22 kwietnia 2013

[Recenzja] Queen - "Sheer Heart Attack" (1974)



"Sheer Heart Attack" ukazał się zaledwie osiem miesięcy (co do dnia) po poprzednim studyjnym albumie Queen. Najwyraźniej muzycy chcieli jak najszybciej zdyskontować sukces "Queen II" i promującego go singla "Seven Seas of Rhye". Nie zważając na takie drobnostki, jak brak wystarczającej ilości nowego materiału czy pobyt Briana Maya w szpitalu. Wiele utworów zostało nagrane prawie w całości przed jego przybyciem do studia - partie gitary rytmicznej zagrał John Deacon, zostawiono tylko miejsce na solówki. Z brakiem repertuaru też jakoś sobie poradzono - część utworów powstała w studiu, kilka innych wygrzebano z archiwum. Ten cały pośpiech odbił się jednak na jakości i spójności albumu.

"Sheer Heart Attack" to zbiór trzynastu krótkich, eklektycznych piosenek. Nad niektórymi z nich muzycy powinni spędzić zdecydowanie więcej czasu. Najjaskrawszy przykład to trio "Tenement Funster", "Flick of the Wrist" i "Lily of the Valley" - zamiast ciekawie rozwinąć każdy z nich, po prostu połączono je w pozbawioną spójności pseudo-suitę na kształt beatlesowskiej "Abbey Road Medley". Szkoda, bo miały potencjał. Zwłaszcza środkowa część (łącząca hardrockowy czad z typowymi dla grupy harmoniami wokalnymi) zasługiwała na bycie pełnoprawnym utworem. Pomysłów wyraźnie zabrakło też na ledwie minutową balladę "Dear Friends" i niespełna dwuminutowy, okropnie banalny - za to opatrzony stosownym tytułem - "Misfire" (niechlubny debiut Deacona w roli kompozytora). Z kolei prawie cały "Brighton Rock" - odrzut z "Queen II" - wydaje się być nieco wymuszonym dodatkiem do popisowej solówki Maya, ciekawie wykorzystującego efekt echa do tworzenia gitarowych harmonii i kontrapunktów (podczas koncertów była grana zwykle jako część utworu "Son and Daughter"). Do udanych fragmentów albumu nie sposób zaliczyć wygłupów w rodzaju "In the Lap of the Gods" i "Bring Back That Leroy Brown".

Bronią się natomiast oba single. Napisany przez Mercury'ego wodewilowy pastisz "Killer Queen", doskonale pokazujący wszystkie charakterystyczne cechy stylu zespołu, stał się jego pierwszym naprawdę wielkim przebojem (2. miejsce na liście w Wielkiej Brytanii, 12. w Stanach). Utrzymany w stylistyce wygładzonego hard rocka "Now I'm Here", podpisany oczywiście przez Maya, też nieźle poradził sobie na brytyjskim notowaniu (11. miejsce), ale przede wszystkim świetnie sprawdzał się na koncertach. Jednak dziś prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnym utworem z tego albumu jest "Stone Cold Crazy" - rozpędzony, dość agresywny kawałek (i kolejny doskonały utwór na koncerty), zdający się zapowiadać takie style, jak speed i thrash metal. Zresztą po latach własną wersję nagrała Metallica. Co ciekawe, utwór pochodzi jeszcze z czasów poprzedniego zespołu Mercury'ego, Wreckage - oryginalnie był grany dużo wolniej, aż stopniowo zyskał swój ostateczny kształt (nie do końca wiadomo dzięki komu, dlatego jest pierwszym utworem Queen podpisanym nazwiskami wszystkich członków). Dość przyjemnie wypadają dwa ostatnie, balladowe utwory: śpiewany przez Maya, jakby beatlesowski "She Makes Me" oraz podniosły  "In the Lap of the Gods... Revisited", będący jakby pierwowzorem "We're the Champions" - hymnem do śpiewania na koncertach razem z fanami.

"Sheer Heart Attack" mógłby być znacznie lepszym albumem, gdyby zespół poczekał trochę z wejściem do studia, przeznaczając więcej czasu na dopracowanie części utworów ("Brighton Rock" czy "Flick of the Wrist" znacznie lepiej wypadały później podczas występów na żywo), a być może też na napisanie kolejnych, które mogłyby zastąpić co słabsze momenty (a więc znaczną część drugiej strony winylowego wydania). 

Ocena: 6/10



Queen - "Sheer Heart Attack" (1974)

1. Brighton Rock; 2. Killer Queen; 3. Tenement Funster; 4. Flick of the Wrist; 5. Lily of the Valley; 6. Now I'm Here; 7. In the Lap of the Gods; 8. Stone Cold Crazy; 9. Dear Friends; 10. Misfire; 11. Bring Back That Leroy Brown; 12. She Makes Me (Stormtrooper in Stilettos); 13. In the Lap of the Gods... Revisited

Skład: Freddie Mercury - wokal i instr. klawiszowe; Brian May - gitara, pianino (6,9), banjolele (11), wokal (12), dodatkowy wokal; John Deacon - bass, gitara (3,7,10,12), kontrabas (11); Roger Taylor - perkusja i instr. perkusyjne, wokal (3), dodatkowy wokal
Producent: Roy Thomas Baker i Queen


4 komentarze:

  1. Bring Back That Leroy Brown nie nazwałbym dziwactwem ale dziełem. Ale tak to zwykle bywa że artysta nie zawsze jest rozumiany przez odbiorców. Gdyby nie kilka słabszych momentów to ta płyta mogłaby uchodzić za jedną z najwspanialszych w dyskografii Queen. Szczególnie uwielbiam Stone Cold Crazy i Flick of the Wrist które na koncertach znacznie zyskują na mocy. O Killer Queen nie wspominam bo to kochają wszyscy fani tego zespołu. Takich numerów nikt nigdy nie nagrywał! Brighton Rock wolę w wersji albumowej bo na koncertach Brian czasem solówkę rozciągał do takich rozmiarów że stawało się to po prostu nudne. Ciekawe jest zakończenie w postaci In the Laps of the Gods.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostro z tą oceną ja podjarany Brighton Rock wystawiłem temu albumowi 10/10 ale chyba muszę się nad tym zastanowić po w sumie żaden album Queen nie jest prawdziwym arcydziełem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo muzycy najwyraźniej w ogóle nie myśleli o swojej muzyce w kategorii albumów, a piosenek. Dlatego ich longplaye są zbiorami zupełnie przypadkowych kawałków, które zwykle niespecjalnie do siebie pasują (może poza "Queen II", ale nie do końca).

      Usuń
    2. Trafne spostrzeżenie mnie najbardziej irytuje "A Night at the Opera" gdzie hard rock'owe granie z wielkością i patosem przewija się razem z muzycznymi żartami które nijak do siebie nie pasują co psuję całą przyjemność odsłuchu. Dzięki panu trochę inaczej spoglądam na albumy i powoli wyrastam z tego wychwalania najpopularniejszych zespołów, bo przeciętny słuchacz który zna parę piosenek z radia i słyszał gdzieś kiedyś o Queen ich płyty ocenił by 10/10 argumentując "no bo to Queen".

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.