[Recenzja] Metallica - "Master of Puppets" (1986)
Jeden z najsłynniejszych albumów metalowych. Cieszący się uznaniem także wśród osób nie słuchających tak ciężkiej muzyki na co dzień. To dlatego, że "Master of Puppets" to nie tylko metalowe łojenie, ale także przemyślane kompozycje i dobre melodie. Styl zespołu dojrzał, podobnie jak sami muzycy (w końcu zmężniał głos Hetfielda), co słychać nawet w tych bardziej agresywnych utworach. "Master of Puppets" nie wziął się jednak znikąd. Zespół po prostu rozwinął pomysły z poprzedniego longplaya.
Nawet struktura albumu jest niemal identyczna. Zwłaszcza pierwsza strona: na otwarcie rozpędzony, agresywny utwór z akustycznym wstępem ("Battery"), potem utwór tytułowy ("Master of Puppets"), następnie bardziej melodyjny kawałek ("The Thing That Should Not Be") i na koniec mocna ballada ("Welcome Home (Sanitarium)"). Każdy z nich brzmi dużo dojrzalej od swojego pierwowzoru. I o ile dwa ostatnie stawiam mniej więcej na równi z ich odpowiednikami z "Ride the Lightning", tak dwa pierwsze zdecydowanie wyżej. Niestety, druga strona znów wypada słabiej - zespół ponownie wrzucił tutaj parę wypełniaczy ("Disposable Heroes" i "Leper Messiah" - oba nieco ciekawsze od odpowiedników z poprzednika, ale i tak średnie) i długi utwór instrumentalny ("Orion", który nie oferuje niczego ciekawego, poza solówką Burtona). Poza tym, na poprzednim albumie pomiędzy słabszymi utworami umieszczony był świetny "Creeping Death", a tutaj ledwie przyzwoity "Damage Inc." (obok otwieracza najbardziej agresywny fragment albumu).
Mimo powtórzenia sprawdzonego schematu, "Master of Puppets" to naprawdę udany album, ciekawie rozwijający patenty z poprzednika. Znalazły się tu jedne z najbardziej rozpoznawalnych -i najlepszych - utworów zespołu. Choć nie obyło się też bez kilku słabszych momentów.
Nawet struktura albumu jest niemal identyczna. Zwłaszcza pierwsza strona: na otwarcie rozpędzony, agresywny utwór z akustycznym wstępem ("Battery"), potem utwór tytułowy ("Master of Puppets"), następnie bardziej melodyjny kawałek ("The Thing That Should Not Be") i na koniec mocna ballada ("Welcome Home (Sanitarium)"). Każdy z nich brzmi dużo dojrzalej od swojego pierwowzoru. I o ile dwa ostatnie stawiam mniej więcej na równi z ich odpowiednikami z "Ride the Lightning", tak dwa pierwsze zdecydowanie wyżej. Niestety, druga strona znów wypada słabiej - zespół ponownie wrzucił tutaj parę wypełniaczy ("Disposable Heroes" i "Leper Messiah" - oba nieco ciekawsze od odpowiedników z poprzednika, ale i tak średnie) i długi utwór instrumentalny ("Orion", który nie oferuje niczego ciekawego, poza solówką Burtona). Poza tym, na poprzednim albumie pomiędzy słabszymi utworami umieszczony był świetny "Creeping Death", a tutaj ledwie przyzwoity "Damage Inc." (obok otwieracza najbardziej agresywny fragment albumu).
Mimo powtórzenia sprawdzonego schematu, "Master of Puppets" to naprawdę udany album, ciekawie rozwijający patenty z poprzednika. Znalazły się tu jedne z najbardziej rozpoznawalnych -i najlepszych - utworów zespołu. Choć nie obyło się też bez kilku słabszych momentów.
Ocena: 8/10
Metallica - "Master of Puppets" (1986)
1. Battery; 2. Master of Puppets; 3. The Thing That Should Not Be; 4. Welcome Home (Sanitarium); 5. Disposable Heroes; 6. Leper Messiah; 7. Orion; 8. Damage Inc.
Skład: James Hetfield - wokal i gitara; Kirk Hammet - gitara; Cliff Burton - bass; Lars Ulrich - perkusja
Producent: Metallica i Flemming Rasmussen

Na tym krążku kończy się dla mnie wielka Metallica. Następne 2 płyty mimo że udane, nie prezentowały już takiego poziomu. Przynajmniej na żywo dalej prezentowali wyborny poziom (tak do początku lat 90). W ogóle odnoszę wrażenie, że po śmierci Cliffa to nie był już ten sam zespół. Wielka strata.
OdpowiedzUsuńA "Master of Puppets" wiadomo - klasyka (choć odrobinę bardziej cenię poprzednika).
Słucham Metalliki od około 25 lat i ten album oczywiście lubię, ale nie uważam go za arcydzieło ponieważ powiela schemat płyty wcześniejszej.
OdpowiedzUsuńTo właśnie Ride The Lightning jest dla mnie najlepszym wydawnictwem tego zespołu, choć tak jak Master zawiera dwa typowe thrashowe wypełniacze. No może Orion jako instrumental jest odrobinę ciekawszy,ale całościowo to album wcześniejszy jest tym lepszym.
Gdybym miał jednak coś wyróżnić na Masterze to oczywiście będzie to utwór tytułowy, nawiązująca do Lotu nad kukułczym gniazdem ballada Welcome Home,choć w drugiej części fajnie zaostrzona i poprzedzający ją utwór The Thing That Should Not Be.Ciężki, z wyraźnym uklonem w stronę Black Sabbath,ale posiadający własny charakter.
Pozostałe utwory stanowią dla mnie bardzo dobre uzupełnienie płyty, ale z zastrzeżeniem o którym pisałem wcześniej. Zwłaszcza Leper Messiah sprawia wrażenie wypelniacza.
Ode mnie 8/10.
Metallica to idealny zespół do odmóżdżenia się przy nie wymagającej wielkiej uwagi grze jak np. Call Of Duty
OdpowiedzUsuńLeper Messiah wypełniaczem ?. Widać jak gusta są różne, bo dla mnie Leper Messiah to nie tylko najlepszy kawałek z tej płyty wraz z The Thing That Should Not Be ale te 2 kawałki to dla mnie w ogóle najlepsze 2 utwory Metalliki.
OdpowiedzUsuńTo raczej bardzo powszechna opinia. Nie żeby zdanie większości miało faktyczne przełożenie na jakość muzyki, chociaż akurat w przypadku popu, jakim jest Metallica, zwykle to te najpopularniejsze kawałki są tymi najbardziej charakterystycznymi, a pozostałe sprawiają wrażenie napisanych na szybko, byle dociągnąć album do wymaganej długości. Jako nastolatek sporo się "Master of Puppets" nasłuchałem i nawet teraz mogę bez trudu odtworzyć sobie w głowie kawałki ze strony A winyla, zaś tych ze strony B kompletnie nie pamiętam. Nie ma tam takich wyrazistych riffów czy melodii, które by je wyróżniały jakoś na tle samego thrash metalu, a co dopiero muzyki ogółem.
UsuńNie wiem czy dobrze rozzumiem twoj komentarz. Te 2 utwory nie dosc ze sa mniej popularne to odbiegaja stylem od metalliki i metalu w ogole. to nie sa patataje ale grane w srednich tempach. jak bylem szczniakiem to ich nie cierpialem bo zaburzaly mi dynamike plyty. teraz je najbardziej lubie bo slychac w nich kuszt kompozycyjny a nie granie na leb na szyje. sa powazne bez szczeniackich galopad
OdpowiedzUsuńNie pisałem nic o tempie utworów, tylko że nagrania z drugiej połowy albumu sprawiają moim zdaniem wrażenie pisanych w pośpiechu na kolanie.
UsuńO nie Should i Messiah to właśnie starannie skomponowane utwory, właśnie nie w pośpiechu czyli patataj i jakaś tam melodia ale właśnie wypieszczone kompozycje. nie grają ich na koncertach bo to kawałki do słuchania a nie pogowania więc pewnie dlatego są mniej popularne no i nie dla dzieci
OdpowiedzUsuń"The Thing That Should Not Be" jest akurat z pierwszej połowy płyty i nie mam mu nic do zarzucenia. Natomiast w przypadku "Leper Messiah" problemem jest raczej brak wyrazistości, a nie tempo. Taki "For Whom the Bell Tolls" też nie jest szybki, a należy do najbardziej lubianych i najczęściej granych na żywo kawałków zespołu.
UsuńDzielenie nagrań Metalliki na te "dla dzieci" i, jak rozumiem, dla dojrzałych, to miał być żart?
rozumiem twoją aluzję że metallica jest cała dla dzieci (bo przecież tylko jazz jest dla dorosłych) ale właśnie te 2 kawałki wyróżniają się w tym sensie
UsuńTrzymajmy się tematu. O jazzie nic nie pisałem, ani nie czyniłem do niego aluzji.
UsuńMetallica to jest zespół o zerowym progu wejścia - nie trzeba żadnego wcześniejszego przygotowania, żadnego osłuchania. I dotyczy to każdego ich kawałka, nie ma w tej muzyce nic trudnego. Właśnie dlatego często jest to pierwszy zespół, po jaki sięgają dzieciaki.
Myslę że dzieciaki sięgają po to na początku dlatego że to najsłynniejszy zespół. na ogól sięga się po to o czym się słyszy a słyszy się zazwyczaj Iron Maiden i Metalikę. Kilka dni temu w empiku (była promocja 3 za 2) jedna starsza pani szukała czarnej Metalliki i Pink Floyd gdzie jest High Hopes bo to jest najsłynniejsze. Ja jej wybrałem Master of Puppets oraz Dark Side i Wish You Were Here. Była sceptyczna bo nie słyszała o tym i moje zapewnienia że to najważniejsza płyta Metaliki i Pink Floyd wywołała u niej zdziwienie ale wzięła, ciekawe czy w domu się na mnie obraziła. W jazzie też najpierw sięga się po Miles Davisa Kind of Blue i Johna Coltrana A Love Supreme a nie Mingusa czy Erica Dolphiego czy nawet Bitches Brew czy Ascension. Nie dlatego że to prostsze tylko znane a że znane bo prostsze to inna sprawa. Taki jest świat. Zenka wszyscy znają bo prosty. W metalu Metallica jest prostsza od Atheist ale po prostu znana wszystkim. Jak się złapie bakcyla w każdym gatunku to się brnie ...
UsuńNie dlatego że to prostsze tylko znane a że znane bo prostsze to inna sprawa.
UsuńTo dokładnie ta sama sprawa, ponieważ jedno wynika z drugiego. Muzyka trudniejsza w odbiorze nie ma szans być tak popularna, jak Metallica, Iron Maiden, Pink Floyd od czasu "Meddle" czy te najsłynniejsze płyty Milesa Davisa i Johna Coltrane'a. Wszystkie te rzeczy łączy ogromna przystępność (w przypadku dwóch ostatnich przykładów - duża przystępność jak na jazz). I zauważ, że nie twierdzę, że w przystępności jest cokolwiek złego. Stwierdzam jedynie, że popularność Metalliki wynika z tego, że w tej muzyce nie ma niczego, co sprawiałoby trudność początkującemu słuchaczowi.
Już nie deprecjonuj tak tego zespołu.
UsuńMetallica to jest zespół o zerowym progu wejścia - nie trzeba żadnego wcześniejszego przygotowania, żadnego osłuchania. I dotyczy to każdego ich kawałka, nie ma w tej muzyce nic trudnego. Właśnie dlatego często jest to pierwszy zespół, po jaki sięgają dzieciaki.
Niby się zgodzę, ale są dzieciaki dla których i taka muzyka jest za trudna, to nie te które słuchają Metalliki są na samym końcu łańcucha pokarmowego, ale te co słuchają tego co obecnie jest promowane w radio/na festiwalach i galach (Fryderyki?) emitowanych w telewizji/pojawia sie na ścieżkach dźwiękowych tych nowych filmów, których zapowiedzi są tak częste, że siłą rzeczy ściągają do kin najwięcej osób. Mam wymieniać o jakich wykonawców chodzi? ;)
Skoro MOP jest wyraźnie słabszy od RTL, to czemu oba mają taką samą ocenę?
Nie pisałem, że jest dużo słabszy od poprzednika, ani że jest słaby. Obie te płyty są naprawdę dobre w swojej kategorii, tylko nie ma sensu zaprzeczać, że nie wszystkie utwory są tak samo wyraziste. Nie ma też powodu, żeby twierdzić, że coś z repertuaru Metalliki może być za trudne dla słuchaczy. Z pewnością są tacy, którym ta muzyka nie będzie się w ogóle podobać, ale w niej samej nie ma nic, co mogłoby stawiać wymagania słuchaczom bez żadnego osłuchania. Dodam jeszcze, bo może nie jest to oczywiste, że nie uważam, by wysokość progu wejścia była proporcjonalna do jakości. To, że Metallica ma zerowy punkt wejścia, czyli tak samo, jak to, czego głównie słuchają dziś dzieciaki, nie znaczy, że jest takim samym chłamem.
UsuńDawanie 8/10 plycie pomnikowej...az mnie ciekawi co ma 10/10.....
OdpowiedzUsuńTak, tak, oczywiście, "Master od Puppets" wzbudza w nas zachwyt i miłość dlatego, że wielkim albumem jest!
UsuńPolecam mniej konformistyczne podejście, bez zachwycania się tymi wszystkimi klasycznymi płytami tylko dlatego, że w Teraz Rocku i innych skostniałych mediach przekonują o ich wybitności, często bez merytorycznych argumentów. Jak się posłucha więcej różnorodnej muzyki, to sporo tych klasyków okazuje się płytami jakich wiele, tylko bardziej popularnymi ze względu na obecność jednego czy kilku przebojów.
Dlaczego zarzucasz Metallice rzekome kopiowanie struktury albumu, ale już tego samego nie robisz odnośnie innych wykonawców, jak chociażby Black Sabbath czy Led Zeppelin?
OdpowiedzUsuńPewnie dlatego, że tamte zespoły nie nagrały dwóch tak ewidentnie podobnych do siebie albumów, jak te cztery Metalliki. Nie jest jednak prawdą, że tylko tej grupie to zarzucam. Choćby recenzja "In the Wake of Poseidon" King Crimson skupia się na omówieniu podobieństw - i różnic - z debiutem. Tam faktycznie strony A winylowych wydań mają identyczną strukturę.
UsuńCztery? Moim zdaniem różnica między "Kill 'Em All" a "Ride the Lightning", "Master of Puppets" czy "…And Justice for All" jest spora, by nie napisać duża. I nie napisałem, że tylko Metallice zarzucasz. Jednak taki "Black Sabbath Vol. 4" pod względem struktury jest niesamowicie podobny do "Paranoid" (a już na pewno bardziej niż trzeci album Metalliki względem drugiego), ale jednak o tym nie wspomniałeś. Nie żeby to była wada tychże płyt, bo jakoś mi to nie przeszkadza, lecz po prostu stwierdzam fakty.
UsuńDlaczego założyłeś, że chodzi o "Kill 'em All"? To "Desth Magnetic" powszechnie uchodzi za nachalne naśladowanie albumów z lat 1984-88. Trudno zaprzeczyć, że:
Usuń1) Wszystkie rozpoczyna agresywny utwór ze zmyłką w postaci łagodniejszego wstępu.
2) Następny jest utwór tytułowy, zazwyczaj bardziej rozbudowany. Tu akurat wyjątkiem jest "DM", gdzie w ogóle nie ma kawałka tytułowego, a na drugiej ścieżce zamieszczono podróbkę "Creeping Death".
3) Trzeci kawałek ma wolniejsze tempo i wyraźniej zaznaczoną linię melodyczną.
4) Czwarta jest ballada z ostrzejszymi refrenami i przyśpieszeniem w drugiej połowie.
5) Po czwartym nagraniu ukrywają się przeważnie mniej charakterystyczne kawałki, z pewnymi wyjątkami, jak "Creeping Death" czy "Harvester of Sorrow".
6) Ostatni (na "RtL") lub przedostatni (na pozostałych) jest długi instrumental.
7) Od czasu "MoP" ostatni kawałek jest najszybszy i najbardziej agresywny.
W przypadku "Paranoid" i "Vol. 4" te rzekome odpowiedniki różnią się zdecydowanie: tempem, nastrojem, aranżacją..Na "Czwórce" dochodzą eksperymenty z brzmieniem, poszerzanie instrumentarium. Całkiem inny jest klimat i dynamika tych płyt. U Metalliki nie było takiego progresu. "MoP" nie wnosi nowych pomysłów, "AJFA" przynosi tylko konpozytorską nieudolność i pogorszone brzmienie, a "DM" to zamierzony, koniunkturalny autoplagiat.
Skoro miałeś na myśli "Death Magnetic", to zgadzam się. Nie wiem czemu pomyślałem, że może akurat chodzić o "Kill 'Em All". Być może myślałem, że są brane pod uwagę cztery albumy z rzędu, a 20-letnia przerwa pomiędzy kolejnymi jakoś mi nie pasowała.
UsuńMam tylko kilka małych zastrzeżeń: nie do końca mi do tej układanki pasuje "Broken, Beat & Scarred" z ich IX albumu. "Fade to Black" nie ma refrenu. Choć może się to wydawać dziwne, na "…And Justice for All" nie ma utworu instrumentalnego. "Od czasu "MoP" ostatni kawałek jest najszybszy i najbardziej agresywny" – ale mowa tylko o tych wspomnianych wcześniej czterech albumach? Ponieważ na takich płytach jak chociażby na "Load", "Reload" czy "Metallica" nie zauważyłem czegoś takiego. Co do reszty jak najbardziej zgoda.
Jak dla mnie "War Pigs" i "Wheels of Confusion" mają podobne i tempo i czas, są wolne, posępne, bez refrenu i również w drugiej instrumentalnej połowie następuje przyspieszenie. Kolejne utwory na albumach trwają po 3 minuty i są zdecydowanie bardziej żwawe i "radośniejsze". Trzeci utwór to ballada. Co do poszerzania instrumentarium, to jednak się nie zgodzę, ponieważ fortepian mieliśmy już w "Planet Caravan", a syntezator pojawił się już wcześniej przy "Children of the Grave". Za to na albumie "Paranoid" mieliśmy jeszcze bongosy oraz efekt wah-wah, a na "Master of Reality" nawet flet i dzwoneczki. Na "Black Sabbath Vol. 4" pojawił się za to zupełnie niepotrzebny "FX". Natomiast trzeci utwór strony B jest instumentalny. I tego typu skojarzeń odnoszę jeszcze dużo więcej.
Żeby było śmieszniej, nawet problem z tytułem albumu się powtórzył ; J
I znowu, tylko zwracam uwagę, nie przeszkadza mi to. A same albumy Black Sabbath jak dla mnie co najmniej genialne, podonie jak "Master of Puppets" Metalliki, być może też "Ride the Lightning".
Trochę pomieszałeś. Syntezator jest w "After Forever", a nie "Children of the Grave". Flet pojawił się po raz pierwszy w "Planet Caravan", choć w "Solitude" jest bardziej wyeksponowany. A z pianinem jest na odwrót - pojawiło się w "Solitude", ale to tylko kilka dźwięków na dalszym planie, podczas gdy w "Changes" pełni już dominującą rolę. O ile psychodeliczny "Planet Caravan" i folkowy "Solitude" wpasowały się w klimat swoich albumów, tak przy "Changes" zawsze miałem wrażenie, że nagle zaczyna się inny album, innego zespołu.
UsuńNiezależnie od tego, że zespół już wcześniej rozszerzał instrumentarium (już na debiucie jest drumla), to na "Vol. 4" wciąż to robi i to na większą skalę. Nowości to melotron w "Changes", nietypowe perkusjonalia w "Supernaut", niekonwencjonalnie użycie gitary w "FX", orkiestracje w "Snowblind" i "Laguna Sunrise". No jest postęp bezsprzecznie.
Te drobne różnice w kawałkach Mettaliki - jak to, że w "Fade to Black" rolę refrenu pełnią instrumentalne przejścia, a w "To Live Is to Die" jest krótka recytacja - nie zmieniają charakteru tych utworów, utrzymanych w dokładnie tym samym stylu co odpowiedniki z innych płyt, z identycznym instrumentarium, podobnym brzmieniem (różnice na "AJFA" i "DM" to kwestia spieprzonego masteringu), tym samym klimatem. Jako kontrprzykład podajesz "Rat Salad" i "Laguna Sunrise", które łączy tylko tyle, że oba są instrumentalne. Pierwszy to energetyczny, hardrockowy numer z solówką perkusyjną, drugi - delikatna miniatura na gitarę akustyczną z orkiestralnym tłem. Inne utwory też są podobne tylko pod pewnymi względami, a pod innymi różnią się diametralnie, co zmienia ich ogólny charakter. Metallica jest po prostu znacznie bardziej jednowymiarowa.
Tak, trochę pomieszałem. Ale ty również.
UsuńRzeczywiście, jest syntezator w "After Forever". Tylko co w takim razie słychać w "Children of the Grave" w okolicach 2:22 jeśli nie syntezator?
Racja, flet występuje w "Planet Caravan". Ale jeśli chodzi o pianino, to przecież również, w samej końcówce tego utworu. Obejrzałem dokument "Classic Albums: Black Sabbath – Paranoid" i mogę nawet wskazać, że zagrał na nim Tom Allom, inżynier.
Myślałem, że w "Changes" słychać ponownie syntezator, ale nie melotron, więc jednak pomyliłem się. Wracając na chwilę do pianina, to w tym utworze zdecydowanie ma inny charakter, ale sama ballada, choć różni się wyraźnie od charakteru innych utworów, to w mojej opinii jest co najwyżej dobrą piosenką (taką 6/10) i nic więcej. To mimo wszystko nie był zbyt udany eksperyment. "FX" także jest, niestety, zupełnie niepotrzebny.
Skoro "Rat Salad" i "Laguna Sunrise" łączy to, że są tylko instrumentalne, no to przecież analogicznie "Ride the Lightning" i "Master of Puppets" mają ze sobą wspólnego tylko tyle, że od tych utworów wzięły się tytuły albumów (co nawet sam wskazałeś w recenzji, nie podając przy tym ani jednej wspólnej cechy muzycznej). Dobrze przecież wiem, że są to cztery zupełnie różne od siebie utwory.
Dodam jeszcze, iż "Fade to Black" różni się od pozostałych wymienionych ballad tym, że pojawia się tam jeszcze niemało gitary akustycznej. A to, że Anglicy (na których debiucie słychać wszakże jeszcze harmonijkę oraz tamburyn) zdecydowanie bardziej urozmaicali od amerykańskiej formacji, to w 100% zgoda.
Oparłem się na "listach płac" z okładek i swojej pamięci tych utworów, ale pierwsze są niekompletne, a jak widać, nawet po kilkudziesięciu przesłuchaniach po pewnym czasie przestaje się pamiętać różne szczegóły. To jednak pokazuje jedno - że te dodatkowe instrumenty w "Planet Caravan" czy "Children of the Grave" są tylko dodatkiem, który nie wpływa na charakter tych utworów. Ale już w przypadku "Changes" trudno zapomnieć o klawiszach, bo one determinują charakter tego utworu
Usuń(...) ale sama ballada, choć różni się wyraźnie od charakteru innych utworów, to w mojej opinii jest co najwyżej dobrą piosenką (taką 6/10) i nic więcej. To mimo wszystko nie był zbyt udany eksperyment. "FX" także jest, niestety, zupełnie niepotrzebny.
Tylko nie dyskutujemy o jakości tych utworów, a o tym, że były czymś nowym w dyskografii Black Sabbath.
Skoro "Rat Salad" i "Laguna Sunrise" łączy to, że są tylko instrumentalne, no to przecież analogicznie "Ride the Lightning" i "Master of Puppets" mają ze sobą wspólnego tylko tyle, że od tych utworów wzięły się tytuły albumów
Te dwa kawałki Metalliki same w sobie nie są do siebie podobne bardziej, niż mnóstwo innych randomowych kawałków thrash-metalowych.
Tylko tu dochodzi pewien kontekst. Otóż oba w porównaniu z poprzedzającym je na płycie kawałkiem są bardziej rozbudowane, mniej agresywne, a bardziej melodyjne. Ewidentnie na tych albumach powtarza się taki schemat, że z pierwszych czterech utworów każdy kolejny jest coraz łagodniejszy.
Ale nawet bez tego kontekstu są to nagrania utrzymane stricte w stylistyce thrash metalu, grane na dokładnie tym samym instrumentarium, z podobną intensywnością. Tymczasem w przypadku "Rat Salad" vs "Laguna Sunrise" masz energetyczny kawałek hardrockowy zdominowany przez perkusyjne solo kontra subtelny instrumental na gitarę akustyczną i orkiestrę (najpewniej też z syntezatora), stylistycznie bliski baroque popu czy folk rocka.
"Tylko nie dyskutujemy o jakości tych utworów, a o tym, że były czymś nowym w dyskografii Black Sabbath." To sumie zabawne, ale jednak też trochę dziwne, że temat ocen podjąłeś dopiero wtedy, kiedy skrytykowałem "FX" oraz nie wyraziłem zachwytu nad "Changes". Gdy albumy określiłem mianem "genialnych", to rozmowy jakby nie było.
OdpowiedzUsuń"Te dwa kawałki Metalliki same w sobie nie są do siebie podobne bardziej, niż mnóstwo innych randomowych kawałków thrash-metalowych." Przepraszam, ale nie zrozumiałem tego zdania, dlatego odpowiedz, proszę, wprost (lub innym sposobem): "Ride the Lightning" i "Master of Puppets" są do siebie podobne czy też nie?
Więc analogicznie, skoro nie dyskutujemy o ocenach, to nie piszmy także o poszerzaniu instrumentarium, tylko powtarzającym się rozmieszczaniu poszczególnych utworów na albumach, bo od tego przecież zacząłem dyskusję.
Czy zarówno "War Pigs" jak i "Wheels of Confusion" są ponurymi, posępnymi, ośmiominutowymi otwieraczami, wyraźnie podzielonymi na dwie części (odpowiednio "Luke's Wall" oraz "The Straightener")? No, są. Nie słychać znaczących różnic dotyczących tempa, nastroju czy też aranżacji. Oczywiście, są pewne dyferencje, dla których łatwo można te utwory od siebie rozróżnić, ale z podobną łatwością można to zrobić w przypadku "Fight Fire with Fire" i "Battery".
Następnie, trzyminutowy utwór o znacznie pozytywniejszym wydźwięku, dużo bardziej "przyjemny", mniej "smutny"? Tak.
Utwór balladowy jako #3 na stronie A? A później również ten trzeci jest również tym instrumentalnym, tym razem na stronie B? To rozmieszczenie swoją drogą powtórzyło się jeszcze przecież na kilku innych płytach, jak chociażby "Sabbath Bloody Sabbath" i "Master of Reality".
Pomijając wspomniany wcześniej "FX", następny zdecydowanie najbardziej charakteryzuje super mega extra hiper ultra giga (żadnego z tych n i e skreślać) riff.
Dostrzegam nawet sporo podobieństw pomiędzy zamykającymi albumy "Fairies Wear Boots" oraz "Under the Sun": nietypowa, bardzo luźna i swobodna, "połamana" struktura piosenek, wyraźne perkusyjne "przejścia" oraz ponownie wewnętrzy podział na dwie części (tym razem w odwrotnej kolejności: "Jack the Stripper" oraz "Every Day Comes and Goes").
Podsumowując: naprawdę jest mnóstwo podobieństw dotyczących rozmieszczenia poszczególnych odpowiadających sobie utworów na "Paranoid" i "Black Sabbath Vol. 4". O ile jak najbardziej mogę się zgodzić z tym, co przytoczyłeś wcześniej, że akurat Anglicy ewidentnie eksperymentowali czy dodawali nowe instrumenty, o tyle co do samej kolejności utworów jawnie rzuca się w oczy ten sam schemat.
Swoją drogą: czy gdyby utwory na "Master of Puppets" były rozmieszcone kompletnie inaczej, to czy ocena wynosiłaby 9/10 (bo przecież nie 10/10, to w końcu m. in. Metalliki nie lubisz ⭐)? Innymi słowy: czy ta struktura płyty wpłynęła jakkolwiek na ocenę?
To sumie zabawne, ale jednak też trochę dziwne, że temat ocen podjąłeś dopiero wtedy, kiedy skrytykowałem "FX" oraz nie wyraziłem zachwytu nad "Changes". Gdy albumy określiłem mianem "genialnych", to rozmowy jakby nie było.
UsuńNie mam zwyczaju komentowania, a tym bardziej prostowania czyichś opinii, o ile nie ma w nich manipulacji, dezinformacji itd. Dlatego nie odniosłem się do tego, że coś uważasz za genialne. Nic mi do tego. Zareagowałem natomiast, gdy na moje stwierdzenie, że "Changes" i "FX" były czymś nowym u Black Sabbath odpisałeś tylko, że to najwyżej dobra piosenka i niezbyt udany eksperyment, a przecież te opinie - które sam podzielam, a nawet byłbym mniej wyrozumiały - nie wykluczają tego, że był to jakiś postęp w twórczości zespołu.
Przepraszam, ale nie zrozumiałem tego zdania, dlatego odpowiedz, proszę, wprost (lub innym sposobem): "Ride the Lightning" i "Master of Puppets" są do siebie podobne czy też nie?
Są podobne, bo utrzymane w dokładnie tej samej stylistyce (thrash metal), mają identyczne instrumentarium i zbliżone brzmienie, poza tym pełnią też identyczną rolę na swoich albumach, o czym pisałem w poprzednim komentarzu. Nie są natomiast podobne pod względem struktury czy tempa, ale to akurat elementy mniej determinujące ich charakter, zwłaszcza w kontekście podobieństw między albumami.
Więc analogicznie, skoro nie dyskutujemy o ocenach, to nie piszmy także o poszerzaniu instrumentarium, tylko powtarzającym się rozmieszczaniu poszczególnych utworów na albumach, bo od tego przecież zacząłem dyskusję.
Jeżeli chcesz prowadzić merytoryczną dyskusję o podobieństwie utworów, to nie możesz wybierać sobie tylko tych aspektów, które pasują do tezy. Użyte instrumentarium i brzmienie to także istotne elementy, które wpływają na charakter utworów. W przypadku "Rat Salad” i "Laguna Sunrise" to te elementy bardziej definiują te kawałki niż brak wokalu.
Podsumowując: naprawdę jest mnóstwo podobieństw dotyczących rozmieszczenia poszczególnych odpowiadających sobie utworów na "Paranoid" i "Black Sabbath Vol. 4".
To rozmieszczenie swoją drogą powtórzyło się jeszcze przecież na kilku innych płytach, jak chociażby "Sabbath Bloody Sabbath" i "Master of Reality".
Tyle jednak, że są też istotne różnice, które wygodnie pomijasz, a czasem dokonujesz bardzo naciąganych porównań.
Np. ballady - odpowiednikiem "Planet Caravan" i ”Changes" jest umieszczony w całkiem innym miejscu "Solitude", a na "Sabbath Bloody Sabbath" w ogóle nie ma tego typu utworu. Jest "Fluff", ale to nagranie pełniące rolę podobną do "Laguna Sunrise" i ewentualnie "Orchid", czyli takiego pastoralnego instrumentala, a każdy z nich jest w innym miejscu. Trzecim kawałkiem na "Master of Reality" jest natomiast "Embryo" - nie żadna ballada, tylko niespełna półminutowa introdukcja "Children of the Grave" (na niektórych koncertówkach oba te utwory są zamieszczone na jednej ścieżce i nawet nie pada tam tytuł "Embryo"; na studyjnej płycie wydzielono go jako osobny utwór, bo mieli za mało materiału).
Z kolei "Under the Sun" to przede wszystkim odpowiednik "Electric Funeral" - oba to posępne kawałki w wolnym tempie, przerwane szybszym, pogodniejszym fragmentem, który mógłby być osobnym utworem.
Jest też sporo kawałków bez odpowiedników, np. ”Rat Salad", "Embryo", "FX", "Supernaut", "Sabra Cadabra", "Who Are You?”, "Looking for Today", "Spiral Architect".
czy gdyby utwory na "Master of Puppets" były rozmieszcone kompletnie inaczej, to czy ocena wynosiłaby 9/10 (…)? Innymi słowy: czy ta struktura płyty wpłynęła jakkolwiek na ocenę?
Oczywiście, że nie. Po prostu należało wspomnieć, że nawet pod tym względem nie ma postępu. Ocena jest taka, bo po fantastycznej stronie A następuje pozbawiona wyrazistości strona B.