18 czerwca 2012

[Recenzja] Pink Floyd - "A Saucerful of Secrets" (1968)



Prace nad drugim albumem Pink Floyd przeciągały się miesiącami. Częściowo była to wina pogarszającego się stanu Syda Barretta - uzależnionego od narkotyków i zdradzającego pierwsze objawy choroby psychicznej. Na koncertach miał coraz większe problemy z synchronizacją z resztą zespołu, a czasem zdarzało się, że po prostu stał na scenie i zamierał. Po kilku tego typu wybrykach, pozostali muzycy zdecydowali się zatrudnić drugiego gitarzystę, Davida Gilmoura. Początkowo miał być tylko zabezpieczeniem, na wypadek kolejnych odlotów Barretta, jednak z czasem zespół w ogóle przestał informować o występach swojego niedawnego lidera.

W tym przejściowym okresie, trwającym od sierpnia 1967 roku do maja następnego roku, zespół wielokrotnie wchodził do studia, próbując stworzyć materiał na drugi album. Pisanie nowych utworów nie przychodziło łatwo, ze względu na stan dotychczasowego głównego kompozytora. W sierpniu zespół nagrał dwa utwory z myślą o singlu - "Set the Controls for the Heart of the Sun" napisany przez Rogera Watersa, oraz  "Scream Thy Last Scream" Barretta. Do wydania małej płyty ostatecznie nie doszło. Kolejna sesja miała miejsce w październiku, wciąż w oryginalnym składzie. Nagrano wówczas utwory "Apples and Oranges", "Paint Box" (oba wkrótce potem wydano na singlu), "Jugband Blues" i "Vegetable Man", a także dograno nowe partie do "Set the Controls..." i pochodzącej jeszcze z sesji nagraniowej debiutu kompozycji Richarda Wrighta "Remember a Day". Jak się wkrótce okazało, były to ostatnie nagrania Pink Floyd z Barrettem.

Na początku następnego roku zespół wszedł już do studia z Gilmourem. Muzycy dograli kolejne partie do "Set the Controls...", a także zarejestrowali kilka nowych utworów: "Let There Be More Light", "Corporal Clegg", "See-Saw", oraz "It Would Be So Nice" i "Julia Dream". Po oddelegowaniu dwóch ostatnich na kolejny singiel, oraz podjęciu decyzji o niewydawaniu "Scream Thy Last Scream" i "Vegetable Man" (do dziś dostępnych wyłącznie na bootlegach), okazało się, że zespołowi brakuje jeszcze około dwunastu minut, by wypełnić longplay. Muzycy stworzyli wówczas improwizowaną kompozycję "A Saucerful of Secrets", która dała tytuł całemu wydawnictwu. Mało brakowałoby, a w ogóle nie znalazłaby się ona na albumie - jej wydaniu sprzeciwiał się producent Norman Smith, uważający, że zespół powinien grać trzyminutowe piosenki. Na szczęście, muzykom udało się podstawić na swoim.

Pomimo wszystkich trudności, jakie w czasie nagrywania spotkały zespół, "A Saucerful of Secrets" jest albumem znacznie bardziej dojrzałym od debiutanckiego "The Piper at the Gates of Dawn". Choć stylistycznie mający z nim jeszcze wiele wspólnego, zwłaszcza w tych bardziej piosenkowych utworach, jak "Jugband Blues" - jedyny ze śpiewem Barretta - czy "Remember a Day" i "See-Saw",(oba skomponowane i zaśpiewane przez Wrighta). Trochę bajkowego klimatu w stylu poprzedniego albumu znalazło się też w zwariowanej kompozycji Watersa, "Corporal Clegg". Pozostałe utwory pokazują jednak zwrot w bardziej poważnym i eksperymentalnym kierunku. Watersowskie "Let There Be More Light" i "Set the Control for the Heart of the Sun" (jedyny utwór grupy, w którym słychać gitarowe partie i Barretta, i Gilmoura) maja niesamowity, nieco orientalny klimat, tworzony przez hipnotyzujące partie basu i psychodelicznie brzmiące organy. Jeszcze bardziej niezwykłym utworem jest instrumentalny "A Saucerful of Secrets", będący muzyczną ilustracją bitwy. Z początku bardzo awangardowy, pełen atonalnych i sprzęgających się dźwięków, z których pod koniec wyłania się przepiękna melodia.

"A Saucerful of Secrets" ze względu na swój przejściowy charakter i brak jednoznacznego lidera (na pewno nie był już nim Barrett, a Waters i Wright mieli równie ważny wkład w ten album, w przeciwieństwie do nieśmiało stawiającego pierwsze kroki Gilmoura) jest nieco niespójny, ale wyraźnie ukazuje rozwój zespołu. Szczególnie nowsze utwory świadczą o pomysłowości i większej dojrzałości muzyków. Słychać, że zespół powoli wypracowywał już zupełnie nowy styl (równie rozpoznawalny, co baśniowa psychodelia Barretta), który będzie dopracowywać na kolejnych albumach. Co jednak nie znaczy, że należy traktować "A Saucerful of Secrets" jako ciekawostkę. To wspaniały album, z wieloma interesującymi pomysłami kompozytorskimi i aranżacyjnymi, ze świetnie wyważonymi proporcjami między melodyjnością, a eksperymentami.

Ocena: 9/10



Pink Floyd - "A Saucerful of Secrets" (1968)

1. Let There Be More Light; 2. Remember a Day; 3. Set the Control for the Heart of the Sun; 4. Corporal Clegg; 5. A Saucerful of Secrets; 6. See-Saw; 7. Jugband Blues

Skład: David Gilmour - wokal (1,4,5), gitara (1,3-6), kazoo (4); Roger Waters - wokal (1,3), bass (1-7); Syd Barrett - gitara (2,3,7), wokal (7); Rick Wright - wokal (1,2,4-6), instr. klawiszowe (1-7); Nick Mason - perkusja (1,3-7), wokal (4), kazoo (7)
Gościnnie: Norman Smith - perkusja (2); The Salvation Army - orkiestra (7)
Producent: Norman Smith


6 komentarzy:

  1. Piękno "A Saucerful of Secrets" doceniłem po kilku latach teraz nawet i łzę uronię kiedy tego słucham szczególnie z koncertu w pompejach słychać tą pasje i miłość do tego co robili ci ludzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy wersja z "Ummagummy" nie jest jeszcze lepsza od tej z Pompejów. W każdym razie zespół był w tamtym okresie fantastyczny na żywo. Bardzo kreatywnie podchodził do swojej muzyki (nie jak w późniejszych latach, gdy po prostu odgrywał wersje albumowe). Szkoda, że dostępne jest tak mało rejestracji z tamtego okresu. "Ummagumma" tylko w połowie składa się z nagrań koncertowych, "Live at Pompeii" nie jest dostępny w wersji audio, a boks "The Early Years" jest zbyt drogi, by ktokolwiek normalny rozważał jego zakup.

      Usuń
    2. Ja jednak wole wersje z Pompejii, wiele się nie różni a jest bardzie spogłosowana co lubie. Ta wersja jest na spotify tak jak cały boks "The Early Years" i swoją drogą kupił bym ten boks tylko mnie nie stać.

      Usuń
    3. "Live at Pompeii" można też kupić na DVD. Ja za swoje zapłaciłem chyba mniej niż 20 pln.

      "The Early Years" też bym kupił, gdyby wydawca nie robił ze mnie frajera. Dublowanie tego samego materiału na płytach DVD i Blu-ray to wyjątkowo chamska taktyka zwiększenia ceny całości. Bo niby dlaczego nie mogły ukazać się dwie wersje - jedna z płytami CD i DVD, a druga CD i Blu-ray? Nikt przecież nie potrzebuje tego samego materiału w dwóch formatach; wielu potencjalnych nabywców pewnie nawet nie ma odtwarzacza Blu-ray (ja nie mam). Jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby wydanie jeszcze trzeciej wersji, z samymi CD, bo materiał wizualny większość i tak zobaczy tylko raz, jeśli w ogóle. Dziwne, że w dzisiejszych czasach, gdy wszystko ukazuje w milionach wersji, ten boks ma tylko jedną. No, niby można kupić osobno jego poszczególne "woluminy", ale tam też dubluje się ten sam materiał na DVD i Blu-ray.

      Usuń
    4. Ja akurat pożyczyłem po znajomości "Live at Pompeii", a podobno Blu-ray miał wyprzeć CD do 2010 roku jak widać ten format używany jest do dziś. Dzisiaj wydawcy nie mają skrupułów ani sentymentów liczy się czysty zysk, jak widać.

      Usuń
    5. Z drugiej strony, gdyby "The Early Years" nie było tak przesadnie rozdmuchane (bo oprócz dublowania materiału, jest tam jeszcze zupełnie niepotrzebny dysk z nowym miksem albumu "Obscured by Clouds") i nie sprzedawano by go za tak astronomiczną kwotę, to znalazłoby się więcej nabywców, a tym samym wydawca i zespół zarobili by więcej.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.