[Recenzja] Deep Purple - "=1" (2024)
Po raz pierwszy od czasu "Infinite" przesłuchałem w całości cały nowy album Deep Purple. Dałem mu szansę wyłącznie ze względu na nieznaczne odmłodzenie składu. Płyta "=1" (tytuł i okładka znów wyglądają jak sabotaż - patrz "Bananas", "Now What!" czy "Whoosh!") to debiut nowego gitarzysty, zaledwie 45-letniego Simona McBride'a. Jak na muzyka dzisiejszego Deep Purple jest to rzeczywiście młodzieniec - reszta składu zbliża się do osiemdziesiątki - ale dla rockmanów to już ten wiek, kiedy z reguły najlepsze dokonania mają za sobą. McBride nie ma zresztą żadnych znaczących osiągnieć na koncie, ale współpracował z Donem Aireyem, więc dostał fuchę. Jako następca Steve'a Morse'a, który ze swoim stylem do Deep Purple nigdy specjalnie nie pasował, McBride wypada nienajgorzej. Jego riffy mają odrobinę więcej polotu i trochę bliżej im do klasycznego hard rocka. Jednak solówki wciąż brzmią bardzo technicznie i powtarzają ograne klisze, a...