9 września 2012

[Recenzja] AC/DC - "Let There Be Rock" (1977)



Trzeci (a czwarty w Australii) album AC/DC, "Let There Be Rock", podobnie jak poprzednie ukazał się w kilku wersjach. Wydania australijskie i europejskie zawierają dokładnie te same utwory, ale mają zupełnie inne okładki (w europejskiej wersji po raz pierwszy pojawiło się charakterystyczne logo zespołu). W Stanach album ukazał się z tą samą okładką, co europejskie wydania, ale za to wprowadzono jedną zmianę w repertuarze - nagranie "Crabsody in Blue" zostało zastąpione przez utwór "Problem Child" (z poprzedniego albumu zespołu, "Dirty Deeds Done Dirt Cheap", który na tamtejszym rynku ukazał się dopiero w 1981 roku). Obecne, międzynarodowe wydania albumów AC/DC bazują na wydaniach amerykańskich, co oznacza, że "Problem Child" jest obecny na dwóch różnych albumach, podczas gdy "Crabsody in Blue" - na żadnym (można go jednak znaleźć w boksie "Backtracks" z 2009 roku).

Choć "Let There Be Rock" pozornie nie różni się od innych albumów zespołu, jest to jeden z najmocniejszych zbiorów utworów, jakie zostały przez niego kiedykolwiek nagrane. Tytułowy "Let There Be Rock", "Whole Lotta Rosie", "Bad Boy Boogie" i "Hell Ain't a Bad Place to Be" zasłużenie stały się jednymi z najbardziej sztandarowych utworów Australijczyków, granymi podczas większości występów na żywo. Wcale nie gorzej wypadają "Go Down", "Dog Eat Dog" i "Overdose", które aż kipią od energii. Niewątpliwie właśnie żywiołowość jest największym atutem AC/DC. I dlatego nieco słabszym fragmentem albumu jest wspomniany wcześniej "Crabsody in Blue" - typowy wolny blues, niestety zagrany zupełnie bez emocji i zaangażowania, przez co zamiast zachwycać, zwyczajnie nudzi. Dlatego, mimo wszystko, lepiej poszukać wydania z "Problem Child", który doskonale wpasowuje się w ten album (aczkolwiek czyni go bardziej monotonnym).

"Let There Be Rock" należy do ścisłej czołówki najlepszych albumów AC/DC. Jest tu wszystko, co powinno być zawarte w tak prostej muzyce: niezłe kompozycje z zapamiętywanymi melodiami, pełne energii i luzu wykonanie, oraz brak jakiejkolwiek pretensjonalności.

Ocena: 7/10




AC/DC - "Let There Be Rock" (1977)

1. Go Down; 2. Dog Eat Dog; 3. Let There Be Rock; 4. Bad Boy Boogie; 5. Overdose; 6. Crabsody in Blue; 7. Hell Ain't a Bad Place to Be; 8. Whole Lotta Rosie

Skład: Bon Scott - wokal; Angus Young - gitara; Malcolm Young - gitara, dodatkowy wokal; Mark Evans - bass; Phil Rudd - perkusja
Producent: Harry Vanda i George Young


Po prawej: okładka wydania australijskiego.


14 komentarzy:

  1. Wspaniała płyta. Każdy zawarty na niej utwór poraża energią. Ode mnie 9/10 :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsza wybitna płyta grupy. Jak dla mnie, bo rozumiem tych, którzy genialność formacji braci Young liczą od ich współpracy z niejakim "Muttem" Lange... Tutaj mamy jeszcze sprawdzony duet Harry Vanda i George Young, a spisał się on równie znakomicie co muzycy. Nie ma co owijać w bawełnę - jest lepiej pod każdym względem niż na Dirty Deeds Donr Dirt Cheep. Są ostrzejsze riffy, bardziej przebojowe melodie, jeszcze dzikszy śpiew Bona Scotta, bardziej pikantne teksty. Ta płyta to już nie tyle blues rock z elementami hard rocka, co hard rock z elementami bluesa. A na otwarcie mamy ognisty Go Down, z prostym, ale niezwykle dosadnym riffem (tylko dwa dźwięki). Dog Eat Dog wyróżnia się wspaniałym solem Angusa i nietypowym beatem bębnów jak na AC/DC. Bad Boy Boogie, to wzorcowy przykład hard rocka zabarwionego bluesem, faworyt ówczesnych koncertów formacji, zresztą podobnie jak Hell Ain't A Bad Place to Be Niejako przyszły, bardziej "radiowy" styl grupy zapowiada nieśmiało Overdose, z fajnie "jadącym" zaledwie na trzech dźwiękach riffem. No i jedyny tutaj klasyczny dwunastotaktowiec, czyli Crabsody in Blue, który daje tak potrzebną dawkę ukojenia. I wreszcie przechodzimy do najlepszych z najlepszych na tej płycie czyli utworu tytułowego i Whole Lotta Rosie. Któż tego nie zna? Ten pierwszy to przegląd rock'n rollowych patentów. Niby ogranych, ale ileż w tym uczucia, pasji i po prostu... miłości do muzyki? Podobnie jak bluesowo zaczynającym się, ale przeradzającym się wkrótce w szalone boogie Whole Lotta Rosie. Angus nigdy wcześniej, ani nigdy później tak nie szalał. Ba, nawet wersja z If You Want Blood... You've Got It nie dorównuje tej! W skali punktowej 10/10 zdecydowanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może i ACDC jest prostacki i mało kreatywny ale trzeba przyznać o ile Deeds i Powerage sa słabe, Highway i Voltage w miarę dobre to Let There Be Rock to naprawdę wybitna płyta i chyba jedyna bo z Brianem Johnsonem ACDC stali się tandetną komerchą. W sumie przez to że zespół gra to samo to wystarczy mieć Let There Be Rock i to wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W życiu bym nie nazwał tak prostego albumu "wybitnym", ale coś w tym jest, co piszesz. To jedyny album AC/DC, jaki wciąż posiadam w swojej kolekcji.

      Usuń
    2. Wybitnym w granicach takiego ejsidisowskiego grania.

      Usuń
    3. Wybitność czy to genialność nie wyznacza skomplikowanie lub prostota. W malarstwie kropka na białym tle która zajęła autorowi 20 sekund bywa dziełem sztuki wartym pół miliona dolarów a piękny pejzaż z paletą kolorów malowany przez 3 tygodnie stoi u cioci Jasi w meblościance. Tak samo w muzyce, coś może być proste ale genialne a może być krzywe ale denne.

      Usuń
    4. Cena obrazu nie jest wyznacznikiem jego artystycznej wartości. Świadczy tylko o tym, że jakiś snob-milioner, niemający żadnego pojęcia o sztuce, nadał mu taką wartość, żeby pokazać, że może (obejrzyj film "Nietykalni" - ten z 2011 roku, nie z 1987 - tam jest pokazany ten mechanizm).

      O tym, czy muzyka jest genialna lub wybitna, świadczą obiektywne kryteria, a nie "mnie się podoba".

      Usuń
    5. Obiektywne czyli rozumiem że ty je wyznaczasz :)) a to się właśnie nazywa "mnie się podoba". A może jest jakaś instytucja nadająca muzyce rozrywkowej status wartościowej. Może jesteś jej prezesem ? Ja o takiej nie słyszałem. Chyba że jesteś samozwańczym przyznawaczem takich kryteriów. Ale dlaczego akurat ty a nie ja albo setki tysięcy innych osób. Dlatego że twoje ja jest "ja"śniejsze od mojego ja albo jeszcze innego ja.

      Usuń
    6. To źle rozumiesz. Sprawdź w słowniku znaczenie słów "obiektywny" i "subiektywny".

      Usuń
  4. Jak może Problem Child czynić album monotonnym jak to właśnie Problem Child jest najbardziej energetycznym i szalonym kawałkiem na płycie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Problem Child" nie różni się tak bardzo od pozostałych kawałków, jak różni się od nich "Crabsody in Blue". Wersja z tym drugim utworem jest bardziej różnorodna.

      Usuń
    2. Zdecyduje się bo w recenzji piszesz że to słaby utwór i polecasz zakup wersji z Problem Child.

      Usuń
    3. Przecież to się nie wyklucza. To dwie zupełnie osobne kwestie. Wersja z "Crabsody in Blue" jest mniej monotonna, ale mimo wszystko słabsza od tej z "Problem Child".

      Usuń
  5. Jeźeli chodzi o ACDC to rzeczywiście szkoda zachodu na zbieranie dyskografii ale dobrym posunięciem jest koncertówka If Yo Want Blood której tu w recenzjach nie ma. Utwory tam są grane z większym pazurem i to dobra płyta aby mieć jedną z ich kolekcji.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.