[Recenzja] Gentle Giant - "In a Glass House" (1973)



Dlaczego tak dobry, niepowtarzalny zespół, jak Gentle Giant, nie zdobył popularności porównywalnej przynajmniej z King Crimson czy Genesis z czasów Petera Gabriela? Na przeszkodzie na pewno mógł stanąć niekonwencjonalny charakter muzyki i jej złożoność. A gdy pod koniec kariery muzycy zaczęli grać prościej, zgodnie z ówczesnymi trendami, to jednocześnie jakby zapomnieli pisania dobrych melodii. Niewątpliwie mógł też jednak zaszkodzić brak odpowiedniej promocji. A niektóre działania wydawców przypominały wręcz sabotaż, jak np. akceptacja szkaradnych okładek, publikowanie na singlach zupełnie niekomercyjnych kawałków zamiast tych bardziej przystępnych czy wysłanie zespołu na trasę w roli supportu Black Sabbath. Najbardziej dziwi chyba to, że decydenci Columbia Records - firmy wydającej płyty zespołu w Ameryce Północnej - postanowili w ogóle nie publikować tam albumu "In a Glass House", chociaż to właśnie w Stanach Gentle Giant odnosił jedyne sukcesy komercyjne, a ten longplay najbardziej zbliża się do amerykańskiej muzyki.

"In a Glass House" to pierwszy album Gentle Giant nagrany w kwintecie, a zarazem w składzie, który przetrwał już do końca kariery zespołu. To także kolejny, po "Three Friends", album koncepcyjny - tym razem nieopowiadający jednak spójnej historii, za to z tekstami nawiązującymi do brytyjskiego aforyzmu "Ci, którzy mieszkają w szklanych domach, nie powinni rzucać kamieniami". Utworów na płycie jest sześć, ale na zakończenie pojawia się jeszcze miniatura "Index" - coś w rodzaju spisu treści, a konkretnie krótkich fragmentów każdego z właściwych nagrań. Na początku i na końcu płyty słychać dźwięki tłuczonego szkła. To odpowiednio obrobione nagranie z archiwum efektów dźwiękowych BBC. Podobno dokładnie z tego samego źródła czerpał Orson Welles podczas prac nad "Obywatelem Kane'em".

Aż cztery utwory na tej płycie trwają od trochę ponad siedmiu do lekko powyżej ośmiu minut, co w przypadku tego zespołu - zwykle mieszczącego swoje liczne pomysły w mniej niż pięciu minutach - jest naprawdę wyjątkową sytuacją. Właśnie w tych nagraniach słychać to bardziej amerykańskie podejście, a konkretnie jakby inspirację tamtejszym fusion. Słychać ją przede wszystkim w grze sekcji rytmicznej - bardzo gęstej, wypuklonej w miksie, nawet lekko funkującej. Podobne skojarzenia mogą budzić partie coraz częściej używanego syntezatora czy elektrycznego pianina, a także nieco bardziej wyeksponowana gitara. Muzyka Gentle Giant zachowuje tu jednak dotychczasową złożoność, wyrafinowanie i frywolność.

Utwory w rodzaju "The Runaway" czy "Experience" pełne są skomplikowanych, zmiennych rytmów, co chwile zmieniających się motywów i nastroju, dziwnych melodii i wstawek w stylu muzyki dawnej (zwłaszcza w tym drugim, momentami mocno mediewalnym). Wręcz można odnieść wrażenie, że zespół stara się jeszcze bardziej pogmatwać swoją muzykę. Kreatywność instrumentalistów wciąż zachwyca. Czy ktokolwiek inny mógłby nagrać taki utwór, jak "Way of Life"? Nie sądzę. Piosenkowe fragmenty o optymistycznym nastroju, szybkim tempie i wręcz tanecznej rytmice przeplatają się tu ze złożonymi sekcjami instrumentalnymi oraz podniosłymi zwolnieniami z kościelnymi organami. Innym świetnym nagraniem jest tytułowy "In a Glass House", z początku pełen frywolnych melodii, bogato zaaranżowany - oprócz przeróżnych brzmień klawiszowych słychać m.in. skrzypce czy obecne tylko w tym nagraniu saksofony. W dalszej części utwór jednak staje się nieco prostszy, a na pierwszy plan wychodzi potężne hardrockowe riffowanie Gary'ego Greena, poprzetykane akustycznymi wstawkami. Skrócona wersja tego nagrania wyszła na singlu, ale nie odniosła żadnego sukcesu.

Na albumie znalazły się także dwa krótsze utwory. "A Reunion" to wręcz miniatura, trwająca niewiele ponad dwie minuty. Jest to też najprostsze na płycie nagranie - pastoralna piosenka z delikatnym śpiewem Kerry'ego Minnneara, oparta przede wszystkim na brzmieniach smyczków i gitary akustycznej, których partie kojarzą z muzyką dawną, renesansową. Dwukrotnie dłuższy "An Inmate's Lullaby" to już nagranie zdecydowanie bardziej współczesne i niekonwencjonalne, o wręcz awangardowym charakterze. Beznamiętnemu wokalowi Dereka Shulmana towarzyszą tu jedynie partie Minneara na różnych instrumentach perkusyjnych, jak czelesta, wibrafon, marimba, dzwonki czy kotły. Wypada to niesamowicie intrygująco i oryginalnie, choć dla miłośników bardziej typowego rocka progresywnego jest to niewątpliwie utwór bardzo wymagający.

Ogólnie "In a Glass House" wydaje się najmniej przystępnym albumem Gentle Giant. Niekoniecznie jednak usprawiedliwia to decyzję Columbii, by w Stanach i Kanadzie tej płyty nie wydawać. Ponoć i tak rozeszło się tam około 150 tysięcy egzemplarzy, a gdyby nie dodatkowy koszt importu, sprzedaż mogłaby być jeszcze wyższa. Wciąż było też spore zainteresowanie koncertami. Przy lepszej promocji dałoby się pewnie odnieść nieco większy sukces. Zwłaszcza że to niesamowicie fascynująca muzyka, pełna oryginalnych pomysłów i złożonych partii instrumentalnych, ale też świetnych, zapamiętywanych melodii. Moim zdaniem album nie ustępuje ani wcześniejszym dziełom Gentle Giant, ani najlepszym płytom innych przedstawicieli progresywnego rocka.

Ocena: 10/10

Zaktualizowano: 05.2024



Gentle Giant - "In a Glass House" (1973)

1. The Runaway; 2. An Inmate's Lullaby; 3. Way of Life; 4. Experience; 5. A Reunion; 6. In a Glass House

Skład: Derek Shulman - wokal (1-4,6), flet (1), saksofon altowy (6), saksofon sopranowy (6); Kerry Minnear - wokal (1,3-6), instr. klawiszowe, flet (1,3), marimba (1,2), wibrafon (2), dzwonki (2,4), instr. perkusyjne (2), wiolonczela (5); Gary Green - gitara (1,3-6), flet (3), mandolina (6), instr. perkusyjne (6); Ray Shulman - gitara basowa (1,3-6), gitara (6), skrzypce (3-6), instr. perkusyjne (4), dodatkowy wokal (1,6); John Weathers - perkusja i instr. perkusyjne (1,3-6)
Producent: Gentle Giant i Gary Martin


Komentarze

  1. Choć w wielu wypowiedziach czytam/słyszę o zachwytach nad tą właśnie pozycją, osobiście - będąc zagorzałym wielbicielem GG od ich muzycznych początków - zupełnie nie podzielam tego zdania. Płyta, owszem niezła ale na poziomie max. 7-8 pkt. Zbyt mało "powietrza" pomiędzy poszczególnymi dźwiękami - co było tak charakterystyczne i wspaniałe w poprzednich dokonaniach. Lubię ale nie kocham... :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie najtrudniejsza ich płyta. Piękna, jedna z najlepszych, ale cholernie ciężka do załapania, chyba przez tą amerykańskość.

    OdpowiedzUsuń
  3. Funku tu nie znalazłem, niestety ;/ dla mnie Inmate's Lullaby rządzi, mega zapamiętywalna rzecz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Może to tylko moje wrażenie ale, przynajmniej na spotifaju, brzmienie płyty pozostawia wiele do życzenia i nie pozwala w pełni docenić tych wspaniałych aranżacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje więc czekać na remaster Stevena Wilsona. Wszystkie pozostałe albumy od "Octopus” do "The Missing Piece" już poprawiał, więc to pewnie kwestia czasu.

      Usuń
    2. Słuchałem z ciekawości "Three Friends" w wersji Wilsona i tu z kolei bardziej przekonało mnie brzmienie oryginału. Do oryginalnych "Acquiring The Taste" i "Octopus" też nie mogłem się przyczepić, dlatego nawet nie szukałem alternatywy. Dopiero na tej płytce pojawił się problem, także z pewnością sprawdzę remaster gdy już wyjdzie

      Usuń
    3. Masz zapewne na myśli utwór "Three Friends", bo cały album nie ma i nie będzie mieć wersji Wilsona. Z pierwszych trzech płyt Gentle Giant zachowała się tylko cześć oryginalnych taśm, z którymi mógł pracować. Wydana pare lat temu kompilacja "Three Piece Suite" zawiera wszystkie utwory z tego okresu, jakie dało się poprawić. Jak wygląda sytuacja z "In a Glass House" - nie wiem, ale na pewno zasługuje na takie wznowienie.

      Tak jak ogólnie nie przepadam ani za współczesnymi remasterami, ani za autorską twórczością Wilsona, tak remastery Wilsona bardzo sobie cenię. "Red" King Crimson w jego wersji to jest jeden z moich najlepiej brzmiących winylów. Gość mógłby się skupić tylko na tym i muzyka więcej by zyskała niż dzięki jego twórczości.

      Usuń
    4. Pomyłka się wkradła, chodziło o to co jest na Spotify podpisane jako remaster z 2011. Wersji Wilsona tej płyty istotnie nie ma, natomiast, skoro polecasz, sprawdzę w wolnym czasie co zdziałał z "Octopus" (z czystej ciekawości, oryginałowi nie mam niczego do zarzucenia). A co do "In A Glass House" - szukając na szybko informacji w internecie widziałem wpis na Reddicie twierdzący, że niestety oryginalne taśmy też w tym przypadku zaginęły. Nie weryfikowałem tego, natomiast potencjalnie mogłoby to być przyczyną braku wznowienia

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)