[Recenzja] Julia Holter - "Materia" (2026)

Okładka płyty "Materia" Julii Holter.


Tym razem nie trzeba było czekać kolejnych 5-6 lat na nowy album Julii Holter. "Materia" ukazuje się niewiele ponad dwa lata od wydania znakomitego "Something in the Room She Moves". To zresztą bezpośrednia kontynuacja tamtego wydawnictwa, na którym pierwotnie znalazła się kompozycja dająca tytuł tegorocznej płycie i powracająca na niej w dwóch alternatywnych wersjach. Krzywdzącym byłoby jednak traktowanie "Materii" wyłącznie jako suplementu czy, co gorsze, zbioru odrzutów i innych podejść do znanych utworów. Znalazło się tu pięć całkowicie premierowych kompozycji, a całość ma swój własny charakter, którego bardzo konsekwentnie się trzyma.

Pierwsze cztery utwory na "Materia" zostały nagrane przez Holter w pełnym zespole, złożonym z jej stałych współpracowników, jak basistka Devra Hoff, perkusistka Elizabeth Goodfellow, odpowiedzialny za syntezatory Tashi Wada czy znany też z gry na zornowskim "Bar Kokhba" klarnecista i saksofonista Chris Speed. "The Laugh Is in the Eyes", "My Lost One" i "Fantasy" to kameralne, subtelne piosenki o rozmarzonym, sennym, wręcz surrealistycznym nastroju. Szczególnie podoba mi się ta ostatnia, z zapętlonym motywem perkusyjnym, nadającym lekko egzotyczny klimat. Wieńcząca tę część płyty "Materia 2" znacznie różni się od kruchego, intymnego pierwowzoru na pojedynczy głos i pianino. W tej odsłonie Holter wchodzi w uduchowiony duet wokalny z Jessiką Kenney, a akompaniament stanowią partie klarnetu, bezprogowego basu, organów oraz automatu perkusyjnego, kreujące odrealnioną, a zarazem nieco mistyczną atmosferę. Tym razem znacznie łatwiej zrozumieć, na czym polegała inspiracja twórczością Hildegardy z Bingen, do której przyznawała się Holter.


Zdecydowanie bardziej podobna do pierwszej wersji jest "Materia 3", gdzie po prostu trochę zwolniono tempo, fortepian zamieniono na Wurlitzera, a partia wokalna stała się nieco bardziej egzaltowana. Tym razem Julii nie towarzyszą żadni dodatkowi muzycy, a zupełnie samodzielnie zarejestrowała też dwa poprzednie nagrania. "Clepsydra" to niewiele ponad dwuminutowa miniatura, z lekko przetworzonym wokalem i syntezatorową orkiestracją. Również następny na płycie "My Twin" sprowadza się do śpiewu i syntezatora, ale to już ponad 10-minutowy utwór o nieoczywistej budowie, choć konsekwentnie trzyma się onirycznego nastroju. Jednocześnie pod względem melodycznej wyrazistości nie ustępuje wcale piosenkom z początku wydawnictwa.

Jeśli ktoś spodziewał się kolejnego regularnego albumu Julii Holter, to może być rozczarowany kameralnym charakterem tego wydawnictwa i częściowo powtórkowym repertuarem. "Materia" to jednak udany dodatek do ostatniej dużej płyty, a co najważniejsze - broni się jako samodzielne dzieło, posiadające swój indywidualny charakter.

Ocena: 7/10


Julia Holter - "Materia" (2026)

1. The Laugh Is in the Eyes; 2. My Lost One; 3. Fantasy; 4. Materia 2; 5. Clepsydra; 6. My Twin; 7. Materia 3

Skład: Julia Holter - wokal i instr. klawiszowe, automat perkusyjny (3,4,6); Tashi Wada - syntezator (1-3); Chris Speed - klarnet (1,4), saksofon (2,3); Devra Hoff - gitara basowa (1-4); Elizabeth Goodfellow - perkusja (1-3), instr. perkusyjne (1,2); Maia - flet (2); Jessika Kenney - wokal (4)
Producent: Julia Holter i Kenny Gilmore


Komentarze