[Recenzja] Swans - "The Beggar" (2023)
Autoironiczny tytuł jednego z utworów na tym albumie, "Michael Is Done", zapewne miał pokazywać dystans Michaela Giry do siebie oraz własnej twórczości. Byłoby to nawet zabawne, gdyby tylko nie było to tak boleśnie trafne podsumowanie "The Beggar". Grupa stoi w miejscu i, inaczej niż w przypadku poprzedniego "Leaving Meaning.", nie próbuje nawet pozorować jakichś zmian. Do podstawowego składu wróciła większość muzyków z wcześniejszego wcielenia, którzy tak naprawdę nigdy daleko nie odeszli - po prostu czasowo mieli status gości. Wrócił też dwugodzinny czas trwania. A jest to już piąty z rzędu album o ponadstandardowej długości. Stylistycznie najbliżej tu do wspomnianego poprzednika i jego łagodniejszego brzmienia, w znacznym stopniu opartego na akustycznych instrumentach. Zaskakuje co najwyżej krótka lista gości, obejmująca wyłącznie współpracującego z grupą już wcześniej Bena Frosta, jej byłego i przyszłego gitarzystę Normana Westberga oraz żeński chórek....