[Recenzja] Joni Mitchell - "Clouds" (1969)

Joni Mitchell - Clouds


Joni Mitchell i Neil Young zdecydowali się jakiś czas temu powrócić ze swoją muzyką na Spotify. Nie ukrywam, to dla mnie spore ułatwienie podczas pisania recenzji. Z drugiej strony zdarzenie to pokazuje smutną prawdę o dzisiejszym biznesie muzycznym. Jeśli artyści chcą docierać do słuchaczy, muszą być obecni na platformach streamingowych, godząc się na żenująco niskie stawki za odtworzenia oraz sąsiedztwo podcastów rozpowszechniających dezinformację. Obawiam się, że powrót Younga i Mitchell może jeszcze bardziej umocnić platformy kosztem artystów.

Teoretycznie nie ma wielkiej różnicy pomiędzy "Clouds", drugim albumem Joni Mitchell, a debiutanckim "Song to a Seagull". To płyta tak samo ascetyczna pod względem brzmienia. Artystka śpiewa tu swoje kompozycje jedynie z własnym akompaniamentem gitary akustycznej, sporadycznie instrumentów klawiszowych, a czasem ze Stephenem Stillsem na drugiej gitarze lub basie. Ponownie na okładce znalazł się obraz namalowany przez samą Mitchell, tym razem jej autoportret. Za to obyło się bez pomocy Davida Crosby, który debiut produkował. Joni sama przejęła tę rolę, choć w otwierającym album utworze wsparł ją Paul A. Rothchild, znany przede wszystkim ze współpracy z The Doors.


Główna różnica pomiędzy tymi płytami polega jednak na tym, że to na "Clouds" znalazły się te najbardziej rozpoznawalne wczesne kompozycje Mitchell. "Chelsea Morning" i "Both Sides, Now" (znany też jako "Clouds") były już wcześniej przebojami w wersjach Judy Collins. Ale to w tych ascetycznych wersjach ich autorki robią największe wrażenie. Nie ma tu tego aranżacyjnego przesłodzenia, żadnych tandetnych smyczków, czuć za to autentyzm, szczere emocje. Mitchell śpiewa je w taki sposób i tak idealnie dopełnia to swoją gitarą, że oba utwory w jej wykonaniach są czymś o wiele głębszym, przyciągającym uwagę i bardziej uniwersalnym, bo nie miało się tu co zdezaktualizować. A wersje Collins to tylko typowy relikt tamtych czasów.

Podobnie wypada reszta albumu. Z pozoru proste, melodyjne piosenki zachwycają niebanalnymi harmoniami i oszczędnym, ale finezyjnym wykonaniem. Do moich faworytów, oprócz dwóch wspomnianych wyżej utworów, zaliczyłbym też na pewno bardzo oszczędny, nawet na tę płytę, dość posępny otwieracz "Tin Angel", ale też znacznie pogodniejsze, urocze "That Song About Midway" i "The Gallery" czy utrzymany w intrygującym nastroju "Rose Blue", wzbogacony brzmieniami klawiszowymi. Innym urozmaiceniem jest zaśpiewany a cappella "The Fiddle and the Drum", poruszający antywojenny protest-song. Oba te utwory pasują tu zdecydowanie lepiej, niż blues "Night in the City" do reszty debiutu.

"Clouds" jest płytą bardzo podobną stylistycznie i poziomem do "Song to a Seagull", z tak samo wspaniałymi wykonaniami, choć chyba z trochę lepszym zestawem kompozycji, a w dodatku bardziej spójną jako całość. To zresztą dzięki temu wydawnictwu Joni Mitchell zyskała większą rozpoznawalność. Album doszedł do 31. miejsca listy Billboardu (debiut tylko do 189.). W Wielkiej Brytanii longplay nie był notowany, ale - podobnie jak w Stanach - w końcu zyskał tam status złotej płyty. "Clouds" przyniósł też Mitchell pierwszą nagrodę Grammy. Ale po latach najważniejsze, że album wciąż brzmi tak samo dobrze i aktualnie, jak w chwili wydania.

Ocena: 8/10



Joni Mitchell - "Clouds" (1969)

1. Tin Angel; 2. Chelsea Morning; 3. I Don't Know Where I Stand; 4. That Song About the Midway; 5. Roses Blue; 6. The Gallery; 7. I Think I Understand; 8. Songs to Aging Children Come; 9. The Fiddle and the Drum; 10. Both Sides, Now

Skład: Joni Mitchell - wokal, gitara, instr. klawiszowe; Stephen Stills - gitara, gitara basowa
Producent: Joni Mitchell; Paul Rothchild (1)


Komentarze

  1. Piękna płyta, bardzo ją lubię. Cieszę się panie Pawle, że pisze pan o Joni. Jestem jej wielkim fanem. To wybitna artystka, bardzo niedoceniona i praktycznie nieznana w Polsce.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)