[Recenzja] Joni Mitchell - "Don Juan's Reckless Daughter" (1977)

Joni Mitchell Don Juan's Reckless Daughter recenzja albunm


"Don Juan's Reckless Daughter" to najbardziej kontrowersyjny album Joni Mitchell. Zwłaszcza okładka wywołała stopniowo narastające oburzenie, choć dopiero od roku w serwisach streamingowych i na fizycznych reedycjach zastąpiono ją nową grafiką. Może i bardziej estetyczną, na pewno bardziej neutralną, ale ze źle dobranym, późniejszym o blisko dekadę zdjęciem. W przypadku oryginału problematyczna okazała się czarnoskora postać na pierwszym planie okładkowego kolażu - w rzeczywistości sama Mitchell z pomalowaną twarzą, w peruce afro, z doklejonym wąsem i w stroju alfonsa. Artystka praktykowała blackface także na ówczesnych koncertach, w efekcie czego przez kolejne dekady musiała zmagać się z oskarżeniami o rasizm. Zawsze jednak odpierała te zarzuty, czasem dodając, że sama postrzega się czarnoskórą i wiele tekstów napisała z afroamerykańskiej perspektywy.

Muzyczna zawartość "Don Juan's Reckless Daughter" również wywołała wiele negatywnych emocji. Na dwupłytowy album trafiły jedne z najbardziej eksperymentalnych utworów w całym dorobku Joni, po raz kolejny zdradzając jej fascynację jazzem czy muzyką afrykańską. Znów zresztą otoczyła się instrumentalistami o jazzowym doświadczeniu, jak sprawdzeni już Jaco Pastorius czy John Guerin, ale też nowi współpracownicy, wśród których znaleźli się Airto Moreira, Don Alias, Alex Acuña, a nawet sam Wayne Shorter, jeden z najwybitniejszych saksofonistów i kompozytorów jazzowych, wieloletni współpracownik Milesa Davisa oraz współzałożyciel Weather Report. "Don Juan's Reckless Daughter" sprzedawał się nieźle, ale opinie krytyków były mieszane, z wieloma bardzo negatywnymi. Z pewnością przełożyło się to na powszechne postrzeganie tego albumu, który w przeciwieństwie do właściwie wszystkich poprzednich płyt artystki nie ma statusu kultowego klasyka. A jest to jedno z największych dzieł Joni Mitchell.


"Don Juan's Reckless Daughter" w dyskografii Mitchell wyróżnia się na pewno formą. I chodzi nie tylko o dwupłytową objętość. Strony A, C i D winylowego wydania wypełniają bloki składające się z trzech utworów każdy, bez przerw pomiędzy nimi, dzięki czemu całość ma bardzo spójny flow. Strona B zawiera natomiast tylko jedną kompozycję, 16-minutowy "Paprika Plains". Joni, akompaniując sobie na pianinie, snuje wspomnienia ze swojej młodości na kanadyjskiej prowincji, poruszając przy okazji problemy rdzennych mieszkańców tych terenów. W dłuższym fragmencie instrumentalnym do fortepianowej improwizacji dołącza cała orkiestra, nadająca rozmachu, lecz nie patosu. A pod koniec utwór niespodziewanie nabiera większej dynamiki wraz z wejściem Pastoriousa, Guerina oraz Shortera, grającego dość oszczędne, ale znakomicie poprowadzone solo.

Jeszcze bardziej zaskakująca, w kontekście wcześniejszej twórczości, jest kolejna strona. Z tym, że rozpoczyna ją zmyłka w postaci "Otis and Marlena" - zgrabna piosenka z typowym dla Mitchell akompaniamentem gitary akustycznej i lekkimi naleciałościami country w partiach Larry'ego Carltona. "The Tenth World" to już natomiast siedem minut polifonicznych perkusjonaliów, jedynie z dodatkiem quasi-afrykańskich zaśpiewów i pokrzykiwań. Płynnie przechodzi to w "Dreamland", wciąż oparty wyłącznie na brzmieniach perkusyjnych, ale tym razem z bardziej piosenkową partią wokalną Mitchell, z harmonicznym wsparciem Chaki Khan. Świetnie to wyszło i parę lat póżniej - gdy wpływy afrykańskie stały się bardziej powszechne w mainstreamie - mógłby to być przebój.


Reszta płyty już nie jest tak eksperymentalna, choć warto jeszcze wyróżnić rozbudowany instrumentalny wstęp "Overture - Cotton Avenue", złożony z nałożonych na siebie partii sześciu różnie nastrojonych gitar akustycznych. Poza tym pierwsza i ostatnia strona to bardzo przystępne piosenki, jednak same kompozycje, aranżacje czy wykonanie wyróżniają się swoim kunsztem i finezją. Zazwyczaj istotną rolę odgrywa w nich bezprogowy bas Pastoriousa, ciekawie wzbogacając brzmienie i harmonię, zamiast pełnić stricte rytmiczną rolę. W "Jericho" stosunkowo niewielki, ale wartościowy udział ma też Shorter, a w "Off Night Backstreet" powraca orkiestra, udanie wpisująca się w jego nocny klimat. Za to finałowy "The Silky Veils of Ardor" to już tylko głos i gitara Joni, jednak w tak intymnym wydaniu też zawsze potrafiła przyciągnąć uwagę i zachwycić. "Talk to Me" warto wyróżnić natomiast za bardziej humorystyczny charakter, nie tylko w tekście, ale i jego wokalnej interpretacji.

"Don Juan's Reckless Daughter" to nie tylko najbardziej kontrowersyjny, ale też najmniej zrozumiany, niedoceniony album Joni Mitchell. Przez swój eklektyzm i długość nie jest tak przystępny, jak jej wcześniejsze wydawnictwa, lecz nie ustępuje im ani wyrazistością melodii czy błyskotliwością tekstów, ani poziomem wykonania, a tym bardziej aranżacyjnymi pomysłami, które należą tu do najlepszych w karierze artystki.

Ocena: 9/10


Joni Mitchell - "Don Juan's Reckless Daughter" (1977)

LP1: 1. Overture – Cotton Avenue; 2. Talk to Me; 3. Jericho; 4. Paprika Plains
LP2: 1. Otis and Marlena; 2. The Tenth World; 3. Dreamland; 4. Don Juan's Reckless Daughter; 5. Off Night Backstreet; 6. The Silky Veils of Ardor

Skład: Joni Mitchell - wokal, gitara, pianino (LP1: 4); Jaco Pastorius - gitara basowa (LP1: 1-4, LP2: 4,5), instr. perkusyjne (LP2: 2,3); John Guerin - perkusja (LP1: 1,3,4, LP2: 1,5); Wayne Shorter - saksofon sopranowy (LP1: 3,4); Don Alias - instr. perkusyjne (LP1: 3, LP2: 2-4), dodatkowy wokal (LP2: 2); Larry Carlton - gitara (LP2: 1); Michel Colombier - pianino (LP2: 1); Alex Acuña - instr. perkusyjne (LP2: 2-4), dodatkowy wokal (LP2: 2); Manolo Badrena - instr. perkusyjne (LP2: 2,3), wokal (LP2: 2); Airto Moreira - instr. perkusyjne (LP2: 2,3); Chaka Khan - dodatkowy wokal (LP2: 2,3); El Bwyd - dodatkowy wokal (LP2: 4); Glenn Frey, JD Souther - dodatkowy wokal (LP2: 5); Michael Gibbs - orkiestracja i dyrygent (LP1: 4, LP2: 5)
Producent: Joni Mitchell, Henry Lewy i Steve Katz


Komentarze

  1. Fakt. Rozwijasz się Paweł , mi to marzyłoby się jakbyś oprócz recenzji spróbował pisać coś na kształt felietonów.
    Coś w stylu nieodżałowanego blogu Łączy nas piłka Rafała Stefan.
    Mniej bieżączki a więcej pochylenia się nad zachodzącymi zmianami zjawiskami itd.
    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  2. Errata: Blog nazywał się A jednak się kręci.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)