midi - "Hellfire" (2022)
Materiał na "The Cime Interdisciplinary Music Ensemble" okazuje się bardzo konsekwentny, ale i dość zróżnicowany. Zaczyna się od wyjątkowo, jak na tę płytę, pogodnego "A Tyranny's Appeal to Heaven", opartego z początku na tropikalnej, leniwej rytmice, jazzującej gitarze oraz lekkich, psychodelicznych organach. W dalszej części utwór nabiera tempa i bardziej tanecznego charakteru, w który świetnie wtapiają się dęciaki. Z tym wszystkim kontrastuje śpiew w stylu Isaaca Wooda, byłego frontmana BC,NR, przechodzący od nerwowych melodeklamacji do neurotycznych wrzasków.
W "The Ballad of Tim Ballard" klamrą jest całkiem melodyjna piosenka w latynoskich rytmach, z rozbujanymi partiami rozbudowanej sekcji dętej dominującymi brzmienie. W środku pojawia się świetna część instrumentalna, gdzie wpływy latynoskie mieszają się z bardziej złożoną rytmiką, masywnym, zeuhlowym basem oraz zdecydowanie jazzowymi solówkami dęciaków. Mniej przystępnie robi się w "DIYUSA", gdzie bardzo sugestywny, nieco mroczny klimat jest budowany przez obsesyjne basowe ostinato i improwizacje sekcji dętej imitujące jakby odgłosy amazońskiej dżungli, a z czasem także plemienne bębny oraz agresywny, znerwicowany wokal w stylu Wooda czy Greepa. Do tego jeszcze ten niespodziewany finał, ujawniający humor muzyków.
Muzycy zresztą bardzo lubią takie zaskakujące zwroty akcji. Nawet pozornie najbardziej konwencjonalny "Lempira (Or, The Lencan Crusade)", który przez większość czasu brzmi jak typowy kawałek dowolnej kapeli zapatrzonej w Slint, w końcówce przełamują to nie tylko typowymi dla siebie elementami iberoamerykańskimi, ale też freejazzowymi wręcz partiami dęciaków. Najwięcej dzieje się jednak w 25-minutowym "The North". Bardzo klimatyczny początek łączy egzotyczne partie fletów i perkusjonaliów z awangardowym pianinem, a cały ten segment ociera się o swobodną improwizację. W części środkowej jedynym stałym elementem jest krzykliwa partia wokalna. W warstwie instrumentalnej mieszają się tak różne wpływy i dzieje się tu tyle na różnych planach, że ciężko to wszystko ogarnąć, ale składa się to w fascynującą i spójną całość. A utwór zawiera jeszcze kilkuminutową kodę na gitarę klasyczną i odgłosy przyrody. Finałowa miniatura "Goodnight From La Ceiba" to już tylko ludowe zaśpiewy stylizowane na kiepskiej jakości nagranie terenowe lub faktycznie nim będące.
Obecnie w muzyce rockowej raczej nie da się już zrobić nic kompletnie nowego, ale można łączyć na swój sposób co ciekawsze pomysły z przeszłości gatunku, dodając do tego mniej oczywiste wpływy. Cime na "The Cime Interdisciplinary Music Ensemble" robi to w całkiem unikalny i kreatywny sposób, przełamując pewne schematy i łącząc odległe, zdawałoby się niepasujące do siebie inspiracje, tworząc z nich bardzo spójny styl.
Ocena: 8/10
Nominacja do płyt roku 2024
Cime - "The Cime Interdisciplinary Music Ensemble" (2024)
1. A Tranny's Appeal to Heaven; 2. The Ballad of Tim Ballard; 3. DIYUSA; 4. Lempira (Or, The Lencan Crusade); 5. The North; 6. Goodnight From La Ceiba
Skład: Monty Cime - wokal, gitara basowa, instr. perkusyjne; Rowan Collins - gitara, gitara basowa, syntezator, wokal; Sean Hoss - instr. klawiszowe, saksofon sopranowy, saksofon tenorowy, klarnet basowy, wokal; riley. - saksofon altowy, saksofon tenorowy, flet, flet basowy; Jonas Phipps - gitara basowa, wokal; Austin Jenkins - perkusja, gitara
Gościnnie: Lautaro Akira Martinez-Satoh - gitara, gitara basowa, quena, instr. perkusyjne, wokal; Brian Watson - trąbka; Elijah Parra - puzon; Kaydi Sweet - wokal
Gościnnie: Lautaro Akira Martinez-Satoh - gitara, gitara basowa, quena, instr. perkusyjne, wokal; Brian Watson - trąbka; Elijah Parra - puzon; Kaydi Sweet - wokal
Producent: Lautaro Akira Martinez-Satoh i Alma Garcia
Świetnie grają Z lekkością nie najłatwiejszą muzę fajne. Tylko wokal trochę autozagłada:) dlaczego mu wydaje się że umie śpiewać.?
OdpowiedzUsuńA co, miałby tu śpiewać jakiś Grechuta? Poprawnie, czysto oraz cholernie nudno? ;) Taki wokal, jak u Cime, jest w większości post-Slint kapelach i pasuje idealnie do tej muzyki, która właśnie ma być taka brudna, niepojąca, znerwicowana.
UsuńZamiast Grechuty wolałbym Joe Strummera lub może kolegę np że Stranglers:)
UsuńŚwietna płytka. Wydaje mi się, że black midi nieco rozpoczęło pewien powrót do różnych avant progowych stylistyk, jednocześnie jakoś je rozwijając.
OdpowiedzUsuńPS, osoba grająca na tej płycie wysłała mi wkurwioną wiadomość na RYM po tym, jak napisałem, że pewnie nie mają umiejętności by się nimi bezsensownie popisywać. Śmieszne
Grechuta wcale nie jest nudny. Brzmi trochę chłodno i beznamiętnie - czasami, ale idealnie wkomponowuje się w muzykę.
OdpowiedzUsuńMuzyka jest świetna, jednak teksty są dość specyficzne. Szczerze nie rozumiem co autorka mówi o Ukrainie, czy ktoś może wie co miała na myśli?
OdpowiedzUsuńPunk i post usiane jest dobrymi charyzmatycznymi wokalistami. Cime gra muzykę bogato zaaranżowaną na bogato. Moim zdaniem dobry wokalista podniósłby walor artystyczny niestety kolega śpiewa na dwóch patentach bezbarwnym nieniąsącym emocji głosem. Jeżeli traktuje swój głos jak instrument a tak moim zdaniem jest to słabo . I tyle
OdpowiedzUsuńUważaj, bo i Ciebie ktoś z zespołu zaatakuje jak Harrisa ;)
UsuńŚwietna recenzja, moj znajomy rojal wychwala tą płytę
OdpowiedzUsuń