[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

Okładka płyty "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" Pink Floyd.


Od półtorej dekady archiwa Pink Floyd otwierają się coraz szerzej. To dobrze, bo wcześniej nie ukazywało się niemal nic, poza kolejnymi składakami i reedycjami. Nie zawsze jednak do dystrybucji trafia to, co najbardziej powinno. Wciąż wielkim nieobecnym dyskografii zespołu jest kompletne wydanie świetnego i dobrze brzmiącego zapisu występu z listopada 1974 roku na londyńskim Wembley Empire Pool. Zamiast tego szerszej dostępności właśnie doczekała się późniejsza o pięć miesięcy rejestracja koncertu z Los Angeles - bardzo podobna pod względem repertuaru, natomiast słabsza brzmieniowo, i to pomimo odrestaurowania taśm przez Stevena Wilsona.

Zamiast podejmowania tych wysiłków nad poprawą brzmienia, z góry skazanych na porażkę, wystarczyłoby po prostu zebrać nagrania z Wembley - już opublikowane oficjalnie, ale rozproszone po kilku wydawnictwach. Trzy lata temu samodzielnego wydania doczekała się jedynie środkowa część tamtego występu. I jest to dziś jedyny łatwo dostępny fragment - w różnych fizycznych formatach oraz w streamingu. Ten sam materiał już w 2011 roku trafił na rozszerzone edycje "The Dark Side of the Moon". Wówczas opublikowano też pierwsze czterdzieści minut tego koncertu, czyli utwory "Shine on You Crazy Diamond", "Raving and Drooling" i "You've Got to Be Crazy" - wszystkie trafiły jednak na reedycje "Wish You Were Here". Co ciekawe, dwie trzecie tego segmentu powtórzono na najbardziej rozbudowanej wersji zeszłorocznego "Wish You Were Here 50". Zagrany wówczas na bis "Echoes" zamieszczono natomiast wyłącznie w boksie "The Early Years 1965-72" z 2016 roku. Żadnego z tych czterech nagrań nie ma w streamingu, więc odpada skompilowanie własnej playlisty z całym występem.


"Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" może więc posłużyć za swego rodzaju zamiennik. Repertuarowo wygląda to całkiem dobrze: powtarzają się wszystkie utwory z Wembley, dochodzi "Have a Cigar", a "Shine On You Crazy Diamond" został zagrany w bardziej rozbudowanej formie, bliskiej wersji albumowej. Brzmienie jest jednak wyraźnie gorsze. To właściwie bootleg, który od dawna krążył w nieoficjalnym obiegu. Wilson zrobił z tym materiałem, co mógł, więc nie ma tragedii, ale do zadowalającego poziomu trochę brakuje. Dla porządku należy dodać, że ten mastering ukazał się już pod koniec zeszłego roku na wspomnianym wznowieniu "Wish You Were Here 50" - tyle że wyłącznie na płycie Blu-ray oraz w wersji streamingowej. Teraz natomiast doczekał się także samodzielnego wydania w innych fizycznych formatach. Najpierw, 18 kwietnia w ramach Record Store Day, pojawi się w ograniczonym nakładzie na czterech płytach winylowych, a niecały tydzień później, 24 kwietnia - jako dwupłytowa edycja kompaktowa, dostępna w szerokiej dystrybucji.

Program występu w Sports Arena składał się z trzech części. Muzycy zaczęli od kompozycji jeszcze niewydanych na żadnym albumie. "Raving and Drooling" i "You've Got to Be Crazy" to wczesne wersje, odpowiednio, "Sheep" i "Dogs" z opublikowanego dopiero dwa lata później "Animals". Następnie zagrali obszerne fragmenty "Wish You Were Here", który premierę miał pięć miesięcy po tym koncercie: "Shine On You Crazy Diamond" w dwóch segmentach, rozdzielonych przez "Have a Cigar". Druga część występu to kompletne wykonanie "The Dark Side of the Moon", natomiast ostatnia to zagrany na bis "Echoes". Zespołowi na scenie towarzyszył saksofonista Dick Parry oraz dwuosobowy żeński chórek.


Była to ostatnia trasa koncertowa Pink Floyd, na której muzycy nie starali się grać swoich utworów jak najwierniej wersjom studyjnym. Byłoby to zresztą trudne w przypadku kompozycji, które dopiero miały zostać nagrane. Stąd też największe różnice dotyczą materiału znanego dziś z "Animals". Wykonania utworów z "Wish You Were Here" są już natomiast bliższe wersji, nad którymi zespół wówczas pracował w studiu. A jednak "Have a Cigar" brzmi tu - w dużym stopniu pewnie przez jakość rejestracji - zdecydowanie bardziej surowo i ciężej, z hardrockową ostrością. Przy okazji doskonale słychać, dlaczego do zaśpiewania go w studiu konieczne było zaangażowanie Roya Harpera. Jednak także do materiału z wydanego już dwa lata wcześniej "The Dark Side of the Moon" muzycy podchodzą z pewną swobodą, zwłaszcza w lekko jazzującym wykonaniu "The Great Gig in the Sky", zaostrzonym "Money" oraz najbardziej rozimprowizowanym "Any Colour You Like". Zmiany słychać też w najstarszym "Echoes", choć tutaj to przede wszystkim kontrowersyjny dodatek partii saksofonu, akurat niezbyt pasującego w tym utworze.

Wydanie "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" z pewnością cieszyłoby mnie bardziej, gdyby nie świadomość, że istnieje dużo lepiej brzmiąca rejestracja występu z tej trasy. Niewielkie różnice w repertuarze obu koncertów raczej też wypadają na korzyść Wembley - "Shine On You Crazy Diamond" na wczesnym etapie rozwoju to ciekawszy dodatek do dyskografii niż tutejsza, bliższa albumowej wersja. Materiał ze Sports Arena to mimo wszystko przyzwoity zamiennik, o jakości solidnego bootlega. Nie jest to standard, jaki Pink Floyd przez lata utrzymywał, ale lepsze to od dawnej polityki niepublikowania żadnych archiwaliów.

Ocena: 7/10


Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

1. Raving and Drooling; 2. You've Got to Be Crazy; 3. Shine on You Crazy Diamond (Parts 1-5); 4. Have a Cigar; 5. Shine on You Crazy Diamond (Parts 6-9); 6. Speak to Me; 7. Breathe (In the Air); 8. On the Run; 9. Time; 10. The Great Gig in the Sky; 11. Money; 12. Us and Them; 13. Any Colour You Like; 14. Brain Damage; 15. Eclipse; 16. Echoes

Skład: David Gilmour - gitara, wokal; Richard Wright - instr. klawiszowe, wokal; Roger Waters - gitara basowa, wokal; Nick Mason - perkusja
Gościnnie: Dick Parry - saksofon (3,5,11,12,16); Venetta Fields, Carlena Williams - dodatkowy wokal
Producent: Pink Floyd


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] My New Band Believe - "My New Band Believe" (2026)

[Recenzja] Jack DeJohnette - "New Directions" (1978)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)

[Zapowiedź] Premiery płytowe kwietnia 2026

[Recenzja] Swans - "Leaving Meaning." (2019)