13 kwietnia 2019

[Recenzja] The Keith Tippett Group - "Dedicated to You, But You Weren't Listening" (1971)



Po nagraniu debiutanckiego "You Are Here... I Am There", grupa pozostawała aktywna koncertowo, pomimo tego, że jej członkowie zaangażowali się w inne projekty. Keith Tippett nawiązał współpracę z wokalistką Julie Driscoll (swoją późniejszą żoną) i - przede wszystkim - z grupą King Crimson. Tymczasem Elton Dean, Marc Charig i Nick Evans zostali członkami Soft Machine. Dwaj ostatni wkrótce musieli opuścić ten zespół, gdyż działalność w dużym składzie - wówczas septecie - okazała się nieopłacalna. Tylko Dean wziął udział - na początku 1970 roku - w nagrywaniu przełomowego  albumu "Third". Dla Evansa i Chariga szybko jednak znalazło się inne zajęcie - późnym latem 1970 roku dołączyli do Tippetta i King Crimson na sesję nagraniową albumu "Lizard".

Mniej więcej w tym samym czasie (dokładna data nie jest, niestety, znana), rozpoczęły się prace nad nagraniem drugiego albumu The Keith Tippett Group. Trzon zespołu pozostał bez zmian, dalej tworzyli go Tippett, Dean, Charig i Evans. Tym razem, zamiast stałej sekcji rytmicznej, towarzyszyli im liczni goście: gitarzysta Gary Boyle, basiści Roy Babbington (późniejszy członek Nucleus i Soft Machine) i Neville Whitehead, perkusiści Phil Howard (kolejny późniejszy muzyk Soft Machine), Bryan Spring (później w Nucleus i Passport) i Robert Wyatt (wiadomo), a także grający na perkusjonaliach Tony Uta. Album został zatytułowany "Dedicated to You, But You Weren't Listening" od tytułu jednego z zamieszczonych na nim utworów - kompozycji Hugha Hoppera, oryginalnie nagranej przez Soft Machine i wydanej na "Volume Two". Pozostałe utwory zostały skomponowane specjalnie na ten longplay przez Tippetta, Evansa i Deana (razem lub osobno).

Nie sposób nie zauważyć licznych związków The Keith Tippett Group i Soft Machine. Nie sposób nie usłyszeć ich także w samej muzyce. "Dedicated to You, But You Weren't Listening" to doskonała mieszanka free jazzu i fusion, wcale nie tak odległa od ówczesnych dokonań zaprzyjaźnionej grupy, choć nie tak mocno zelektryfikowana - dotyczy to przede wszystkim klawiszy, gdyż Tippett preferował akustyczne pianino, podczas gdy Mike Ratledge eksperymentował z brzmieniem elektrycznych organów. Ogólnie, klawisze nie są tu zbyt mocno wyeksponowane. Tippett w tamtym czasie wciąż uważał się przede wszystkim za kompozytora i aranżera, a w dalszej kolejności za instrumentalistę. I choć zespół firmował swoim nazwiskiem, w nagraniach zwykle oddawał pierwszy plan innym muzykom.

Album rozpoczyna się od najbardziej konwencjonalnej kompozycji. Napisany wspólnie przez Evansa i Tippetta "This Is What Happens" bliski jest bopowej tradycji, wyróżnia się chwytliwym tematem i wyrazistą melodią, nie ma tu żadnych szaleństw, kawałek jest bardzo przystępny. Tym większe wrażenie robią kolejne nagrania. Dominują takie o zdecydowanie freejazzowym charakterze, bardzo swobodne, pełne agresywnych, często atonalnych partii dęciaków i pokotłowanej gry sekcji rytmicznej. Przykładem takiego podejścia są "Gridal Suite" Deana, "Five After Dawn" Tippetta, a przede wszystkim przepotężny, nie tylko ze względu na dziesięciominutowy czas trwania, "Thoughts to Geoff", również napisany przez klawiszowca, w którym do wspomnianych wcześniej elementów dochodzą niemal nowave'owe partie gitary (choć w tamtym czasie nikt o takiej stylistyce nie słyszał).

Ale longplay zawiera też utwory bliższe stylistyki fusion. Do nich zalicza się mój ulubiony fragment całości - napisany przez lidera "Green and Orange Night Park". Muzycy grają tutaj w niesamowitym wręcz uniesieniu. Porywające partie saksofonu, kornetu i puzonu rewelacyjnie przeplatają się zarówno ze sobą, jak i z pięknie pulsującą gitarą basową, a towarzyszy im niebanalna praca perkusisty (udział Tippetta ogranicza się tu do klimatycznego wstępu). Jeszcze dalej w jazzrockowym kierunku idzie napisany przez Evansa "Black Horse", z najbardziej wyeksponowaną gitarą, prostym rockowym rytmem, a także partiami elektrycznego pianina i basu; choć nie brakuje też świetnych popisów sekcji dętej, zwłaszcza kompozytora.

Całości dopełnia wspomniany już utwór tytułowy - w tej wersji jest to tylko półminutowy temat zagrany przez same dęciaki. Muzycy najwyraźniej doszli do wniosku, że skoro osoba, której utwór zadedykowano i tak nie słucha, to nie ma sensu grać dłużej. Z obowiązku należy dodać, że w tym wykonaniu autorstwo nie jest przypisane samemu Hopperowi, lecz także Charigowi i Deanowi, którzy przerobili psychodeliczną piosenkę na jazzowy temat.

"Dedicated to You, But You Weren't Listening" to jeden z najdoskonalszych przykładów brytyjskiego jazzu, a zarazem jedno z najlepszych wydawnictw z okolic sceny Canterbury (może stylistycznie nie do końca tu pasuje, ale personalnie jak najbardziej). Album bliski maksymalnej oceny.

Ocena: 9/10



The Keith Tippett Group - "Dedicated to You, But You Weren't Listening" (1971)

1. This Is What Happens; 2. Thoughts to Geoff; 3. Green and Orange Night Park; 4. Gridal Suite; 5. Five After Dawn; 6. Dedicated to You, But You Weren't Listening; 7. Black Horse

Skład: Keith Tippett - pianino, elektryczne pianino; Elton Dean - saksofon altowy, saksello; Marc Charig - kornet; Nick Evans - puzon
Gościnnie: Gary Boyle - gitara; Roy Babbington - bass, kontrabas; Neville Whitehead - kontrabas; Phil Howard - perkusja; Bryan Spring - perkusja; Robert Wyatt - perkusja; Tony Uta - instr. perkusyjne
Producent: Pete King


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.