[Recenzja] Exuma - "Exuma" (1970)

Cykl wakacyjny S02E08
Muzyczna tradycja Bahamów kształtowała się w okresie brytyjskiego panowania kolonialnego wśród zniewolonych Afrykanów. Z połączenia afrykańskich rytmów, plemiennych śpiewów oraz ludowych wierzeń z jednej strony, a wpływów zachodniej kultury z drugiej, powstały nowe tradycje, jak junkanoo czy goombay. Choć stanowiły ważny element tożsamości afro-bahamskiej społeczności, przez długi czas były marginalizowane przez kolonialistów, traktowane jako atrakcja dla turystów, a nie pełnoprawna sztuka. Jednak jeszcze przed uzyskaniem niepodległości w 1973 roku reszta świata mogła się zapoznać z bahamską muzyką za sprawą eponimicznego debiutu Exumy, wydanego w jednym z pododdziałów Philipsa.
Exuma to jeden z pseudonimów Macfarlane'a Gregory'ego Anthony'ego Mackeya, znanego też jako The Obeah Man czy Tony McKay. Jako nastolatek zainteresował się bluesem, który próbował grać czysto hobbystycznie, jednak swoją zawodową przyszłość wiązał z architekturą. W wieku 17 lat przeprowadził się z Nassau do Nowego Jorku, gdzie rozpoczął studia. Szybko jednak skończyły mu się pieniądze na naukę. Od znajomych otrzymał starą gitarę i, znając tylko kilka akordów, zaczął ćwiczyć bahamskie pieśni calypso, by w ten sposób zarabiać na utrzymanie. Ostatecznie studiów architektonicznych nie skończył, za to rozwinął karierę muzyczną. W latach 60. prowadził własną grupę calypso Tony McKay and the Islanders, grającą w klubach na Manhattanie i w Greenwich Village. Zdarzało się, że w tym samym czasie bywali lub występowali tam tacy artyści, jak Bob Dylan lub Jimi Hendrix.
Pod koniec dekady Mackey zaczął koncertować pod szyldem Exuma, nawiązującym do regionu Bahamów składającego się z blisko czterystu wysp i raf koralowych. Oryginalna muzyka projektu zwróciła uwagę menadżera Boba Wylda, który pomógł muzykowi podpisać kontrakt, a następnie wsparł go jako producent i sesyjny instrumentalista na debiutanckim albumie (i dwóch kolejnych). Płyta zwraca uwagę już samą okładką, namalowaną własnoręcznie przez Tony'ego, która idealnie oddaje egzotyczny, szamański i dość dziwny nastrój zawartej tu muzyki. Główną inspiracją była bahamska tradycja Obeah - systemu praktyk duchowych oraz uzdrowicielskich, stworzonych na Karaibach przez zniewolonych Afrykanów; często mylona z voodoo. Mackey odcinał się od zachodnich, skomercjalizowanych wyobrażeń o takich praktykach, jednak jego muzyka przywołuje podobne obrazy.
Pod tym względem porównałbym nawet album "Exuma" do nagranego w zbliżonym czasie, ale w Wielkiej Brytanii "First Utterance" grupy Comus. Tam muzycy zaprezentowali pewne wyobrażenie dawnych pogańskich rytuałów z kontynentu europejskiego. Płyta Exumy jest natomiast podobną próbą nieco teatralnego odtworzenia szamańskiego folkloru, z jednej strony bardzo pierwotnego - całość opiera się wyłącznie na głosach, perkusjonaliach i gitarze - a zarazem czerpiącego też ze współczesnych nurtów zachodnich. Stylistycznie najbliżej tu do Dr. Johna z okresu "Gris Gris": jest psychodeliczne, folkowo, czasem też lekko bluesowo, tylko w miejsce nowoorleańskich wpływów wchodzą karaibskie, jak junkanoo, calypso i goombay. Może też kojarzyć się z "Sympathy for the Devil" The Rolling Stones.
Czytaj też: [Recenzja] Comus - "First Utterance" (1971)
Album "Exuma" w całości składa się z utworów napisanych przez Mackeya. Rozpoczynają go natomiast dwa utwory, które do swojego repertuaru włączyła później Nina Simone. "Exuma, the Obeah Man" - przemianowany przez Simone na "Obeah Woman" - w oryginale brzmi jak dylanowski folk blues z afrykańskimi perkusjonaliami oraz Captainem Beefheartem na wokalu. "Dambala" kładzie już większy nacisk na melodię oraz mniej rytualistyczny, a bardziej melancholijny nastrój. Z drobnymi zmianami aranżacyjnymi mogłaby to być piosenka jakiejś rockowej grupy, powiedzmy, z Kalifornii. Zresztą jeszcze dalej w tym kierunku idzie "Mama Loi, Papa Loi", najbardziej psychodeliczny utwór na płycie. Odmienne jej oblicze pokazuje natomiast "Junkanoo", w całości zdominowany przez instrumenty perkusyjne i dźwięki gwizdka. W "Seance in the Sixth Fret" karaibska tradycja przebiera już bardziej avant-folkową formę, a "You Don't Know What's Going On" najbliższy jest konwencjonalnej piosence folk-rockowej, z egzotycznymi perkusjonaliami sprowadzonymi do roli dodatku. Kawałek pojawił się nawet na ścieżce dźwiękowej satyrycznego filmu "Joe" Johna G. Avildsena. Ośmiominutowy finał albumu, "The Vision", to z kolei bardzo wyważone podsumowanie całości, przesiąknięte tym karaibskim klimatem, ale mocno zamerykanizowane.
Ostatecznie wizja dawnej tradycji bahamskich niewolników zostaje na płycie "Exuma" mocno uwspółcześniona i dostosowana pod zachodnich odbiorców. W ten sposób powstało jednak coś bardzo unikalnego, a mimo wszystko udało się zachować ten pierwotny, rytualny klimat, nadający albumowi jeszcze bardziej niezwykłego charakteru.
Ocena: 8/10
Exuma - "Exuma" (1970)
1. Exuma, the Obeah Man; 2. Dambala; 3. Mama Loi, Papa Loi; 4. Junkanoo; 5. Seance in the Sixth Fret; 6. You Don't Know What's Going On; 7. The Vision
Skład: Exuma (Tony McKay) - wokal, gitara, instr. perkusyjne; Daddy Ya Ya (Bob Wyld) - instr. perkusyjne, dodatkowy wokal; Spy Boy Thielheim (Peppy Castro) - instr. perkusyjne, gwizdek, dodatkowy wokal; Lord Wellington - kongi; Frankie Gearing, Geraldine McBridem, Sally O'Brien, Princess Diana, Mildred Vaney - dodatkowy wokal
Producent: Bob Wyld
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze niezwiązane z tematem posta lub niespełniające obowiązujących standardów nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najpierw zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.