[Recenzja] Alice Coltrane - "Journey in Satchidananda" (1971)



Poszukując religijnej i duchowej prawdy, Alice Coltrane nawiązała kontakt z hinduskim guru Swami Satchidanandą Saraswati. Za jego namową udała się do Indii, gdzie rozwijała swoje zainteresowanie filozofią wschodu oraz hinduizmem, przyjmując nawet nowe imię, Swamini Turiyasangitananda. Doświadczenia te miały istotny wpływ na charakter jej kolejnego albumu, "Journey in Satchidananda", mocno inspirowanego klasyczną muzyką hindustańską czy też ogólnie: wschodnim mistycyzmem oraz tamtejszą tradycją muzyczną.

To przełomowe dzieło w dorobku artystki, której muzyka nabrała tu bardziej idiomatycznego charakteru. Punktem wyjścia pozostaje uduchowiony jazz Johna Coltrane'a, jednak Alice rozwija tu tę stylistykę, wyraźnie ograniczając elementy jazzowe, a bardziej wypuklając wpływy muzyki spoza zachodniego kręgu kulturowego. Efektem tego jest chociażby poszerzone brzmienie, w którym istotną rolę odgrywają instrumenty z odległych krajów, jak tambura czy oud. Sama liderka coraz chętniej porzuca pianino, czyniąc swoim podstawowym instrumentem harfę.

Znaczna część longplaya została zarejestrowana podczas jednodniowej sesji, 8 listopada 1970 roku, w nowojorskim studiu Alice. W nagraniach wsparli ją saksofonista Pharoah Sanders i perkusista Rashied Ali - z którymi grała już w kwintecie swojego męża i którzy występowali na jej wcześniejszych autorskich płytach - a także doświadczony basista Cecil McBee, perkusjonalista Majid Shabazz oraz poznana w kręgach Satchidanandy Tulsi Sen Gupta (właściwie Tobey Reynolds), grająca na tamburze, tradycyjnym indyjskim instrumencie.

Dwa pierwsze utwory, tytułowy "Journey in Satchidananda" i "Shiva-Loka", mają podobny, medytacyjny nastrój. Dominującą rolę pełnią w nich harfa liderki oraz drone'owe dźwięki tambury, razem tworzące prawdziwie mistyczny klimat, ciekawie dopełniany jazzową grą nieco wycofanej sekcji rytmicznej i - tylko w drugim z nich - saksofonową solówką Sandersa. Króciutki, niespełna trzyminutowy "Stopover Bombay", klimatem bliższy jest "Ptah, the El Daoud", poprzedniego albumu Alice. Zbudowany na wyrazistej partii kontrabasu, której towarzyszą pianino, saksofon i gęste tło perkusyjnych talerzy. W "Something About John Coltrane" wraca brzmienie tambury, tym razem jednak pełni rolę tła dla fortepianowych pasaży liderki, basowych popisów Cecila McBee oraz niemal freejazzowych solówek Pharoaha. Tytuł nawiązuje do faktu, że Alice oparła ten utwór na tematach pozostawionych przez Johna.

Ostatni utwór, "Isis and Osiris", został zarejestrowany kilka miesięcy wcześniej, a dokładnie 4 lipca 1970 roku, podczas nowojorskiego koncertu Coltrane. Towarzyszył jej wówczas nieco inny skład, w którym oprócz Sandersa i Aliego, znalazł się basista Charlie Haden - najbardziej znany ze współpracy z Ornette'em Colemanem - a także William Clifford "Vishnu" Wood grający na oudzie, arabskim instrumencie przypominającym gitarę akustyczną, choć pozbawionym progów. Zgodnie z tytułem - Izyda i Ozyrys to starożytni bogowie egipscy - klimat jest tym razem bardziej bliskowschodni i północnoafrykański niż hindustański. Dominującą rolę pełnią tu zresztą fantastyczne partie Wooda o arabskiej melodyce. Pomimo odmiennych inspiracji oraz różnic w instrumentarium, utwór nie odstaje od reszty albumu - posiada ten sam, hipnotyzujący nastrój.

"Journey in Satchidananda" to kolejny rewelacyjny album Alice Coltrane i jeden z najwspanialszych przykładów spiritual jazzu. Klimat tego albumu jest naprawdę niesamowity, wciągający. I niewątpliwie może ten nastrój przekonać także słuchaczy niezainteresowanych jazzem, ale ceniących sobie rock psychodeliczny czy muzykę hindustańską, bo nie jest to muzyka odległa od tego, co Coltrane zaproponowała na tej płycie.

Ocena: 10/10

Zaktualizowano: 6.2025



Alice Coltrane featuring Pharoah Sanders - "Journey in Satchidananda" (1971)

1. Journey in Satchidananda; 2. Shiva-Loka; 3. Stopover Bombay; 4. Something About John Coltrane; 5. Isis and Osiris

Skład: Alice Coltrane - harfa (1,2,5), pianino (3,4); Pharoah Sanders - saksofon sopranowy, instr. perkusyjne; Rashied Ali - perkusja; Cecil McBee - kontrabas (1-4); Tulsi Sen Gupta - tambura (1-4); Majid Shabazz - instr. perkusyjne (1-4); Vishnu Wood - oud (5); Charlie Haden - kontrabas (5)
Producent: Alice Coltrane i Ed Michel


Komentarze

  1. Ta płyta to chyba jedna z najszerzej otwartych dla rockowego słuchacza bram do muzyki jazzowej...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)