29 maja 2012

[Recenzja] Deep Purple - "Fireball" (1971)



Muzycy Deep Purple stanęli przed trudnym zadaniem nagrania następcy "In Rock". Wysoko ustawionej poprzeczki nie dało się przeskoczyć, jednak zespół i tak nieźle wybrnął z sytuacji, nagrywając nieco inny album - luźniejszy, bardziej różnorodny. Sami jednak nie byli z niego zadowoleni (z wyjątkiem Iana Gillana), przez co dość szybko zrezygnowali z promowania tych utworów na żywo. A szkoda, bo znaczna część tego materiału idealnie nadawała się na koncerty, żeby wspomnieć tylko o bardzo energetycznym "Fireball" (dość wyjątkowym utworem w repertuarze zespołu, bo z solówką Glovera, a nie Blackmore'a), chwytliwym "Demon's Eye", czy "No No No" i "No One Came", które byłyby dobrym punktem wyjścia do improwizacji. Oprócz typowo hardrockowych kawałków, znalazły się tutaj także takie utwory, jak niemal progresywny "Fools" (z bardzo ciekawym, klimatycznym zwolnieniem), psychodeliczny "The Mule" (ten akurat nieco dłużej utrzymał się w koncertowej setliście), oraz "Anyone's Daughter", czyli... akustyczna ballada w stylu country. Ten ostatni mogli już sobie darować, a zamiast niego zamieścić singlowy przebój "Strange Kind of Woman" (który trafił na amerykańskie wydanie, ale zamiast "Demon's Eye"). Ogólnie rzecz biorąc, jest to jednak bardzo fajny i niesłusznie niedoceniany album.

Ocena: 7/10



Deep Purple - "Fireball" (1971)

1. Fireball; 2. No No No; 3. Demon's Eye; 4. Anyone's Daughter; 5. The Mule; 6. Fools; 7. No One Came

Skład: Ian Gillan - wokal; Ritchie Blackmore - gitara; Jon Lord - instr. klawiszowe; Roger Glover - bass; Ian Paice - perkusja
Producent: Deep Purple


5 komentarzy:

  1. Moim zdaniem album jest nierówny. Świetne są "Fireball", "Demon's Eye", "Strange Kind of Woman" i "Fools". Nie porwały mnie "No No No" i "No One Came", choć to ciągle dobre granie. Nie przypadł mi natomiast do gustu "The Mule" i pasująca jak pięść do oka "Anyone's Daughter". Faktycznie ta pozycja spokojnie mogła wylecieć. Ogólnie jednak bardzo smaczna płyta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fools to zdecydowanie jeden z moich ulubionych utworów Purpli, obok You Keep on Moving, zawsze lubiłem też Anthem, Blind, And the Address, Hey Joe, Mandrake Root, This Time Around /Owed to 'G, Highway Star, Perfect Strangers, Burn, Sail Away, Son of Alerik, czy Child in Time.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny album. Takie In Rock na zaciągniętym ręcznym. Naleciałości psychodeliczno-progowe. Podoba mi się. A bas i gitara w Demon's Eye mają taki doomowy pochód.
    Zasłużona 8.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zapomniałem dodać. Odsłuchuje ten album z wersji Re-package. Są tu świetne bonusy:
      Strange Kind Of Woman
      I'm Alone
      Freedom
      Slow Train
      Gdyby w podstawowym secie były te kawałki, a wyrzucić z niego "Anyone's Daughter", to śmiało dałbym temu albumowi 8.5, a może nawet 9 ;)

      Usuń
  4. To obecnie moja ulubiona płyta zespołu. Nie tak przełomowa jak In Rock, ale przecież miejsce w historii zdobywa się tylko raz. Brzmi za to bardziej selektywnie i przynosi 7 wspaniałych kompozycji, różnorodnych, ale nie odstających od tego co zaproponowali na słynnej skale. Tytułowy i otwieracz to hard rockowy czad, w którym solo dzielą między siebie Glover i Lord. Dalej mamy No No No, który charakteryzuje dość niebanalna konstrukcja (wstawki spokojniejsze poświęcone są na partie solowe Blackmore'a i Lorda, gdy tymczasem wybuchy rockowego ognia mamy w partiach wokalnych). Demon's Eye to chyba taska najnormalniejsza piosenka na płycie. Ten utwór o wyraźnym bluesowym posmaku charakteryzuje całkiem duża chwytliwość. Warto zwrócić, że śpiew Gillana jest tutaj jeszcze bardziej plastyczny niż In Rock, a więc częściej korzysta z niższych rejestrów swojego niesamowitego aparatu głosowego. Przykładem urocza ballada w duchu country i zarazem pierwsze zaskoczenie na płycie - Anyone's Daughter. The Mule jest osadzony w nieco egzotycznych klimatach z charakterystycznym motywem wygrywanym przez mistrza dwóch pałeczek Iana Paice'a, a kończy go, podobnie jak Child in Time, zgiełkliwa kakofoniczna koda. Fools to wycieczka w krainę rocka progresywnego i psychodelii. Leniwy i transowy klimat, przerywany jest co jakiś czas gwałtownymi zrywami ze śpiewem Gillana - smaczkiem jest tu solo Blackmore'a imitujące wiolonczelę. No i na koniec wracamy do czadu, ale jakże innego niż na początku. No One Came to brutalny, niemalże technoidalny rytm, melorecytujący Gillan oraz odwrócone solo gitarowe. Wspaniały dowód na to, że panowie nie zamierzali się powtarzać.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem nie będą publikowane, ale jeśli uznam je za ciekawe, umieszczę odpowiedzi na nie na stronie "FAQ / Q&A".