23 maja 2019

[Recenzja] Magma - "Magma" (1970)



Francuska Magma to zespół prawdziwie kultowy w kręgu wielbicieli rockowej awangardy, zaś poza nim praktycznie nieznany. Taki stan rzeczy absolutnie nie dziwi w przypadku twórczości tak oryginalnej i wymagającej. O ile sama warstwa muzyczna - inspirowana XX-wieczną muzyką poważną, awangardowym jazzem i ambitnym rockiem progresywnym - nie była czymś zupełnie oderwanym od tego, co działo się w muzyce na początku lat 70., tak warstwa wokalna była jedyna w swoim rodzaju. W nagraniach Magmy zamiast pojedynczego wokalisty zwykle słychać cały chór, wyraźnie inspirowany twórczością Carla Orffa, śpiewający teksty w wymyślonym języku. Pomijając dość liczne, choć również nieistniejące w świadomości większości słuchaczy, grono naśladowców, muzyka Magmy do dziś brzmi niezwykle oryginalnie i niepowtarzalnie.

Pomysłodawcą zespołu był Christian Vander, klasycznie wykształcony perkusista. To właśnie on odpowiada za całą pozamuzyczną otoczkę - charakterystyczny image, logo, za stworzenie całej historii fikcyjnej planety Kobaia i jej mieszkańców, Kobaian, opowiadanej w tekstach napisanych w wymyślonym przez niego języku kobaiańskim (aczkolwiek w dużym stopniu są to po prostu improwizowane zabawy głosem). Co jednak ważniejsze, Vander stworzył także zupełnie nowy styl muzyczny, nazwany przez niego zeuhlem (co po kobaiańsku znaczy "niebiańska muzyka"). Wyróżniają go nie tylko orffowskie chóry, ale także bardzo oryginalne podejście do rytmiki. Słychać w tym wszystkim i nawiązania do poważnych kompozytorów (poza wspomnianym Orffem, także do Strawińskiego czy Bartóka), i do free jazzu (szczególnie do późnej twórczości Johna Coltrane'a), ale zostaje to wszystko uproszczone i zdynamizowane w rockowy sposób - przynajmniej na wczesnych albumach, bo potem tego rocka było już wyraźnie mniej. Efektem jest muzyka może i nieprzesadnie trudna czy skomplikowana (choć na rockowe standardy bardzo zaawansowana), ale jednak bardzo wymagająca. Dla słuchacza mającego wcześniej kontakt głównie z rockiem, a z free jazzem i muzyką poważną już niekoniecznie, twórczość Magmy może być zupełnie nieprzyswajalna.

Dlatego też poznawanie zespołu najlepiej zacząć od eponimicznego debiutu (w późniejszych latach wznawianego też pod tytułem "Kobaïa"), który jest najbardziej przystępny, bliski typowego jazz-rocka. Choć nie da się ukryć, że zespół trochę przesadził, zaczynając karierę od albumu dwupłytowego, o łącznym czasie przekraczającym osiemdziesiąt minut. Skondensowanie wydawnictwa do jednej płyty winylowej, znacznie ułatwiłoby zagłębienie się w świat Magmy. Z drugiej strony - trudno byłoby tu z czegoś zrezygnować. Całość trzyma bardzo równy poziom, a żaden utwór nie schodzi poniżej wysokiego poziomu. Żaden też jakoś znacząco nie wybija się ponad pozostałe, ale pominięcie któregokolwiek byłoby jednak pewną stratą. Bo choć tworzą spójną całość, to każdy posiada swój własny charakter. Co jest tym bardziej godne podziwu, że właściwie wszystkie są stworzone z praktycznie tych samych elementów.

Podstawą jest pomysłowa i finezyjna gra sekcji rytmicznej, z bardzo charakterystycznym, uwypuklonym brzmieniem gitary basowej. Do tego dochodzą melodyjne partie pianina, bardzo rockowa gitara (której jest tu zdecydowanie więcej, niż na późniejszych albumach zespołu) oraz rozbudowana sekcja dęta (saksofony altowy, tenorowy i sopranowy, trąbka, flety) o wyraźnie freejazzowych skłonnościach. Nie brakuje ciekawych partii solowych, ale muzycy stawiają raczej na granie zespołowe, w którym każdy instrument pełni równie ważną rolę. Niewątpliwie grają tutaj bardzo utalentowani instrumentaliści, którzy jednak nie popisują się bez potrzeby swoimi umiejętnościami. Utwory są w większości rozbudowane, a ich struktury nieprzewidywalne. Nastrój nierzadko jest bardzo podniosły, ale muzycy świadomie i umiejętnie wykorzystują patos, dzięki czemu nie może być mowy o popadaniu w kicz lub pretensjonalność. Nie brakuje tu zresztą ewidentnie humorystycznych momentów (przede wszystkim "Malaria", ale także niektóre motywy z innych utworów), pokazujących, że zespół ma do swojej twórczości dystans i po prostu bawi się muzyką. To, co odróżnia debiut od późniejszych dokonań zespołu, to także warstwa wokalna. Nie ma tu jeszcze tych charakterystycznych chórów; śpiewa jeden wokalista, a robi to w raczej rockowy sposób, choć zdarzają się i mniej konwencjonalne momenty (zwłaszcza "Stoah").

Choć styl zespołu nie jest tu jeszcze w pełni ukształtowany - a wręcz od tego odległy - już tutaj słychać bardzo oryginalne i kreatywne podejście. W chwili wydania był to album jedyny w swoim rodzaju, niezwykle intrygujący i inspirujący. Później zespół niewątpliwie się rozwinął, ale moim zdaniem nie ujmuje to nic debiutowi. Na tle późniejszych dzieł zespołu jest to, jak już wspominałem, longplay bardziej przystępny, bliski jazz-rock lub głównonurtowego rocka progresywnego, niepozbawiony łatwo przyswajalnych motywów czy melodii. Jeśli więc ktoś jeszcze nie miał do czynienia z twórczością Magmy, lub zniechęcił się do niej przez poznanie najpierw któregoś z trudniejszych albumów, śmiało może sięgnąć po ten materiał. Na koniec warto jeszcze wspomnieć o doskonałym brzmieniu, na podstawie którego trudno się domyślić, że to album sprzed prawie pięćdziesięciu lat.

Ocena: 9/10



Magma - "Magma" (1970)

LP1 ("Le voyage"): 1. Kobaia; 2. Aïna; 3. Malaria; 4. Sohïa; 5. Sckxyss; 6. Auraë
LP2 ("La découverte de Kobaia"): 1. Thaud Zaia; 2. Naü Ektila; 3. Stoah; 4. Mûh

Skład: Klaus Blasquiz - wokal; Richard Raux - saksofon altowy i tenorowy, flet; Teddy Lasry - saksofon sopranowy, flet; Alain Charlery - trąbka, instr. perkusyjne; François Cahen - pianino; Claude Engel - gitara, flet, wokal; Francis Moze - bass, kontrabas; Christian Vander - perkusja, wokal
Producent: Laurent Thibault


15 komentarzy:

  1. Ten zespół poznałem dzięki topce 50 płyt prog rocka, którą to topke znalazłem gdzieś w odmętach internetu. W tej topce był album Magmy "Mëkanïk Dëstruktïẁ Kömmandöh" Zaintrygowała mnie nietypowa melodia i tekst w dziwnym języku, fonetycznie pisząc brzmiało to tak "di kurwen di kurwen..." pomyślałem że to dosyć zabawne i od tej pory ten zespół kojarzę pozytywnie mimo że nie przesłuchałem żadnej płyty do końca.

    OdpowiedzUsuń
  2. A i w tej topce były też płyty średnie albo gówniane np. Kansas - Leftoverture, Opeth - Blackwater Park, Dream Theater - Metropolis 2 Scenes From a Memory.

    OdpowiedzUsuń
  3. To posłuchaj w całości debiutu albo "Live" z 1975 roku.

    Ta lista musiała być chyba przepisana z jakiegoś rankingu RYM czy innego ProgArchives. Przecież słuchacze tamtych zespołów nie znają (a już na pewno nie cenią) Magmy, z kolei słuchacze Magmy nie wymienialiby takich bzdetów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście że posłucham, w najbliższym czasie i całą dyskografię.

    OdpowiedzUsuń
  5. A tu mnie na tyle zachęciłeś, że skołowałem sobie już sporą część dyskografii, do początku lat 80. (nieoceniony Muro)

    Nie myślałeś by wprowadzić nową etykietę - "gamelan"?

    OdpowiedzUsuń
  6. Na ogół te wszystkie avantowe i krautrockowe zespoły właściwie od razu podobają mi się bardziej niż "zwykły" prog, jednak Magma to wyjątek. Przy nich nawet ja się poddałem. :D Ale jeszcze będę próbować, jak parę innych rzeczy lepiej ogarnę (np. rocznik 1982 który leży i kwiczy u mnie teraz).

    OdpowiedzUsuń
  7. @Filip: Magma, jako jeden z nielicznych przedstawicieli starej gwardii, nagrywa ciekawe rzeczy także w XXI wieku. Poza tym zdecydowanie nie należy ignorować koncertówek, bo tam materiał z albumów studyjnych nabiera zupełnie innego kształtu, a często są też na nich premierowe rzeczy.

    Dlaczego akurat taką etykietę miałbym wprowadzić, skoro nawet nie recenzowałem - i mało prawdopodobne żebym robił to w przyszłości - niczego z tego gatunku? I dlaczego pytasz o to akurat pod recenzją Magmy?

    @Artur: Bo Magma zdaje się mieć jednak więcej wspólnego z muzyką poważną, niż rockiem. Ale widzę na RYMie, że dzielnie słuchasz kolejnych albumów i przynajmniej "Rétrospective" zrobił na Tobie duże wrażenie. W takim razie polecam wspomniany wyżej "Live", czyli Magmę w wersji jazz-rockowo-progresywnej, trochę w stylu pierwszego wcielenia Mahavishnu Orchestra (którego debiut wysoko oceniłeś) i King Crimson z "Larks' Tongues in Aspic" (który oceniłeś zdecydowanie za nisko!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w późniejszych czasach z płyt które oceniłeś wyżej niż 6/10 Magma nagrała tylko K.A., Z koncertuwek wziąłem pod uwagę live i retrospective

      A o gamelan pytam tu bo mi się przypomniało. Tutaj ten Don Cherry, komuś polecałes jakieś płyty i też użyłeś tego określenia, uznałem więc że się spytam.

      Usuń
    2. Pozostałe na ogół są wysoko oceniane. Ja mogłem ich nie docenić. Pewnie też dam wyższe oceny, jak je sobie powtórzę.

      Don Cherry inspirował się gamelanem, wykorzystał używane w nim instrumenty, ale to nie jest czysty gamelan. Spokojnie wystarczą etykiety "free jazz" i "spiritual jazz".

      Usuń
    3. Tych płyt słuchałem rok temu, oprócz Retrospective. :P Ale wezmę się za całość jeszcze raz, bo trochę więcej wymagających rzeczy poznałem od tego czasu. Co do KC, to tu dużo więcej podejść robiłem... i chyba nadal nie do końca słyszę to, co inni tam słyszą.

      Usuń
    4. To dziwne, bardzo dziwne. Bo akurat ten zespół najlepiej godzi miłośników progowego mainstreamu i progowej awangardy. Jedni i drudzy wysoko go oceniają.

      Ponieważ Ty bardziej skłaniasz się ku awangardzie, może powinieneś posłuchać koncertów? Polecam "The Great Deceiver: Live 72-74", a także z serii KCCC części o numerach 3, 20, 24 i 48.

      Usuń
  8. Przesłuchałem na razie utwór "Kobaia" i faktycznie dosyć przystępne granie. Mi się spodobało, a nie jestem zaznajomiony z awangardą, free-jazzami itp.

    Natomiast taka ciekawostka, wpisuję na youtubie "Magma" żeby sobie coś przesłuchać, a tam jako druga pozycja wyskakuje mi takie coś: https://www.youtube.com/watch?v=nqNJiwv-m34 :D Nawet nie wiedziałem, że zespół wykonujący ten utwór tak samo się nazywa. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodziewałem się, że prędzej czy później ktoś wyskoczy z tą drugą, żenującą Magmą. Ale po co od razu wrzucać link?

      Usuń
    2. Cóż, gdybym mógł wyedytować post to bym usunął ten link. Zresztą chyba nic się nie stało, przecież ten utwór i tak pewnie każdy gdzieś słyszał, nawet jak nie wie jaki wykonawca go wykonuje, bo tytułu to się pewnie każdy domyśla. Nie sądzę abym zrobił jakąś reklamę dla tego wykonawcy i utworu.

      Usuń
    3. Reklamę może i nie, ale jeszcze ktoś tam wejdzie i dostanie raka uszu ;)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.