[Recenzja] Half Empty Glasshouse - "The Exit Is Over There!" (2024)

Half Empty Glasshouse - The Exit Is Over There!


Płyta tygodnia 6.05-12.05

Mam wrażenie, że dopiero co recenzowałem debiut Half Empty Glasshouse - album "Restricted Repetitive Behaviour" ukazał się w październiku - a już do odsłuchu udostępnione zostało kolejne wydawnictwo tego nowozelandzkiego projektu. Znów niezwykle interesujące, choć zdecydowanie inne od poprzednika. Pierwsza płyta to udana i fascynująca próba zastosowania techniki dwunastotonowej - dodekafonii - w kompozycjach wywodzących się z noise rocka i post-punku. Tym razem stojący za tym projektem Charlie Jijari postanowił oddać hołd takim twórcom, jak Igor Strawiński, Dmitrij Szostakowicz i Ornette Coleman.

Tym, co łączyło całą trójkę, było tworzenie postępowej muzyki, burzącej dotychczasowe zasady. A także reakcja niegotowej na nowe doznania publiczności. Paryska premiera baletu "Święto wiosny" Strawińskiego wywołała zamieszki wśród widzów; wielu z nich opuściło teatr odczuwając zniesmaczenie licznymi dysonansami i pogańską tematyką. Szostakiewicz po premierze opery "Lady Makbet mceńskiego powiatu" został kompletnie zmieszany z błotem przez radziecką krytykę za burżuazyjność i wulgarność, a tak naprawdę za niedopasowanie się do stalinowskiej wizji kultury - krążyły plotki, że to sam Stalin odpowiadał za najbardziej miażdżącą recenzję. Z kolei Coleman, po jednym z wczesnych występów, został napadnięty przez kilku uczestników, którzy zniszczyli jego plastikowy saksofon, bo grał na nim po swojemu.


Wydarzenia te zainspirowały warstwę tekstową "The Exit Is Over There!", ale nie brakuje tu też odniesień muzycznych. Dotyczy to szczególnie trzech utworów poświęconych osobno każdemu z bohaterów płyty: "Burn, Paris! Burn!" zadedykowano Strawińskiemu, "A Soviet Artist's Response to Unjust Criticism" Szostakiewiczowi, a "The Shape of Chaos to Come" Colemanowi. Nowym elementem w muzyce Half Empty Glasshouse są orkiestracje, często wysuwające się na pierwszy plan, które brzmią jak z dzieł rosyjskich kompozytorów. Ale stosowane przez nich - i przez amerykańskiego jazzmana - rozwiązania są też przenoszone na bardziej typowe dla rocka instrumentarium: gitary i bębny, często też pianino. Dochodzą też partie wokalne, najczęściej w postaci nerwowych melodeklamacji. Podobnie, jak poprzednio, wykorzystano też założenia dodekafonii, ale tym razem tylko we fragmentach niektórych utworów, trwających razem mniej więcej jedną trzecią materiału.

Szerokie inspiracje zdradzał już pierwszy singiel, a zarazem otwieracz albumu, "A Brief History of Disgruntled Concert Attendees" to mieszanka avant-proga, math rocka, post-punku i noise rocka z orkiestrowymi i fortepianowymi wstawkami w stylu awangardy pierwszej połowy XX wieku, a także zdecydowanie jazzową solówką gitary. Intensywność tego utworu, ciężkie brzmienie, pewna zbieżność stylistyczna oraz ten sposób śpiewania mogą wywoływać skojarzenia z aktualną twórczością black midi, ale to jeszcze bardziej złożone granie. W kolejnych utworach proporcje pomiędzy poszczególnymi elementami ulegają przesunięciom. Najbardziej intensywnym, a przy tym najmocniej eksponującym gitarowo-perkusyjne partie nagraniem jest "The Shape of Chaos to Come". Tytułem nie przypadkiem nawiązuje do pewnej słynnej płyty jazzowej - w hołdzie dla Ornette'a zawiera elementy improwizacji.


W pozostałych utworach jest już trochę więcej przestrzeni. Dobrze pokazują to chociażby dwa najdłuższe, ponad 10-minutowe nagrania, w tym "Insolent Mockery of the Divine Under Centrist Rule". O ile w pierwszej połowie istotną rolę odgrywają ciężkie, wręcz metalowe partie gitary i perkusji, to w drugiej, subtelniejszej, dominuje finezyjne, klasycyzujące pianino Sary Joy Meyer. Na trochę podobnej zasadzie zbudowano "The Clutching of the Pearls", tylko tutaj energetyczne, złożone granie rockowe wielokrotnie przeplata się z orkiestralnymi zwolnieniami.

Z kolei w "Burn, Paris! Burn!" na prowadzenie nierzadko wychodzą smyczki. To jeden z najbardziej fascynujących fragmentów całości, wykorzystujący charakterystyczne dla dzieł Strawińskiego poliakordy i bitonalność, a zaskakuje zestawienie ich w pewnym momencie z metalowymi growlami. Jeszcze bardziej pokręconym kawałkiem jest "A Soviet Artist's Response to Unjust Criticism", łączący orkiestralne partie inspirowane Szostakiewiczem z rockową energią i ciężarem oraz największą na płycie dawką teatralności, która wprowadza aspekt humorystyczny. Niemal tak samo ciekawie wypada finałowy "fff" - z początku trochę teatralna, trochę patetyczna, ale niebanalna piosenka, która w środku nabiera bardziej awangardowego charakteru i metalowego ciężaru, a kończy się pełną klasycznego majestatu fortepianową kodą.


Tym razem Charlie Jijari postanowił nie opierać całego albumu na jednej technice kompozytorskiej, jak zrobił w przypadku debiutu Half Empty Glasshouse, lecz spróbował różnych innych rozwiązań. "The Exit Is Over There!" jest w rezultacie albumem bardziej różnorodnym, na którym poszczególne utwory wyraźniej się odróżniają między sobą, choć jednocześnie dalej tworzą spójne dzieło. Jest to w końcu album koncepcyjny, z tekstami na temat reakcji publiczności oraz krytyki na zrywanie z przyjętymi schematami. I zawarte tu utwory dobrze się w ten koncept wpisują, opierając się na rozwiązaniach, które tak odstraszały konserwatywnych słuchaczy kilkadziesiąt lat temu, a nawet obecnie mogą ich zniechęcać.

Ocena: 9/10

Nominacja do płyt roku 2024



Half Empty Glasshouse - "The Exit Is Over There!" (2024)

1. A Brief History of Disgruntled Concert Attendees; 2. Insolent Mockery of the Divine Under Centrist Rule; 3. Burn, Paris! Burn!; 4. A Soviet Artist's Response to Unjust Criticism; 5. The Shape of Chaos to Come; 6. The Clutching of the Pearls; 7. fff

Skład: Charlie Jijari; Sara Joy Meyer - pianino
Producent: Half Empty Glasshouse


Komentarze

  1. Dobra ilustracja dla twojej tezy o post-punku jako kontynuacji prog rocka. Nie słuchałem jeszcze całości, ale z tego, co zdążyłem przesłuchać, brzmi to często jak neoklasyczny prog metal z punkowym wokalem. Byłby to pierwszy album prog metalowy, który chwalisz na tej stronie?
    Czepianie się:
    "zmieszany z błotem przez radziecką krytykę za burżuazję"
    Powinno być "burżuazyjność", "burżuazja" to nazwa klasy społecznej.
    "Polichordy" - kalka z angielskiego, po polsku "poliakordy", inaczej ktoś może pomyśleć o instrumentach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, to może być jeden z najlepszych przykładów potwierdzenia tej tezy. O progresywnym metalu pisałem już pozytywnie, jeśli zaliczyć do niego późny King Crimson, Death czy Tool.

      Z burżuazją głupi błąd, a ze stosowaniem słowa polichord spotkałem się też w tym kontekście, jednak rzeczywiście może się to mylić z instrumentem. Zaraz poprawię.

      Usuń
  2. Szostakowicz należy do moich ulubionych kompozytorów klasycznych (nawet mogę zaryzykować twierdzenie, że po Chopinie jest ulubiony). Ten tytuł "Odpowiedź radzieckiego artysty na niezasłużoną krytykę" odnosi się do podtytułu V Symfonii, którą Szostakowicz wrócił do łask u Stalina, po strasznej nagonce, jaką rozpętano przeciwko niemu za "Lady Makbet". To jest zresztą niesamowita sprawa bo tak naprawdę mimo iż założeniem V Symfoniii miały być zgodne z socrealizmem i sławiące dokonania stalinizmu, czuć w tej genialnej symfonii grozę roku 1937 (a Salomon Wołkow w swej książce o relacjach między Stalinem a Szostakowiczem wychwytuje szereg antystalinowskich aluzji w V symfonii, ale nie trzeba ich znać, żeby poczuć tę wstrząsającą grozę na granicy fizycznego i geniusz Szostakowicza, któremu udało się "ograć" Stalina). Generalnie V Symfonia to jeden z najwspanialszych orkiestrowych utworów XX wieku (znacznie lepsza od bardziej znanej VII Leningradzkiej).
    Co do utworu Half Empty, to on jest bardzo odjechany - "zornowski". Nie słyszę natomiast tam niczego z ducha muzyki Szostakowicza - no może w jakimś dalekim planie tę groteskową atmosferę "Lady Makbet" i echa rosyjskiego liryzmu w partii fortepianu. Generalnie jest to interesujący eksperyment, ale wartość czysto muzyczna tego utworu nie jest zbyt wysoka (całej płyty nie słuchałem).
    Płytę o podobnym charakterze - tzn dedykowną kompozytorom XX-wiecznym kompozytorom- Falli, Hindemithowi i Strawińskiemu, ale bez przerabiania czy cytowania ich dzieł przedstawiła hiszpańska Musica Urbana na płycie Iberia. Ale tam Amargos- czyli główny kompozytor- rzeczysiście nasycił utwory charakterem muzyki każdego z kompozytorów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Te "orkiestracje" to są chyba z klawisza/kompa generowane? Bo bardzo tandetnie brzmią, jeśli mam być szczery - na pewno nie ma to nic wspólnego z Szostakowiczem. Natomiast sam utwór jako pewien eksperyment w zappowsko-zornowskim duchu jest OKI.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tu nie ma nic z Zorna! Poza tym nie jest to metalowa wersja Szostakowicza. I trudno oczekiwać, że będą w stanie opłacić prawdziwą orkiestrę, zastosowane rozwiązanie jest powszechne w tym stylu muzycznym.

      Usuń
    2. Wynajęcie orkiestry to ogromny wydatek, a to album, który jest tylko w streamingu i na Bandcampie, gdzie można kupić pliki za co łaska. HEG pewnie nawet nie gra koncertów.

      Usuń
    3. Ale ja wcale nie oczekuję metalowej wersji Szostakowicza , w którym miejscu tak napisałem??? Zresztą ten utwór (reszty nie słuchałem) nie ma wiele wspólnego z metalem. Myślałem, że skoro numer odnosi się do Szostakowicza (i to w sposób bardzo konkretny) będzie jakieś mniej lub bardziej czytelne nawiązanie do jego estetyki (nie trzeba do tego zatrudniać orkiestry). Słuchając utworu miałem pewne skojarzenia z Naked City, ale to już moja subiektywna opinia.

      Usuń
    4. Tak na marginesie - Szostakowicz pasuje do "rocka" - ze względu na wielką intensywność rytmiczną, ogromną rolę instrumentów perkusyjnych i wyrazistość melodyczną - można relatywnie łatwo ten idiom (duch) muzyki Szostakowicza uchwycić w rockowym bandzie - i nie chodzi mi oczywiście o proste cytowanie czy aranżowanie fragmentów jego muzyki na rockowo czy metalowo. W tym utworze Half Empty to się wg mnie nie udało - jest tylko pewne ogólne, dość amorficzne echo "rosyjskości".

      Usuń
    5. Jeszcze zapomniałem, że oprócz Haikary do Szostakowicza udanie nawiązuje rosyjski jazz-rockowy Arsenal Aleksieja Kozłowa na debiucie (zwłaszcza druga część utworu "Deriewo"). Też nie poprzez poprzez proste cytowanie czy przerabianie.

      Usuń
    6. Skoro utwór wydaje ci się zappowski w charakterze może lepszą strategią interpretacyjną jest zwrócenie uwagi na wspólne dla Zappy i Szostakowicza upodobanie do ironii, parodii i satyry?

      Usuń
    7. Można i tak interpretować (u Szostakowicza jednak dominował patos, choć oczywiście inklinacja do groteski też była wazna i właśnie patos zestawiony z groteska robił często piorunujące wrazenie). Z drugiej strony Lady Makbet czy Nos są czysto "satyryczne". Niemniej - jako fan Szostakowicza bardzo zaintrygowany tym tytułem, oczekiwałem jednak czego innego ( tzn głębszego wejścia w świat kompozytora).

      Usuń
  4. @okechukwu: Też się zastanawiałem, w jaki konkretnie sposób muzyka Szostakiewicza i Strawińskiego wpłynęła na ten album. Zapytałem o to Charliego Jijari i oto co mi odpisał: I did try to study Stravinsky, Shostakovich and Ornette Coleman a little bit (...). So there’s some unique ‘Russian modes’ used in parts of A Soviet Artist’s Response, for example, that Shostakovich used in his compositions.

    Orkiestracje najprawdopodobniej są z syntezatora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to - zgoda, słychać tam "rosyjskość" ale to bardziej - bo ja wiem, Czajkowskiego czy Rimskiego Korsakowa niż Szostakowicza. Szostakowicz ma bardzo charakterystyczne cechy - np. marszowe rytmy, potężną "blachę" i to wszystko często ujęte w formę polifonicznych wariacji. No taki charakterystyczny duch Szostakowicza to byłby właśnie marsz z potężnie brzmiącą perkusją plus puzony/waltornie/trąbki/ w polifonicznych tematach. Oczywiście są też inne możliwości nawiazania do jego stylu. Te rosyjskie skale (z trzema półtonami) też są oczywiście w jego muzyce obecne, ale nie są tak dystynktywne - bo po prostu istnieją u wszystkich klasycznych rosyjskich kompozytorów (może w najmniejszym stopniu u wczesnego Prokofiewa).

      Usuń
    2. @Paweł
      Był zaskoczony, że ktoś w Polsce tego słucha?

      Usuń
    3. @JD: Nie okazał tego. Ale jak wcześniej wysłałem mu link do swojego podsumowania zeszłego roku, to odpisał, że już wcześniej widział recenzję.

      Usuń
    4. Pewnie Bandcamp pokazał mu, że album był linkowany z tej strony. Ciekawe jak wypadła recenzja w automatycznym przekładzie.
      Wysłałeś wszystkim obecnym na twojej liście informację, że się na niej znaleźli? Można zapytać, czy dużo masz takich osobistych kontaktów z muzykami? Ktoś miał jakieś pretensje, co do twoich ocen?

      Usuń
    5. W recenzji nie było linka, więc pewnie sam szukał, czy są jakieś recenzje. Link do podsumowania wysłałem przez Bandcampa tylko do kilku najwyżej notowanych, a odpisał jedynie Charlie. Ogólnie raczej nie mam kontaktów z muzykami, o których piszę. Raz, dekadę temu, faktycznie odezwał się tu muzyk, któremu nie podobała się niska ocena płyty z rejestracją koncertu, na którym wystąpił, bo dla niego "było to wielkie przeżycie".

      Usuń
  5. Właśnie się zastanowiłem, czy jest jakiś rockowy zespół, który dobrze przywołałby duch muzyki Szostakowicza. Cytat z VIII Symfonii Szostakowicza pojawia się w Rajah Khan Renaissance, ale to jest odtwórcze nawiązanie, w sumie bez żadnego uzasadnienia. Wychodzi mi, że tylko na debiucie fińskiej Haikary ten klimat symfonii Szostakowicza - w sensie umiejętnego i twórczego nawiązania do jego stylu jest obecny (i to się zgadza, bo muzycy Haikary powoływali się na inspiracje muzyką Dymitra i grali też symfonie Szostakowicza, występując wcześniej w Orkiestrze Lahti).

    Zwłaszcza ten numer - środek - marsz z dęciakami to jest "czysty" Szostakowicz, ale bez cytowanie https://www.youtube.com/watch?v=nvvPOH-DpqI

    OdpowiedzUsuń
  6. Skąd właściwie dowiedziałeś się o tym albumie, albo raczej wykonawcy w ogóle? Na RYMie ma to zaledwie 9 ocen, dlatego bardzo mnie to ciekawi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja o poprzedniej płycie dowiedziałem się od JD, ale skąd on to wygrzebał - nie mam pojęcia.

      Usuń
    2. @Homig
      Mam znajomych, którzy sprawdzają sporą część nowych nagrań eksperymentalnych z Bandcampa. Jeden z nich zdecydował się przesłuchać tę płytę, bo spodobał mu się tytuł "A Review of Pediatric Demonology".

      Usuń
    3. @Homig
      Poprzednia płyta zespołu ma więcej ocen na RYM niż jazzowy klasyk "The Arrival of Victor Feldman", więc nie jest chyba tak źle.

      Usuń
  7. Odnośnie ducha Szostakowicza na tej płycie. Jest bardzo krótko ów duch na "A Soviet Artist's Response ..", ale tak krótko, że mówienie o inspiracji tego utworu Szostakowiczem (w sensie muzycznym) wydaje mi się przesadne. Natomiast te quasi-smyczki słyszalne w "The Clutching of the Pearls" mają pewne podobieństwo do melodii smyczków użytych w VIII i XV symfonii, w mniejszej mierze do VII symfonii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bingo! Nie słuchałem wcześniej tego utworu, ale zdecydowanie masz racje, trafnie do wychwyciłeś. Finał Clutching ma zbyt wiele z klimatu larg (VIII i V, 15 też) Szostakowicza i to jest z pewnością świadome nawiązanie. Czy twórcze? Nie wiem, tak na gorąco ciężko mi powiedzieć - odczucia mam ambiwalentne, ale nie powiem, że zupełnie negatywne. Musiałbym parę razy posłuchać - najlepiej całej płyty, żeby wyrobić sobie opinię.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)