25 września 2018

[Recenzja] Joe Henderson - "Power to the People" (1969)



Joe Henderson zwykle nie jest wymieniany wśród innych wielkich saksofonistów jazzowych, choć niewątpliwie na to zasługuje. Jego gra ubarwiła wiele wspaniałych albumów. Henderson brał udział w sesjach tak zasłużonych muzyków, jak m.in. Grant Green, Andrew Hill, Freddie Hubbard, Herbie Hancock, McCoy Tyner, Alice Coltrane, czy Miroslav Vitouš. Przez krótki czas grał nawet z Milesem Davisem - niestety, nie zachowały się żadne nagrania z tej współpracy. Jako solista zadebiutował w 1963 roku albumem "Page One", nagranym dla Blue Note. W jej barwach ukazały się jeszcze cztery wydawnictwa (m.in. bardzo udany "Inner Udge"), wszystkie utrzymane w raczej konwencjonalnej, bopowej stylistyce. Na nieco więcej pozwolił sobie dopiero po podpisaniu kontraktu z Milestone, począwszy od trzeciego albumu nagranego dla tej wytwórni - "Power to the People".

Materiał - głównie kompozycje samego lidera - został zarejestrowany podczas dwóch dni. Utwory "Afro-Centric" i "Power to the People" nagrano 23 maja 1969 roku w kwintecie, w skład którego, oprócz lidera, wchodzili: trębacz Mike Lawrence oraz doskonale znani (choćby z współpracy z Davisem) Herbie Hancock, Ron Carter i Jack DeJohnette. Pozostałych nagrań dokonano sześć dni później, już bez udziału Lawrence'a.

Jest to pierwszy album Hendersona, na którym muzyk podąża w stronę modnego wówczas fusion. Ściślej mówiąc, w trzech utworach Hancock zagrał na elektrycznym pianinie. "Black Narcissus" jest bardziej subtelny, trochę w klimacie davisowskiego "In a Silent Way", natomiast "Afro-Centric" i "Power to the People" bardziej energetyczne i zadziorne. Szczególną uwagą warto zwrócić na kompozycję tytułową, zbudowaną na wyrazistej, ostinatowej partii basu, z porywającymi, ostrymi solówkami dęciaków i elektrycznym tłem klawiszy - dokładnie w takim kierunku wkrótce potem podążył Hancock na swoich solowych wydawnictwach ze składem znanym jako Mwandishi.

Na tle całości wyróżnia się także inny rozbudowany utwór, "Foresight and Afterthought", nagrany w trio (bez pianina) i wyraźnie zdradzający inspirację free jazzem. Pozostałe nagrania (napisany przez Cartera "Opus One-Point-Five", nowa wersja "Isotope" z "Inner Udge", a także przeróbka "Lazy Afternoon" z broadwayowskiego musicalu "The Golden Apple") to już taki bardziej konwencjonalny, mainstreamowy hard bop. Naprawdę sprawnie wykonane, z wzorową współpracą instrumentalistów, ale zdają się za mocno tkwić we wcześniejszej epoce jazzu.

"Power to the People" można zarzucić zbyt duży eklektyzm stylistyczny, ale poszczególnym utworom trudno byłoby coś zarzucić. Zarówno pod względem kompozytorskim, jak i wykonawczym trzymają wysoki poziom (choć poza tytułowym żaden nie wzbudza we mnie wielkiego zachwytu). Było to bardzo udane rozpoczęcie nowego etapu w karierze Joe Hendersona, który na kolejnych wydawnictwach jeszcze śmielej podążał w stronę fusion, z czasem dodając też elementy funku i spiritual jazzu.

Ocena: 8/10



Joe Henderson - "Power to the People" (1969)

1. Black Narcissus; 2. Afro-Centric; 3. Opus One-Point-Five; 4. Isotope; 5. Power to the People; 6. Lazy Afternoon; 7. Foresight and Afterthought (An Impromptu Suite in Three Movements)

Skład: Joe Henderson - saksofon tenorowy; Herbie Hancock - elektryczne pianino (1,2,5), pianino (3,4,6); Ron Carter - kontrabas; Jack DeJohnette - perkusja; Mike Lawrence - trąbka (2,5)
Producent: Orrin Keepnews


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.