[Recenzja] Autechre - "Chiastic Slide" (1997)

Wydany pomiędzy "Tri Repetae" a "LP5" album "Chiastic Slide" może wydawać się dziełem mniej znaczącym w dorobku duetu Autechre. To bardziej bezpośrednia kontynuacja jego poprzednika niż wyraźne rozwinięcie tej stylistyki, do jakiego doszło dopiero na kolejnym longplayu. Trochę bezpodstawne wydaje się jednak robienie z tego zarzutu, bo nie ma nic złego w tym, że Rob Brown i Sean Booth zatrzymali się nieco dłużej w tym miejscu, skoro dopiero co wypracowali swoją własną, bardzo ciekawą odmianę IDM-u. A w dodatku chyba nikomu innemu nie udało się nagrać tak dobrej płyty w stylu "Tri Repetae", jaką jest "Chiastic Slide".
Utwory ponownie bazują najczęściej na kontraście pomiędzy subtelnymi, nastrojowymi i raczej prostymi, ale zgrabnie poprowadzonymi liniami melodycznymi, a mocno pogmatwaną, bardzo intensywną warstwą rytmiczną. Im bardziej jedno z drugim zdaje się do siebie nie pasować - a jednocześnie znakomicie się dopełniać - tym bardziej intrygujący okazuje się efekt. Przykładem może być chociażby najlepszy na płycie "Cichli", w którym melancholijna, ciepła melodia zostaje przykryta zimnym, dziwnym i odhumanizowanym beatem. Albo najdłuższy, trzynastominutowy "Nuane", gdzie spod gęstego, niekonwencjonalnego rytmu dopiero z czasem zaczynają wydobywać się bardziej melodyjne dźwięki.
Czytaj też: [Recenzja] Autechre - "Tri Repetae" (1995)
Ten kontrast nie zawsze jest aż tak mocno zaznaczony. Jednak nawet wtedy, gdy w takim np. "Cipater" czy "Tewe" melodia ściślej podąża za rytmem, efekt jest wciąż hipnotyzujący. Nie zabrakło też pewnych urozmaiceń. W "Rettic AC" kompletnej dekonstrukcji uległ rytm, zmieniając się w zgliczowany szum. Nawet nałożenie na to ambientowych dodatków nie czyni go zbyt łatwo przyswajalnym. To już to bardziej abstrakcyjne oblicze Autechre z przyszłości, które zniechęcić może nie tylko miłośników "Amber", ale też wielbicieli "Tri Repetae". A z drugiej strony znalazł się tu też "Pule", jeden z najbardziej przystępnych kawałków w całej twórczości duetu, nie tak znów odległy od minimalizmu z okolic Steve'a Reicha. Tutaj rytm i melodia właścieie zlewają się w jedno.
"Chiastic Slide" należy do moich ulubionych albumów Autechre, ponieważ ogólnie najbardziej sobie cenię te płyty duetu, na których jest już zdecydowanie dziwnie, mocno abstrakcyjnie, gdzie dzieją się naprawdę kreatywne rzeczy w warstwie rytmicznej, ale wciąż jeszcze istotną rolę pełnią melodie. "Chiastic Slide" nie jest ani najbardziej pomysłowym wydawnictwem duetu, ani zawierającym najlepsze melodie, ale należy do tych najlepiej wyważonych.
Ocena: 9/10
Autechre - "Chiastic Slide" (1997)
1. Cipater; 2. Rettic AC; 3. Tewe; 4. Cichli; 5. Hub; 6. Calbruc; 7. Recury; 8. Pule; 9. Nuane
Skład: Sean Booth; Rob Brown
Producent: Autechre
Wspaniały album, moim zdaniem niesłusznie stojący w cieniu względem ich innych wydawnictw.
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać następnych recenzji Autechre, niesamowite ile genialnej muzyki chłopaki stworzyli.