[Recenzja] King Gizzard & the Lizard Wizard - "Flight b741" (2024)

King Gizzard & The Lizard Wizard - Flight b741


Po tegorocznych albumach Fire! i Wacława Zimpla pozostawało czekać tylko na nowy KGLW i już można odhaczyć wszystkie spodziewane premiery. Zdziwiłbym się, gdyby ktoś z tej trojki niczego w tym roku nie wydał. Inna sprawa, że o ile pierwsza dwójka zawsze pewien poziom gwarantuje, to w przypadku Australijczyków jest to zawsze wielka niewiadoma. Jedyne, czego można być pewnym, to kolejna zmiana stylu. Cały czas czekam na album King Gizzard and the Lizard Wizard w klimatach hip-hopu albo soulu i funku, bo pojedyncze kawałki tego rodzaju, jakie znalazły się na "Omnium Gatherum" sprzed dwóch lat, wypadają całkiem obiecująco. Tymczasem muzycy postanowili jednak wrócić do estetyki jednego ze swoich słabszych wydawnictw, czyli boogie-rockowego "Fishing for Fishes". Co jeszcze nie zapowiadało katastrofy, wszak kiepski "Infest the Rats' Nest" doczekał się bardzo dobrej kontynuacji w postaci "PetroDragonic Apocalypse". Tym razem jednak nie dowieźli.


"Flight b741" to granie silnie zakorzenione w amerykańskim rocku przełomu lat 60. i 70., z elementami country ("Mirage City"), bluesa (np. "Antarctica", "Raw Feel") czy wspomnianego boogie (np. "Field of Vision", "La risque"). Bliżej tu do Creedence Clearwater Revival, The Eagles czy Lynyrd Skynyrd niż, dajmy na to, The Byrds, CSN&Y lub The Allman Brothers Band. Zespół zdaje się wręcz świadomie powielać i uwypuklać największe wady takiej muzyki. Jest tu więc przaśnie, bardzo prosto, sztampowo i merkantylnie. Jednak nawet jeśli te mankamenty są świadomym wyborem, to niestety zabrakło tu pomysłu, a pewnie też umiejętności, by przedstawić je w jakiejś ciekawej formie. Nie dzieje się tu nic interesującego na poziomie kompozycji, aranżacji, wykonania czy produkcji; brzmienie jest zresztą strasznie skompresowane, nieprzyjemne i niepasujące do obranego kierunku. Za to zbyt nachalnie muzycy starają się cały czas przypominać, że to schematyczne granie nie jest wcale na serio, o czym mają świadczyć głupawe melodyjki oraz żenujące wokale - pod tym względem jest tu równie krindżowo, co "Fishing for Fishes". Ten rodzaj humoru zupełnie do mnie nie przemawia, zwłaszcza gdy można mnożyć przykłady płyt, na których frywolność jest w pakiecie z kreatywnością. Od takich Sparks Australijczycy mogliby się naprawdę sporo nauczyć. Oczywiście zakładając, że faktycznie chcieliby nagrać dobry album, a nie tylko powygłupiać się w studiu.


Czy mogę o "Flight b741" napisać też coś dobrego? Zdecydowanie tak. Jak na płytę w tej stylistyce, z uwypuklonymi wszystkimi jej wadami, zaskakuje przede wszystkim, że nie wypada to wszystko zbyt dziadersko - jest tu na to zbyt wiele energii, luzu i dystansu. Ogólnie słychać, że muzycy mieli sporo dobrej zabawy w studiu. Szkoda, że nie przełożyło się to na udaną muzykę. King Gizzard & the Lizard Wizard stać na więcej, co w ostatnich latach pokazały takie albumy, jak "Ice, Death, Planets, Lungs, Mushrooms and Lava" czy "PetroDragonic Apocalypse", gdzie humor jest bardziej subtelny, a muzyka nawiązuje do ciekawszych wzorców. Dla zespołu zawsze jednak ważniejsza wydawała się ilość niż jakość. Przy takim podejściu, po serii bardziej udanych albumów musiało w końcu nastąpić tąpnięcie - "Flight b741" to najmniej udany z jedenastu longplayów KGLW wydanych w latach 20., zarazem najsłabszy od czasu "Fishing for Fishes" i "Infest the Rats' Nest".

Ocena: 5/10



King Gizzard & the Lizard Wizard - "Flight b741" (2024)

1. Mirage City; 2. Antarctica; 3. Raw Feel; 4. Field of Vision; 5. Hog Calling Contest; 6. Le risque; 7. Flight b741; 8. Sad Pilot; 9. Rats in the Sky; 10. Daily Blues

Skład: Stu Mackenzie; Ambrose Kenny-Smith; Joey Walker; Cook Craig; Michael Cavanagh; Lucas Harwood
Producent: Stu Mackenzie


Komentarze

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)