7 września 2012

[Recenzja] AC/DC - "High Voltage" (1976)



Zanim AC/DC stał się międzynarodową gwiazdą, nagrał dwa albumy wydane wyłącznie w rodzimej Australii oraz w Nowej Zelandii: "High Voltage" i "T.N.T.". Oba po raz pierwszy ukazały się w 1975 roku i nigdy nie zostały oficjalnie wznowione poza wspomnianymi krajami. Gdy zespół wyruszył na podbój Europy i Stanów, postanowiono opublikować na tych kontynentach wydawnictwo będące kompilacją utworów z obu australijskich albumów. Pomimo tytułu "High Voltage", większość materiału pochodzi z "T.N.T." - jedynie utwory "Rocker" i przeróbka "School Days" Chucka Berry'ego zostały zastąpione przez "Little Lover" i "She's Got Balls" z debiutu.

Już na tym etapie AC/DC miał w pełni wypracowany swój ostateczny styl, będący energetyczną mieszanką rock and rolla i bluesa z podkręconym brzmieniem. Zespół już wtedy stawiał na maksymalną prostotę i łatwe do zapamiętania melodie, ale muzykom zależało jeszcze, by poszczególne utwory czymś się od siebie rozróżniały. Stąd w "It's a Long Way to the Top (If You Wanna Rock 'n' Roll)" pojawia się partia Bona Scotta grana na dudach (ciekawe nawiązanie do szkockich korzeni wokalisty, oraz gitarzystów Angusa i Malcoma Youngów). Jest tu też parę po prostu bluesrockowych kawałków, jak "The Jack" czy "She's Got Balls". Zresztą na australijskim wydaniu "High Voltage" pojawiła się nawet łagodna ballada, "Love Song" - na szczęście nie powtórzono tego przesłodzonego kawałka na międzynarodowym wydaniu.

Okładki australijskich albumów "High Voltage" i "T.N.T.", oraz pierwszego europejskiego wydania "High Voltage".

Jeżeli chodzi o pozostałe kawałki z australijskich albumów, to te również zostały w końcu opublikowane w innych krajach. "Rocker" jeszcze w tym samym roku trafił na europejskie wydanie albumu "Dirty Deeds Done Dirt Cheap". Następnie na wydanej w 1984 roku EPce "'74 Jailbreak" znalazły się cztery utwory z debiutu ("Baby, Please Don't Go", "Soul Stripper", "You Ain't Got a Hold on Me", "Show Business"). "School Days" trafił na kompilację "Volts" (1997), a boks "Backtracks" (2009) przyniósł dwa ostatnie kawałki z debiutu ("Stick Around" i "Love Song").

"High Voltage" okazał się umiarkowanym sukcesem w Stanach i kilku europejskich krajach, ale przed zespołem była jeszcze długa droga na szczyt. Jednak już tutaj znalazły się wszystkie elementy, dzięki którym zdobył popularność. "High Voltage" to zbiór bardzo prostych, melodyjnych piosenek, pozbawionych czegokolwiek ambitnego, bo i nie o to w tej muzyce chodzi, a o samą zabawę. AC/DC to dobry zespół dla młodych słuchaczy, którzy dopiero zaczynają się interesować muzyką. Ale jest to też jeden z tych zespołów, z których się wyrasta wraz z muzycznym rozwojem i poszerzaniem horyzontów. Co, niestety, ma miejsce tylko u niektórych słuchaczy.

Ocena: 6/10



AC/DC - "High Voltage" (1976)

1. It's a Long Way to the Top (If You Wanna Rock 'n' Roll); 2. Rock 'n' Roll Singer; 3. The Jack; 4. Live Wire; 5. T.N.T.; 6. Can I Sit Next to You Girl; 7. Little Lover; 8. She's Got Balls; 9. High Voltage

Skład: Bon Scott - wokal, dudy (1); Angus Young - gitara; Malcolm Young - gitara, dodatkowy wokal; Mark Evans - bass (1-6,9); Phil Rudd - perkusja (1-6,9)
Gościnnie: George Young - bass (7); John Proud - perkusja (7); Rob Bailey - bass (8); Peter Clack - perkusja (8)
Producent: Harry Vanda i George Young


13 komentarzy:

  1. Świetny debiut. Czasy Bona Scotta lubię w AC/DC najbardziej. Moja ocena 8/10 :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię AC/DC, choć w pewien sposób nie kumam ich fenomenu. Chociaż do 1981 r. mieli całkiem fajną dyskografię.

    Nie byłbym sobą, gdybym nie spytał: co sądzisz o Angusie jako gitarzyście? Nigdy chyba o tym nie pisałeś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najnudniejszy gitarzysta na świecie. Tak, jak grał na "High Voltage", tak gra i na "Rock or Bust". Przez ponad 40 lat ani odrobinę nie rozwinął swoich umiejętności.

      Usuń
    2. Bo gra Youngów w większości opiera się na paru akordach/powerchordach ;) Chociaż Angus czasem potrafił ułożył fajne solówki.

      Usuń
    3. Nawet w takiej stylistyce można by bardziej zróżnicować gitarowe partie.

      Usuń
    4. No, i w takim razie ośmielę się stwierdzić, że nawet te bardziej hejtowane grupy jak Kiss czy Aerosmith mają bardziej zróżnicowaną dyskografię, szczególnie pierwszy z nich ;) A na pewno nie opierają się na kilku akordach.

      Usuń
    5. Mimo to, AC/DC jest dla mnie nieco bardziej strawny. Pewnie dlatego, że to zupełnie bezpretensjonalne granie ;)

      Usuń
    6. Ale ogólnie te wszystkie zespoły, a także np. Scorpions (z Jabsem), Van Halen, Guns N' Roses, Def Leppard, itd. to ta sama liga.

      Usuń
    7. W sensie "pretensjonalnego" prostszego grania? Jeśli nie, to rozwiń myśl.

      Usuń
    8. Nie, nie chodzi o pretensjonalność lub jej brak (zresztą żaden z tych zespołów nie jest jakoś bardzo pretensjonalny, jeśli nie liczyć "Moment of Glory" i "Use Your Illusion"). AC/DC też należy do tej ligi. A chodzi o to, że wszystkie te zespoły grają po prostu bardzo komercyjną odmianę rocka, nie wykazując praktycznie żadnych ambicji, by zaprezentować coś wartościowego pod względem artystycznym. To czysta rozrywka, nic więcej. Co stawia ich na najniższym szczeblu rockowej drabiny.

      Usuń
    9. Dziwnym trafem takie prostsze, często amerykańskie granie lubię najbardziej. Mogę np. bardziej cenić Led Zeppelin od Kiss, ale jak mam coś wybrać do posłuchania to częściej wybieram Kiss - oczywiście z tych płyt, które doceniam. Chyba częściej potrzeba mi czegoś konkretniejszego i mniej eklektycznego ;)

      Usuń
    10. ACDC jest może i proste ale ma to coś a co jest dziwne że niby brak w tym oryginalności a jednak na świecie jest setki kapel które są pochodną i mają wiele wspólnego z Deep Purple jak te wszystkie Helloweeny, Hammefalle, Himy itd Czy do Black Sabbath jak Metalliki czy Slayery. A jednak trudno mi znaleźć wśród znaczących zespołów takie które brzmią i grają jak ACDC. Pewnie takie i są ale mówie tu o znanych zespołach a nie o jednosezonowym zespole Airbourne. ACDC mimo swojej prostoty jest jedyny w swoim rodzaju z Purpli, czy Sabbatów słychać w całym thrashu, powerze itd

      Usuń
    11. Co znaczy, że ich twórczość była bardziej inspirująca. Gdyby ktoś przed BS i DP grał tak jak oni, to można by mieć o to zarzut. Ale w czasie, gdy zaczynali tak grać, byli niepowtarzalni. I liczne grono naśladowców nie zmienia faktu, że grali oryginalną muzykę. Zresztą nie oszukujmy się - żaden naśladowca nie zbliżył się nigdy do ich poziomu.

      Za to AC/DC nigdy nie był specjalnie oryginalnym zespołem - w 1976 roku grali prawie tak samo, jak dwie dekady wcześniej Chuck Berry, tylko z nowocześniejszym brzmieniem.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.