[Recenzja] Devadip Carlos Santana & Mahavishnu John McLaughlin - "Love Devotion Surrender" (1973)

Pewnie musiało dojść do tej współpracy. Carlos Santana i John McLaughlin szli dość podobną ścieżką muzyczną. Pierwszy zaczynał od grania mieszanki psychodelicznego rocka z muzyką latynoską, do której coraz chętniej wplatał elementy jazzowe, aż zaczęły one dominować. Drugi, jak każdy brytyjski gitarzysta rozpoczynający karierę w połowie lat 60., uczestniczył w kształtowaniu się blues- i jazz-rocka u boku Grahama Bonda, Alexisa Kornera oraz Johna Mayalla, później grał fusion z Milesem Davisem i jazz-rocka z The Tony Williams' Lifetime, a potem własnym Mahavishnu Orchestra. Obaj byli też zafascynowani wschodnim mistycyzmem, zarówno w wymiarze muzycznym, jak i duchowym.
"Love Devotion Surrender" zarejestrowano podczas dwóch sesji, w październiku 1972 oraz marcu następnego roku. W nagraniach, oprócz obu gitarzystów, udział wzięli udział dobrze sprawdzeni muzycy. Santana ściągnął Michaela Shrieve, Douga Raucha, Mingo Lewisa i Armando Perazę ze swojego zespołu, natomiast McLaughlin - żonę Eve, Billy'ego Cobhama i Jana Hammera z Mahavishnu Orchestra, Larry'ego Younga (tutaj występującego pod swoim muzułmańskim nazwiskiem Khalid Yasin) z Lifetime, a także Dona Aliasa, z którym grał podczas sesji "Bitches Brew" i "On the Corner" Davisa. Na repertuar złożyły się dwie kompozycje Johna Coltrane'a, interpretacja tradycyjnej pieśni gospel "Let Us Go Into the House of the Lord" oraz całkowicie premierowe, napisane przez McLaughlina "The Life Divine" i "Mediation".
Stylistycznie słychać podobieństwa zarówno do ówczesnych dokonań Santany z płyt "Caravanserai" oraz "Welcome" - choć już niemal zupełnie bez wpływów latynoskich - jak i tych bardziej medytacyjnych momentów Mahavishnu Orchestra. Przy czym jest to album jeszcze mocniej zdominowany przez gitarę. W koltrejnowskim "A Love Supreme", a konkretnie w interpretacji otwierającego tamten utwór segmentu "Acknowledgement", gitary zajęły miejsce saksofonu, ale McLaughlin z Santaną grają o wiele więcej dźwięków, bardziej w celu pokazania swoich umiejętności i szybkości gry, niż dodania jakiejś wartości. Wręcz jej tu ubywa, bo takie podejście pozbawia to wykonanie finezji pierwowzoru. Bliska oryginału jest natomiast gra sekcji rytmicznej, która pomimo zelektryfikowanego brzmienia dobrze oddaje ten hipnotyczny charakter, bliski hindustańskich rag.
W kolejnych nagraniach jest już na ogół lepiej. "The Life Divine" to trochę taka wariacja na temat "Acknowledgement", ale tym razem obaj liderzy grają nieco bardziej powściągliwie, często z większym wyczuciem, choć momentami wciąż balansując na granicy masturbacyjnych popisów. Ogólnie jednak tym razem udaje im się w swoich partiach lepiej uchwycić ten uduchowiony nastrój "A Love Supreme". Oczywiście gitarzyści dalej zawłaszczają większość przestrzeni dla siebie, ale warto wsłuchać się, jak świetną robotę wykonała sekcja rytmiczna. Szesnastominutowy "Let Us Go Into the House of the Lord" to natomiast modelowy przykład spiritual jazzu, tylko o zelektryfikowanym brzmieniu. Nie da się ukryć, że aranżacja bardzo przypomina tę z albumu "Deaf Dumb Blind" Pharoaha Sandersa, przełożoną na jazz z gospel przez Lonniego Listona Smitha. Tu znów liderom zdarza się zagrać i bardziej efekciarsko, i w bardziej wyrafinowany sposób, ale przede wszystkim warto odnotować, że w końcu zostawiają trochę przestrzeni dla rozbudowanej sekcji rytmicznej.
Całkiem inaczej prezentują się dwie zdecydowanie krótsze kompozycje nagrane przez sygnujących ten album muzyków jedynie w duecie. Zagrana na akustycznych gitarach "Naima" - jedna z najsłynniejszych kompozycji Trane'a, po raz pierwszy wydana na "Giant Steps" - oraz fortepianowo-gitarowy "Meditation" to już rzeczy zdecydowanie bardziej subtelne, delikatne, wręcz intymne. Nie brakuje w nich wirtuozerii, ale tym razem bez zgubnego szarżowania. Jest tu coś z klimatu "A Lotus on Irish Stream" Mahavishnu Orchestra, a konkretnie melodyka i medytacyjny nastrój kojarzące się z muzyką hindustańską.
Nie jestem wielkim miłośnikiem "Love Devotion Surrender". John McLaughlin i Carlos Santana mają w swoim dorobku wiele płyt, na których o wiele lepiej panują nad swoją skłonnością do popisywania się szybkością gry oraz techniką. Tutaj często wymyka się to spod kontroli - szczególnie w otwieraczu, ale także licznych fragmentach dwóch pozostałych dłuższych utworów - tak jakby każdy z nich pragnął jak najbardziej zaimponować temu drugiemu (i ogólnie gitarzystom), nawet kosztem estetycznej wartości albumu. Połączenie wschodniego mistycyzmu, a konkretnie tego uduchowionego nastroju typowego dla spiritual jazzu, z tak nachalnym epatowaniem wirtuozerią, powoduje tu wyraźny dysonans. Najbardziej przekonująco wypadają te bardziej powściągliwe momenty, szczególnie oba nagrania akustyczne. Nie mogę się natomiast przyczepić do gry sidemanów czy brzmienia całości.
Ocena: 7/10
Recenzja dodana: 06.2024
Devadip Carlos Santana & Mahavishnu John McLaughlin - "Love Devotion Surrender" (1973)
1. A Love Supreme; 2. Naima; 3. The Life Divine; 4. Let Us Go Into the House of the Lord; 5. Meditation
Skład: Devadip Carlos Santana - gitara; Mahavishnu John McLaughlin - gitara, pianino; Mahalakshmi Eve McLaughlin - pianino; Khalid Yasin (Larry Young) - pianino, organy; Doug Rauch - gitara basowa; Don Alias - perkusja i instr. perkusyjne; Billy Cobham - perkusja i instr. perkusyjne; Jan Hammer - perkusja i instr. perkusyjne; Mike Shrieve - perkusja i instr. perkusyjne; Mingo Lewis - instr. perkusyjne; Armando Peraza - instr. perkusyjne, wokal
Producent: Carlos Santana i John McLaughlin
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.