23 maja 2020

[Recenzja] Kraftwerk - "Kraftwerk" (1970)



Niedawna śmierć Floriana Schneidera trochę zmieniła moje recenzenckie plany. Bo choć nie zamierzałem na razie pisać o Kraftwerk, to trudno o lepszą motywację. Elektrownia, bo tak należy tłumaczyć nazwę niemieckiego zespołu, to jeden z najważniejszych twórców muzyki elektronicznej z lat 70., uważany za jednego z głównych prekursorów synth-popu oraz electronic dance music, z jej różnymi odmianami jak techno i house. Podobnie jednak jak w przypadku innego słynnego przedstawiciela ówczesnej elektroniki, Tangerine Dream, korzenie Kraftwerk to krautrock. Jednak już od dawna muzycy niechętnie przyznają się do swoich wczesnych dokonań. Trzy pierwsze albumy ostatnich oficjalnych wznowień doczekały się na przełomie lat 70. i 80., a więc jeszcze przed popularyzacją płyt kompaktowych (na które trafiły wyłącznie w formie bootlegów). Ta wczesna twórczość przedstawia się jednak całkiem interesująco i bynajmniej nie jest powodem do wstydu.

Eponimiczny debiut Kraftwerk został zarejestrowany wkrótce potem, gdy Ralf Hütter i Florian Schneider pożegnali się ze swoim poprzednim zespołem, Organisation. Składu pierwotnie dopełnił perkusista Andreas Hohmann, z którego udziałem ukończono część nagrań, jednak jeszcze w trakcie sesji jego miejsce zajął Klaus Dinger, późniejszy członek-założyciel Neu! i La Düsseldorf. Po drugiej stronie konsolety zasiadła natomiast kolejna ważna postać wówczas dopiero powoli się kształtującej sceny krautrockowej, czyli producent i inżynier dźwięku Konrad "Conny" Plank. Lista wykonawców, z którymi współpracował, jest tak długa, że wymienianie choćby części z nich byłoby cholernie nudne dla Czytelników (a ci bardziej dociekliwi są w stanie dotrzeć do tych informacji samodzielnie).

Florian Schneider (7.4.1947 - 21.4.2020)

Ze wszystkich albumów zespołu własnie debiut jest jego najbardziej rockowym wydawnictwem. Nie jest to oczywiście rock w klasycznym wydaniu. Wręcz przeciwnie. Muzycy całkowicie zrezygnowali z piosenkowych struktur, charakterystycznych motywów czy chwytliwych melodii. Zamiast tego zaproponowali zestaw czterech dość rozbudowanych, w pełni instrumentalnych nagrań, w których istotną rolę odgrywają studyjne eksperymenty z dźwiękiem. W większości zbudowane są wokół motorycznych partii perkusyjnych, którym towarzyszą przetworzone dźwięki fletu, elektrycznych organów, a rzadziej gitary lub skrzypiec. Nie jest to jednak muzyka nieprzystępna. Taki "Ruckzuck" ma nawet pewien potencjał taneczny, choć byłoby to raczej coś w rodzaju rytualnego transu niż klasycznie rozumianego tańca. Trochę nawet kojarzy się ze słynnym "Hallogallo" Neu! (nagranym później). Jest też trochę subtelniejszych, niemalże ambientowych brzmień w postaci bardzo ładnego "Megaherz". Faktycznie trudniejsze w odbiorze mogą być "Stratovarius" i "Vom Himmel hoch", pełne dziwnych, zniekształconych dźwięków. Warto jednak podejść do tego jak do czegoś, co ma poszerzać nasze horyzonty, a nie spełniać oczekiwania.

"Kraftwerk" to udany debiut - nie żadne wielkie dzieło, a po prostu solidna dawka czystego krautrocka. Eksperymenty z brzmieniem nie są tu jednak zbyt zaawansowane, a i tak często sprawiają wrażenie robionych nieco na oślep. Tutaj dało to jeszcze całkiem udany efekt, ale w (niedalekiej) przyszłości było z tym różnie. I pewnie dlatego po wydaniu trzeciego albumu, Hütter i Schneider postanowili spróbować sił w niemal zupełnie innej muzyce.

Ocena: 7/10



Kraftwerk - "Kraftwerk" (1970)

1. Ruckzuck; 2. Stratovarius; 3. Megaherz; 4. Vom Himmel hoch

Skład: Ralf Hütter - organy, gitara; Florian Schneider - flet, skrzypce, instr. perkusyjne; Andreas Hohmann - perkusja (1,2); Klaus Dinger - perkusja (3)
Producent: Conny Plank i Kraftwerk


64 komentarze:

  1. Zwróciłem już dawno uwagę na to, że oceniałeś płyty Kraftwerk i że raczej chłodniej niż cieplej, więc nie dziwiło mnie, że nie było tu recenzji. I nawet bardziej uznana płyta nie ma wysokiej noty. Czemuż więc śmierć Floriana jakiegośtam zmieniła Twoje plany i zacząłeś opisywanie ich twórczości? Czy to kwestia tego, że zespół teraz będzie chwilowo bardziej popularny i ludzie będą chętniej czytali recenzje?

    Szkoda, że śmierć Chestera Benningtona nie zmieniła Twoich planów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam właściwie powinno być napisane, że przyspieszyło to moje plany. Za Kraftwerk prędzej czy później i tak musiałbym się zabrać. Skoro pisze tyle o krautrocku i coraz więcej o elektronice, to tego zespołu nie może tu zabraknąć. Moja opinia to kwestia co najmniej drugorzędna, gdy chodzi o tak istotnego wykonawcę. A pisanie z pogardą o Florianie jakimśtam w kontekście człowieka, którego twórczość miała realny wpływ na rozwój wielu ciekawych i wartościowych nurtów muzycznych, jest mocno nie na miejscu. Zwłaszcza gdy chwilę potem wymienisz z całego nazwiska jakiegoś śmiesznego typka, co dla muzyki nie zrobił nic dobrego.

      Usuń
    2. To tylko kolejna marna prowokacja.

      Usuń
    3. Skoro przyspieszyło a nie zmieniło to wiele zmienia. Ale tak czy inaczej, czemu śmierć tego gościa to przyspieszyła?

      Nie, żadna prowokacja i proszę mi takich rzeczy nie imputować.

      Serio nie pamiętałem jak się nazywa ten koleś, pamiętałem tylko imię, ale nie chciało mi się sprawdzić jeszcze raz nazwiska. Skoro nie zapamiętałem za pierwszym razem, to chyba też coś mówi.*

      Otóż nie, moim zdaniem w tym wypadku Twoja opinia to kwestia pierwszorzędna, bo to przecież Twoja strona z recenzjami. Nie ma co pisać o kimś wbrew swoim opiniom, a te, przynajmniej na temat Kraftwerk masz chłodne. Czy w 2014 roku napisałbyś tu o Magmie czy Coltrane? No, chyba nie. A przecież oni mieli wpływ ogromny.

      A na co wpływ miała twórczość Kraftwerka?

      *Schneider ma też na nazwisko perkusista Rammstein, więc może lepiej że go nie wymówiłem.

      Usuń
    4. Niezależnie od swojej subiektywnej opinii - która bynajmniej nie jest negatywna - uważam, że jest to zespół, który znać trzeba, jeśli chce się mieć jakieś pojęcie o muzyce. Na co twórczość zespołu miała wpływ, masz napisane w recenzji. Możesz też sam poszukać informacji na ten temat - choć jest to trudniejsze niż przewiniecie strony w górę, żeby coś sprawdzić, np. przypomnieć sobie jakieś nazwisko. A skoro ja i tak miałem pisać o Kraftwerk, a śmierć Schneidera mi o tym przypomniała, to to lepiej było to w końcu zrobić, zamiast dalej odwlekać i znów zapomnieć. Co zrobiłbym w 2014 nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Dobrze, że wtedy nie pisałem o ważnych wykonawcach, których nie rozumiałem i czepiałbym się ich z przyczyn subiektywnych. Teraz jednak potrafię docenić także muzykę, która niekoniecznie jakoś bardzo mi się podoba. I taka recenzja ma sens, bo nawet jeśli moja subiektywna opinia jest chłodna, to wykonawca zostanie należycie w niej doceniony i polecony.

      Naprawdę musisz w co drugiej dyskusji wspominać ten bezwartościowy chłam?

      Usuń
    5. Może trzeba, może nie trzeba, i tak lepiej jest poznać najpierw Tangerine Dream bo to zespół w sumie z podobnej stylistyki, tylko nieporównywalnie lepszy.

      Ale ja z rok ich nie wspominałem, albo i dłużej, chyba co najmniej od czasów tej dyskusji z pewnego forum gdzie nazwałeś mnie chujem ;)

      Usuń
    6. Podobne są tylko wczesne, krautrockowe dokonania tych grup. Jak poszli w elektronikę, to z zupełnie innym efektem.

      Usuń
  2. Jeżeli śmierć artysty jest jakąś motywacją do zrecenzowania jakiegoś artysty, to powiem, że 15 maja zmarł Phil May, wokalista i chyba jedyny stały członek Pretty Things. Wiem że nie jest to najistotniejszy zespół na świecie, ale wydaje mi się, iż nawet kiedyś wspominałaś tu o S.F. Sorrow w kontekście pierwszej rock opery. Wydaje mi się, że to zespół zasługujący na większy rozgłos, to tylko taka sugestia z mojej strony, choć z tego co wiem, to nie przepada pan za nimi (sugestiami, nie zespołem)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Motywacją jest to wtedy, gdy cenię danego twórcę i/lub wtedy, gdy i tak miałem o nim pisać. Nie wykluczam, że recenzje The Pretty Things kiedyś się pojawią, ale w planach go nie miałem i prawdę mówiąc jest mi zupełnie obojętny ;)

      Usuń
  3. Ich dwie pierwsze płyty są bardzo dobre, szkoda że muzycy nie pozwalają na wznowienia. Słyszłeś wersje Zeitkratzera tych utworów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, szczególnie te bardziej odjechane kawałki wypadają świetnie.

      Usuń
  4. Cieszę się, że pojawił się tutaj Kraftwerk.Po cichu liczyłem na jakąś recenzję bo to ważny dla rozwoju muzyki elektronicznej wykonawca.
    Osobiście najbardziej cenię album "Trans Europa Express".
    Inspirację z muzyki niemieckich robotów czerpał David Bowie,czerpał zespół Depeche Mode,do dzisiaj wielu
    muzyków powolywalo się na wpływ Kraftwerk.
    Natomiast,co do Linkin Park- zupełnie nie rozumiem takiego trochę roszczeniowego zachowania,że skoro jeden zespół przy okazji śmierci muzyka się pojawia to czemu nie inny.
    No,jeśli autor nie ceni danego artysty,nie lubi go z powodów subiektywnych i nie zauważa jego obiektywnych wartości,to nie ma obowiązku o nim pisać, a tym bardziej polecać go innym.
    I nie jest tak,że każdy wykonawca niejako z urzędu powinien liczyć na taki sam szacunek i kult.
    Ja rozumiem -Linkin Park ma swoich słuchaczy,takie jego prawo i oni mogą czuć żal po śmierci ulubionego muzyka,ale
    to nie obliguje każdego człowieka do podzielania ich zdania.
    Linkin Park to typowo rozrywkowy,ale sprawny technicznie zespół, który nie jest w jakikolwiek sposób oryginalny i wplywowy.
    Nie zmienił historii rocka w żadnym momencie swojej kariery i nie słyszałem by ktoś czerpał od nich inspirację. Ale powtórzę -to nie oznacza,że nie można go słuchać.Można. Tylko nie widzę sensu w analizowaniu ich twórczości. Bo ta kojarzyła mi się zawsze z muzyką dla nieosluchanych nastolatków. Choć może się mylę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś tu nadinterpretuje wypowiedzi innych. Żaden ulubiony muzyk, żadne roszczenie i chęć by Szef to polecał.

      Gepard Chester mnie wali, może nawet dobrze że z dech, znam ze 3-4 kawałki i mnie nie drażnią, wytknąłem tylko złośliwie pewną nieścisłość w postępowaniu (śmierć jednego jest przyczyną wstawienia recenzji, a drugiego już nie), co jak sam Szef wyjasnił wynikało z nietrafnego sformułowania w recenzji.

      Wręcz przeciwnie, posypałyby się jedynki a czytanie recenzji (i komentarzy wkurzonych prawdziwych fanów) byłoby niezłą rozrywką, z popcornem w garści. A tak co do samego Kraftwerk to widzę, że ani nie jest to płyta która jest jazdą obowiązkową, raczej czymś co Szef poleca wielbicielom danego stylu (czyli recenzja dla dość konkretnego grona odbiorców). Nawet te ogólnie uznane płyty nie mają najwyższych ocen, więc zdziwiło mnie pojawienie się tu tego projektu, gdy istnieją setki bardziej wartych opisania wykonawców, często mniej znanych.

      Usuń
    2. Ten album faktycznie jest tylko dla wielbicieli krautrocka*. Ale te bardziej znane to już coś, co wypadałoby znać bez względu na własne muzyczne upodobania. Ale ja zawsze recenzuję chronologicznie.

      * Więc dla mnie też. Obecność Kraftwerk nie powinna tu dziwić, skoro pisałem już o niemal wszystkich najważniejszych przedstawicielach tego nurtu. Natomiast w nie-pisaniu o LP nie ma żadnej niekonsekwencji, bo w jego muzyce nie ma nic, co choć trochę ocierałoby się o moje zainteresowania.

      Usuń
    3. Wspomnienie LP to był czysto złośliwy prztyczek, oczywiście obok normalnego komentarza.

      Jesteś wielbicielem krautrocka w taki sam sposób jak 10 lat temu byłeś wielbicielem Deep czy Iron Maiden, czy jesteś w jakiś sposób krytyczny?

      Usuń
    4. Skąd pomysł, że byłem kiedykolwiek bezkrytyczny? Byłem wówczas mniej krytyczny dla takiej muzyki, jaką wymieniasz, niż jestem obecnie, ale nigdy nie było tak, że mnie wszystko w niej zachwyca, a nic nie przeszkadza. A co do pytania, to przecież wystarczy sprawdzić moje oceny na RYM albo przeczytać uważnie recenzje.

      Usuń
    5. @Paweł: A ogólnie, to dlaczego nie cenisz Kraftwerk tak wysoko? Dla mnie dziś gorzej bronią się tylko ich bardziej konwencjonalne kawałki, jak "Das Model", natomiast te bardziej eksperymentalne wciąż brzmią równie świeżo, a może nawet futurystycznie, jak w dniu premiery. Najbardziej lubię w tym zespole te hipnotyzujące rytmy i bogate brzmienie (choć dla niektórych te "plumkania" syntezatorów mogą brzmieć nieco obskurnie).

      @FM: Nie odbierz tego jako ataku, ale słuchałeś w ogóle Tangerine Dream albo Kraftwerk, czy Twoja opinia o "nieporównywalnej lepszości" jednego nad drugim bierze się tylko z ocen szefa strony?
      Wpływ Kraftwerk na różne gatunki (poza tymi wymienionymi w recenzji, choćby ambient, hip hop i post-punk) trudno przecenić. Zresztą wszystko masz tu: https://en.wikipedia.org/wiki/Kraftwerk#Influence_and_legacy. Ja byłem zdziwiony, jak wielu słynniejszych twórców się na nich powoływało.

      Usuń
    6. Jeżeli chodzi o ten krautrockowy Kraftwerk, to moim zdaniem więcej z takiej stylistyki - i chyba w bardziej świadomy sposób - wyciągnął Neu! (pisząc o stylistyce, mam na myśli nie ogół krautrocka, tylko jego kraftwerkową odmianę, stąd akurat porównanie z późniejszym zespołem Dingera). Natomiast w ten elektroniczny Kraftwerk nigdy się szczególnie nie zagłębiałem, więc gdy już to zrobię, oceny mogą wzrosnąć.

      Krautrockowa twórczość Kraftwerk i Tangerine Dream prezentuje bardzo zbliżony poziom. Natomiast ich późniejsze dokonania tak bardzo się różnią, że trudno w ogóle obiektywnie je porównać. Co najwyżej ich wpływowość, ale na tym polu wygrywa Kraftwerk. Więc też nie mam pojęcia na czym miałaby polegać lepszość Tangerine Dream. Ale wkrótce pewnie zobaczymy jakieś pokrętne wyjaśnienia, niemające żadnego oparcia w faktach ;)

      Usuń
    7. Nic nie zobaczycie, bo artykuł w Wikipedii i ta sekcja mówi wszystko - cover kawałka Kraftwerk nagrał inny niemiecki zespół o którym wspomniałem wyżej...

      Usuń
    8. Czemu ma służyć ta dyskusja? Zdaniem Wikipedii Kraftwerk jakoś zainspirował Rammstein.

      Usuń
    9. W jaki niby sposób ma to umniejszać Kraftwerk, którego muzyka nawet w najmniejszym stopniu nie przypomina tfurczości tamtego zespołu?

      Usuń
    10. Tangerine Dream i Kraftwerk to obiektywnie najlepsze zespoły lat 70. i tyle, a Filip niech cicha.

      Usuń
    11. Bez Kraftwerka nie byłoby ejtisowych synthów więc szacunek im się należy :)) Świat muzyczny bez Floriana byłby dużo uboższy

      Usuń
    12. @Paweł: W porządku, chodziło mi właśnie o te ich najbardziej cenione albumy. Co do twórczości z początków działalności, to się zgadzam - ot, dobry krautrock, raczej nie będę do tego wracał, ale warto było posłuchać.
      @FM: Moim zdaniem, samo to, że tamten zespół scoverował Kraftwerk jeszcze nie znaczy nic o jakimś wywartym wpływie. Myślę, że członkowie Rammstein po prostu dostrzegli w utworze potencjał na zrobienie komercyjnego hitu po zaaranżowaniu go tak, aby spodobał się on masowej publice. To samo zrobiło np. GN'R z "Knockin' On Heaven's Door", a nie sądzę, żeby jakoś inspirowali się Dylanem.
      @Artur.O: Odważne stwierdzenie, zwłaszcza, że z dodanym słowem "obiektywnie" ;) U mnie w rankingu ulubionych zespołów dekady byłyby one chyba dopiero gdzieś na początku drugiej dziesiątki. Ale gdyby zrobić ranking najbardziej wpływowych zespołów dekady, to Kraftwerk pewnie byłby na podium, a Tangerine Dream też mogłoby powalczyć o wysokie lokaty.

      Usuń
    13. Artur pewnie znów żartuje, choć takie twierdzenie przynajmniej można by uzasadnić w jakiś sensowny sposób ;)

      Usuń
    14. Tak długo jak moje opinie będą skażone pryzmatem "niedocenionego artysty" to raczej nie będą one oparte w faktach.

      Usuń
    15. To nie jest grupa wsparcia psychologicznego, tylko strona muzyczna, więc wylewaj swoje frustracje gdzie indziej.

      Usuń
    16. Tak długo jak będzie bolała cię dupa Filipie

      Usuń
    17. Sądzę, że jeden z drugim masz rację. Ale nie sądziłem że to klub angielskich dżentelmenów gdzie wszystko jest w 100% na poważnie. Polałbyś gospodarzu w takim razie trochę Burbona.

      A co do Kraftwerk to może rzeczywiście za mało słyszałem skoro głównie bazuję na coverach i opiniach innych. Ten cover też mnie w sumie nie zachęcił, a znam go najdłużej z całej twórczości powiązanej z Kraftwerk:

      https://www.youtube.com/watch?v=5iaq002mtlA

      Usuń
  5. Jeszcze by się przydała recenzja "Days Of Future Passed"- w końcu to była inspiracja dla twórców progresywnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem za. Tylko ile głosów trzeba by Szef w ogóle rozpatrzył taką opcję? :D

      Usuń
    2. O, ekstra, to myślę że śmiało wystarczą głosy które słyszę w głowie

      Usuń
    3. No to czekamy, aż niespodziewanie pojawi się tu jakiś nowy lub stary Unknown i stwierdzi, że on w sumie też by przeczytał taką recenzję.

      Usuń
    4. "to myślę że śmiało wystarczą głosy które słyszę w głowie" No to już wszystko jasne...

      Usuń
    5. Od tego są adresy IP o których setki razy Ci mówiłem, przychodzi magik od komputerów, cyk i doskonale wiesz kto jest Unknown a kto doskonale Known.

      Usuń
    6. No to ja mogę być tym trzecim :)
      Choć szczerze mówiąc z "zespołów-zalążków" jeszcze chętniej poczytałbym o Kinksach albo Animalsach, którzy dla mnie byli po Beatelsach i Stonesach najlepszymi członkami brytyjskiej inwazji, a do których niesłusznie została przypięta łatka "one-hit wonders".

      Usuń
    7. @Filip: Z mojej perspektywy nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś pisze z jednego czy kliku kont. Jak komentarz jest ewidentnym trollingiem, to po prostu go nie publikuję. Jeśli nie jest - to tym bardziej nie obchodzi mnie czy napisał go ktoś używający na co dzień innego pseudonimu (lub nazwiska).

      Usuń
    8. @Filip: Tak akurat ktoś będzie specjalnie dla ciebie informatyka zamawiał.

      Usuń
    9. @przemek9810 nie dla mnie, a dla Szefa, żeby nie miał wątpliwości czy ktoś go trolluje.

      Usuń
    10. Też bym poczytał o Days of Future Passed, bo bardzo ten album lubię, ale szczerze mówiąc nie spodziewam się jakiejś mega pozytywnej recenzji :P

      Usuń
    11. Też nie sądzę by Szef się tym zachwycił, ale cóż. Był oceniony chłodnopozytywnoneutralnie proto-punk spod znaku Stooges, to czemu miałby się nie pojawić zespół proto-progowy, który położył podwaliny pod muzykę bardziej wartościową niż zrobiły to Stoogsy czy VU.

      Niezłe jaja że pojawił się taki wysyp zwolenników takiej recenzji :D

      Teraz pozostaje Wam tylko udowodnić, że nie jesteście moimi alter ego...

      Usuń
    12. Jeśli chodzi o Kinksów- to kiedyś, ale to bardzo dawno temu (I klasa gimnazjum), lubiłem "All Day and All the Night" i "You Really Got Me"- nie wierzyłem, że w 1964 roku można było grać tak ciężko :) W sumie to nie wiem czy się brać za nich, ale chyba sobie odsłucham debiut. Widzę na RYM 5/10 u ciebie (Paweł)- warto chociaż w jakimś stopniu brać się za odsłuch?

      Usuń
    13. @Filip: Tyle tylko, że z punku wyrósł potem post-punk, a tam już zdarzają się czasem rzeczy nie mniej wartościowe od dużej części rocka progresywnego i jego pochodnych. Z kolei to, co w progu najciekawsze, nie znalazło się tam dzięki Moody Blues.

      @Jakub: Warto, bo to na tyle znane, że w sumie głupio nie znać, Ale pod względem muzycznym nieco ciekawsze są ich późniejsze albumy. Choć one mnie też za bardzo nie przekonują, to takie raczej naiwne granie.

      Usuń
    14. @Jakub: W I klasie gimnazjum się jarałem "Kylie" rumuńskiego boysbandu Akcent i w sumie dalej nie uciekam jak to słyszę . :D Kinks usłyszałem spoooro później.

      Ja ze Zboczeńców (jak tłumaczy się nazwę The Kins) lubię (jako tzw miłe granie) tę płytę z 1966 roku gdzie jest Too Much On My Mind, nie pamiętam jak się nazywała płyta. Ale niczego nie urywa.

      @Paweł - jesteś w 100% pewny, że bez punku by nie było muzyki którą określa się post-punk (brrr, jak mnie sama ta nazwa mierzi)?

      Usuń
    15. Jestem pewien, że bez punku by była. Ale bez proto-punku? Nie sądzę.

      Usuń
    16. O proto-punk mi chodziło właśnie, sorry

      ale dlaczego nie sądzisz?

      Usuń
    17. Bo nawet u takiego This Heat, który był bardziej avant-progowy niż post-punkowy, podobieństwo do proto-punku jest zbyt duże, by uznać to za przypadek.

      Usuń
    18. Proto-punk to po prostu bardziej kreatywny punk, który wyszedł przed 1977 rokiem.

      Debiut Moody Blues lubię ale wolałbym inne recenzje innych wykonawców, bo dużo zostało ponaczynane. :p

      Co do The Kinks to ten wczesny okres lepiej ogarnąć jakimś best-ofem typu https://rateyourmusic.com/release/comp/the-kinks/the-kinks-the-black-album/ bo to i tak są czasy kiedy liczyły się piosenki (a i tak u Zboczeńców to raczej pojedyńcze piosenki były ważne), a nie albumy. A z późniejszego to przede wszystkim "Village Green", bo to faktycznie ważna i wpływowa płyta (bylem zdumiony, jak podobnie 25 lat później brzmiało np. Blur). Oczywiście trzeba pamiętać, że to gitarowy pop, a nie rock.

      Usuń
    19. Ja bym raczej powiedział, że proto-punk (któremu taką etykietę przypisano dużo później) to była kreatywna muzyka, zagrana w dość niedbały sposób. Taki Velvet Underground czerpał przecież z różnych ciekawych rzeczy, często ambitnych, bo nawiązywał też np. do poważnej awangardy. Punk rock to zwykle niedbale zagrany rock and roll. Ale post-punk to znów czerpanie z ciekawszych rzeczy, eksperymentowanie, tylko z takich charakterystycznym dla punka podejściem DIY.

      Usuń
    20. Zgłaszam się. Kcem recenzji ,,Days Of Future Passed''.
      Obstawiam 6-7/10.

      Usuń
    21. Ja nie obstawiam. Teraz na RYM 7, ale mam wrażenie, że Paweł po zebraniu informacji na temat tej płyty i wgryzieniu się od strony historycznej zwiększyłby tę ocenę.

      Usuń
    22. Nie w przypadku albumu, na którym poziom patosu jest wprost proporcjonalny do prostoty.

      Usuń
    23. Ale wiesz co, czytałem w Lizardzie rozprawę na temat albumu "In Searching of Lost Chord" Mudziarzy, i jawi się to jako całkiem składne granie. Jeżeli masz ten numer to możesz spojrzeć na ten tekst i a nuż nabierzesz ochotę na powrót do tej grupy.

      A zbiegiem okoliczności dzień wczesniej słuchałem tego albumu i mi się nawet podobał - bardziej niż "Days Of Future Passed" mimo braku na nim oczywistego hitu.

      Usuń
    24. Nie pamiętam już czemu, ale ten album oceniłem jeszcze niżej. Nie ma tego numeru.

      Usuń
    25. Może właśnie było tak, że czegoś nie usłyszałeś, a o czym jest napisane w tym artykule?

      Jak się dowiedziałeś o Lizardzie to jakoś uzupełniłeś archiwalne numery, czy szedłeś już na bieżąco? Ja z godzinę przeglądałem spisy treści zanim wybrałem co chcę sobie zamówić. A i tak jednego już w ogóle nie mieli.

      Usuń
    26. Możliwe, chociaż w przypadku tego zespołu problem nie polega wcale na tym, że nie słyszę tam niczego wyjątkowego, ale na tym, że słyszę dużo czegoś, czego nie akceptuję - łączenia symfonicznego patosu z naiwnością i prostotą rocka lat 60.

      Pierwszy numer jaki kupiłem, to ten z Niemenem na okładce i artykułem o Gentle Giant. Potem kupowałem na bieżąco, ale nie wszystkie, zamówiłem też parę archiwalnych.

      Usuń
    27. Jak uważasz, ale z tym patosem to chyba sprawa indywidualna. Każdy odczuwa go gdzie indziej. Właśnie słyszałem album gdzie patos momentami mnie dobijał - eponimiczny Gun z 1968. A wspominam o nim dlatego, że w artykule "Rok 1968" w płytach które trzeba znać o nim wspomniałeś. Taki "Rat Race" z tego krążka to po prostu brrr

      Usuń
    28. Raczej różna jest tolerancja patosu. Muzyka rockowa, czy też ogólnie rozrywkowa, imitująca barok czy neoromantyzm, właściwie z założenia musi być przesiąknięta patosem.

      Inna sprawa, że sam patos to po prostu środek artystycznego wyrazu, który sam w sobie nie jest zły. Jednak w prostych piosenkach nie pasuje.

      Usuń
  6. Może taki był zamysł muzyków.
    To jeden z pierwszych koncept albumów. Opowiada dzień z życia człowieka. Może chodziło o to aby patos,zgodzę się -nadmierny,wyrażał momenty magiczne,wyjątkowe. Zaś zwykły, prosty rock był ilustracją takiej prozaicznosci życia. Nie wiem.Nie analizowalem tekstów. Wyciągam te wnioski po przesłuchaniu płyty, ale raczej traktując ją jako całość. Bo też w taki sposób została skonstruowana.Muzykom chodziło o zachowanie łączności między utworami.Ciągłości historii.
    Muzycznie trochę przez te lata album utracił, ale stał się prekursorem dzieł, które opowiadają pewną historię.
    Zaś jeśli chodzi o określenie proto-prog,które się tutaj pojawiło. Cóż, wiem że zespół jest do tego nurtu zaliczany i ma to swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Bo jako jedni z pierwszych zaczęli wylamywac się ze zwykłego rocka.Polegało to głównie na stworzeniu nowej formuły wielokrotnie później wykorzystanej.Ale też elementach symfonicznych.Bo przecież na albumie gra orkiestra.Może są prekursorami rocka symfonicznego.No i wreszcie -wykorzystali mellotron,który zrobił to bajkowe,odrealnione brzmienie.Razem z głosem Justina Haywarda to jeden z istotniejszych elementów.
    Na 'Days Of Future Passed znalazł się też utwór, który przeszedł do historii czyli 'Nights In White Satin'.
    Czego by o nim nie napisać to odnoszę wrażenie,że wszystkie albo prawie wszystkie,ale szczególnie polskie recenzje tej płyty wspominają o tym utworze nazywając go tym najważniejszym. Myślę że ten fakt ma wpływ na współczesne postrzeganie tej płyty.
    Bo na myśl o niej pierwszym skojarzeniem jest właśnie ten utwór.Przyznam,że jako były czytelnik Teraz Rocka byłem jeszcze do niedawna niemal bezkrytycznym wyznawcą tej płyty. Ale czas i bogactwo poznanej muzyki trochę zweryfikowaly moją opinię.
    Nadal lubię 'Days...'.Nadal dostrzegam jego wady,które nie przyslaniaja zalet.Nadal uważam że warto posłuchać.
    Ale nie powiem za terazrockowym redaktorem,że to arcydzieło. To przyzwoity album z końca lat sześćdziesiątych, a biorąc pod uwagę ten fakt ważny element w rozwoju wielu gatunków. Spokojnie mogę dac ocenę 6,5.
    Przyłączam się do głosów za recenzją. Chętnie przeczytam co Szef ma do powiedzenia na jego temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z Moody Blues mam tak, że lubię ich, ale nie słucham ich całościowo, w sensie całych płyt, tylko poszczególne utwory z różnych albumów, a trochę fajnych utworów nagrali. Moje ulubione to: My Song, Melancholy Man, The Day We Meet Again, Nights In White Satin, When You're A Free Man.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem nie będą publikowane, ale jeśli uznam je za ciekawe, umieszczę odpowiedzi na nie na stronie "FAQ / Q&A".