[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

Najbardziej ekscytującą pozycją tegorocznego Record Store Day jest zaledwie 25-minutowa zapowiedź większego wydawnictwa, jakie ma pojawić się dopiero we wrześniu. W ramach obchodów setnej rocznicy urodzin Johna Coltrane'a premiery doczekają się wówczas legendarne nagrania pochodzące z prywatnego archiwum Franka Tiberiego, dokonane podczas występów saksofonisty we wczesnych latach 60. - na "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" nie podano dokładnych dat ani miejsc rejestracji materiału.
Tiberi to także saksofonista. 97-letni dziś muzyk zaczynał karierę jeszcze w latach 40., występując w roli sidemana Dizzy'ego Gillespie, Benny'ego Goodmana czy Urbiego Greena. Z Trane'em współpracować nigdy nie miał okazji, a wręcz znał go ponoć wyłącznie z płyt i jako uczestnik koncertów. Był, jak wówczas chyba każdy muzyk grający na tym instrumencie, pod wielkim wrażeniem wyobraźni Johna, odkąd tylko usłyszał jego dokonania z kwintetem Milesa Davisa. Wkrótce zdał też sobie sprawę, że studyjne nagrania pokazują tylko ułamek tego, na co muzyk pozwalał sobie podczas występów. Jako że nie było w tym czasie dostępnej żadnej płyty koncertowej, postanowił sam naprawić to niedopatrzenie.
W tym celu Tiberi zakupił magnetofon szpulowy Magnavox TR-100, reklamowany jako urządzenie przenośne, lecz naprawdę sporych rozmiarów i wagi w porównaniu ze współczesnymi dyktafonami. Od tej pory, gdy tylko John Coltrane - zaczynający wówczas działalność bandleadera - grał w Nowym Jorku lub Filadelfii, Frank stawiał się na miejscu z nieodłączną torbą skrywającą sprzęt nagrywający. Nauczył się nawet zmieniać taśmy po omacku, by proceder się nie wydał. Bynajmniej nie chodziło o czerpanie z tego jakichkolwiek korzyści materialnych. Tiberi nagrywał na własny użytek, by potem na spokojnie odtwarzać materiał, dokonywać transkrypcji i analizować partie Trane'a, a następnie adaptować jego pomysły do własnej gry.
W sumie Frank Tiberi zapisał ponad 80 taśm, których łączna długość przekracza 60 godzin. Już w 2000 roku nagrania zostały zdigitalizowane przez Verve Records, która w międzyczasie wchłonęła label Impulse! wydający od 1961 roku muzykę Coltrane'a. Wówczas uznano jednak, że jakość nagrań jest zbyt słaba, by je publikować i czerpać z tego zyski. To zresztą pokazuje pewną desperację wydawcy oraz spadkobierców saksofonisty, bo z jednej strony wypada uczcić okrągłą rocznicę urodzin wybitnego muzyka czymś naprawdę wyjątkowym, a z drugiej - wszystko, co nadawało się do publikacji, opublikowano już dawno temu. W ostatnich latach ukazywały się już wyłącznie przypadkowe znaleziska, jak "Both Directions at Once", "Blue World", "A Love Supreme: Live in Seattle" czy "Evenings at the Village Gate".
Jednocześnie publikacja "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" - dwóch słabej jakości rejestracji o łącznej długości poniżej pół godziny - stawia pod znakiem zapytania całe to Record Store Day. W teorii chlubna inicjatywa wspierania niezależnych sklepów płytowych na całym świecie, w praktyce jest także celowym wytwarzaniem dóbr w limitowanym nakładzie, by napędzić popyt i uzasadnić ich wysoką cenę, mimo nierzadko śmieciowej lub powtarzającej się z innymi wydawnictwami zawartości muzycznej. Dotyczy to też opisywanego wydawnictwa, bo choć sam materiał jest pod pewnymi względami bardzo wartościowy, to jednak tylko absurdalnie wyceniony singiel, którego zawartość za parę miesięcy zdubluje się w boksie. Ostatecznie na RSD zyskują głównie duże wytwórnie oraz spekulanci odsprzedający jeszcze drożej, a wszyscy ponosimy koszty środowiskowe producji płyt winylowych i poligrafii oraz transportu.
O ile samo wydanie tych utworów w ten sposób budzi wątpliwości, to ich premiera jest jednak istotna z historycznego punktu widzenia. "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" pokazuje Trane'a w przejściowym momencie, gdy dokonywał tranzycji między hard-bopowym stylem "Giant Steps", a jazzem modalnym z "My Favorite Things". Oba te etapy są tu reprezentowane jedną kompozycją - tytułową z pierwszego albumu oraz "Satellite", czyli odrzutem z sesji drugiego, wydanym parę lat później na "Coltrane's Sound". W tych wersjach są to kilkunastominutowe improwizacje, podczas których znane tematy rozwijają się w rozbudowane, błyskotliwe solówki Trane'a, grane już z modalną płynnością. Historycznie ciekawy jest też skład, bo to wciąż czas formułowania się kwartetu saksofonisty, tu z McCoyem Tynerem, Stevem Davisem oraz Petem La Rocą. Ten ostatni grał z Johnem wyłącznie podczas koncertów na początku lat 60., zanim jego miejsce zajął Elvin Jones.
Niestety, jakość nagrań nie pozwala się nimi w pełni cieszyć. To raczej materiał dla wielbicieli artysty, którzy chcą przeanalizować, jak z biegiem czasu zmieniała się gra saksofonisty, niż coś, do czego będzie się wracać dla samej przyjemności słuchania. Brzmienie na tym wydawnictwie można w sumie zobrazować w ten sposób:

Saksofon Coltrane'a jest dobrze słyszalny, choć wyraźnie zniekształcony. Poza partiami lidera najgłośniejsze są… rozmowy prowadzone w klubie przez publiczność. Partie pianina i perkusji pozostają mocno wycofane, nawet we fragmentach, gdy sekcja rytmiczna zostawała na scenie sama. Za to po kontrabasie praktycznie nie ma ani śladu. W sumie i tak nie jest najgorzej, biorąc pod uwagę, że to amatorskie nagranie sprzętem użytkowym sprzed sześciu dekad, w dodatku schowanym w torbie. Jednak w porównaniu z profesjonalnymi rejestracjami - choćby niewiele późniejszych występów Trane'a w Village Vanguard - jakość nagrania jest po prostu tragicznie słaba. Co doskwiera tym bardziej, że saksofonista w obu utworach gra naprawdę imponująco, a Tyner i La Roca - przynajmniej tam, gdzie wystarczająco dobrze ich słychać - doskonale dopełniają jego partie, tworząc zwarty zespół. Tym większa szkoda, że nie można tego posłuchać w lepszej jakości.
Zapowiadany na wrzesień album lub boks - konkretna forma nie jest jeszcze znana - wypełni poważną lukę w dyskografii Johna Coltrane'a, jaką jest brak nagrań koncertowych z tego wczesnego etapu prowadzenia własnego kwartetu. Na podstawie zawartości "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" można spodziewać się naprawdę porywającego wykonania instrumentalnego, ale niestety także beznadziejnej jakości brzmienia.
Ocena: 6/10
John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)
1. Giant Steps; 2. Satellite
Skład: John Coltrane - saksofon tenorowy, saksofon sopranowy; McCoy Tyner - pianino; Steve Davis - kontrabas; Pete La Roca - perkusja
Producent: Ken Druker
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.