[Recenzja] Oasis - "(What's the Story) Morning Glory?" (1995)

Oasis - (What's the Story) Morning Glory?


Gdyby wyznacznikiem jakości albumów miała być ich sprzedaż, to "(What's the Story) Morning Glory?" jest absolutnym muzycznym topem. W samej Wielkiej Brytanii tylko dwie nieskładankowe płyty sprzedały się lepiej: "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" The Beatles (o Beatlesach jeszcze tu trochę będzie) i "21" Adele. W tyle pozostają nawet "Thriller", "Dark Side of the Moon" czy "Rumours". Światowa sprzedaż drugiego longplaya Oasis na poziomie dwudziestu dwóch milionów egzemplarzy też wskazywałaby na dzieło wybitne. Do tego dochodzi obowiązkowa obecność na najbardziej renomowanych listach płyt wszech czasów i niezliczone entuzjastyczne recenzje.

W sumie nietrudno ten fenomen zrozumieć. To po prostu bardzo przystępne granie, nierzadko o natychmiast zapadających w pamięć melodiach, co samo w sobie niczego jeszcze nie gwarantuje, ale przy sprzyjających warunkach - a zespół przecież już wcześniej zdobył ogromną popularność debiutanckim "Definitely Maybe" i miał zapewnione potężne wsparcie medialne - po prostu musiało skończyć się sukcesem. Płyta przyniosła aż pięć wielkich przebojów: "Roll with It", "Some Might Say", "Wonderwall", "Don't Look Back in Anger" oraz "Champagne Supernova". Przynajmniej trzeci i czwarty z nich, po blisko trzydziestu latach od premiery, wciąż są niemiłosiernie ogrywane. I trudno się temu dziwić, bo w kategorii takiego radiowego pop rocka jest to naprawdę porządne granie: lekkie, sympatyczne piosenki, o wyrazistych, nieprzesadnie nachalnych melodiach oraz bogatych, ale niepopadających w nadmierny kicz orkiestracjach.


"(What's the Story) Morning Glory?" w porównaniu z debiutem jest płytą bardziej różnorodną i dopracowaną. To już nie jest tak gitarocentryczne granie. Tym razem aranżacje są bogatsze, więcej tu brzmień akustycznych, a poza tym na znacznie szerszą skalę wykorzystano instrumenty klawiszowe - już nie tylko pianino, lecz także organy Hammonda, melotron, fisharmonię czy syntezatory. A w dwóch instrumentalnych przerywnikach - będących fragmentami "The Swamp Song", czyli wspólnego jamu Oasis z Paulem Wellerem - pojawia się nawet obsługiwana przez tego ostatniego harmonijka. Pełna wersja nagrania była pierwotnie dostępna jako strona B singla, potem na kompilacji "The Masterplan" i w końcu na rozszerzonych wydaniach recenzowanego albumu. To całkiem solidne granie blues-rockowe, przywołujące klimat przełomu lat 60. i 70. W sumie świetny dodatek do podstawowego wydania, pokazujący pewną wszechstronność muzyków. Natomiast te wyekstrahowane przerywniki są raczej bez sensu, bo zbyt krótkie, by odpowiednio wybrzmiały, za to i tak psujące flow albumu.

Nie udało się niestety na "(What's the Story) Morning Glory?" uniknąć paru innych problemów, jakie sygnalizowałem już w poprzedniej recenzji Oasis. Po pierwsze, poszczególne utwory wciąż wydają się nieco za długie. Szczególnie "Hey Now!", "Some Might Say", "Cast No Shadow" oraz "Champagne Supernova" wydają się przedłużane na siłę i zbyt repetycyjne. Ten ostatni to już w ogóle powiela to, co najgorsze w beatlesowskim "Hey Jude", czyli bezmyślnie rozlazłą formę, choć też ratuje go całkiem zgrabna melodia. Po drugie, zespól wciąż wydaje się zbyt mocno zapatrzony w innych twórców, działających we wcześniejszych epokach. I to nierzadko balansując na granicy plagiatu. Nagrany podczas tej sesji "Step Out" okazał się tak bardzo podobny do "Uptight (Everything's Alright)" Steviego Wondera, że w ostatniej chwili zdecydowano się pominąć go na albumie z obawy przed procesem. Dziwne natomiast, że podobnych wątpliwości nie było w przypadku "Don't Look Back in Anger", gdzie już sam tytuł podpatrzono od Bowiego, dodając tylko pierwsze słowo, a fortepianowy motyw, będący głównym hookiem utworu, to bezczelna wariacja na temat lennonowskiego "Imagine". A do "Hello" po prostu dodano fragment "Hello, Hello, I'm Back Again" Gary'ego Glittera, profilaktycznie dopisując go jako współautora. 


Podobnie, jak na innych płytach pop-rockowych, także na "(What's the Story) Morning Glory?" daje sie niestety odczuć przepaść między materiałem singlowym, a niesinglowym. O ile wybrane do promocji kawałki - nawet jeśli osobiście nie poważam takiego "Roll with It", tutejszego odpowiednika tych rock'n'rollowych kawałków wczesnych Beatlesów - faktycznie mają wszelkie cechy potrzebne, by zostać radiowymi przebojami, tak o pozostałych nie zawsze można to samo napisać. Nie tęskniłbym, gdyby wycięto stąd "Hey Now!", "Cast No Shadow" (to w sumie taki mniej wyrazisty "Wonderwall") czy lekko country'owy "She's Electric", choć ten ostatni przynajmniej coś tu wnosi. Na plus wypadają natomiast żywiołowe, ostrzejsze, ale bardzo melodyjne "Hello" i "Morning Glory". To po usłyszeniu w radiu tego ostatniego wiele lat temu zainteresowałem się grupą na tyle, by przesłuchać jej wszystkie wydane do tamtej pory albumy (jedynie "Dig Out Your Soul" poznawałem już na bieżąco). I podobnie jak.wtedy, jest to wciąż mój ulubiony kawałek z tej płyty. 

Oasis na "(What's the Story) Morning Glory?" dokonał rzeczy dziwnej, bo powielając niemal wszystkie błędy poprzedniego wydawnictwa, a nawet dorzucając nowe problemy, nagrał mimo wszystko nieco ciekawszą i wskazującą pewien postęp płytę. Drugi album Brytyjczyków jest na pewno bardziej różnorodny, nie tylko dzięki poszerzeniu instrumentarium, ale także odrobinę szerszym inspiracjom. Wciąż nie jest to muzyka, do jakiej chciałbym wracać, ale usłyszana przypadkiem nie drażni.

Ocena: 6/10



Oasis - "(What's the Story) Morning Glory?" (1995)

1. Hello; 2. Roll with It; 3. Wonderwall; 4. Don't Look Back in Anger; 5. Hey Now!; 6. untitled [The Swamp Song - Excerpt #1]; 7. Some Might Say; 8. Cast No Shadow; 9. She's Electric; 10. Morning Glory; 11. untitled [The Swamp Song - Excerpt #2]; 12. Champagne Supernova

Skład: Liam Gallagher - wokal (1-3,5,7-10,12), instr. perkusyjne; Noel Gallagher - gitara, gitara basowa (3,6,8,9,11), instr. klawiszowe, wokal (4), dodatkowy wokal; Paul "Bonehead" Arthurs - gitara (1,2,4-12), instr. klawiszowe; Paul "Guigsy" McGuigan - gitara basowa (1,2,4,5,7,10,12); Alan "Whitey" White - perkusja i instr. perkusyjne (1-6,8-12)
Gościnnie: Owen Morris - syntezator (4); Paul Weller - gitara (6,11,12), harmonijka (6,11), dodatkowy wokal (12); Tony McCarroll - perkusja (7); Brian Cannon - instr. klawiszowe (10)
Producent: Owen Morris i Noel Gallagher


Komentarze

  1. Doceniam merytoryczne za i przeciw, nawet jeśli osobiście czasem nie zgadzam się z opinią.

    "Cast No Shadow" to jeden z dosłownie kilku utworów, które działają na mnie uspokajająco, więc dla mnie mógłby nawet trwać i trwać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A powiedz, czy dodane utwory w rozszerzonej wersji debiutu Oasis wprowadzają coś ciekawego do tamtej całości? Bo kiedyś na bazarze zdobyłem cd singla, który posiadał te kawałki. Osobiście nie przepadam za tym koloryzowaniem prowadzonym przez ten zespół, bo brakuje mu tego czegoś, co czyniło ekipę Ringo Starra ciekawą i innowacyjną. Początki czwórki z Liverpoolu to był ówczesny pop, by potem dać jakąś rewolucję muzyczną później. To chyba też chciał robić Oasis, ale mocno trzyma się mainstreamu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Debiut to typowa płyta dla przebojów. Tam zamiast tych niesinglowych kawałków ( poza akustycznymi wstawkami) bardziej by pasowały, bo tam ,,przesłdzony'' przez orkiestrację ,,Whatever'', który wygrywa jakąś ,,radiową chwytliwością''. Jednak dziwne, że nie pojawił się w pierwszej wersji, bo tam by pasował do całości bardziej. Ma coś z tego Beatelsowania. Innym argumentem byłoby za tym kawałkiem za to fakt, że zajął wysoką notę singiel w Ojczyźnie Oasis (3 miejsce).

      Usuń
  3. "Champagne Supernova" to dla mnie opus magnum Oasis – utwór, który zachwyca swoim narastającym napięciem i stopniowo zagęszczającym się brzmieniem. Mimo że trwa ponad siedem minut, ani trochę mi się nie dłuży, bo bez przerwy się rozwija. Kiedy pierwszy raz usłyszałem początek "Don’t Look Back in Anger" też myślałem, że to "Imagine" - może i nie powala oryginalnością, ale trzeba przyznać, że refren jak już raz wejdzie do głowy, to nie chce z niej wyjść. Nie wiem za to, dlaczego akurat “Wonderwall” zostało takim hitem, jak dla mnie to jeden z mniej chwytliwych i słabszych fragmentów płyty. Z późniejszych kawałków zespołu szczególnie lubię "Stop Crying Your Heart Out" z tym melancholijnym wstępem i, kontrastującym z nim w cudowny sposób, radosnym refrenem - obok samego pomysłu największa/jedyna zaleta "Efektu motyla".

    OdpowiedzUsuń
  4. Z całym szacunkiem dla fanów Oasis, najnowszy singiel Squid Crispy skin jest więcej wart niż cała dyskografia Oasis:). Nota bene mi się podoba Wonderwall świetne brzmienie perkusji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady. Według mnie ten singiel pokazał, że obrali styl z O Monolith i idą drogą ewolucji natomiast nie unikają błędów. Ja zdecydowanie jestem zwolennikiem tej żywszej formy z debiutu, w której były backing vocale a w prowadzącym śpiewie działo się również dużo więcej, oraz poprostu utwory były ciekawsze i bardziej intensywne.

      Usuń
    2. Zwycięskiej drogi się nie porzuca. Mówimy tylko o jednym utworze. Słyszę rozwój w aranżacji jest więcej powietrza. Z tropów monolitha można wyjść w różne strony.Intensywność z pierwszej płyty schowali nome omen pod skórę. Tak czy siak to świetny kawałek świetny tekst i video. Zrobili mi smaka:)

      Usuń
  5. Wonderwall nigdy mi się nie podobało. Może i wpada w ucho, ale melodia mnie kompletnie nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyjątkowo łagodnie obszedłeś się z tym słabym zespołem w swojej recenzji. "Wonderwall" jest powszechnym obiektem kpin: https://knowyourmeme.com/memes/wonderwall
    Nie dziwę się, że pojawiają się komentarze, że kiedyś było lepiej...

    OdpowiedzUsuń
  7. Niby odrobiłeś lekcję, bo używasz już solidnej ilości dejnarowiczyzmów (co ciekawe część takich słowek sam tu zaimportowałem), niemniej nie zastosowałeś właściwie słowa hook. Ale substanceonly na pewno weszło micno. Przemyśl to wszystko. Ogólnie to recenzja jest wyważona i uczciwa, zgadzam się z treścią (na pewno bardziej niż DM), nie dowalasz na siłę 100 przykładów plagiatów. A z "Hey Jude" to można porównać dopiero umieszczony na kolejnej płycie "All Around The World".

    Recenzje Blur planujesz?

    Btw. "Krytykujesz to sam coś stwórz" - BD wziął byka za rogi i nagrał 2 płyty z zespołem The Car is On Fire, taki "Cranks" wymiata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hook to nie żaden "dejnarowiczyzm", tylko słowo powszechnie używane w tym kontekście w j. angielskim, a niemające polskiego odpowiednika. Wg słownika Cambridge jest to a repeated part of a song or piece of music that is particularly pleasing and easy to remember.

      Nie planuję.

      Usuń
    2. W tym kontekście bardziej chodzi mi o gitatocentryzmy, niezale i tym podobne. Ale "hook" moim zdaniem użyłeś tu na wyrost bo ten motyw robi tylko za intro i nie jest tym czym stoi ten kawałek

      Usuń
    3. Mnie akurat ten kawałek kojarzy się przede wszystkim z tym intro, a dopiero potem z innymi elementami.

      Żadnego z tych słów nie zaczerpnąłem bezpośrednio od Dejnarowicza, którego trudno mi się czyta i dlatego unikam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.