Posty

[Recenzja] King Crimson - "The Great Deceiver: Live 1973-1974" (1992)

Obraz
Chociaż grupy prog-rockowe w swoich studyjnych nagraniach często wykazywały się ponadprzeciętną wyobraźnią, to na żywo zwykle odgrywały swój materiał bez większych zmian. Nawet wsród grup zaliczanych do tzw. wielkiej szóstki proga było to raczej normą. Na tym tle wyróżniał się wczesny Pink Floyd - do połowy lat 70., odkąd zniknęła jakakolwiek spontaniczność - a zwłaszcza King Crimson, który w zasadzie przez całą swoją karierę, do czasu ostatniej reaktywacji, dość swobodnie podchodził do materiału ze studyjnych albumów, chętnie improwizując. Czasem podczas tych improwizacji pojawiały się pomysły, na bazie których powstawały nowe utwory. Muzycy zresztą preferowali ogrywanie nowych kompozycji na żywo, stopniowo, z każdym kolejnym występem, je rozwijając i dopiero wtedy rejestrując w studiu. Przodował w tym zwłaszcza skład z okresu 1973-74, gdy Robertowi Frippowi towarzyszyli John Wetton, Bill Bruford i David Cross, a także jego wcześniejsze wcielenie, rozszerzone o znakomitego perkusjon...

[Recenzja] Alice Coltrane - "Lord of Lords" (1972)

Obraz
"Lord of Lords" to jedna z najbardziej osobliwych płyt w dorobku Alice Coltrane. Po poszerzeniu brzmienia o kwartet smyczkowy w niektórych utworach na albumie "Universal Consciousness", a następnie zaangażowaniu całej orkiestry smyczkowej do wszystkich nagrań z "World Galaxy", właściwie można się było spodziewać dalszej integracji jazzowego instrumentarium ze smyczkami. Na "Lord of Lords" Coltrane idzie jednak o wiele dalej. Jedynymi towarzyszącymi jej jazzmanami są tu basista Charlie Haden i perkusista Ben Riley, za to w nagraniach wzięło udział dwanaścioro skrzypków i skrzypaczek, sześcioro altowiolistów i altowiolistek oraz siedmioro wiolonczelistów i wiolonczelistek. Jazzowe elementy zostały tu znacząco zredukowane, a całość idzie w quasi-klasycznym stylu. W repertuarze, oprócz trzech kompozycji liderki, znalazły się nawet interpretacje dzieł Igora Strawińskiego i Antonína Dvořáka. Przedziwnie brzmi otwierający całość "Andromeda's Su...

[Recenzja] Caravan - "For Girls Who Grow Plump in the Night" (1973)

Obraz
"For Girls Who Grow Plump in the Night" został zarejestrowany po kolejnych - największych do tej pory - przetasowaniach personalnych. Po rozstaniu z Richardem Sinclairem oraz Steve'em Millerem, Pye Hastings i Richard Coughlan zebrali nowy skład Caravan. Nowymi muzykami zostali basista Stu Evans, klawiszowiec Derek Austin, a także grający na altówce Geoffrey Richardson. Kwintet intensywnie koncertował, ale nie zarejestrował nowej muzyki do czasu, aż Evansa zastąpił John G. Perry, a na miejsce Austina wrócił Dave Sinclair. Ten ostatni, pomimo swoich artystycznych ambicji, nie odnajdywał się w graniu bardziej złożonej i swobodniejszej muzyki, co było powodem jego odejścia najpierw z Matching Mole, a następnie z Hatfield and the North. Caravan okazał się dla niego najbardziej odpowiednim zespołem. O ile kompozycje na poprzednie albumy powstawały zespołowo, tak w przypadku "For Girls Who Grow Plump in the Night" cały ciężar tworzenia materiału spadł na Pye'a ...

[Recenzja] Gentle Giant - "The Missing Piece" (1977)

Obraz
Rok 1977 to czas tzw. punkowej rewolucji. Tak naprawdę polegała ona na odkryciu i zachłyśnięciu się przez dziennikarzy muzyką, jaką grano już od dobrych kilkunastu lat - głównie poza mainstreamem, choć zdarzało jej się do niego przenikać. Nowa fascynacja mediów pociągnęła za sobą niechęć do wcześniej docenianych, bardziej wyrafinowanych stylów, z rockiem progresywnym na czele. Nie pomagało, że przedstawiciele tego nurtu, wbrew jego nazwie, zaczęli powielać wciąż te same schematy, a ich coraz liczniejsi naśladowcy nie mieli do zaproponowania nic własnego. Jednocześnie jednak rok 1977 był ostatnim, kiedy czołowi przedstawiciele proga - poza zawieszonym King Crimson oraz probującym ratować swoje finanse wydaniem zbioru odrzutów ELP - pozostawali w formie. Swoje ostatnie naprawdę udane i wciąż wpisujące się w stylistykę proga albumy wydali Pink Floyd ("Animals"), Yes ("Going for the One") oraz Jethro Tull ("Songs from the Wood"), a Genesis zakończył i udani...

[Recenzja] Alice Coltrane - "World Galaxy" (1972)

Obraz
"World Galaxy" w zasadzie można nazwać kontynuacją wydanego kilka miesięcy wcześniej "Universal Consciousness". Alice Coltrane dalej eksploruje możliwości zastosowania w spiritual jazzie elektrycznych organów oraz instrumentów smyczkowych. A sekcja smyczkowa tym razem jest znacznie bardziej rozbudowana - to już nie kwartet, a kilkunastoosobowa orkiestra - i obecna nie w części, a we wszystkich utworach. Poza tym w nagraniach udział wzięli saksofonista Frank Lowe, basista Reggie Workman, perkusista Ben Riley oraz grająca na kotłach Elayne Jones. Zaś sama liderka, poza swoim nowym ulubionym instrumentem, gra także na pianinie, harfie, perkusjonaliach oraz, po raz pierwszy na płycie, na  tamburze. Poza trzema premierowymi kompozycjami samej Coltrane, wszystkich z galaktyką w tytule, na płycie znalazły się też dwa pochodzące z cudzego repertuaru. Otwieracz "My Favorite Things", napisany w 1959 roku przez Richarda Rodgersa (muzyka) i Oscara Hammersteina III (te...

[Recenzja] Camel - "Moonmadness" (1976)

Obraz
Choć ”Moonmadness" pozostaje nieco w cieniu poprzedzających go "Mirage" i ”The Snow Goose", to właśnie czwarty album Camel zaszedł najwyżej w notowaniach. W Wielkiej Brytanii dotarł aż do miejsca 15., w Stanach - do 118. pozycji. W pierwszym z tych krajów uzyskał ponadto status srebrnej płyty, co oznacza sprzedaż ponad sześćdziesięciu tysięcy egzemplarzy. Podobny wynik osiągnęła jedynie "Śnieżna gęś". "Moonmadness" to także ostatni album Camel w pierwotnym składzie, tworzonym przez Petera Bardensa, Andrew Latimera i Andy'ego Warda z basistą Dougiem Fergusonem, który odszedł z zespołu wkrótce po wydaniu tej płyty. O ile poprzednie wydawnictwo kwartetu zostało pomyślane jako całość, tak tutaj pojawia się tylko luźniejsze powiązanie pomiędzy czterema z siedmiu utworów. Każdy z nich jest próbą muzycznego przedstawienia osobowości jednego z muzyków: "Chord Change" Bardensa, "Another Night" Fergusona, "Air Born" Lat...

[Recenzja] King Crimson - "Three of a Perfect Pair" (1984)

Obraz
"Three of a Perfect Pair" to domknięcie nieformalnej trylogii, nazywanej kolorową ze względu na spójną oprawę graficzną trzech albumów King Crimson z lat 80. Po raz drugi z rzędu Robertowi Frippowi udało się nagrać płytę dokładnie w tym samym składzie, co poprzednio, czyli ze śpiewającym gitarzystą Adrianem Belew, basistą Tony, Levinem oraz perkusistą Billem Brufordem. Także pod względem stylistycznym nie ma tu żadnego przewrotu: kwartet rozwija pomysły z "Discipline" i "Beat", kontynuując swoje eksperymentalne, progresywne podejście do post-punku. Tytuł "Three of a Perfect Pair" nawiązuje do idei trzech stron każdej historii, gdzie istnieje wersja jednej osoby i wersja innej, ale też ta prawdziwa, obiektywna. Zaprojektowana przez Petera Willisa okładka przedstawia natomiast parę doskonałych przeciwieństw - to tak naprawdę uproszczona wariacja na temat grafiki z "Larks' Tongues in Aspic" (i nie jest to jedyne na tym albumie odnie...

[Recenzja] Ry Cooder & Vishwa Mohan Bhatt - "A Meeting by the River" (1993)

Obraz
Przykłady wpływów tradycyjnej muzyki hindustańskiej w rocku i jazzie można mnożyć. Znacznie trudniej wskazać je w muzyce bluesowej. Jest oczywiście kompozycja "East-West" grupy The Butterfield Blues Band - bez wątpienia jeden z najambitniejszych utworów w całym gatunku. Poza tym warto wspomnieć o albumie "A Meeting by the River" - projekcie Ry Coodera i Vishwy Mohana Bhatta. Cooder to amerykański gitarzysta, znany m.in. ze współpracy z Captainem Beefheartem, Taj Mahalem, Neilem Youngiem czy Stonesami, a także z projektu Buena Vista Social Club. Bhatt to natomiast indyjski muzyk, grający na skonstruowanym przez siebie instrumencie, Mohan veena, będącym tak zmodyfikowaną gitarą akustyczną, aby przypominała brzmieniem i sposobem wydobywania dźwięku hindustański instrument vichitra veena. Obaj muzycy po raz pierwszy spotkali się we wrześniu 1992 roku, gdzieś nad rzeką Ganges - stąd też tytuł albumu - i już po niecałej godzinie znajomości zagrali improwizowany, niećw...

[Recenzja] Deep Purple - "Infinite" (2017)

Obraz
"Ininite", 20 studyjny album Deep Purple, zapowiadany jest jako jego ostatnia płyta, po której ma nastąpić pożegnalna trasa i koniec kariery. Aż chciałoby się dodać: nareszcie!  Ze wszystkich najsłynniejszych kapel z epoki klasycznego rocka, które wciąż jeszcze działają, chyba tylko Yes równie wytrwale próbuje podkopać swoją legendę. Od dobrych trzech dekad obu grupom nie udało się nagrać więcej niż kilku przyzwoitych kawałków, rozproszonych po różnych albumach. Za to zdarzały się płyty w całości katastrofalne, by wspomnieć tylko o purplowych "Slaves & Masters" - próbie konkurowania ze skrajnie merkantylnymi grupami AOR-owymi - czy "Bananas", gdzie już sam tytuł i okładka sprawiają wrażenie sabotażu, a muzycznie wszystkie problemy współczesnego Deep Purple osiągnęły tam dotychczasowe apogeum. Jednym z tych problemów jest obecny skład. Z klasycznego wcielenia pozostali tylko wokalista Ian Gillan, basista Roger Glover i bębniarz Ian Paice. Gillan był ...

[Recenzja] Peter Hammill - "The Silent Corner and the Empty Stage" (1974)

Obraz
Co właściwie przedstawia ta okładka? Zapewne każdy zobaczy tam co innego. Za abstrakcyjną grafikę odpowiada Bettina Hohls, znana ze współpracy - jako dodatkowa wokalistka - z niemiecką grupą krautrockową Ash Ra Tempel. W przeciwieństwie do okładki, muzykę zawartą na  "The Silent Corner and the Empty Stage", trzecim solowym albumie Petera Hammilla, skategoryzować można bez najmniejszego problemu. Artysta tym razem nawet już nie próbuje uciec od  estetyki Van def Graaf Generator. Tradycyjnie zresztą w części nagrań pojawia się pełny skład tamtego zespołu, czyli poza Hammillem także klawiszowiec Hugh Banton, saksofonista David Jackson i perkusista Guy Evans. Ale nawet materiał zarejestrowany przez lidera samodzielnie, nie odbiega daleko od twórczości grupy. Co jasno pokazuje, kto był mózgiem zespołu. Co jednak warte podkreślenia, album nie tylko mógłby ukazać się pod szyldem VdGG, ale byłby także jednym z najlepszych w dyskografii. "The Silent Corner and the Empty Stage...