[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E05
W nowym stuleciu kompozycje Johna Zorna z Masada Songbook doczekały się kolejnych, dość zaskakujących aranżacji. Tym razem na największy, ośmioosobowy skład i po raz pierwszy na zelektryfikowane instrumentarium. W przeciwieństwie do innych inkarnacji, Electric Masada był projektem efemerycznym, a zarazem stricte koncertowym. Pozostawił po sobie jedynie dwa albumy zarejestrowane na żywo, z których pierwszy ukazał się w ramach serii "50th Birthday Celebration" (jako "Vol. 4"), a drugi, bardziej obszerny, to właśnie "At the Mountains of Madness". Wszystkie kompozycje z tego wcześniejszego powtarzają się na jego następcy, gdzie dochodzą też inne tytuły, a brzmienie całości jest lepsze.
Jak Electric Masada ma się do wcześniejszych grup wykonujących ten repertuar? W oktecie znalazła się połowa składu oryginalnego kwartetu Masada - Zorn na saksofonie altowym oraz Joey Baron na bębnach - a zarazem połowa Bar Kokhba Sextet w osobach gitarzysty Marka Ribota, perkusjonalisty Cyro Baptisty i ponownie Barona. Jest jeszcze grający na drugim zestawie perkusyjnym Kenny Wollesen, który brał udział w sesjach albumu "Bar Kokhba". Nie znalazł się tu natomiast nikt z Masada String Trio. Oznacza to, że to pierwszy masadowy zespół od czasu pierwotnego kwartetu, w którym Zorn osobiście udziela się jako instrumentalista, a także pierwszy w ogóle bez kontrabasisty Grega Cohena. Jego miejsce zajął gitarzysta basowy Trevor Dunn, znany z Mr. Bungle czy Secret Chiefs 3. Dwaj pozostali nowi muzycy to klawiszowiec Jamie Saft oraz odpowiedzialna za elektronikę Ikue Mori. Wszyscy troje już wcześniej pojawili się w kręgu współpracowników Zorna, ale nie wśród wykonawców repertuaru Masady. Dunn i Saft wystąpili m.in. na "The Gift", a Mori współtworzyła trio Hemophiliac.
Czytaj też: [Recenzja] John Zorn - "The Circle Maker" (1998)
Inaczej niż jednopłytowy, zarejestrowany jednego wieczoru "50th Birthday Celebration Vol. 4", "At the Mountains of Madness" to dwa dyski, każdy z zapisem innego występu: z 29 kwietnia 2004 roku w Moskwie oraz 4 maja w Lublanie. Repertuar na obu płytach jest bardzo podobny. Jedynie "Lilin" i "Yatzar" są unikalne dla pierwszej, a "Tekufah" - dla drugiej. Niemal wszystkie utwory pochodzą z Masada Songbook. Jedyną nową kompozycją, a zarazem jedyną niezaliczaną do wspomnianego zbioru, jest "Metal Tov". Co do pozostałych, to ich wcześniejsze aranżacje znalazły się już na którejś z płyt kwartetu (z jego dziesięciu studyjnych wydawnictw swoją reprezentację mają tu tylko "Alef", "Gimel" oraz "Zayin") i/lub na którymś z dwóch klezmerskich albumów wydanych pod nazwiskiem Zorna - "Bar Kokhba" albo "The Circle Maker".
Na tle wcześniejszych, często kameralnych grup wykonujących te utwory, Electric Masada wyróżnia się naprawdę potężnym brzmieniem. Stylistycznie to jazz fusion z elementami muzyki klezmerskiej, jazzu free, swobodnej improwizacji, rocka i metalu, a nawet latynoskich wpływów w partiach Baptisty. Jak bardzo odmienny charakter może zyskać ta sama kompozycja, idealnie słychać na przykładzie sztandarowej "Idalah-Abal". Wcześniej ukazała się m.in. w wersjach na kameralny duet klarnetowo-fortepianowy ("Bar Kokhba"), post-bopowy kwartet ("Alef") oraz jazzowy sekstet ze smyczkami ("The Circle Maker"). Tym razem wiodącą rolę pełni Ribot, w obu wykonaniach rozpoczynający utwór melodyjnym solem bluesowym, by dalej na zmianę grać posępne riffy i jazgotliwe solówki - tym pierwszym towarzyszy wściekły, piskliwy saksofon Zorna, a przez cały czas gitarzystę wspiera masywna sekcja rytmiczna.
Czytaj też: [Recenzja] John Zorn - "Bar Kokhba" (1996)
Część kompozycji, poza bogatszym i przeważnie cięższym brzmieniem, zyskała też bardziej swobodny, improwizowany charakter. Wykonania "Lilin", "Karaim", "Kadem" oraz "Tekufah" trwają tu powyżej kwadransa. Sam "Lilin" ma kilka różnych wstępów - nagle urywanych, nierzadko chaotycznych, przypominających efemeryczność repertuaru wczesnego Naked City - by dopiero po trzech minutach rozbrzmiało charakterystyczne ostinato basu i gęste perkusjonalia, elementy znane z wersji Bar Kokhba Sextet. Na tym tle muzycy wymieniają się solówkami, by w intensywnym finale wszyscy dołączyli do zespołowej improwizacji. Podobną strukturę ma "Tekufah": hałaśliwy, pozornie nieskładny wstęp, a potem seria solowych popisów z wyrazistym akompaniamentem sekcji rytmicznej, przeplatanych kolektywnymi improwizacjami. Więcej tu jednak brutalności, głównie we freejazzowych popisach Zorna i Safta oraz ostrzejszych solówkach Ribota. Jest też mniej poważna wstawka z wokalnymi samplami Mori.
"Karaim" dla odmiany przez całą pierwszą połowę jest bardziej melancholijny i subtelny, utrzymany w stylu jazzującej muzyki klezmerskiej, a w drugiej nabiera ekspresji oraz rockowej zadziorności. Przy czym między wersjami z obu płyt są dość istotne różnice: moskiewska zaczyna się od łagodnego fusion z okolic davisowego "In a Silent Way", a słoweńska ma bardziej eksperymentalny, elektroniczny wstęp Mori. Ta późniejsza nabiera też większego ciężaru w kulminacyjnych momentach, a wytchnieniem miedzy nimi jest solówka Safta na elektrycznym pianinie zamiast basowego popisu Dunna. Z kolei obie wersje "Kadem" - różniące się przede wszystkim kolejnością i przebiegiem solówek poszczególnych muzyków - w mniejszym stopniu opierają się na kontrastach. Pomijając łagodniejsze wprowadzenie, przez całą długość łączą gęsty, nieco psychodeliczny klimat z intensywnością. Elementy klezmerskie, jazzowe i rockowe, wraz z brazylijskimi perkusjonaliami, spajają się tu w zwartą całość, bez wyraźnej dominacji któregoś z wpływów.
Czytaj też: [Recenzja] Masada - "Alef" (1994)
Z pozostałych, krótszych już utworów, zdecydowanie wyróżniają się oba podejścia do "Metal Tov", zgodnie z tytułem najbardziej metalowego fragmentu płyty. Utrzymany w szybkim tempie, zdominowany przez gitarowe riffy i solówki oraz potężną perkusję, choć z dodatkiem freejazzowych pisków saksofonu, a nawet odrobiny elektroniki. Choć nie jest to kompozycja z Masada Songbook, kilkakrotnie powraca tu motyw o klezmerskiej melodyce. Sporo energii mają też tutejsze wersje "Hath-Arob", zachowujące awangardowy charakter fortepianowej wersji Johna Medeskiego z "Bar Kokhba", tylko z bardziej hałaśliwym brzmieniem. Jednak oktet potrafił zagrać też bardzo subtelnie i melodyjnie, czego dowodzą wykonania "Abidan" - oba ze znakomitymi solówkami Ribota - oraz "Yatzar", bliższe nagrań sześcioosobowego wcielenia Masady.
"At the Mountains of Madness" to rzadki w XXI wieku przykład koncertówki w stylu lat 70., gdy studyjne wersje utworów były punktem wyjścia do improwizacji, nierzadko zmieniano też ich aranżacje. Najbliżej tu chyba do Milesa Davisa z albumów "Dark Magus", "Agharta" i "Pangaea". U Electric Masada dochodzą wprawdzie klezmerskie melodie, freejazzowy zgiełk czy metalowy ciężar, ale reszta mniej więcej się zgadza: rozbudowany skład z kompetentnymi i pomysłowymi instrumentalistami, mocno zespołowe podejście bez oczywistego lidera, zacierająca się granica miedzy współpracą oraz rywalizacją, improwizacje wokół wyrazistego groove'u, międzygatunkowa mieszanka stylistyczna oraz monumentalna forma wydania. Dla wielu słuchaczy "At the Mountains of Madness" - zwłaszcza dla miłośników koncertów sprzed pół wieku, wielbicieli elektrycznego Milesa czy zwolenników cięższych brzmień - może być najlepszym punktem wejścia w liczącą setki albumów dyskografię Johna Zorna.
Ocena: 9/10
Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)
CD1: 1. Lilin; 2. Metal Tov; 3. Karaim; 4. Hath-Arob; 5. Abidan; 6. Idalah-Abal; 7. Kedem; 8. Yatzar
CD2: 1. Tekufah; 2. Hath-Arob; 3. Abidan; 4. Metal Tov; 5. Karaim; 6. Idalah-Abal; 7. Kedem
CD2: 1. Tekufah; 2. Hath-Arob; 3. Abidan; 4. Metal Tov; 5. Karaim; 6. Idalah-Abal; 7. Kedem
Skład: John Zorn - saksofon altowy; Jamie Saft - instr. klawiszowe; Ikue Mori - elektronika; Marc Ribot - gitara; Trevor Dunn - gitara basowa; Joey Baron - perkusja; Kenny Wollesen - perkusja; Cyro Baptista - instr. perkusyjne
Producent: John Zorn, Kazunori Sugiyama
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.