[Recenzja] Neil Young - "Freedom" (1989)

Neil Young - Freedom


Twórcom zaczynającym w epoce klasycznego rocka z reguły trudno było odnależć się w czasach po tzw. punkowej rewolucji. Kryzys nie ominął też Neila Younga. O ile w latach 70. artysta wydawał jeden świetny album za drugim, to w kolejnej dekadzie wypuszczał w zasadzie gniot za gniotem. Płyty z tego okresu można podzielić na nieudolne próby dostosowania się do aktualnych trendów (inspirowane synthpopem oraz nową falą "Trans" i "Landing on Water"), nudne kopiowanie samego siebie ("Old Ways") lub nietrafione inspiracje przebrzmiałymi stylami (bluesrockowy "This Note's For You" i szczególnie kuriozalny "Everbody's Rockin'" w stylu rockabilly). Jedynym wartym uwagi wydawnictwem Younga z tego okresu jest wydany na sam koniec dekady "Freedom", choć to i tak głównie z powodu jednej kompozycji. Za to pojawiającej się tu w dwóch różnych wersjach.

"Rockin' in the Free World" to jedna z najsłynniejszych kompozycji Kanadyjczyka i w ogóle jeden z najczęściej wykorzystywanych czy przerabianych utworów rockowych. Young napisał ten kawałek, gdy okazało się, że nie może koncertować ze swoim zespołem na terenie bloku wschodniego, co gitarzysta Poncho Sampedro skwitował słowami: Cóż, pozostaje nam granie w wolnym świecie. Neil uznał to za świętą frazę i dopisał do niej tekst skupiający się na krytyce polityki wewnętrznej George'a H. W. Busha - tylko w demokratycznym kraju mógł być wydany utwór krytykujący ten kraj. Polska niedługo potem, dokładnie 35 lat temu, dołączyła do tego wolnego świata. A chociaż sam Young nigdy tu nie zagrał, to co roku setki zagranicznych wykonawców może u nas swobodnie koncertować, a krajowi twórcy mogą otwarcie, bez konsekwencji krytykować kolejne rządy. Z historii wiemy jednak, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Jeśli po niedzieli wzmocni się pozycja antyunijnych populistów, świadomie lub z głupoty realizujących interesy rosyjskie, to tej wolności będzie coraz mniej.


Rozpoczynające album akustyczne wykonanie "Rockin' in the Free World", zarejestrowane podczas koncertu, nie wyróżnia się specjalnie pośród wielu tak samo oszczędnie zaaranżowanych kawałków Younga, może za wyjątkiem autentycznie chwytliwego refrenu. Wieńcząca longplay wersja elektryczna to już jednak Neil w najlepszym wydaniu. Niezła melodia zyskuje tutaj porywające, pełne energii wykonanie, trochę jamowego luzu i świetne, przybrudzone brzmienie, podobne do tego, jakie dominowało wtedy na mało jeszcze wówczas znanej scenie Seattle. Ale przecież Young antycypował grunge już w latach 70., na takich płytach, jak "Tonight's the Night", "Zuma" czy druga połowa "Rust Never Sleeps".

Z "Freedom" problem mam taki, że reszta płyty jest zupełnie inna od tej elektrycznej wersji "Rockin' in the Free World". Zdecydowanie dominuje tu granie łagodniejsze, często akustyczne. Lubię Younga też w takim wcieleniu, ale akurat zawarte tu kompozycje na ogół nie są zbyt interesujące. Bywa naprawdę nudnawo, jak w "Crime in the City" - w którym nie dzieje się prawie nic, mimo ponad ośmiu minut długości - a także przesadnie rzewnej, balladzie "Hangin' on a Limb" i miałkiej piosence country "The Ways of Love". W dwóch ostatnich za dużo lukru dodają wokale Lindy Ronstadt. Jednak najwięcej kiczu przynosi inny kawałek country, "Someday", z naprawdę fatalnie wykorzystanymi klawiszami i dęciakami. Trudno uwierzyć, że coś tak strasznie przesłodzonego nagrał twórca "On the Beach" czy "Harvest".


Trochę lepiej prezentują się te nieco żwawsze, odrobinę zadziorniejsze kawałki, jak "Eldorado", "On Broadway" czy "No More". Daleko im do czadu "Rockin' in the Free World", ale to całkiem przyjemne, melodyjne i nienużące granie. Broni się także "Too Far Gone", kolejna piosenka country, ale tym razem bardziej wyrazista melodycznie, zdecydowanie mniej przaśna, wzbogacona nawet ostrzejszymi wstawkami gitary. Tyle tylko, że to akurat kawałek napisany już w połowie lat 70., który miał znaleźć się na odrzuconym albumie "Chrome Dreams", do którego oficjalnej publikacji doszło dopiero w zeszłym roku.

Zdecydowanie nie jest to najbardziej reprezentacyjna płyta dla całej dyskografii Neila Younga, choć w latach 80. nic lepszego nie nagrał. "Freedom" może rozczarować szczególnie tych, którzy spodziewają się po nim więcej muzyki w stylu i na poziomie "Rockin' in the Free World". Reszta albumu ma inny charakter i rzadko kiedy jest choćby w jakimś stopniu tak dobra, jak ten najsłynniejszy utwór.

Ocena: 6/10



Neil Young - "Freedom" (1989)

1. Rockin' in the Free World; 2. Crime in the City (Sixty to Zero Part 1); 3. Don't Cry; 4. Hangin' on a Limb; 5. Eldorado; 6. The Ways of Love; 7. Someday; 8. On Broadway; 9. Wrecking Ball; 10; No More; 11. Too Far Gone; 12. Rockin' in the Free World

Skład: Neil Young - wokal, gitara, harmonijka, pianino (9); Frank "Poncho" Sampedro - gitara (2,5,9,12), instr. klawiszowe (5,7), mandolina (11), dodatkowy wokal (12); Rick "The Bass Player" Rosas - gitara basowa; Chad Cromwell - perkusja
Gościnnie: Ben Keith - saksofon altowy (2,7), gitara pedal steel (2,6,11), innstr. klawiszowe (10,12), dodatkowy wokal (11); Steve Lawrence - saksofon tenorowy (2,7); Larry Cragg - saksofon barytonowy (2,7); John Fumo - trąbka (2,7); Tom Bray - trąbka (2,7); Claude Cailliet - puzon (2,7); Linda Ronstadt - wokal (4,6); Tony Marsico - gitara basowa (10)
Producent: Neil Young i Niko Bolas


Komentarze

  1. W pierwszym akapicie pokazujesz się od ciekawej strony i nie mówię tu o muzyce.

    Dlaczego zatem czerwiec również nie został miesiącem specjalnym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę się tylko domyślać, co masz na myśli. W pierwszym akapicie nie ma żadnego drugiego dna i odnoszę się w nim wyłącznie do muzyki.

      Usuń
    2. Mój błąd - w drugim. Jednak te odniesienia pojawiają się bardzo szybko, stąd moja pomyłka.

      Zapewne się dobrze domyślasz.

      Usuń
    3. Drugi - tak, wykracza poza muzykę. Wszystko jest tu jednak podane wprost i nie odstaje od poglądów, jakie dotychczas prezentowałem. Dalej też nie wiem, jaki chciałbyś specjalny miesiąc. Z płytami na temat wolnego, demokratycznego świata?

      Usuń
    4. Akurat ten drugi akapit jest - wybacz - troszkę niemądry, w sensie że niesamowicie szablonowy) i naiwny. Wybory do europarlamentu to wielka szopa - w istocie jest to sposób korumpowania polityków przez UE, ponieważ ta instytucja nie ma ŻADNEGO realnego wpływu na proces decyzyjny. Chodzi o toczenie piany i ciepłe synekury za bardzo dobrą kasę- i to oczywiście z obydwu stron - zarówno tzw euroeuntuzjastów jak i eurosceptyków. Najlepiej olać ten cyrk i po prostu nie iść na te psuedo-wybory. Akurat wczoraj wróciłem z 5-dniowego pobytu w Belgii (w tym dwa dni spędziłem w Brukseli) i słabiutko to wygląda - poza odpicowanym starym miastem mniej więcej jak Polska 20 lat temu (tylko parę razy drożej). Unia Europejska jest w tej chwili pokraczną instytucją w stanie rozkładu - i w sumie jest to normalny proces (jest to tzw. państwo uniwersalne w fazie schyłkowej - tak to definiował wybitny teoretyk cywilizacji Toynbee). Wychodzić z niej jest bez sensu, bo zniszczy nas cłami i różnymi utrudnieniami, a gospodarkę mamy przecież silnie powiązaną zwłaszcza z Niemcami (i nie mamy siły UK). Natomiast trzeba sobie zdawać sprawę, że czas Unii mija i po prostu szykować w perspektywie dekady inne rozwiązania.

      Usuń
    5. "Jeśli po niedzieli wzmocni się pozycja antyunijnych populistów, świadomie lub z głupoty realizujących interesy rosyjskie, to tej wolności będzie coraz mniej".
      Na razie największym zagrożeniem dla Polski nie są antyunijni populiści (tak na marginesie po drugiej stronie też są populiści - całe robienie tzw. polityki w demokracji jest stricte populistyczne) tylko politycy w rodzaju Macrona, który jest cwaną gapą i coraz poważniej i śmiele mówi o wysłaniu wojsk na Ukrainę, a my (tzn. Sikorski) jak idioci temu wtórujemy. Tylko że jak dojdzie co do czego to atomówka pieprznie w nasze miasta (względnie rumuńskie albo bałtyckie) - bo na pewno nie w Paryż czy Marsylię.

      Usuń
    6. Ciekawe założenie, jeśli Paweł ma poglądy pro-unijne to powinien świętować na stronie miesiąc dumy tak jak obchodził miesiąc kobiet. Z tego stwierdzenia zaleciało bardziej ideologią niż z całego tekstu Pawła ;)

      Usuń
    7. Wybory do europarlamentu to wielka szopa (…) ta instytucja nie ma ŻADNEGO realnego wpływu na proces decyzyjny.

      Za przygotowanie projektów odpowiada Komisja Europejska, ale Parlament Europejski po pierwsze ma kompetencję wyjścia z inicjatywą ustawodawczą, a po drugie - wszystkie projekty i tak muszą przez niego przejść, a PE może wtedy głosować nad poprawkami, a następnie nad przyjęciem lub odrzuceniem. Abstrahując od tego, jak to obecnie wygląda, jaką role ogrywają zakulisowe mechanizmy, to istotny wzrost sił antyunijnych, w tym otwarcie prorosyjskich, dałby im możliwość paraliżowania UE. Wtedy można zapomnieć np. o polityce prośrodowiskowej (w Zielonym Ładzie zawiodła przede wszystkim polityka informacyjna, niektóre pomysły są do poprawienia, ale założenia i cel są słuszne i niezbędne) czy pomocy dla Ukrainy. A to nie byłoby dla nas dobre.

      Na razie największym zagrożeniem dla Polski nie są antyunijni populiści (tak na marginesie po drugiej stronie też są populiści - całe robienie tzw. polityki w demokracji jest stricte populistyczne) tylko politycy w rodzaju Macrona, który jest cwaną gapą i coraz poważniej i śmiele mówi o wysłaniu wojsk na Ukrainę, a my (tzn. Sikorski) jak idioci temu wtórujemy.

      Tak, populiści są po obu stronach, dlatego uściśliłem, których uważam za największe zagrożenie. Wypowiedzi Macrona nimi nie są. Ich celem jest odstraszanie Rosji, ale też dezinformacja. Rosja dostaje sprzeczne informacje na temat ewentualnego wysłania wojsk do Ukrainy z różnych krajów NATO (sam Sikorski raz mówi tak, a raz inaczej), przez co nie wie, czy takie plany rzeczywiście są, czy nie. Bo przecież ewentualne wysłanie wojsk przez Francję to zaangażowanie całego NATO (potrzebna byłaby przecież pomoc logistyczna, Ukraina nie graniczy z Francją). A my i tak jesteśmy w fatalnej sytuacji przez takie położenie, jakie mamy. Zresztą wojna hybrydowa Rosja-NATO już trwa, a my jesteśmy jednym z głównych celów. I w takiej sytuacji na pewno nie możemy okazywać słabości czy braku porozumień pomiędzy sojusznikami. A przez osiem lat PiSu coraz bardziej się izolowaliśmy na arenie międzynarodowej. Stawianie wyłącznie na sojusz z USA jest głupie, bo lepiej mieć też sojuszników blisko siebie.

      Najlepiej olać ten cyrk i po prostu nie iść na te psuedo-wybory.

      Absolutnie się z tym nie zgadzam. Należy korzystać ze swoich demokratycznych praw, choćby tylko miało to być decydowanie o tym, kto będzie reprezentować nasz kraj, żeby nas jak najmniej ośmieszali na arenie międzynarodowej. Szkoda, że prawie na pewno dostaną się tam przestępcy z uprawomocnionymi wyrokami i przyszli oskarżeni.

      Akurat wczoraj wróciłem z 5-dniowego pobytu w Belgii (w tym dwa dni spędziłem w Brukseli) i słabiutko to wygląda - poza odpicowanym starym miastem mniej więcej jak Polska 20 lat temu (tylko parę razy drożej).

      Stan jednego miasta ma być dowodem na to, co potem piszesz o rozkładzie Unii? Nie widzę takich symptomów.

      Wychodzić z niej jest bez sensu, bo zniszczy nas cłami i różnymi utrudnieniami, a gospodarkę mamy przecież silnie powiązaną zwłaszcza z Niemcami (i nie mamy siły UK).

      Nawet silne UK bardzo osłabło po wyjściu z UE. Polsce bardzo opłaca się pozostanie, choćby ze względu na wspólny rynek, który daje nam znacznie więcej niż jakiekolwiek przelewy.

      Usuń
    8. @koral0080: Lepiej bym tego nie ujął. Ta implikacja jest dla mnie zupełnie niezrozumiała.

      Usuń
    9. Paweł odpowiedział rzeczowo, no więc i ja czuję się zobligowany do rzeczowej polemiki, a że teraz nie mam czasu, to może jutro wieczorem coś na takie dictum odpowiem. Na szybko tylko dwie uwagi - nie wiem, co Macron ma w głowie, ale nawet jeśli rzeczywiście chodzi o dezinformację, to i tak to nam ZAGRAŻA (NAM a nie Francji). Dwa- oczywiście to jak wygląda Bruksela nie jest pierwszo ani nawet drugoplanową oznaką rozkładu Unii jako państwa uniwersalnego. Niemniej jest to rzecz dość znamienna - bo Bruksela pełni funkcję symboliczną.

      Usuń
    10. Macrona nie jestem oczywiście na 100% pewny, czy prowadzi sprytną kampanię dezinformacyjną, czy tylko pokazuje siłę z bezpiecznej pozycji, natomiast ewidentnie Sikorski zręcznie manipuluje, by ogłupić Rosję. Bo przecież takich dyskusji w ogóle nie powinno prowadzić się w przestrzeni publicznej, ale można podsuwać różne tropy, wykluczające się nawzsjem, żeby przeciwnik pozostawał w niepewności. Zresztą dokładnie w ten sam sposób działa Rosja, czy to przed zaatakowaniem Ukrainy, czy teraz wysyłając sprzeczne sygnały w kwestii zamiarôw ataku na NATO.

      Usuń
    11. Jedna rzecz - Parlament Europejski NIE POSIADA inicjatywy ustawodawczej. PE może jedynie poprosić w postaci wniosku Komisję Europejską, żeby była łaskawa rozważyć zaproponowanie jakiejś ustawy, a Komisja może na to pójść lub nie. Jedyną instytucją posiadającą inicjatywę ustawodawczą sensu stricte jest KE. Parlament jest, niestety, przede wszystkim maszynką do głosowania i wygłaszania płomiennych przemów, by pomysły KE wydawały się mądrzejsze i bardziej potrzebne. To Komisja Europejska decyduje, co "jest grane" w Unii, a co nie, poza sferami, w których główne kompetencje ma np. Rada Europejska.

      Usuń
  2. Ale wydane na tej płycie Don't Cry, a to puszczone w swiat przez GNR dwa lata później, to niebo a ziemia 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli by porównywać okropnie ckliwą (i
      do bólu stereotypową zarazem), przesłodzoną balladkę z przeciętnym rockowym kawałkiem, z płaczliwymi zaśpiewami (swoją drogą, forma wokalna Younga tak się pogorszyła, że brzmi w tym kawałku, niemalże jak Pete Townshend...) - który jedynie broni się przed kompletną miałkością, bardzo fajnymi, brutalnymi i zgiełkliwymi wstawkami gitary - to faktycznie jest niebo i ziemia.

      Usuń
  3. Trudno się nie zgodzić, nawet mnie, dużemu Euro-.... no nie sceptykowi, ale realiście, że to jest absolutnie czas, gdy Unia musi pozostać zjednoczona i wolna od fanatycznych wrogów Wspólnoty Europejskiej. Szkoda tylko, że Koalicja traktuje te kwestię tylko troszkę bardziej poważnie i wsadza na listy m.in Gronkiewicz-Waltz, która doprowadziła do afery reprywatyzacyjnej (miliardy z majątku Warszawy oddane niezgodnie z prawem lub za łapówki i krzywdy/tragedię tysięcy ludzi, tak dla przypomnienia) czy Sienkiewicza, który powinien być objęty polityczną anatomia na wsze czasy i nie mieć prawa choćby do wycierania podłóg w jakimkolwiek ministerstwie. Już widzę wkład merytoryczny takich ludzi - na pewno sprawią, że Europa będzie silniejsza, polityka migracyjna Unii w końcu napisana, a Zielony Ład nareszcie zacznie wyglądać tak, jak powinien. Szkoda, że ludzie głosują najczęściej na partii, a nie ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem entuzjastą UE - a przynajmniej istnienia takiej wspólnoty i obecności Polski w jej strukturach, bo oczywiście do samego funkcjonowania trudno nie mieć różnych zastrzeżeń czy wątpliwości. Ostatnio się zastanawiałem, czy pod jakimkolwiek względem byłoby lepiej, gdybyśmy w UE nie byli i do teraz niczego nie wymyśliłem. To oczywiste, że nie bylibyśmy drugą Szwajcarią czy Norwegią, a raczej kolejną Ukrainą, tylko pod parasolem ochronnym NATO (ale ze znacznie mniejszym budżetem na własną obronność).

      Co do kandydatów, to nie ma tu pełnej symetrii. Ogólnie to europejska prawica ma na listach więcej kontrowersyjnych postaci, a przoduje w tym PiS. To np. ta dwójka z prawomocnymi wyrokami, która dalej siedziałaby w więzieniu, gdyby nie ułaskawienie przez zaprzyjaźnionego prezydenta - a to jeszcze sprawa z czasów tzw. pierwszego PiSu; kolejne oskarżenia, już za ostatnie osiem lat, są kwestią czasu. Poza tym jest jeszcze kandydat skompromitowany jako europarlamentarzysta wyłudzeniami z UE czy inny, którego wkrótce czekają bardzo poważne zarzuty, bo presja społeczna jest na to zbyt duża, by sprawa się rozmyła.

      Problemem nie jest to, że ludzie głosują na partię, nie ludzi. Bo ci ludzie po wybraniu zazwyczaj tracą autonomię i głosują zgodnie z partyjną dyscypliną. Jest też kwestia ordynacji, która jest tak zrobiona, że np. w małym okręgu pomorskim w eurowyborach małe partie nie mają szans na mandat, ale głosy na ich kandydatów w tym okręgu pomogą całej partii przekroczyć próg w skali kraju. Przede wszystkim jednak problemem jest to, że większość polskich wyborców widzi politykę jedynie jako konflikt PiS vs KO. Co zresztą nie jest dalekie od prawdy, bo w zeszłorocznych parlamentarnych można było oddać głos na którąś z tych partii albo na ich potencjalnych koalicjantów, albo na ugrupowania bez szans na przekroczenie progu. Ja akurat nigdy nie głosowałem na PO / KO, jeśli było więcej alternatyw niż PiS. Czyli głosowałem na tych pierwszych tylko w drugich turach prezydenckich.

      Usuń
    2. Tak szczerze to nie zdziwiłbym się, gdyby autor niniejszej recenzji popierał tragiczne w skutkach działania obecnego rządu odnośnie sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, skutkujące tym, że żołnierze nie mogą w chwili zagrożenia używać broni palnej wobec nielegalnych imigrantów, próbujących dostać się na teren naszego kraju.

      Usuń
    3. Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli, mówiąc o działaniach obecnego rządu skutkujących tym, że żołnierze nie mogą w chwili zagrożenia używać broni palnej, bo zgodnie z obowiązującą ustawą o obronie Ojczyzny, mają prawo jej używać i faktycznie robią to po kilkaset razy dziennie. Jeśli nawiązujesz do zatrzymania tych trzech żołnierzy, to nie była to decyzja polityczna, tylko samo wojsko ją podjęło i skierowało sprawę do prokuratury. Rząd wręcz stanął w obronie tych żołnierzy używających broni, gdy sprawa stała się powszechnie znana. Szczerze mówiąc, nie rozumiem takiej reakcji. Skoro przy tylu oddawanych strzałach dziennie tylko tutaj doszło do takich konsekwencji, to musiało dojść do jakiegoś złamania procedur. Czyli cała sprawa, do momentu dziwnej reakcji rządzących, mogła świadczyć o tym, że instytucje (wojsko, prokuratura) zaczęły w końcu działać sprawnie i mundur nie chroni przed konsekwencjami za przekraczanie uprawnień.

      Usuń
    4. Stanął w obronie właśnie WTEDY kiedy sprawa stała się znana (plus jutro wybory, więc to wygodne), tak to by dalej o tym milczano i robiono wszystko by nikt się o tym nie dowiedział. I skąd masz pewność, że doszło do złamania procedur? Obecny rząd, tak jak poprzedni, nie dba w ogóle o interes obywateli.

      Usuń
    5. Podobno są nagrania, na których widać, że strzały w stronę imigrantów padały, gdy ci już się oddalali. Jeśli tak było, to takie zachowanie żołnierzy jest niedopuszczalne, bo nie istniało już zagrożenie. Ponadto ogień był ponoć skierowany w stronę innego państwa, co również nie powinno mieć miejsca. Ja oczywiście nie wiem, co naprawdę się tam wydarzyło, ale w sytuacji, gdy istnieją jakieś wątpliwości, sprawa powinna być zbadana przez właściwe do tego organy (i tutaj instytucje państwowe działały sprawnie przynajmniej do momentu, aż napisał o tym Onet, po czym jedna i druga strona postanowiły wykorzystać to politycznie), a nie zamieciona pod dywan, jak za poprzedniej władzy.

      Usuń
    6. Podobno. Działanie żołnierzy (oczywiście do pewnego stopnia) ma przede wszystkim odstraszyć nielegalnych imigrantów, a jak na razie działania typu, że aresztuje się żołnierzy za wykonywanie swoich obowiązków (a także przez różnych dziennikarzy, celebrytów, w tym z LEWICY, ostro szkalujących żołnierzy na granicy) bardziej przyciągają następnych imigrantów i wysyłają w świat (w tym do Putina) sygnał, że warto tu ich ściągać w większej ilości, bo Polacy nie mają się czym bronić/nie mogą, bo zostaną im postawione zarzuty. Granica państwa powinna być nienaruszalna, a tych którzy nie przestrzegają ich zasad powinno się odstraszać ewentualnymi strzałami ostrzegawczymi. Wystarczy, że przez takie myślenie jakie stosuje (stosowało?) się obecnie nie żyje 21-letni Mateusz.

      Usuń
    7. Podobno - i dlatego upoważnione do tego organy powinny tę sprawę wyjaśnić. Widać, że rozgłos jej nie służy, bo już pojawiają się polityczne i społeczne naciski, żeby rozstrzygnąć ją na korzyść żołnierzy, niezależnie od tego, co się naprawdę wydarzyło.

      aresztuje się żołnierzy za wykonywanie swoich obowiązków - to jest manipulacja, bo oczywiście nie zostali zatrzymani za samo wykonywanie obowiązków, tylko podejrzenie złamania procedur podczas pełnienia obowiązków. Także w takiej sytuacji, jaką mamy na granicy z Białorusią, żołnierzy muszą obowiązywać procedury, a w przypadku ich złamania, musi odbyć się śledztwo, które wykaże, czy zachowanie się w ten sposób było uzasadnione czy nie.

      przyciągają następnych imigrantów i wysyłają w świat (w tym do Putina) sygnał, że warto tu ich ściągać w większej ilości

      Putin nie potrzebuje żadnej zachęty, bo prowadzić przeciwko nam działania hybrydowe z wykorzystaniem imigrantów.

      Polacy nie mają się czym bronić/nie mogą, bo zostaną im postawione zarzuty

      Jak już pisałem, nie chodzi o samo użycie broni, tylko sposób / okoliczności użycia jej w jednym konkretnym przypadku na kilkaset sytuacji użycia jej każdego dnia.

      Granica państwa powinna być nienaruszalna, a tych którzy nie przestrzegają ich zasad powinno się odstraszać ewentualnymi strzałami ostrzegawczymi.

      Tak, ale nie w momencie, gdy ci naruszający już się oddalają i nie w stronę kraju, który chętnie uzna to za atak na swoje terytorium. Zasady muszą obowiązywać po obu stronach granicy.

      Wystarczy, że przez takie myślenie jakie stosuje (stosowało?) się obecnie nie żyje 21-letni Mateusz.

      I ta sprawa też wymaga wyjaśnienia, dlaczego do tego doszło, czy zawiodły jakieś procedury, które należy poprawić.

      Usuń
    8. Nie wydaje mi się to manipulacją, zwłaszcza że o sprawie milczano przez 2 miesiące, a pewnie gdyby nie Onet nie wiedziano by jeszcze dużo dłużej. Na razie możemy tylko podejrzewać, że złamali procedury podczas pełnienia obowiązków. Żołnierz ma być na granicy i bronić granicy wszelkimi sposobami, tym bardziej jeśli ma to odstraszyć potencjalnych niebezpiecznych ludzi z drugiej strony.

      A może właśnie manipulacją jest to, że imigranci w momencie strzelania oddalali się (notabene, chciałbym zobaczyć filmik, żeby naprawdę się przekonać, że tak było). Przez działania wielu osób w ostatnich latach, użycie broni jest przez Straż Graniczną ograniczone, przez co druga strona ma większe pole do popisu. Jeśli nic się nie zmieni w tej kwestii, będzie więcej takich ofiar, jak ś.p. Mateusz, a polski żołnierz na wojnie będzie bał się strzelać...

      Fakt, Putin nie potrzebuje żadnej zachęty, i dodatkowo musi się z nas bardzo mocno śmiać, skoro przez pewne decyzje "wyżej" tak bardzo nie umiemy sobie poradzić z grupką ludzi po drugiej stronie. No ale że Tusk jest bardzo mocnym zwolennikiem przyjmowania ogromnej grupy uchodźców, to co się dziwić, że tak jest... (żeby nie było, absolutnie nie popieram pisu, i mam o nich złe zdanie).

      Usuń
    9. Ja jestem entuzjastą UE - a przynajmniej istnienia takiej wspólnoty i obecności Polski w jej strukturach ale w Unii również istnieje jakaś wewnętrzna hierarchia gdzie Polska jest zdecydowanie bliżej dołu niż góry i musi godzić się na różne pomysły rozwalające nasz naród pod groźbą kar. Historia w świadomości młodych się zatrze, teraźniejszość będzie pełna postępowych pomysłów, Polska już nie będzie tą Polską którą była przed laty (i nie mówię o czasach rządów PiS, chociaż prawica przynajmniej dba o pewne tradycje i wartości).

      Będąc w Unii siłą rzeczy będziemy przyjmować nie tylko to co dobre (ochłapy), a zapewne również to, do czego trudno by Ci było trudno nie mieć różnych zastrzeżeń chociaż nie wiem co to jest. Ale biorąc pod uwagę jedno ze zdań w recenzji "Train Spotter" Zimpla z ub roku (dałbym link, ale nie mam takiej opcji), ta działalność Unii ściśle związana z miesiącem czerwca raczej Ci odpowiada. Dlatego cwanym posunięciem byłoby przybliżenie dobrej lub wybitnej (wg Twoich miar) twórczości artystów ściśle związanych z pride month, by zachęcić czytelników do głosowania na opcję ich wspierającej. Implikacja wyjaśniona? Macron którego raczej nie potępiasz jest głównym orędownikiem tej różnorodności, także rasowej i polityki proimigracyjnej. Francuzów już ogłupił, gdyż jego kontrkandydatką była bardzo prawicowa Le Pen, dobrze chociaż że dostała się do drugiej tury.

      Zachowanie rozsądnego rasizmu (pamiętasz?) krytycznie podchodzącemu do "refugees welcome" opierającym się na podejściu bardziej sceptycznemu, gdzie uchodźcy mogą przenieść swoje zwyczaje do nas i powoli zmieniać Polskę w nie wiadomo co, jest istotne. Sikorski? Serio, typ z podwójnym obywatelstwem, który kawał życia spędził poza Polską (i to w bardzo newralgicznym okresie - interesujące że miał taką możliwość) jest tu autorytetem? Zresztą poszukaj jego antypolskich wypowiedzi z ostatnich 20 lat. Niejednokrotnie takie padały.

      Usuń
    10. A co do wypuszczenia żołnierzy po interwencji rządu Rząd wręcz stanął w obronie tych żołnierzy używających broni, gdy sprawa stała się powszechnie znana.

      Bo leżało to w ich interesie - wizerunku. Rząd też musi podejmować decyzje by nie psuć go sobie w oczach obywateli. A o sprawie było cicho przez dobre 2.5 miesiąca

      Usuń
    11. @Robert: Niestety, jesteś niekonsekwentny, bo twierdzisz, że na razie możemy tylko podejrzewać, co się wydarzyło, ale jednocześnie już wydałeś wyrok: żołnierze zostali aresztowani za wykonywanie swoich obowiązków. To jest ta manipulacja z Twojej strony, bo zostali zatrzymani w związku z podejrzeniem przekroczenia uprawnień. Przypomina mi to oburzenie PiSu, że Kamiński z Wąsikiem zostali rzekomo skazani za walkę z przestępczością, kiedy prawomocne wyroki mają za konkretne przestępstwa, jakie sami popełnili w pracy. Może jeszcze powiesz, że ci policjanci, co używali paralizatora przeciw skutemu już mężczyźnie i który w rezultacie zmarł (to tylko jedna z kilkudziesi3ciu takich spraw z udziałem policji w ostatnich latach), też zostali zatrzymani za wykonywanie służbowych czynności? Nie, aresztowano ich za nieadekwatne, bezprawne działanie.

      Politycy o sprawie żołnierzy milczeli, ale służby działały, bez żadnej politycznej czy społecznej presji i to było dobre dla sprawiedliwego wyjaśnienia sytuacji. Niewykluczone, że na korzyść żołnierzy.

      Żołnierz ma być na granicy i bronić granicy wszelkimi sposobami

      Ale musi to robić zgodnie z krajowym i międzynarodowym prawem.

      Geniusz i zarazem skurwysyństwo rosyjskiego planu z imigrantami polega na tym, że trudno znaleźć nam rozwiązanie, które zagwarantuje Polakom bezpieczeństwo, a jednocześnie będzie humanitarne. To oczywiście prowadzi do podziałów w społeczeństwie, co jest na korzyść Rosji. Nie przypadkiem w ostatnich miesiącach, przed wyborami do PE, nastąpiła intensyfikacja działań hybrydowych, bo to zwiększa nastroje antyimigranckie, zachęca do głosowania na skrajną prawicę, która przy okazji jest prorosyjska i chce rozwalać UE od środka.

      Tusk akurat podczas zeszłorocznej kampanii obrał mocno antyimigrancki kierunek, który trzyma do tej pory, o czym świadczą jego wypowiedzi, głosowanie przeciwko przyjęciu Paktu Migracyjnego, czy zapowiedzi wzmocnienia granicy. To niewątpliwie efekt tych antyimigranckich nastrojów w społeczeństwie, które podsyca Rosja, niemniej jednak Tusk zdaje się prowadzić taką politykę w tej sprawie, jakiej oczekujesz.

      Usuń
    12. @Cymbergaj:

      w Unii również istnieje jakaś wewnętrzna hierarchia gdzie Polska jest zdecydowanie bliżej dołu niż góry i musi godzić się na różne pomysły rozwalające nasz naród pod groźbą kar.

      Po prostu w UE dominuje centroprawica, liberałowie i demokratyczna lewica, więc mocno konserwatywny PiS nie był w mainstreamie. Z obecnym rządem możemy być u góry hierarchii. Te kary były natomiast za wprowadzanie przez PiS zmian w sądownictwie niezgodnych z naszą własną konstytucją czy za zatruwanie środowiska, więc to UE działała w interesie polskiego społeczeństwa.

      Polska już nie będzie tą Polską którą była przed laty (i nie mówię o czasach rządów PiS, chociaż prawica przynajmniej dba o pewne tradycje i wartości).

      To może powinna być tą Polską z 1921 roku, gdy w spisie powszechnym tylko 69% społeczeństwa deklarowało polską narodowość?

      Polska kultura nigdy nie była monolityczna, jak np. japońska (Japonia do początku XIX wieku prowadziła politykę izolacyjną). Wręcz przeciwnie, od zawsze mieszały się tu bardzo różne wpływy, głównie europejskie, ale też np. muzułmańskie. Nawet w ultrapolskiej Polsce sarmackiej było sporo tych ostatnich. Trudno byłoby też znależć Polaka bez przodków innej narodowości.

      Te tradycje i wartości, których tak bardzo broni prawica, to uprzywilejowana pozycja białych, heteroseksualnych (przynajmniej oficjalnie), sprawnych fizycznie mężczyzn wyznania rzymskokatolickiego, w tym ich prawa do głoszenia mowy nienawiści wobec wszystkich pozostałych (przy jednoczesnej prawnej ochronie ich uczuć religijnych), prawa do przemocy domowej i zatruwania środowiska. Tylko dla takich wartości zagrożenia można upatrywać w UE.

      Usuń
    13. @Cymbergaj (c.d.):

      Będąc w Unii siłą rzeczy będziemy przyjmować nie tylko to co dobre (ochłapy)

      Te "ochłapy" dla Polski to np. bycie największym beneficjentem unijnych dopłat. Ale to i tak tylko grosze w porównaniu z korzyściami z dostępu do wspólnego rynku czy bezpieczeństwa, jakie zapewniają nam międzynarodowe sojusze.

      biorąc pod uwagę jedno ze zdań w recenzji "Train Spotter" Zimpla z ub roku (...), ta działalność Unii ściśle związana z miesiącem czerwca raczej Ci odpowiada.

      Czyli na podstawie fragmentu recenzji, gdzie w neutralny sposób przywołuję inspiracje artysty, wywnioskowałeś, że popieram LGBT?

      Oczywiście popieram, bo jako zwolennik demokracji i wolności bliżej mi do pozwolenia ludziom żyć i robić co chcą (jeśli nikomu tym nie szkodzą), niż do totalitarnego wymogu wpisywania się wszystkich w obowiązujący standard. Z tamtej recenzji nie można jednak wyczytać, że taki mam pogląd.

      Dalej nie wiem, co do tego wszystkiego ma UE, gdzie nie obowiązuje żaden nakaz obchodzenia pride month.

      Macron którego raczej nie potępiasz jest głównym orędownikiem tej różnorodności, także rasowej i polityki proimigracyjnej. Francuzów już ogłupił, gdyż jego kontrkandydatką była bardzo prawicowa Le Pen, dobrze chociaż że dostała się do drugiej tury.

      Za to teraz Front Narodowy Le Pen wygrał we Francji wybory do PE i po rozwiązaniu krajowego parlamentu przez Macrona jego rywalka zostanie najpewniej premierką. To nie jest dobra wiadomość dla Polski. Le Pen jest polityczką prorosyjską, która dopiero niedawno potępiła inwazję na Ukrainę, ale dalej chce ograniczyć pomoc dla niej i sprzeciwia się włączeniu Ukrainy do UE i NATO. Sama zresztą chciałaby wyprowadzić z NATO Francję, a to osłabi sojusz o jedną z jego największych armii i o blisko 300 głowic jądrowych.

      To rosyjski imperializm i słabe sojusze są największym zagrożeniem dla Polski, a nie multikulturowość, która zawsze tu była, czy zupełnie niegroźne osoby LGBT. Z naszej perspektywy Macron to mniejsze zło.

      Usuń
    14. @Cymbergaj (c.d.):

      Zachowanie rozsądnego rasizmu

      Za słownikiem PWN rasizm to «pogląd oparty na przekonaniu o nierównej wartości biologicznej, społecznej i intelektualnej ras ludzkich, łączący się z wiarą we wrodzoną wyższość jednej rasy»

      Nie ma nic rozsądnego w tym, by uważać się za lepszym od kogoś innego tylko dlatego, że urodził się w innym miejscu.

      Być może masz na myśli prowadzenie polityki izolacyjnej, ale w przypadku XXI-wiecznej Polski / Europy jest ona niemożliwa (globalizacja, geografia), niebezpieczna (zagrożenie ze strony Rosji) i niemająca nawet podstaw historycznych.

      A co do Sikorskiego, to że chwalę go za dezinformowanie Rosji i mógłbym też za inne rzeczy, nie znaczy, że chwalę go za całokształt. Może przytoczysz te antypolskie wypowiedzi, najlepiej z kontekstem?

      Usuń
    15. Jeszcze słówko odnośnie Unii. To nie chodzi o to, jaka Unia jest w stosunku do Polski (chociaż problem, o którym napisał Cymbergaj występuje, np. w Bułgarii jest gigantyczna korupcja na poziomie krajów afrykańskich a Unia się jakoś jej nie czepia, bo fasada prawna działa) tylko jaka Unia jest w ogóle. Unia miała kiedyś - jeszcze w latach 90 - fajną dynamikę, sporo pomysłowych i bardzo korzystnych rozwiązań (takim była np. pośrednio z nią związana strefa Schengen). Niestety, dziś jest to tylko niewydolna, skostniała urzędniczo-administracyjna opasła struktura, taka czapa hamująca rozwój , grzęznąca w marazmie. To nie jest nic nadzwyczajnego - właśnie takie biurokratyczno-urzędnicze formy rządów są typowe dla schyłkowej fazy państw uniwersalnych opisanych przez Toynbee'ego (tak było np. w schyłkowej monarchii Habsburgów, co obśmiał np choćby Hasek w wojaku Szwejku, dziś można by takiego samego Szwejka napisać o unijnych absurdach urzędniczych Unii). Na kryzys Unii nakłada się kryzys tzw. cywilizacji zachodniej- czyli postnowoczesnej Europy, który doskonale analizują bynajmniej nie Pisowcy ani "populiści" tylko wybitni zachodnioeuropejscy intelektualiści (np. Chantal Delsol czy Han Byung Chul - polecam!). Jedynym konstruktywnym projektem obecnej ociężałej Unii (przecież nie ma w niej żadnych charyzmatycznych ani nawet energicznych przywódców - gdzie ci liderzy!) to jest faktycznie Zielony Ład- no tyle że jest to projekt bardzo kosztowny i bardzo źle jak do tej pory prowadzony. Dlatego tak bardzo mnie wkurza farsa pod tytułem europarlament, bo w tym wszystkich przecież tylko o to chodzi, żeby - cytując Debiliusza Rudobrodego z "Misji Profesora Gąbki", można było "żłopać piwo i żreć chałwę". Najgorsze jest to, że Polska jest na ten pokraczny twór skazana - bo zgadzam się, że polexit byłby głupim ruchem. To tyle o Unii- akurat pojutrze wyjeżdżam na 2 tyg do Czarnej Afryki, więc to trochę takie memento przed podróżą z tego wyszło.

      Usuń
    16. "Zresztą wojna hybrydowa Rosja-NATO już trwa, a my jesteśmy jednym z głównych celów. I w takiej sytuacji na pewno nie możemy okazywać słabości czy braku porozumień pomiędzy sojusznikami. A przez osiem lat PiSu coraz bardziej się izolowaliśmy na arenie międzynarodowej. Stawianie wyłącznie na sojusz z USA jest głupie, bo lepiej mieć też sojuszników blisko siebie"
      W tym fragmencie masz teoretycznie rację. Tzn byłoby to racjonalne pod warunkiem, że Francja rzeczywiście takiej pomocy by Polsce udzieliła i nie byłaby to pomoc symboliczna (bo nie ma co ukrywać - w przypadku ewentualnego ataku ze strony Rosji przy jednoczesnym braku zaangażowania ze strony USA, bo np. Trump umyje ręce, główny ciężar pomocy wojskowej dla Polski spoczywałby na Francji). Tyle że jest to wg mnie wysoce wątpliwe . O wiele lepiej prowadzić racjonalną politykę wobec Kremla, żeby zminimalizować ryzyko ewentualnego ataku (tak jak np. robił to Fico na Słowacji- przy wszystkich zastrzeżeniach do jego polityki wewnętrznej, chociaż Słowacja wygląda o wiele lepiej niż orbanowskie Węgry).

      Usuń
    17. @okechkwu: np. w Bułgarii jest gigantyczna korupcja na poziomie krajów afrykańskich a Unia się jakoś jej nie czepia, bo fasada prawna działa

      Może dlatego, że Bułgaria przynajmniej stara się sprawiać wrażenie, że chce swoje problemy z korupcją rozwiązać i dostosować się do wymogów unijnych, nie krzyczy, że pozbawi ją to suwerenności. A Polska pisowska szła w otwarty konflikt i biła pianę, że nie będzie żadnych zmian wprowadzać, nawet tych, do których sama się zobowiązała i wynegocjowała szczegóły - w najlepszym razie wprowadzała pozorne zmiany, które nic nie zmieniały.

      byłoby to racjonalne pod warunkiem, że Francja rzeczywiście takiej pomocy by Polsce udzieliła

      Zgodnie z Art. 5 musi jej udzielić, inaczej byłoby to pokazanie, że NATO jest dysfunkcyjne i nikomu żadnej ochrony nie gwarantuje. Problemem są jednak politycy w rodzaju Trumpa czy Le Pen, którzy najchętniej opuściliby ten sojusz, a przynajmniej głoszą takie hasła na potrzeby polityki wewnętrznej. Trump, jeśli ma odrobinę rozumu, nie zostawi reszty NATO bez wsparcia, bo to byłoby pokazanie wszystkim sojusznikom USA - w Azji i na Bliskim Wchodzie też - że nie można na Amerykanów liczyć w razie potrzeby, a to by się odbiło drastycznie na interesach Stanów.

      Ogólnie mamy teraz zupełnie inną sytuację niż w 1939 roku, kiedy żadnych gwarancji bezpieczeństwa nie mieliśmy, ani od Francji, ani od UK. Zresztą nawet gdybyśmy je wtedy mieli, to te państwa nie miały możliwości przerzucenia swoich wojsk, bo agresor był pomiędzy nami. Teraz jesteśmy w innej sytuacji, bo jest NATO, ale też łączą nas różne interesy z jego członkami.

      O wiele lepiej prowadzić racjonalną politykę wobec Kremla, żeby zminimalizować ryzyko ewentualnego ataku

      Trudno prowadzić racjonalną politykę w stosunku do państwa, które nie zachowuje się racjonalnie. Nie sądzę jednak, żeby Rosja zdecydowała się na konwencjonalny konflikt z NATO. Zwłaszcza jeśli NATO pozostanie w obecnym kształcie i będzie się zbroić.

      Usuń
    18. @Robert: Polecam przeczytać: https://demagog.org.pl/fake_news/czy-zolnierze-moga-strzelac-na-granicy-wyjasniamy-przepisy/

      Usuń
    19. Pierwszym wielkim testem dla Unii, przynajmniej w najbliższych latach, będzie kwestia Zielonego Ładu, bo fuszerka, z jaką te założenia zostały przygotowane, a zwłaszcza "zareklamowane", jest absolutnie niedopuszczalna ze strony ludzi dostających tak duże pieniądze za swoją pracę. Nie wiem, jak można sprawować wysokie urzędy w ogromnej organizacji, pozującej na jedyną korzystną przyszłość dla Europy i doskonałą wspólnotę równych sobie państw, i jednocześnie być tak oderwanym od rzeczywistości, na którą wpływa się prawie każdą swoją decyzją.

      Usuń
    20. Chodzi mi o fragment gdzie sugerujesz łamanie praw określonych grup. A to było zwyczajne trzymanie ręki na pulsie, bo jak wiadomo można wykorzystać bycie pokrzywdzonym do ubiegania się do wręcz większych przywilejów niż ci którzy tych prześladowań nie doświadczają. Chyba tylko głupi by nie skorzystał. Ale mówisz wprost kogo popierasz, ok masz takie prawo.

      Nie umknęło mojej uwadze, że opublikowałeś te komentarze dopiero po tym jak zostały zamknięte lokale wyborcze - czyli nie mogły wpłynąć na to jak głosowali ludzie. Zatrąca to o despotyzm.

      A co do "podobno istnieją nagrania" - to niech one wypłyną i to zostanie potwierdzone. Do władzy w dużej części doszli ludzie którzy doprowadzili do sytuacji, gdzie śledztwo w sprawie Smoleńska zostało oddane Rosjanom, by aby na pewno nic, żadne dowody nie trafiły w ręce niepowołanych osób. A "podobno" istnieje nagranie gdzie słychać strzały oddane już po tym jak samolot się rozbił. Bazujmy na faktach, a nie informacjach z gatunku "jakieś", "podobno" i tym podobne.

      Wobec takich manipulacji, jak publikowanie komentarzy w momentach gdy są już nieszkodliwe nie mam ochoty na kontynuowanie dyskusji. Rozjeżdżamy się, Tobie działania obecnej władzy pasują na tyle, że ani razu w recenzjach - chociażby polskich ejtisów ni pojawiły się żadne przytyki pod jej adresem, masz takie prawo.

      Usuń
    21. I oczywiście nie odniosłeś się do żadnego z moich argumentów.

      Chodzi mi o fragment gdzie sugerujesz łamanie praw określonych grup.

      Zaostrzenie prawa aborcyjnego wbrew standardom cywilizowanej części świata to fakt. Najniższy poziom równouprawnienia osób LGBT w całej UE potwierdza coroczny ranking ILGA Europe.

      A to było zwyczajne trzymanie ręki na pulsie, bo jak wiadomo można wykorzystać bycie pokrzywdzonym do ubiegania się do wręcz większych przywilejów niż ci którzy tych prześladowań nie doświadczają.

      Czyli proponujesz profilaktycznie prowadzić systemową dyskryminacje i wykluczenie wszelkich mniejszości, bo w przeciwnym razie może, jak już będą traktowani na równi, przyjdzie im do głowy walczyć o wyższe prawa? To są totalitarne, a nie demokratyczne standardy.

      Czy w Niemczech w latach 1933-38, do nocy kryształowej, też było tylko zwyczajne trzymanie ręki na pulsie w kwestii Żydów? Nie twierdzę, że zachodzi tu analogia z Polską czasów PiS, po prostu ciekawi mnie, jak ktoś o takich poglądach, się na to zapatruje.

      opublikowałeś te komentarze dopiero po tym jak zostały zamknięte lokale wyborcze

      Słyszałeś kiedyś termin: cisza wyborcza?

      A co do "podobno istnieją nagrania" - to niech one wypłyną i to zostanie potwierdzone.

      Rozumiem, że domagasz się też potwierdzenia słuszności podobnych zarzutów z czasów poprzedniej władzy? A było ich kilkadziesiąt, nie informowano o nich opinii publicznej i nikt nie robił z tego afery. Afery nie rozkręcili też członkowie PiS, gdy o tej konkretnej sytuacji dowiedzieli się parę tygodni temu na posiedzeniu BBN. Dopiero po publikacji Onetu, jak już zapanowało powszechne oburzenie, postanowili wykorzystać to politycznie, aby przykryć własne afery.

      Zresztą nawet Jacek Siewiera, którego trudno uznać za poplecznika obecnej władzy, mówił: „Jeśli na tysiąc strzałów [tylko] w tym konkretnym przypadku podjęto interwencję, podjęli ją żołnierze, bo Żandarmeria Wojskowa to też jest wojsko, to to powinno dać do myślenia”.

      Potwierdzeniem zajmą się uprawnione do tego organy.

      Do władzy w dużej części doszli ludzie którzy doprowadzili do sytuacji, gdzie śledztwo w sprawie Smoleńska zostało oddane Rosjanom

      Od razu wszczęto śledztwo w kraju. Rząd PO-PSL zwrotu wraku domagał się co najmniej kilkanaście razy. Niewątpliwie jakieś błędy wówczas popełniono, jednak nie można porównywać sytuacji z 2010 roku do tej po 2014, a zwłaszcza po lutym 2022. Wtedy cały zachód starał się utrzymać normalne relacje z Rosją. Obecny rząd ma do Rosji tak samo negatywny stosunek, jak poprzedni. Przy czym - w przeciwieństwie do PiSu - nie tworzy jakichś antyunijnych sojuszy z pro-putinowskimi ugrupowaniami.

      Tobie działania obecnej władzy pasują na tyle, że ani razu w recenzjach - chociażby polskich ejtisów ni pojawiły się żadne przytyki pod jej adresem

      Dopóki ta obecna władza:
      - nie zaostrza prawa w sposób niezgodny z demokratycznymi standardami, łamiąc prawa człowieka i dyskryminując mniejszości;
      - nie zawłaszcza publicznych instytucji;
      - nie łamie trójpodziału władzy i nie upolitycznia sądownictwa;
      - nie zawłaszcza mediów publicznych uniemożliwiając w nich pluralizm i nie walczy z mediami nieprzychylnymi dla niej;
      - nie wdaje się w niepotrzebne konflikty z naszymi sojusznikami, zwłaszcza z UE i NATO;
      - nie wydaje miliardów z budżetu państwa (w tym środków, które miały iść do ofiar przestępstw czy na pomoc Ukrainie) na prowadzenie swojej kampanii oraz na powiązane ze sobą organizacje w ustawionych „konkursach”;
      - nie pogłębia sojuszu tronu z ołtarzem;
      …to nie ma symetrii między poprzednimi i obecnymi rządami, a tym samym nie czuję potrzeby jej krytykowania w recenzjach. Potrzeby przesadnego chwalenia też nie - parę rzeczy zmieniło się na lepsze, ale wielu innych wciąż nie naprawiono.

      Usuń
    22. "Najniższy poziom równouprawnienia osób LGBT w całej UE potwierdza coroczny ranking ILGA Europe."
      Gwoli ścisłości to jest absolutne nieporozumienie i ciężka manipulacja. Generalnie na świecie istnieją trzy systemy regulacji prawnych w stosunku do osób homoseksualnych. Dyskryminujący - o różnym stopniu represyjności (od bardzo represyjnego np. w Arabii Saudyjskiej i większości państw muzułmańskich po łagodniejsze, ale ciągle dyskryminujące np. na Białorusi czy w Rosji). Neutralny - taki jak np. w Polsce, Słowacji, Rumunii czy Serbii, który w żaden sposób nie dyskryminuje, ale też nie wyróżnia osób o takiej orientacji. Oraz uprzywilejowany - w większości państw Europy Zachodniej, który nadaje osobom homoseksualnym specjalne prawa.

      Usuń
    23. @okechukwu: To jest duże uproszczenie, bo dane państwo może być w jednych kwestiach przychylne, a w innych neutralne. I właśnie ILGA sumuje te różne aspekty, co pozwala ułożyć taki ranking. Natomiast neutralność - czyli brak uwzględnienia w prawie jakiejś grupy i jej potrzeb (nie w celu uprzywilejowania, tylko zrównania) - jest rodzajem dyskryminacji.

      Ale nie w tym rzecz. Faktem jest, że - także za obecnej władzy - mają miejsce protesty przeciwko takiej, jak to nazywasz, naturalności państwa. I w recenzji "Train Spotter" napisałem tylko tyle, że takie manifestacje się odbywały, zresztą praktycznie cytując samego Zimpla z opisu płyty na Bandcampie ("Train Spotter" is about my experience of a city that recently went through (...) endless anti-government demonstrations against human rights violations against women’s right to choose and the LGBTQ community).

      Usuń
    24. A propos szukania symetrii lub jej braku, że za obecnej władzy mamy choćby sabotowanie miesiącami CPK z powodów politycznych i ambicjonalnych, co samo w sobie jest nie tylko działaniem na szkodę państwa na długie lata, ale też przerażającą dziecinadą. Nie mówiąc o lenistwie 80% ministrów, w których resortach 3/4 pracowników chyba ciągle śpi, bo śladów aktywności i prób walki z mnogością problemów, przed jakimi stajemy, nie widać ani nie słychać.

      Usuń
    25. Paweł - nie jest rodzajem dyskryminacji (w sensie prawnym). To w państwach zachodnich dokonano sztucznej i bardzo arbitralnej zmiany definicji małżeństwa, dając parom homoseksualnym po prostu pewien przywilej w stosunku do innych grup. Zważ, że ta redefinicja NIGDZIE nie dotyczy np. heteroseksualnych związków poligamicznych - mimo że w przeciwieństwie do legalizacji związków homoseksualnych są umocowane w tradycji prawnej wielu narodów. A i faktycznie taki problem występuje i to wcale nie u muzułmanów - sam znam przypadek znanego lubelskiego artysty, który od lat żyje oficjalnie z dwiema kobietami, ma z nimi dzieci, one wiedzą o sobie i przyjaźnią się. Niestety tylko jedna może być żoną. Takie związki na pewno są i w państwach zachodnich - niemniej są niemożliwe do zalegalizowania. Poza tym redefiniując małżeństwo i pozwalając na adopcję nie dzieci, zupełnie nie wzięto pod uwagę wpływu, jaki może on mieć na dzieci. Jest to eksperyment na żywym organizmie. I to nawet nie dlatego, że dotyczy par homoseksualnych, tylko dlatego, że dotyczy dwóch mężczyzn, a naturalną (biologiczną i kulturową) potrzebą (zwlaszcza) małego dziecka jest wychowanie przez kobietę.

      Usuń
    26. @pablo137100021: A w kwestii CPK nie jest tak, że tam trwa (trwał? ma się odbyć?) audyt, który zweryfikuje, w jakim zakresie powinny być zrealizowane te bizantyjskie wizje poprzedniej władzy? Po wyborach narracja obecnej władzy zmieniła się na bardziej pozytywną względem tego pomysłu, przy zachowaniu bardziej realistycznego podejścia. Przypominam, że PiS już jedno lotnisko otworzył z wielką pompą, a ruchu nie ma nim prawie wcale.

      Natomiast lenistwo ministrów to spory problem, ale nie tak duży, jak ich (poprzedników) nadaktywność w wydawaniu państwowej kasy w sposób niegospodarny i dla korzyści wyłącznie własnego środowiska politycznego.

      Jeżeli gdzieś jest symetria, to na pewno na wspomnianej wcześniej granicy z Białorusią, gdzie ani zapora nie jest bardziej szczelna, ani nie są lepiej przestrzegane krajowe i międzynarodowe prawa. Na razie są zapowiedzi wielkich zmian - zobaczymy, czy nie na gorsze.

      @okechukwu: To tylko kwestia dostosowania prawa do rzeczywistej sytuacji, bo takie rodziny przecież i tak już w naszym kraju istnieją, ale nie mają możliwości ich zalegalizowania. Chodzi tylko o zrównanie prawa dla par hetero- i homoseksualnych - np. wprowadzając związki partnerskie w polskim ustawodawstwie - a nie o jakieś większe prawa dla tych drugich.

      Jeżeli jest też zapotrzebowanie na legalizację związków poligamicznych, to również należałoby uregulować to prawnie, a nie udawać, że takie sytuacje nie mają miejsca.

      Kwestia wychowywania dzieci budzi najwięcej wątpliwości. Nie wiem, na ile uzasadnionych, a na ile wynikających z uprzedzeń. Faktem jest jednak, że w Polsce są pary jednopłciowe wychowujące wspólne dzieci - na pewno istnieją przypadki dwóch kobiet, z których jedna jest biologiczną matką. I na razie przynajmniej kwestia takich dzieci powinna zostać jak najszybciej uregulowana prawnie.

      Usuń
    27. Problem z tym słynnym "audytem" jest taki, że Lasek zapowiedział go pod koniec stycznia i do dzisiaj po choćby oficjalnie powołanej grupie do tego audytu ani widu, ani słychu. Gdyby rządowi naprawdę zależało na rzetelnym zbadaniu planowanych wydatków i opłacalności tej inwestycji, to by po prostu wzięli się do roboty i to zrobili. W prawie 6 miesięcy można zaudytowac nawet Pentagon, a tu mowa o budynku, który jeszcze nie zaczął powstawać. Zebranie do kupy dokumentów i sporządzenie z tego sprawozdania planowych i faktycznych kosztów i potencjalnych zysków to dla, tak sądzę, robota na góra 5 tygodni dla przeciętnej firmy audytorskiej. W tym samym czasie zespół ds. powiedzmy "analizy rynku" przygotowuje swoje założenia oparte już na wiedzy eksperckiej, po czym zestawia to z przygotowanym audytem. Czasem to naprawdę jest aż tak proste. A nawet jeśli nie, no to na pewno jest wręcz niewykonalne, jeśli się nie zacznie.

      Usuń
    28. Ps: Przypominam sobie jedną wypowiedź Tuska z okolic stycznia/lutego, gdy pytany przez jakiegoś dziennikarza o CPK mówił między innymi coś w stylu "Ja tam nie mam kompleksu co do Niemców i ich lotnisk, w przeciwieństwie do PISu" Mentalność na poziomie 8-letniego dziecka, a mówimy tu o naszym premierze. Zupełnie zapomniał, oczywiście, że za JEGO poprzednich rządów na zlecenie podległego JEMU resortu powstało 5 ekspertyz, już wtedy wskazujących, jak bardzo Polsce potrzebne jest wielkie lotnisko. Jak ogromny jest (i wzrasta) popyt na dostęp do usług przesiadkowych w tej części Europy. Jak już wtedy (mówimy o okolicach 2012 roku) sygnalizowano, że Okęcie zbliża się do granicy swoich możliwości przerobowych i nie będzie w stanie podołać potrzebom rynku. A mowa o rynku lotniczym, którego znaczenie w świecie jest ogromne i będzie wzrastać.

      Usuń
    29. Zapotrzebowanie na takie lotnisko to jedno, ale tu faktycznie jest potrzebna ekspertyza, jak duży ma to być projekt. Lepsze (co nie znaczy, że dobre) opóźnienie w rozpoczęciu audytu, niż kolejna bezmyślna inwestycja w rodzaju Ostrołęki czy przekopu Mierzei.

      Usuń
    30. O opóźnieniu to można mówić wtedy, kiedy ktoś się z czymś spóźni, a tutaj mówimy o sytuacji, w której szef projektu mówi, że "już trwa audyt", po czym mija pół roku i audytu nie ma. To nie jest opóźnienie, tylko zaniechanie, za które w normalnym rządzie osoba odpowiedzialna za to wyleciałaby z roboty.

      Żeby wiedzieć, jak duży ma to być projekt, to trzeba, uwaga, przystąpić do sporządzenia projektu (tak po prawdzie wystarczyłoby wrócić do tych analiz sprzed kilkunastu lat, bo tam połowa pracy jest wykonana), a Tusk robi ewidentnie wszystko, żeby to nie powstało. Świadczy o tym samo powołanie na pełnomocnika CPK Macieja Laska - faceta, który wcześniej był szefem komisji "przeciwko CPK" i zajmował się wyłącznie opowiadaniem wszem i wobec, dlaczego Polska nie powinna mieć CPK. No i niespodzianka, został pełnomocnikiem, nie robi z tym projektem absolutnie nic (jedynymi jego ruchami, które da się jakoś zidentyfikować, było odwołanie i powołanie nowej rady nadzorczej, w dodatku takiej, która potrzebowała 3 miesięcy na wybranie zarządu) bierze za to pieniądze i wciska kity m.in o skandalicznych wywłaszczeniach, choć wystarczy 10 minut z internetem, żeby zobaczyć, że żadne wywłaszczenia w związku z tym projektem na tamten moment nie miały miejsca. Ta bzdura była też powielana przez niektórych ludzi z rządu, co tylko pokazuje, że planowo CPK miało być z miejsca skazane na zamknięcie i zapomnienie - na pewno nie z powodów racjonalności budżetowej, bo, jak sami powtarzali, najpierw trzeba zrobić audyt, żeby to wiedzieć.

      Usuń
    31. Wystarczy jednak zajrzeć na stronę CPK, żeby zobaczyć, że jednak pewne działania są podejmowane. Np. pod koniec marca informowano o tym, że nie było żadnych ofert w przetargu na audyt finansowe (czyli sam przetarg się odbył), są też informacje o innych przetargach. Różne media publikowały też artykuły o tym, na jakie problemy napotkano się podczas prób przeprowadzenia audytów. Więc może jednak niesłusznie zakładasz tu czyjąś złą wolę, dobierając tylko te fakty, które pasują do teorii.

      Usuń
    32. Ok, to jeszcze krótko się odniosę:
      1. Skoro mówisz o dobieraniu argumentów pod siebie, to sam mogę, zauważyć, że sam pomijasz fakt, że informacje o wycofanym przetargu z marca lub rozpoczęciu jakichkolwiek innych nijak nie koresponduje z tym, że Lasek już od przełomu stycznia i lutego opowiadał o "robieniu audytu", ku któremu nie został wykonany jeszcze wtedy ani jeden krok i przedstawiał kategoryczne stanowiska odnośnie szczegółów (np. prognozował proces budowy na ok. 10 lat i mówił, jak to dużo i łolaboga to bardzo duży projekt), których nie miał podstaw wyciągać bez właśnie, AUDYTU, który miał być robiony i nie był robiony. Z reguły to jest trochę odwrotnie - najpierw coś robisz, a potem mówisz, że coś robiłeś. Jeśli ktoś robi przeciwnie i przy tym po prostu kłamie ludziom, którzy płacą mu pensję, to mam prawo wątpić w intencje takiej osoby. Tak samo, jak Ty miałeś prawo prognozować, że niektórych polityków pewnej opcji politycznej czekają murowane procesy i wyroki, choć to sąd i prokuratura zwykły o tym decydować, I szczerze uwarzam, że masz prawo takie wnioski wyciągać, jako obywatel.
      2. O ile do rozpoczęcia projektu na dobre konieczne byłyby szczegółowe audyty finansowe, to grupę do podstawowej kontroli dokumentacji, poniesionych wydatków i analizy ich zgodności z zasadami gospodarności, można by powołać od ręki. Tak funkcjonują na co dzień ministerstwa i podległe im spółki celowe do realizacji inwestycji rządowych, jak też duże spółki skarbu państwa.
      3. Jeśli którakolwiek z powyższych rzeczy byłaby niemożliwa do ogarnięcia między styczniem a kwietniem, żadnym sposobem, to pan Lasek mógłby po prostu powiedzieć "przykro mi, na razie nic nie mogę powiedzieć, audyt będzie, ale po czasie, bo napotykamy trudności, nie wiemy, z czym dokładnie się mierzymy". Byłoby to uczciwe i nie miałbym żadnych podstaw do podejrzewania go o dobre bądź złe intencje. Poszedł inną drogą i to jest jeden z zaledwie dwóch powodów, dla których w ogóle teraz wymieniam z Tobą ten pogląd:D

      Usuń
    33. Nie pomijam faktów, bo nie staram się udowodnić jakiejś tezy, tylko wskazuję na to, że skoro były problemy z przetargami, to nieuzasadnione jest winą obarczać wyłącznie rząd, jak to cały czas robisz.

      Przyznam, że nie śledziłem sprawy CPK i na podstawie powyższych postów myślałem, że po ogłoszeniu w styczniu audytów nie zrobiono kompletnie nic. Tymczasem szybki research pokazał, że było w międzyczasie kilka przetargów. Nierozstrzygniętych, bo nie było ofert lub była jedna niemieszcząca się w budżecie, ale to już nie wina ogłaszających przetarg.

      Jeszcze co do tempa, to PiS byłby z pewnością bardziej sprawczy. Wykonawca audytu zostałby wybrany jeszcze przed ogłoszeniem przetargu, najpewniej jakaś firma założona tydzień wcześniej albo działająca w zupełnie innej branży, ale za to powiązana z kimś z PiSu. Oczywiście oferta byłaby na sumę znacznie wyższą niż w założonym budżecie, ale to przecież i tak opłaci się z państwowych, a nie własnych, to nie trzeba oszczędzać.

      Jakoś jednak mimo wszystko wolę obecne procedury.

      A co do audytów sprzed 12 lat, to naprawdę kiepska rada, by teraz się na nich opierać w przypadku tak dużej inwestycji w szybko rozwijającej się branży, gdzie zachodzi mnóstwo zmiennych.

      Usuń
    34. Nie starasz się udowodnić tezy, ale stawiasz hipotezę, że dobieram fakty pasujące do teorii, a hipotezy jednak też bazują na analizie faktów. Piszę jednak dość wyraźnie, że Lasek mówił o robionym audycie i przedstawiał szczegółowe założenia (pod własną wygodę, jakimś dziwnym trafem), gdy audyt nie był robiony, co sprowadzasz do "Po ogłoszeniu w styczniu audytów nie zrobiono kompletnie nic", gdzie nawet nie tu leży problem. Więc ta hipoteza jest oparta na moich wypowiedziach skrojonych o jakąś połowę. To nawet nie jest jakaś moja pretensja, jedynie lekko odbiłem piłeczkę, bo staram się jednak jakkolwiek rzetelnie oceniać rządzących i jeśli ich winię w 100%, to staram się mieć powód.
      Nawet zakładając, że już wtedy próbowali robić jakiś przetarg, nie zmienia to przedstawienia czasu przyszłego niepewnego w czas teraźniejszy niedokonany ani faktu, że jednocześnie nie powołano wewnętrznej grupy, choćby do podstawowych analiz. Do zebrania wydatków i ich analizy pod względem słuszności nie jest potrzebny przetarg na audytora, od tego jest księgowość.
      To, co zrobiłby PIS, nie ma tu żadnego znaczenia, bo nie o PISie mówimy, tylko partii, która rządzi i decyduje. Błędy jednych nie usprawiedliwiają drugich. I nie mówmy, naprawdę, w tym kontekście o jakimś szacunku do procedur. Gdyby Lasek ten kit wciskałby nie obywatelom zza kamer, tylko swojemu przełożonemu z resortu rozwoju, to ten miałby obowiązek go opieprzyć, albo wywalić. Wyobrażasz sobie np. prezesa spółki, który przed radą nadzorczą mówi o audycie, którego nie ma?
      A tak a propos pieniędzy publicznych, każdy miesiąc, gdy spółka do CPK nie wykonuje żadnych własnych ruchów audytowych i zasłania się przetargami, kosztuje budżet kilkaset tysięcy złotych.
      Z tymi audytami sprzed 12 lat, to była bardziej taka półironiczna obserwacja, że jak pełnomocnik do CPK nie umie w kilka miesięcy zrobić podstawowych analiz projektowych, to może poszukać inspiracji u innych. Branie dobrze ogranego wzorca i dostosowywanie go do warunków i czasów to przecież coś, na czym opiera się w dużej mierze choćby cała architektura :D

      "Przyznam, że nie śledziłem sprawy CPK i na podstawie powyższych postów myślałem, że po ogłoszeniu w styczniu audytów nie zrobiono kompletnie nic":
      No to dość źle myślałeś, nie wiem, skąd taki akurat wniosek, ale może po prostu nieprecyzyjnie się wyrażam. Spróbuję przedstawić to prościej, bo przekaz tam zawarty był tak naprawdę znacznie prostszy niż dostrzegłeś - "W trakcie, przed i miesiące po nie ogłoszeniu, tylko stwierdzeniu, że , ten audyt nie był robiony. Facet po prostu skłamał. Celowo. Zapewne w jakimś celu, bo inaczej powiedziałby po prostu prawdę, czyli

      Usuń
    35. Masz na myśli tę wypowiedź Laska z początku lutego? Wielokrotnie mówiłem, że audyt jest po to, żeby ten projekt naprawić, że my będziemy kontynuowali te elementy, które mają dzisiaj uzasadnienie. My robimy audyt, żeby rząd PiS nie zrobił nas zakładnikami projektu.

      Cóż, może skłamał, że robią audyt (niewykluczone), a może niewłaściwie dobrał słowa. W języku polskim sformułowanie robimy audyt, także w kontekście powyższej wypowiedzi, może oznaczać chęć zrobienia audytu. Polityk powinien wyrażać się precyzyjnie, ale w praktyce jest z tym różnie. Dlatego nie należy osądzać działań rządu na podstawie wypowiedzi polityków, tylko przyjrzeć się temu, jakie działania faktycznie są podejmowane. A organizowanie przetargów trudno połączyć mi w spójną całość z sugerowanym sabotowaniem miesiącami CPK.

      To, co zrobiłby PIS, nie ma tu żadnego znaczenia, bo nie o PISie mówimy, tylko partii, która rządzi i decyduje. Błędy jednych nie usprawiedliwiają drugich.

      Oczywiście, że nie usprawiedliwiają. Natomiast tu akurat widać pewną poprawę w podejściu do przetargów czy konkursów, które za poprzedniej władzy były nie tyle błędami, co celowym masowym procederem przekazywania milionów z budżetu państwa na podmioty powiązane z władzą (patrz np. Fundusz Sprawiedliwości, NCBiR, Willa+).

      Usuń
    36. Jeśli przyjąć za prawdę, że Lasek rzeczywiście się pomylił, to nie czyni to w moich oczach sytuacji ani trochę lepszą. Człowiek odpowiedzialny za wielomiliardową inwestycję coś sobie o nie mówi do mediów, nie zważając na to, co właściwie przekazuje. Z kolei w innej wypowiedzi usprawiedliwia swój CPK-sceptycyzm tym, że będzie trzeba to budować 10 lat, bo takie są opóźnienia. Tak konkretne założenia raczej mogłyby wynikać z całościowego audytu, a nie jakichś własnych refleksji. Dla mnie to jest po prostu kłamstwo, ale możemy przyjąć, że to kolejny przykład bezmyślnego paplania....

      ......co daje nam obraz ważnej inwestycji kierowanej przez człowieka, który w sumie to nie ma żadnej konkretnej wiedzy na temat jego postępu lub ich braku i przyczyny tych zjawisk
      Nie robi też nic, by taka wiedzę zdobyć, za to przedstawia ją w mediach, mówiąc to, co akurat mu przyjdzie do głowy. Nawet nie dlatego, że kłamie, tylko takie ma po prostu podejście do swoich obowiązków.

      A ponieważ stanowisko pełnomocnika do CPK, tak jak każde inne, nie funkcjonuje w próżni i są osoby w strukturach rządowych, które powinny na to reagować. No i nie reagują, stąd, tak w ogromnym skrócie, moja uwaga o sabotowaniu CPK, co odnosiłem nie tylko do samego pana Laska. Miesiącami w projekcie nic się nie dzieje, jego główny prowadzący mówi w mediach o audycie, którego nie ma, (albo z braku uwagi do własnych słów, albo z indolencji, albo z celowej przyczyny), a minister ds. rozwoju nic z tym nie robi, choć cała ta inwestycja podlega jemu. Premier, który ma obowiązek nadzorowac pracę ministrów, jak zwykle albo o tym nie wie, albo udaje, że wszystko jest idealnie, bo jeszcze by trzeba było się wysilić i kontrolować na bieżąco pracę tych ministerstw, a przecież można w tym czasie porobić coś innego, jak choćby skoczyć na narty czy coś.

      Samw próby organizowania przetargu, rzeczywiście nie z winy spółki nieudane, to nic niewarte udawanie, gdy nie dzieją się inne rzeczy, które powinny być inicjowane równolegle. Gdzie wewnętrzny zespół audytowy, który po przejęciu inwestycji państwowej przez kolejną władze jest OCZYWISTOŚCIĄ. W każdym ministerstwie, spółce państwowej, projekcie tego typu. Zawsze.
      Gdzie są zapytania ofertowe, które też byłyby jawne w ramach informacji publicznej, skoro przetargi nie doszły do skutku? Przecież to nie wymaga żadnych studiów czy kursu zarządzania, tak po prostu działają spółki, jeśli ich władze rzeczywiście mają na celu realizowanie swoich zadań. Jeśli jednak droga prowadzi do nikąd, idzie się kolejną.

      Usuń
    37. Gdzie wewnętrzny zespół audytowy, który po przejęciu inwestycji państwowej przez kolejną władze jest OCZYWISTOŚCIĄ.

      Podobno przeprowadzono siedem wewnętrznych audytów:
      https://www.rynek-lotniczy.pl/wiadomosci/czernicki-cpk-zakonczylismy-audyty-wewnetrzne-20914.html

      …ale ich nie ujawniono, żeby zewnętrzni audytorzy się nimi nie sugerowali, co może budzić pewne wątpliwości, ale nie pewność, że ich nie było.

      Usuń
    38. Ok, byłem świadomy tych informacji, zresztą że strony samej spółki, ale rzeczywiście mi przeszkadzał brak czegoś, co dałoby się w związku z tym zidentyfikować, choćby informacji o polowaniu grupy audytowej, co powinno być akurat dostępne w ramach informacji publicznej dla każdego. Ten powód niepublikowania samych audytów brzmi bardzo sensownie, zresztą ścisłe szczegóły i tak stanowiłyby tajemnicę spółki. No ten etap od stycznia do końca marca to jakiś burdel komunikacyjny i brak pomysłu na sensowne wskazanie obiekcji i wątpliwości, którymi trzeba się zająć przed kontynuacją projektu.
      Mimo wszystko obstaję za tym, że Lasek sabotuje tę inwestycję, celowo bądź nieświadomie, nie mnie to oceniać. To fatalne otwarcie kampanii wyjaśniającej, dlaczego trzeba poczekać z budową, ten brak rzetelnej i przemyślanej komunikacji, to paplanie publicznie informacji niemających potwierdzenia w żadnych analizach (i jednocześnie indolencja w wykonywaniu swojej pracy) - nie da się obronić tego, jak nierzetelnie podszedł do tego w tych pierwszych miesiącach, gdy sporo osób czekało, choć może nie z wielkim utęsknieniem, na informacje w tej sprawie, bo jednak ta inwestycja wzbudza niemałe zainteresowanie, w tym trochę i moje.

      A Pan pełnomocnik idzie do Sejmu i z jednej strony opowiada znów o konieczności tych audytów, by zbadać kwestie finansowych granic i możliwości, by po chwili precyzyjnie ocenić, że 28 rok to data nierealna, bo tu już nie trzeba szczegółowego badania. A gdy dziennikarz go pyta, to już wie, że 10 lat to minimum, co zapewne mógłby rzetelnie ocenić z audytu, no ale audytu nie było, choć już go "robili". Pytany o aspekt militarny i ogromnej strefy cargo, którą CPK ma posiadać, oświadcza, że najpierw trzeba wykorzystać potencjał innych lotnisk. Niby mądre i rozważne, zgodne z procedurami, no można sobie pojechać ego, że lepiej tak niż za PISu i robienia na rympał, tylko skąd bez audytów, tak bardzo koniecznych według Laska, może nagle wiedzieć: jaki potencjał mają inne lotniska; jaką stanowi część mocy przerobowej planowanego hubu; jak mają się te wartości do niezaspokojonych potrzeb naszego rynku, które są ogromne; czy możliwości już istniejących lotnisk w ogóle zbliżają się do tego, co musiałoby być dostarczane do Polski w przypadku wojny z Rosją? Być może facet nie ma złych intencji, ale na pewno nie jest zainteresowany ciężką pracą nad CPK czy samą sensownością jego budowy.

      Usuń
    39. "Kwestia wychowywania dzieci budzi najwięcej wątpliwości. Nie wiem, na ile uzasadnionych, a na ile wynikających z uprzedzeń. Faktem jest jednak, że w Polsce są pary jednopłciowe wychowujące wspólne dzieci - na pewno istnieją przypadki dwóch kobiet, z których jedna jest biologiczną matką. I na razie przynajmniej kwestia takich dzieci powinna zostać jak najszybciej uregulowana prawnie".

      Problemem jest to, że postulaty środowisk LGBT zawsze kończą się legalizacją adopcji dzieci. Ja nie jestem przeciwnikiem możliwości rejestracji takich par, jeśli ma to im ułatwić parę kwestii (np. spadkowych czy wizyt w szpitalu) choć zwróć uwagę, że pozbawieni takich rozwiązań są np. przyjaciele nie utrzymujący ze sobą relacji seksualnej, a przecież silna przyjaźń dwóch heteroseksualnych mężczyzn czy kobiet może też być rodzajem związku (i są zwłaszcza pary samotnych starszych kobiet, które de facto takie relacje utrzymują). Jestem natomiast kategorycznym przeciwnikiem dawania praw adopcji dzieci homoseksualnym mężczyznom i wmawiania społeczeństwu (a właściwie manipulowania jego świadomością), że jest zupełnie alternatywny model rodziny- równie dobry jak tradycyjny. To jest potworna, szkodliwa manipulacja kosztem dzieci.

      Usuń
    40. Tak, to absurd, że hospitalizowany nie może po prostu wskazać osób, którym udostępnia swoje dane medyczne (bo same wizyty są możliwe w przypadku osób niespokrewnionych, poza wyjątkowymi sytuacjami, jak pandemia). To jednak duże spłycenie, by porównywać relacje przyjacielskie z relacjami de facto nieróżniącymi się od tych małżeńskich.

      W obecnym polskim prawie nie ma formalnych przeszkód, by mężczyzna niebędący w związku małżeńskim, adoptował dziecko. Nie ma też żadnych przesłanek do tego, by np. odbierać dzieci wdowcom. Dlaczego więc taki sprzeciw budzi adopcja przez parę homoseksualną? Czy istnieją badania, które potwierdzają szkodliwy wpływ na dzieci (także w dwóch wyżej wspomnianych przypadkach), czy to kwestia ideologiczna, nieuznawania innego modelu rodziny z przyczyn czysto światopoglądowych?

      Nie wiem, jaka jest odpowiedź, bo nie są to kwestie, które mnie dotyczą czy jakoś szczególnie interesują. Wbrew temu, co zdawał się sugerować Cymbergaj, nie angażuję się w żaden sposób w wsparcie osób LGBT. Po prostu uważam, że w wolnym, demokratycznym, cywilizowanym kraju w XXI wieku każdy powinien mieć prawo wiązania się z kim chce i, jeśli czuje taką potrzebę, mieć możliwość sformalizowania takiego związku, aby korzystać z tych samych przywilejów, co małżeństwa. Oczywiście z wyjątkiem sytuacji, gdy ktoś miałby być w ten sposób poszkodowany.

      Usuń
    41. Czy naprawdę trzeba badań, aby stwierdzić, że dziecku (zwłaszcza małemu) dla prawidłowego rozwoju potrzebna jest matka??? Że kobieta ma znacznie bardziej rozwinięty instynkt macierzyński niż mężczyzna? Przecież to NAJNORMALNIEJSZA rzecz na świecie- wynika wprost z biologii. Jak w ogóle można to podważać i w imię czego?
      W starożytnym Rzymie czy Grecji, gdzie homoseksualizm był czymś powszechnym i nawet wyróżnionym (tak jak w Grecji, gdzie miłość między dwojgiem mężczyzn była najbardziej cenionym związkiem, np. wśród filozofów i ludzi sztuki) nikomu nie przychodziło do głowy, żeby legalizować te związki na gruncie prawa cywilnego. Czym innym jest bowiem stan faktyczny, a czym innym prawo rodzinne. Jeśli każdy ma mieć swobodę, to dlaczego nie zalegalizujemy np. związków czternastolatków? Przecież w tym wieku jest już wcale niemało par - być może część takich nastolatków chciałaby sformalizować swój związek. Nie robimy tego (i słusznie!) ze względu na szczególną funkcję jaką pełni prawo rodzinne - maksymalnej ochrony dzieci, dbania o ich prawidłowy rozwój. Tymczasem redefinicja pojęcia rodziny w odniesieniu do par homoseksualnych uchodzi za coś zupełnie normalnego.
      Nie mam nic do homoseksualistów - znam osobiście paru, z jednym zdarzyło mi się współpracować przez 4 lata. Choć nie dokonał oficjalnego coming outu, to nie ukrywa swojej orientacji, w zasadzie wszyscy o niej wiedzą. Jest to duża instytucja publiczna- nigdy nie był w najmniejszym stopniu dyskryminowany - przeciwnie można powiedzieć, że cieszy się dużym prestiżem. Natomiast w tej samej instytucji kłopoty z akceptacją ma pracownik o lekkim stopniu upośledzenia i to on jest narażony na zachowania dyksryminacyjne - nieustanne docinki, uśmieszki (oczywiście najczęściej poza jego plecami).

      Usuń
    42. Tak, żeby coś kategorycznie stwierdzić, potrzeba najpierw odpowiednich badań. To jest straszne uogólnienie, że tradycyjny model rodziny jest lepszy dla dziecka, bo każdy przypadek powinien być rozpatrywany indywidualnie. Czy aby na pewno rodzina z matką i ojcem alkoholikami, albo spędzającymi całe dnie w pracy, jest lepsza niż dwóch faktycznie angażujących się ojców?

      W starożytności nie dyskutowano też o potrzebie ograniczania gazów cieplarnianych, ale to nie jest usprawiedliwienie, by teraz tego nie robić. To oczywiście przejaskrawiony przykład, bo wtedy takiego problemu nie było. Ale jeśli w XXI wieku zaistniała potrzeba legalizacji tego typu związków, to jest to wyłącznie kwestia dostosowania prawa do aktualnej rzeczywistości. Prawo i tak cały czas się zmienia, dostosowując do obecnych realiów, a powoływanie się na tradycję jest bezprzedmiotowe.

      Osoby niepełnoletnie nie mogą robić też wielu innych rzeczy, niż tylko formalizowanie związków, i istnieją ku temu przesłanki nie tylko światopoglądowe.

      Usuń
    43. Ten przykład, który podajesz w pierwszym punkcie, jest niestety jaskrawą manipulacją (nie mówię, że świadomą) i to już na poziomie logiki. Z ogólnym modelem konfrontujesz bowiem przykład szczegółowy. Trafną analogią wobec patologicznej rodziny heteroseksualnych alkoholików jest bowiem patologiczna "rodzina" homoseksualnych alkoholików, a nie dwóch angażujących się ojców (bo w tym przypadku trafną analogią jest szczęśliwa rodzina angażującej się matki i ojca). To właśnie państwa zachodnie, decydując się na tak drastyczny model redefinicji rodziny z potencjalnym zagrożeniem dla dzieci. powinny przeprowadzić badania, że nie zagraża to dzieciom. Nie zrobiono tego - wmawia nam się, że model neutralny wobec par homoseksualnych obowiązujący w Polsce jest jakąkolwiek dyskryminacją, podczas gdy jedyna "dyskryminacja" wynika tylko z naturalnych ograniczeń biologicznych. Jednocześnie te same państwa - utrzymują szereg przepisów, które bardzo łatwo można określić jako barbarzyńskie czy dyskryminujące. Np. we Francji nie jest to tej pory zakazana produkcja pasztetu sztrasburskiego. A z kolei w UK państwo wtrąca się tak dalece w życie rodziny, że rodzic nie może zwolnić dziecka z publicznej szkoły bez zaświadczenia lekarskiego (np. dlatego, że chce wyjechać z nim na parę dni na urlop poza wakacjami), bo naraża się na gigantyczną grzywnę (wiem, bo mój kumpel w UK ma dzieci w szkole). Już nie mówię o aborcji na życzenie, która jest de facto barbarzyńskim środkiem antykoncepcyjnym. Ale to jest typowa mentalność butnych państw kolonialnych, które jeszcze niedawno miały misję wobec "dzikusów" i ciemiężyły i dręczyły całe narody (kto pamięta, że Belgowie wymordowali nie dalej jak 120 lat temu 6 milionów Kongijczyków!), a teraz mają misję swoiście rozumianych praw człowieka wobec takich państw jak Polska, Węgry czy Słowacja. Dlatego nie lubię zachodnich konsumpcyjnych społeczeństw - pouczających i mentorskich. I tu nie zgadzam się z Cymbergajem odnośnie muzułmanów - nie ma grupy społecznej, która jest bardziej hejtowana, poddawana większej niesprawiedliwej ocenie - gdzie za jednostkowe akty terroru obarcza się całe społeczności. Ja akurat w państwach muzułmańskich (i wśród muzułmanów) czuję się o wiele lepiej niż w Europie Zach.

      Usuń
    44. Ten przykład, który podajesz w pierwszym punkcie, jest niestety jaskrawą manipulacją (...) i to już na poziomie logiki. Z ogólnym modelem konfrontujesz bowiem przykład szczegółowy.

      W tym fragmencie zupełnie nie chodzi o takie porównanie, tylko sprzeciw przed uogólnianiem, że jakiś model jest zły, kiedy brakuje na ten temat danych. Potencjalne zagrożenie nie może być powodem, by takiej opcji w ogóle nie brać pod uwagę i też nie zrobić badań, bo to jest popadanie w przeciwną skrajność.

      wmawia nam się, że model neutralny wobec par homoseksualnych obowiązujący w Polsce jest jakąkolwiek dyskryminacją, podczas gdy jedyna "dyskryminacja" wynika tylko z naturalnych ograniczeń biologicznych.

      Jeżeli część obywateli ma jakieś prawa, a inni ich nie mają ze względu na orientację czy płeć, to jest to podręcznikowy przykład dyskryminacji.

      Przykład z wcześniejszego komentarza o 14-latkach, którzy nie mogą sformalizować związku, nie jest natomiast dyskryminacją, ponieważ te same osoby mają zagwarantowane, że nabędą takie prawo (i inne prawa, np. wyborcze) w przyszłości.

      Jednocześnie te same państwa - utrzymują szereg przepisów, które bardzo łatwo można określić jako barbarzyńskie czy dyskryminujące. (...) w UK państwo wtrąca się tak dalece w życie rodziny, że rodzic nie może zwolnić dziecka z publicznej szkoły bez zaświadczenia lekarskiego (np. dlatego, że chce wyjechać z nim na parę dni na urlop poza wakacjami)

      Jeżeli dotyczy to każdego ucznia, to nie sposób tu mówić o dyskryminacji. Trudno też nazwać barbarzyństwem sytuację, że od uczniów wymaga się, żeby w roku szkolnym uczestniczyli w zajęciach, a nie jeździli na wakacje.

      Np. we Francji nie jest to tej pory zakazana produkcja pasztetu sztrasburskiego.

      Jednocześnie to właśnie w Europie, a konkretnie UE, najbardziej dba się o dobrostan zwierząt.

      1/2

      Usuń
    45. Już nie mówię o aborcji na życzenie, która jest de facto barbarzyńskim środkiem antykoncepcyjnym.

      W większości (?) krajów UE, w których jest dozwolona, jest możliwa do 12. tygodnia - czyli zanim wykształci się układ nerwowy, a więc taki płód nawet nie odczuwa bólu.

      Prawdziwym barbarzyństwem było zaostrzenie prawa w Polsce, usunięcie przesłanki o wadach letalnych. W rezultacie kobiety są zmuszane do rodzenia także dzieci, które wiadomo, że i tak zaraz umrą, ale w międzyczasie zdążą jeszcze trochę pocierpieć (bo mają wykształcony układ nerwowy). Nie można też zapominać o wpływie, jaki ma to na zdrowie psychiczne tych kobiet.

      A aborcje i tak się odbywają, za granicą lub pokątnie, w warunkach zagrażających kobietom.

      Dlatego nie lubię zachodnich konsumpcyjnych społeczeństw - pouczających i mentorskich.

      To nie tak, że ktoś z zewnątrz coś nam narzuca. Zmian chcą też sami Polacy, którzy w większości chcą być częścią tego zachodniego świata.

      tu nie zgadzam się z Cymbergajem odnośnie muzułmanów - nie ma grupy społecznej, która jest bardziej hejtowana, poddawana większej niesprawiedliwej ocenie - gdzie za jednostkowe akty terroru obarcza się całe społeczności. Ja akurat w państwach muzułmańskich (i wśród muzułmanów) czuję się o wiele lepiej niż w Europie Zach.

      Też nie mam nic przeciwko samym muzułmanom, natomiast wiele przeciw temu, jak w krajach muzułmańskich łamane są prawa człowieka. Grzywna za nieobecność w brytyjskiej szkole nie wydaje się aż tak straszna w stosunku do tego, że w Iranie można zostać skazanym na śmierć za orientację, dokonanie apostazji czy sprzeciw wobec rządu.

      2/2

      Usuń
  4. Pierwszym kawałkiem Younga który poznałem był właśnie "Rockin In a Free World" na Open FM w Gimnazjum

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewykluczone, że była to też pierwsza kompozycja Younga jaką ja usłyszałem, tyle że w wersji Pearl Jam. Ale możliwe, że wcześniej słyszałem jakiś "Heart of Gold" czy inny przebój.

      Usuń
    2. Nienajgorszą wersję przygotowała też Kobranocka na płytę "niech popłyną łzy" :-)

      Usuń
  5. Pewnie dlatego, że poznałem Neila Younga nie tak dawna, znam jedynie jego wszystkie albumy z 60s i 70s, więc nie wiem za bardzo jak wygląda jego twórczość z lat 80-tych i tego albumu również nie słyszałem (choć oczywiście hit znam). Jednak byłbym całkiem ciekawy przesłuchać nawet te podobno "słabsze" dzieła Niela Younga, bo to naprawdę świetny artysta. Dzięki wielkie za recenzję. Możemy się spodziewać jakichś recenzji zespołu Sparks? Według mnie to naprawdę wspaniały, niedoceniany i wyprzedzający swoje czasy zespół, a Pańskie oceny na Rymie także nie są złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak byłbym całkiem ciekawy przesłuchać nawet te podobno "słabsze" dzieła Niela Younga, bo to naprawdę świetny artysta.

      Niestety, bycie świetnym artystą nie oznacza, że zawsze tworzy się świetne rzeczy. Zwłaszcza przy takim ogromie płyt, jakie wydaje Young, musiało się trafić po drodze sporo gniotów. Zresztą ogólnie rockowi twórcy prawie zawsze są kreatywni przez góra dekadę, a potem już tylko nieudolnie kopiują samych siebie lub równie nieudolnie próbują się dostosować do nowych trendów. Youngowi zdarzało się jedno i drugie, choć miewał też później przebłyski.

      Możemy się spodziewać jakichś recenzji zespołu Sparks?

      Od lat mam w planach.

      Usuń
    2. Niby się zgadzam, że u wielu artystów zdarzały się kryzysy twórcze, ale i tak raczej zdecyduję się na przesłuchanie jak największej części jego dyskografii (nie wiem czy starczy mi życia żeby usłyszeć wszystko:)). Dzięki różnym platformom streamingowym jest to dużo prostsze (nie posiadam jak na razie żadnego jego albumu). Raczej to nie zaszkodzi, a u niektórych artystów zdarzają się również pozycję strasznie niedocenione. Tym bardziej, że mam osobiście tak, że gdy odpowiednio bardzo lubię jakiegoś artystę, mniej bolą mnie jego "słabsze" pozycję. Niel pewnie będzie jednym z nich (nota bene z jego wczesnych albumów nie mogę się przekonać jedynie do debiutu i ewentualnie do "American Stars'n Bars"). Z góry dzięki za tych Sparksów, już się nie mogę doczekać.

      Usuń
    3. Ja tam lubię album Trans, szkoda że jest szkalowane na początku.

      Usuń
  6. “Rockin’ in the Free World“, “Fortunate Son” i “Born in the USA” - trzy najbardziej niezrozumiane piosenki ever ;) Lubię z jakieś powodu USA (nie tylko ze względu na kulturę), ale żeby odczytywać przesłanie tych kawałków jako patriotyczne, to naprawdę trzeba się postarać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby patriotyzm rozumieć jako ślepe poparcie dla bieżącej polityki, to miałbyś rację. Ale krytyka, że źle się dzieje w twoim kraju to też forma patriotyzmu, bardziej wartościowa, bo świadczy o tym, że krytykującemu zależy, bo był to lepszy kraj.

      Usuń
    2. Oczywiście masz rację, chodziło mi o patriotyzm rozumiany jako takie ślepe uwielbienie dla własnego kraju i jego polityki. Pod singlem "Born in the USA" sam zagłosowałem za descriptorem patriotic, argumentując to podobnie, jak Ty, ale niestety nie zyskałem poparcia.

      Ciekawostka - zarówno Neil Young, jak i Bruce Springsteen oraz CCR (wraz z wieloma innymi artystami) sprzeciwili się użyciu wspomnianych kawałków przez Trumpa w celach politycznych: https://en.wikipedia.org/wiki/Musicians_who_oppose_Donald_Trump%27s_use_of_their_music W sumie podziwiam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Cream - "Wheels of Fire: Live at the Fillmore Auditorium & Winterland Ballroom" (2026)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)