25 maja 2019

[Recenzja] Gang of Four - "Entertainment!" (1979)



Wkładu Gang of Four w gitarową muzykę lat 80. i 90. nie da się przecenić. R.E.M., Red Hot Chili Peppers, Rage Against the Machine i Nirvana to tylko niektóre spośród najbardziej znanych grup przyznających się do inspiracji brytyjskim zespołem. Trudno zliczyć wszystkich wykonawców, u których słychać jego wpływ. Założony w Leeds kwartet zadebiutował w 1978 roku wydanym przez niezależną wytwórnię singlem "Damaged Good". Na fali tzw. punkowej rewolucji nagranie zdobyło przychylność brytyjskich mediów, w tym słynnego prezentera BBC, Johna Peela. Ten sukces zaowocował z kolei podpisaniem kontraktu z EMI Records. Współpraca z fonograficznym gigantem kłóciła się z zaangażowanymi, skrajnie lewicowymi poglądami głoszonymi przez zespołu, z czego muzycy tłumaczyli się, że chcą rozwalić system od środka. Nie udało się. Powstało za to kilka udanych albumów, z których najważniejszy jest ten pierwszy - "Entertainment!".

Longplay składa się z dwunastu krótkich utworów, z których wszystkie bez wyjątku powalają przepotężną dawką energii. Nie jest to jednak bezmyślna punkowa łupanka. Za pomocą prostych środków muzycy stworzyli interesujący, rozpoznawany styl. Uwagę zwracają przede wszystkim partie gitary Andy'ego Gilla - zgiełkliwe, często wręcz atonalne, synkopowo połamane, agresywne, ale nie chaotyczne. Doskonale uzupełniają się z wyrazistą grą sekcji rytmicznej - basisty Dave'a Allena i perkusisty Hugona Burhama - posiadającą funkowy puls i ciekawie operującą pauzami. Wokalista Jon King nie należy do wybitnych śpiewaków, ale potrafi brzmieć jednocześnie agresywnie i czysto, bez popadania w punkowy bełkot. Do tego tu i ówdzie dopełnia warstwę instrumentalną partiami melodyki (np. "Ether", "Not Great Men", "5:45"). Ten zupełnie niepunkowy instrument fantastycznie uzupełnia brzmienie. Warto w tym miejscu zwrócić też uwagę na świetną produkcję (za którą odpowiadają Gill, King i Rob Warr). Brzmienie jest ostre, wręcz agresywne, a zarazem niesamowicie przejrzyste, wszystkie dźwięki doskonale tu wybrzmiewają, nie zlewają się ze sobą.

Poszczególne utwory mogą początkowo wydawać się zbytnie do siebie podobne, ale przy takiej dawce energii i ciekawym pomyśle na swój styl, nie ma to większego znaczenia. Muzykom Gang of Four udało się nagrać album, który trafia zarówno do wielbicieli punka, jak i może zainteresować słuchaczy awangardowego proga. A przy tym niezwykle wpływowy. Choć, jak często bywa, żadnemu z naśladowców nie udało się nigdy osiągnąć poziomu "Entertainment!".

Ocena: 9/10



Gang of Four - "Entertainment!" (1979)

1. Ether; 2. Natural's Not in It; 3. Not Great Men; 4. Damaged Goods; 5. Return the Gift; 6. Guns Before Butter; 7. I Found That Essence Rare; 8. Glass; 9. Contract; 10. At Home He's a Tourist; 11. 5.45; 12. Anthrax

Skład: Jon King - wokal, melodyka; Andy Gill - gitara, wokal; Dave Allen - bass, wokal; Hugo Burnham - perkusja, wokal
Producent: Andy Gill, Jon King i Rob Warr


4 komentarze:

  1. A mnie ten album nigdy nie przekonał. Kupiłem go w połowie lat 90-ych i od pierwszego odsłuchu mnie odrzucił. Nie lubię punkowej muzyki (choć nie lubię to chyba zbyt łagodne słowo). Ale każdej płycie daję drugą szansę, często po latach. W przypadku tej kolejne odsłuchy tylko potwierdziły moją pierwotną niechęć. A sprzedawca w Stanach zachwalał, że jaka to ona wpływowa. Owszem jest, tu nie ma żadnej dyskusji, ale wiem już dlaczego nie mam w kolekcji żadnej płyty RHCHP, R.E.M (a nie przepraszam, jedną mam)czy RATM. Co do tekstów się nie wypowiadam choć marksizmem tam chwilami zalatuje ;-) Tak czy inaczej zawsze ten album polecam miłośnikom punkowego jazgotu aczkolwiek bardziej inteligentnego. A własny winylowy egzemplarz podarowałem takiemu właśnie miłośnikowi, który do dziś się dziwi, ze to zrobiłem.

    OdpowiedzUsuń
  2. "skrajnie lewicowymi poglądami głoszonymi przez zespołu" To zdanie mnie odpycha od przesłuchania.Podobne poglądy mają:Maniac street preachers i Rage against the machine- te zespoły są słabe.

    OdpowiedzUsuń
  3. @SzyMon - Też nie lubię zwykłego punka, ale post-punk to już granie zdecydowanie ciekawsze. W pewnym sensie była to kontynuacja rocka progresywnego, po którym to właśnie post-punk (a nie neo-prog) przejął eksperymentalne podejście. Gang of Four zdecydowanie bliżej do, powiedzmy, Henry Cow, niż do, za przeproszeniem, Ramones.

    @Adam - Na teksty najlepiej nie zwracać uwagi, a śpiew traktować jako jeden z instrumentów. Gdyby mnie obchodziło o czym kto śpiewa, to bym słuchał zdecydowanie mniej wykonawców. A i tak w ostatnim czasie skłaniam się raczej ku muzyce instrumentalnej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Płyta, do której dorastałem. Kiedyś tam nie od razu zrozumiałem, przesłuchując płyty, które były (są) szczególnie wysoko na RYM i dałem tylko 3.5/5. W sumie nic do dodania do recenzji, świetna nieco kanciasta rytmika i chwilami całkiem przebojowe momenty.

    @Adam: bez przesady, co najmniej połowa tekstów MSP na pierwszych (najwyżej cenionych) płytach nie ma nic wspólnego z lewactwem, a większości jest o eskapiźmie, depresji, anoreksji, samobójstwie i innych chorobach psychicznych autora tekstów. Poza tym w mejnstrimie lat 90. i tak nie było wiele zespołów rockowych lepszych niż Manicy. :p

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.