[Recenzja] The Band - "The Last Waltz" (1978)

Okładka płyty "The Last Waltz" The Band.


W połowie lat 70. Robbie Robertson, śpiewający gitarzysta i główny kompozytor The Band, miał już dość nieustannych tras koncertowych. Chciał, wzorem Beatlesów, skupić się na pracy studyjnej. Pozostałym muzykom pomysł nie bardzo się spodobał. Brak porozumienia w kwestii dalszego funkcjonowania ostatecznie doprowadził do decyzji o zawieszeniu działalności. Zanim to jednak nastąpiło, zespół pożegnał się ze sceną z prawdziwą pompą.

Ostatni występ The Band w klasycznym składzie odbył się 25 listopada 1976 roku w Winterland Ballroom w San Francisco. Ponieważ wydarzenie miało miejsce w Dzień Dziękczynienia, zorganizowano obiad dla pięciu tysięcy uczestników i udostępniono im salę do tańca. Sam koncert składał się z dwóch części. Podczas pierwszej grający swoje najpopularniejsze utwory zespół wsparła rozbudowana sekcja dęta, a podczas drugiej na scenę kolejno dołączali goście specjalni. Lista nazwisk jest naprawdę imponująca - do dziś nikomu nie udało się jej przebić. Bob Dylan, Joni Mitchell, Neil Young, Muddy Waters, Paul Butterfield, Dr. John, Van Morrison czy Eric Clapton to tylko niektórzy z zaproszonych. Muzykom towarzyszyła także ekipa filmowa pod nadzorem samego Martina Scorsese. Już wtedy był to ceniony reżyser, tuż po sukcesie "Taksówkarza".


Film "The Last Waltz" i towarzysząca mu ścieżka dźwiękowa ukazały się dopiero półtora roku później, w kwietniu 1978 roku. Opóźnienie wynikało po części z przyczyn prawnych: materiał tworzono dla Warner Bros., a wcześniej grupa musiała wypełnić kontrakt z Capitolem, co udało się dzięki skompilowanemu głównie z odrzutów albumowi "Islands". Samo zmontowanie filmu również trochę trwało. Ponoć najbardziej czasochłonne - i kosztowne - było wymazywanie klatka po klatce śladów po kokainie pod nosem Younga.

Ścieżka dźwiękowa "The Last Waltz" to aż trzy płyty winylowe. Przy czym fragmenty koncertu wypełniają pięć stron, a na ostatniej znalazły się nagrania studyjne, układające się w blisko 20-minutową "The Last Waltz Suite". To jednak tak naprawdę sześć osobnych, dość zróżnicowanych kompozycji. Pojawia się wśród nich nawet remake "The Weight", przeboju z debiutanckiego "Music from Big Pink" (na koncercie też go grano, ale pominięto ten fragment na albumie). Nowe kawałki, na czele z uroczo naiwnym "Out of the Blue", wypadają całkiem przyjemnie.


Pomimo pompy, z jaką zorganizowano występ, sama muzyka brzmi zupełnie bezpretensjonalnie - także sekcja dęta gra na pełnym luzie - co akurat w przypadku The Band nie powinno dziwić. Zespół pozostaje wierny tej korzennej muzyce, utrzymanej gdzieś na pograniczu rocka, folku, bluesa i country, zmieniając tylko proporcje między poszczególnymi wpływami. W takie klimaty wpisują się też goście, z którymi zespół wykonał ich utwory lub przeróbki folkowych i bluesowych standardów. Zresztą nie zaproszono tu randomowych muzyków. Ich drogi krzyżowały się już wcześniej. W przypadku Ronniego Hawkinsa oraz Boba Dylana cały kwintet pełnił rolę zespołu wspierającego; z pozostałymi współpracowali poszczególni muzycy The Band.

Dylan jako jedyny z gości dostał na albumie nieco więcej miejsca - pełni wiodącą rolę w trzech utworach i repryzie jednego z nich. Oprócz "Forever Young", z nagranego z The Band "Planet Waves", są to pochodzące z jego wczesnych, akustycznych płyt "Baby, Let Me Follow You Down" oraz "I Don't Believe You" - oba przearanżowane na pełny zespół, bliskie stylu z pierwszych elektrycznych albumów Dylana. Z występów pozostałych gości wybrano już tylko po jednym utworze, choć niektórzy z nich wspierają się też nawzajem. I tak np. Mitchell poza wykonaniem własnego "Coyote" - w nieco odjazzowionej aranżacji - dodała też chórki w "Helpless" Younga, śpiewając ukryta za sceną, żeby nie psuć niespodzianki ze swojego późniejszego setu. Z kolei Paul Butterfield nie tylko zaprezentował przeróbkę "Mystery Train", ale wsparł swoją harmonijką również Muddy'ego Watersa w standardzie "Mannish Boy". Najbardziej aktywny okazał się jednak Dr. John, który poza zaśpiewaniem i zagraniem na pianinie w "Such a Night", odpowiada za kongi w "Coyote" oraz gitarę w śpiewanym przez Bobby'ego Charlesa "Down South in New Orleans". Większość gości powraca też w chórku finałowego "I Shall Be Released" - kompozycji znanej zarówno z wykonań The Band, jak i Dylana, który w tej wersji pełni rolę głównego wokalisty. Na scenie podczas tego utworu dołączyli także Ronnie Wood i Ringo Starr, obaj jako instrumentaliści.


"The Last Waltz" to ważny dokument, podsumowujący i zamykający klasyczny okres działalności The Band, ale też pewną epokę w muzyce - tego typu granie może nie zostało całkiem wyparte przez nadejście nowej fali, ale nie przyniosło już żadnego istotnego wydawnictwa. W zasadzie wszyscy uczestnicy tego wydarzenia swoje najlepsze dokonania mieli już za sobą. "The Last Waltz" faktycznie okazał się w pewnym sensie ostatnim tańcem. Choć historia The Band wcale nie zakończyła się na tym albumie. Już w latach 80. zespół - bez Robbiego Robertsona - wzowił działalność koncertową. Nie przerwała jej nawet samobójcza śmierć zmagającego się z uzależnieniami Richarda Manuela. Pod koniec zeszłego wieku The Band nagrał nawet trzy nowe albumy, ale po śmiertelnym zawale Ricka Danko definitywnie rozwiązano zespół.

Ocena: 8/10


The Band - "The Last Waltz" (1978)

LP1: 1. Theme from The Last Waltz; 2. Up on Cripple Creek; 3. Who Do You Love?; 4. Helpless; 5. Stage Fright; 6. Coyote; 7. Dry Your Eyes; 8. It Makes No Difference; 9. Such a Night
LP2: 1. The Night They Drove Old Dixie Down; 2. Mystery Train; 3. Mannish Boy; 4. Further on Up the Road; 5. The Shape I'm In; 6. Down South in New Orleans; 7. Ophelia; 8. Tura Lura Lural (That's an Irish Lullaby); 9. Caravan
LP3: 1. Life Is a Carnival; 2. Baby, Let Me Follow You Down; 3. I Don't Believe You; 4. Forever Young; 5. Baby, Let Me Follow You Down (Reprise); 6. I Shall Be Released; 7. The Well; 8. Evangeline; 9. Out of the Blue; 10. The Weight; 11. The Last Waltz Refrain; 12. Theme from The Last Waltz

Skład: Garth Hudson - organy, pianino, syntezator, klawinet, akordeon, saksofon; Richard Manuel - pianino, organy, klawinet, gitara dobro, perkusja, wokal; Robbie Robertson - gitara, pianino, wokal; Rick Danko - gotara basowa, fidel, wokal; Levon Helm - perkusja, mandolina, wokal
Gościnnie: Charlie Keagle - saksofon altowy, sopranowy i tenorowy, klarnet, flet; James Gordon - saksofon tenorowy, klarnet, flet; Howard Johnson - saksofon barytonowy, klarnet basowy, skrzydłówka, tuba; Rich Cooper - trąbka, skrzydłówka; Jerry Hey - trąbka, skrzydłówka; Tom Malone - puzon, puzon basowy, eufonium, flet altowy; Larry Packer - skrzypce; Ronnie Hawkins - wokal (LP1:3), dodatkowy wokal (LP3:6); Neil Young - gitara i wokal (LP1:4), dodatkowy wokal (LP3:6); Joni Mitchell - gitara i wokal (LP1:6), dodatkowy wokal (LP1:4,LP3:6); Dr. John - kongi (6), wokal (LP1:9,LP2:6), pianino (LP1:9), gitara (LP2:6), dodatkowy wokal (LP3:6); Neil Diamond - gitara i wokal (LP:1:7), dodatkowy wokal (LP3:6); Dennis St. John - perkusja (LP1:7); Paul Butterfield - harmonijka (LP2:2,3), wokal (LP2:2), dodatkowy wokal (LP3:6); Muddy Waters - wokal (LP2:3); Bob Margolin - gitara (LP2:3); Joe "Pine Top" Perkins - pianino (LP2:3); Eric Clapton - gitara i wokal (LP2:4), dodatkowy wokal (LP3:6); John Simon - pianino (LP2:8); Bobby Charles - wokal (LP2:6), dodatkowy wokal (LP3:6); Van Morrison - wokal (LP2:8,9), dodatkowy wokal (LP3:6); Bob Dylan - wokal (LP3:2-6), gitara (LP3:2-5); Ronnie Wood - gitara (LP3:6); Ringo Starr - perkusja (LP3:6); Emmylou Harris - gitara i wokal (LP3:8); Roebuck Staples - gitara i wokal (LP3:10); Mavis Staples - wokal (LP3:10); Alison Hormel - dodatkowy wokal (LP3:12)
Producent: Robbie Robertson, John Simon i Rob Fraboni



Komentarze

  1. Warto wspomnieć, że "The Last Waltz" jest uznawany za jeden z najlepszych filmów dokumentalnych o koncertach, jakie kiedykolwiek powstały i w 2019 r. film został wybrany przez Bibliotekę Kongresu do zachowania w Narodowym Rejestrze Filmowym Stanów Zjednoczonych ze względu na „znaczenie kulturowe, historyczne lub estetyczne”. Plotka też głosi, że po koncercie Martin Scorcese z paroma muzykami zamknął się w pokoju wciągając nosem biały proszek i oglądając "Rękopis znaleziony w Saragossie" Wojciecha Hassa, który podarował mu Jerry Garcia z Grateful Dead. W wywiadach Scorcese zawsze później mówił, że jest to według niego jeden z najlepszych filmów jakie kiedykolwiek powstały. Na początku lat dziewięćdziesiątych Jerry Garcia, Martin Scorsese i Francis Ford Coppola sfinansowali cyfrowe zrekonstruowanie oryginalnej kopii filmu. Jeżeli plotka jest prawdziwa, to koncert "The Last Waltz" przyczynił sie też do ocalenia tego arcydzieła filmowego.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)