[Recenzja] Boards of Canada - "The Campfire Headphase" (2005)

Okładka płyty "The Campfire Headphase" Boards of Canada.


Czekając na "Inferno", pierwszy od trzynastu lat album Boards of Canada, odświeżyłem sobie dwie poprzednie płyty szkockiego duetu. Choć nie są tak cenione, jak dwa pierwsze, to wciąż przynoszą wartą uwagi muzykę, świadczącą o ciągłym rozwoju twórców. Co więcej, progres ten postępował w niekoniecznie oczywistym kierunku. Po hauntologicznym debiucie "Music Has the Right to Children", a następnie idącym w jeszcze mroczniejsze, ezoteryczne rejony "Geogaddi", logicznym krokiem byłoby dalsze zagęszczanie atmosfery. Tymczasem wydany tuż po nich "The Campfire Headphase" to zwrot w całkiem przeciwnym kierunku - zdecydowanie najpogodniejsze z dotychczasowych wydawnictw, choć zarazem wyraźnie przepełnione nostalgią.

Zmiany jednak dotyczą nie tylko nastroju, ale też bardziej konkretnych środków muzycznych. Boards of Canada wyraźnie upraszcza tu rytmikę, oddalając się od IDM-owego idiomu i tym samym nie naraża się już tak bardzo na porównania z Autechre. Brzmienie wzbogacono natomiast o partie gitary, często wysuwające się na pierwszy plan, jak ma to miejsce w "Chromakey Dreamcoat", niemal shoegaze'owym "Dayvan Cowboy" czy najbardziej pastoralnych "Satellite Anthem Icarus" i "Hey Saturday Sun". W efekcie muzyka duetu często zbliża się tu do neo-psychodelii lub nawet folktroniki. To jednak właśnie użycie gitary wywołało w przypadku "The Campfire Headphase" największe kontrowersje. Nie tyle sama jej obecność, co raczej sposób użycia. Bo nie da się ukryć, że partie gitarowe nie są szczególnie wyrafinowane. Dobrze jednak wpasowują się w klimat muzyki, a samą próbę zaprezentowania czegoś nowego z pewnością warto docenić.


Nie oznacza to jednak, że Boards of Canada na "The Campfire Headphase" całkiem odcina się od wcześniejszego stylu. Wciąż istotnym elementem pozostaje zestawienie ambientowej subtelności oraz melancholijnego nastroju z wyrazistym, jednostajnym i powolnym beatem, czego najlepszym przykładem są "Oscar See Through Red Eye", "Peacock Tail" czy "84 Pontiac Dream". W części utworów spod bardziej pogodnego nastroju przebija się natomiast znany z wcześniejszych płyt hauntologiczny klimat, najbardziej prominentnie w "Slow This Bird Down" oraz w zniekształconych miniaturach "Sherbet Head" i "Ataronchronon". Miniatur jest tu zresztą sporo, a druga z wymienionych oraz ambientowa "A Moment of Clarity" są jedynie niepotrzebnymi przerywnikami, które do całości niczego nie wnoszą. Nie pomagają w budowaniu narracji, jak na wcześniejszych wydawnictwach. Nie znajduję też większego sensu w zakończeniu albumu dwoma podobnymi do siebie, pozbawionymi beatu nagraniami "Tears From the Compound Eye" i "Farewell Fire". Jeden z nich w zupełności by wystarczył.

"The Campfire Headphase" nie jest jedynie zapychaczem w dyskografii Boards of Canada, ponieważ duet rozwija tu swój styl, nadając płycie własnego charakteru. Sam pomysł mnie przekonuje, natomiast nieco słabiej jest z jego realizacją. Przede wszystkim jednak przydałaby się tu trochę większa selekcja materiału.

Ocena: 7/10


Boards of Canada - "The Campfire Headphase" (2005)

1. Into the Rainbow Vein; 2. Chromakey Dreamcoat; 3. Satellite Anthem Icarus; 4. Peacock Tail; 5. Dayvan Cowboy; 6. A Moment of Clarity; 7. '84 Pontiac Dream; 8. Sherbet Head; 9. Oscar See Through Red Eye; 10. Ataronchronon; 11. Hey Saturday Sun; 12. Constants Are Changing; 13. Slow This Bird Down; 14. Tears From the Compound Eye; 15. Farewell Fire

Skład: Marcus Eoin; Michael Sandison
Producent: Boards of Canada


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] Mr. Bungle - "Mr. Bungle" (1991)

[Recenzja] John Zorn - seria "John Zorn's Game Pieces": "Xu Feng" (2000) / "Cobra“ (2002)

[Zapowiedź] Premiery płytowe maja 2026

[Recenzja] Swans - "The Beggar" (2023)