[Recenzja] Alice Coltrane - "Lord of Lords" (1972)

Okładka płyty "Lord of Lords" Alice Coltrane.


"Lord of Lords" to jedna z najbardziej osobliwych płyt w dorobku Alice Coltrane. Po poszerzeniu brzmienia o kwartet smyczkowy w niektórych utworach na albumie "Universal Consciousness", a następnie zaangażowaniu całej orkiestry smyczkowej do wszystkich nagrań z "World Galaxy", właściwie można się było spodziewać dalszej integracji jazzowego instrumentarium ze smyczkami. Na "Lord of Lords" Coltrane idzie jednak o wiele dalej. Jedynymi towarzyszącymi jej jazzmanami są tu basista Charlie Haden i perkusista Ben Riley, za to w nagraniach wzięło udział dwanaścioro skrzypków i skrzypaczek, sześcioro altowiolistów i altowiolistek oraz siedmioro wiolonczelistów i wiolonczelistek. Jazzowe elementy zostały tu znacząco zredukowane, a całość idzie w quasi-klasycznym stylu. W repertuarze, oprócz trzech kompozycji liderki, znalazły się nawet interpretacje dzieł Igora Strawińskiego i Antonína Dvořáka.

Przedziwnie brzmi otwierający całość "Andromeda's Suffering" - to jakby trawestacja muzyki hindustańskiej czy ogólnie dalekowschodniej, ale z symfonicznym rozmachem europejskiej muzyki klasycznej i freejazzowymi wtrętami na dalszym planie, a całości dopełniają wejścia harfy. Nieco większą role elementy jazzu free odgrywają w "Sri Rama Ohnedaruth", ale i tutaj przez większość czasu słychać same smyczki, grające z rozmachem coś, co w innej aranżacji mogłoby być jakimś new age'em czy world music. Dopiero w tytułowym "Lord of Lords" dochodzi do bardziej pogłębionej współpracy jazzowego tria z orkiestrą, tworzących wspólnie intrygujący klimat na pograniczu free/spiritual jazzu, muzyki bliskowschodniej i współczesnej poważki. Sekcja rytmiczna w końcu przez cały utwór zaznacza swoją i obecność, a liderka gra dłuższe solówki na harfie oraz organach.

Trójka jazzmanów nie daje się też zdominować we fragmencie "Ognistego ptaka" Strawińskiego, gdzie poszczególne motywy zagrano dość zgodnie z partyturą, w uproszczony sposób, ale aranżacje wzbogacono o organy czy harfę, dodano też nieco sonorystyczną kodę. "Going Home" bazuje natomiast na standardzie amerykańskiego folku, który z kolei opiera się na fragmencie IX symfonii Dvoraka z dodanym tekstem Williama Armsa Fishera. Wersja Alice Coltrane jest jednak instrumentalna. I jest to jedyny fragment albumu, gdzie smyczki przez długi czas pełnią jedynie rolę tła dla organowej solówki liderki, podkreślając jednak dość ckliwy nastrój tego nagrania i dając mu patosu, niezbyt pasującego do prostej melodii. Coltrane "Going Home" opracowała ponownie na album "Welcome" grupy Santana i tamta wersja trochę bardziej do mnie przemawia, mimo wciąż dużej dawki patosu, za to z raczej uduchowionym niż sentymentalnym nastrojem.

"Lord of Lords" z jednej strony można docenić za poszukiwanie nowych form wyrazu i zacieranie różnić pomiędzy, wydawałoby się, całkiem odrębnymi rodzajami muzyki. Tym razem jednak Alice Coltrane porwała się chyba na nieco zbyt ambitne przedsięwzięcie i ostatecznie nie do końca podołała. Jeśli oceniać ten album w kategorii muzyki poważnej, to całość wydaje się zbyt prosta, naiwna, trywialna, zbyt często popada w nieuzasadniony niczym patos czy tani sentymentalizm. Nie jest to też dobry album jazzowy, bo orkiestra za bardzo dominuje nad trio, które tylko czasem może sobie trochę improwizować. W końcu nie jest to też dobra muzyka dla słuchaczy new age i world music, którzy oczekują raczej relaksacyjnego, a nie tak przytłaczającego brzmienia. Jeśli natomiast traktować "Lord of Lords" jako hybrydę tych wszystkich rzeczy - a tak właśnie powinno się go odbierać - to wciąż można mieć wiele zastrzeżeń, chociażby do proporcji pomiędzy poszczególnymi elementami, które w większości nagrań odsłaniają słabości tej muzyki. Jedynie w utworze tytułowym udaje się je odpowiednio wyważyć.

Ocena: 6/10

Recenzja dodana 8.2025


Alice Coltrane - "Lord of Lords" (1972)

1. Andromeda's Suffering; 2. Sri Rama Ohnedaruth; 3. Excerpts from The Firebird; 4. Lord of Lords; 5. Going Home

Skład: Alice Coltrane - organy, pianino, harfa, instr. perkusyjne, dyrygent; Charlie Haden - kontrabas; Ben Riley - perkusja; Bernard Kundell, Gerald Vinci, Gordon Marron, James Getzoff, Janice Gower, Leonard Malarsky, Lou Klass, Murray Adler, Nathan Kaproff, Ronald Folsom, Sidney Sharp, William Henderson - skrzypce; David Schwartz, Leonard Selic, Marilyn Baker, Myra Kestenbaum, Rollice Dale, Samuel Boghosian - altówki; Anne Goodman, Edgar Lustgarten, Jan Kelly, Jerry Kessler, Jesse Ehrlich, Raphael Kramer, Ray Kelley - wiolonczele
Producent: Ed Michel


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)