Posty

Wyświetlam posty z etykietą autechre

[Recenzje] Autechre - "Confield" (2001)

Obraz
Muzyka Autechre - przynajmniej do pewnego momentu - rozwijała się w bardzo konsekwentny sposób. Z każdą kolejną płytą coraz większej redukcji ulegały melodie, ustępując miejsca abstrakcyjnym eksperymentom z brzmieniem oraz rytmem. Wydany na początku obecnego stulecia album "Confield" to ten moment w twórczości brytyjskiego duetu, gdy jego twórczość stała się zbyt surrealistyczna nawet dla części wielbicieli wcześniejszego dorobku. Zawartość płyty może być odbierana jako zlepki losowo generowanych dźwięków, pozbawionych czynnika ludzkiego. Sean Booth i Rob Brown niewątpliwie przesunęli tu granice tego, co może być uznawane za muzykę, dokonując przynajmniej pozornej dehumanizacji przy użyciu najnowocześniejszych i najbardziej zaawansowanych z dostępnych wówczas technologii. Komputery są tu jednak tylko narzędziem w rękach kreatywnych artystów, którzy zachowali pełną kontrolę nad materiałem. "Confield" to pierwszy album Autechre, na którym duet ogranicza tworzenie przy...

[Recenzja] Autechre - "LP5" (1998)

Obraz
Zanim Warp Records zaczęło samodzielnie wydawać w Stanach płyty ze swojego katalogu, ich dostępność na amerykańskim rynku zależała od tego, czy uda się przekonać do nich jakiegoś dystrybutora. Nie udało się to w przypadku "Chiastic Slide", czwartego albumu Autechre, który do dziś nie miał oficjalnej premiery w USA. Wydaniem kolejnego pełnowymiarowego wydawnictwa Seana Bootha i Roba Browna zainteresowanie wykazała natomiast Nothing Records, wytwórnia Trenta Reznora. "LP5" - album tak naprawdę nie ma tytułu, ale takie nazewnictwo przyległo do niego po późniejszym ukazaniu się "EP7" - pojawił się w jej ofercie pomiędzy płytami Nine Inch Nails, Marilyn Mansona czy ścieżek dźwiękowych "Urodzonych morderców" i "Zagubionej autostrady". Co mogło budzić obawy, o zwrot brytyjskiego duetu w bardziej komercyjne rejony. Stało się jednak zupełnie na odwrót. "LP5" jest tym wydawnictwem Autechre, na którym pozostały już tylko śladowe ilości t...

[Recenzja] Autechre - "Chiastic Slide" (1997)

Obraz
Wydany pomiędzy "Tri Repetae" a "LP5" album "Chiastic Slide" może wydawać się dziełem mniej znaczącym w dorobku duetu Autechre. To bardziej bezpośrednia kontynuacja jego poprzednika niż wyraźne rozwinięcie tej stylistyki, do jakiego doszło dopiero na kolejnym longplayu. Trochę bezpodstawne wydaje się jednak robienie z tego zarzutu, bo nie ma nic złego w tym, że Rob Brown i Sean Booth zatrzymali się nieco dłużej w tym miejscu, skoro dopiero co wypracowali swoją własną, bardzo ciekawą odmianę IDM-u. A w dodatku chyba nikomu innemu nie udało się nagrać tak dobrej płyty w stylu "Tri Repetae", jaką jest "Chiastic Slide". Utwory ponownie bazują najczęściej na kontraście pomiędzy subtelnymi, nastrojowymi i raczej prostymi, ale zgrabnie poprowadzonymi liniami melodycznymi, a mocno pogmatwaną, bardzo intensywną warstwą rytmiczną. Im bardziej jedno z drugim zdaje się do siebie nie pasować - a jednocześnie znakomicie się dopełniać - tym bardziej i...

[Recenzja] Autechre - "Tri Repetae" (1995)

Obraz
Ze wszystkich brakujących tu recenzji tej zapewne brakowało najbardziej. Przynajmniej jeśli za kryterium mam brać własne oceny. "Tri Repetae" to nie tylko najwyżej oceniany przeze mnie album Autechre, ale tez ścisła czołówka wydawnictw swojej dekady. Trudno o lepszy początek nowego, nieregularnego cyklu recenzji, w którym zamierzam skupić się na ambitniejszej elektronice lat 90. i kolejnych. Szczególnie tej z nurtu IDM, inteligentnej muzyki tanecznej, co jest nazwą o tyle kuriozalną, że to raczej takie techno do słuchania w domu niż do robienia za tło na klubową imprezę. Przed "Tri Repetae" duet Seana Bootha i Roba Browna dorobił się kilku EPek oraz dwóch albumów, "Incunabula" i "Amber" - naprawdę udanych, niewątpliwie lepszych na początek ze względu na wiekszą przystępność, ale to na swoim trzecim longplayu Brytyjczycy zaprezentowali niezwykle oryginalne, całkowicie własne podejście do muzyki. Czytaj też:  [Recenzja] Autechre - "SIGN" ...

[Recenzja] Autechre - "PLUS" (2020)

Obraz
Bez żadnej wcześniejszej zapowiedzi, zaledwie dwanaście dni po premierze "SIGN", duet Autechre wypuścił drugi w tym roku album. Fizyczna wersja "PLUS" pojawi się dopiero za jakieś dwa tygodnie, ale całość można już legalnie odsłuchać na Bandcampie i w serwisach streamingowych. Zarówno tytuł, jak i przede wszystkim okładka "PLUS", zdają się sugerować, że to bezpośrednia kontynuacja lub jedynie suplement do poprzedniego wydawnictwa Brytyjczyków. Takie domysły nie znajdują jednak potwierdzenia. Po pierwsze, to pełnoprawny album, który broni się jako samodzielne dzieło. Po drugie, to wydawnictwo o zupełnie innym charakterze. W pewnym sensie jednak uzupełnia bardzo komunikatywny "SIGN", bo pokazuje bardziej eksperymentalne i abstrakcyjne, choć wcale nie jakoś bardzo trudne w odbiorze, oblicze Seana Bootha i Roba Browna. Swoją drogą ciekawe, czy planowana jest jakaś kontynuacja. Album o tytule "MINUS" mógłby być ciekawym domknięciem trylogii,...

[Recenzja] Autechre - "SIGN" (2020)

Obraz
Brytyjski duet Autechre już od trzydziestu lat należy do najbardziej ekscytujących i wpływowych twórców muzyki elektronicznej. Wśród powołujących się na niego artystów można wskazać chociażby Radiohead, którego twórczość od czasu "Kid A" faktycznie wiele zawdzięcza muzyce Seana Bootha i Roba Browna. Obecnie Autechre wciąż przeciera nowe szlaki w elektronice. A duet bynajmniej nie próżnuje, wydając ogromne ilości muzyki. Pomijam już nawet to, że w latach 2019-20 opublikowano zapisy ponad dwudziestu koncertów. Był przecież jeszcze pięciopłytowy cykl "elseq" z 2016 roku czy cztery dwugodzinne części "NTS Sessions" z 2018 roku. Przebrnięcie przez ten cały materiał jest tym trudniejsze, że zdecydowanie nie jest to łatwa w odbiorze muzyka. Duet już w latach 90. zaczął podążać w coraz bardziej eksperymentalne rejony, stawiając na skomplikowane rytmy, porzucając melodię i harmonię, skupiając się na dekonstrukcji dźwięku, który rozbrzmiewa w sposób wręcz przeczący ...