[Recenzja] Reportaż - "Reportaż" (1988)

Cykl "Polskie ejtisy" #5
Chociaż polska muzyka lat 80. kojarzy się głownie ze skrajnie merkantylnym rockiem, działały tu także kapele o zdecydowanie mniej komercyjnych aspiracjach. Jeden z tych zespołów, Reportaż, nagrał nawet album dla dużej państwowej wytwórni Tonpress. Takie były czasy - nikt nie przejmował się tym, czy dany album się sprzeda, bo ewentualne straty finansowe obciążały budżet państwa, a nie prywatne kieszenie. Decydenci nie musieli mieć żadnego pojęcia o muzyce, wystarczyło wiedzieć, czego nie życzy sobie ówczesna władza. Z tego względu nie przeszedł oryginalny tytuł longplaya, "Wybór", bo przecież Polacy żadnego prawdziwego wyboru mieć nie mieli. Ale mieli chociaż jakiś wybór co do muzyki i zamiast kolejnej kapeli zrzynającej z The Police czy Talking Heads, mogli sięgnąć po zespół zapatrzony w ruch Rock in Opposition. Co, przynajmniej w teorii, może wydawać się dobrą alternatywą.
Grupa Reportaż powstała na początku dekady, w środowisku związanym raczej ze sztukami plastycznymi. Najpierw grała punk, bo wszyscy wokół go grali. Choć ponoć już wtedy inspiracji dostarczały raczej zespoły w rodzaju Public Image Ltd. czy Devo, niż typowo punkowa chałtura. Z czasem jednak muzycy poznali Henryka Palczewskiego, posłuchali jego kolekcji płyt awangardowych i zapragnęli też robić awangardę. Nowe inspiracje obejmowały zespoły współtworzące niegdyś ruch RiO, jak Henry Cow, Art Bears, Art Zoyd czy Samla Mammas Manna, ale także The Residents oraz Cabaret Voltaire. Przez lata z muzyką Reportażu można było zapoznać się jedynie dzięki kasetom rozprowadzanym przez Palczewskiego oraz podczas występów, które przybierały formę spektakli z jednorazową, starannie dopracowaną scenografią. Kilka nagrań wydał też sam Chris Cutler na jednej ze składanek Rē Records (obok m.in. Univers Zero), tyle że o dostępie do niej polscy słuchacze mogli zapomnieć. A potem nagle pojawił się album dla Tonpressu.
W trwającym dwa dni nagraniu płyty wzięli udział współzałożyciele zespołu, szkolni koledzy z klasy plastycznej, perkusista Andrzej Karpiński i basista Piotr Łakomy, wsparci przez klawiszowca Arnolda Dąbrowskiego oraz grającego na fagocie i ksylofonie Pawła Palucha - obaj dołączyli w 1985 roku i mieli już doświadczenie grania w eksperymentalnym Happening oraz wykształcenie muzyczne. Karpiński z Dąbrowskim odpowiadali za wokale; są także podpisani pod wiekszością materiału jako autorzy. Ten pierwszy przygotował ponadto oprawę graficzną, włącznie z pierwszą lub przynajmniej jedną z pierwszych w historii polskiej fonografii grafiką na tzw. labelu - to ta naklejka na środku płyty winylowej. Do tamtej pory drukowano na niej wyłącznie standardowe informacje na temat albumu, według ustalonego wzoru.
Wszystko to brzmi mega ekscytująco, ale album "Reportaż" to tylko ciekawostka. Szczególnie pierwsza strona wydania winylowego, wypełniona krótszymi i na ogół bardziej przystępnymi kawałkami, to zazwyczaj albo w ogóle nie jest granie eksperymentalne, albo niezbyt udane eksperymenty. Do tych pierwszych zaliczają się kabaretowe "Tytanik" i "Zmartwienie", poniekąd też "Narcyz", bo pomijając efekty tłuczonego szkła i odgłosy rozmów, jest to bardzo subtelne, melodyjne, lekko jazzujące nagranie. Nieco ciekawsza muzycznie okazuje się "Martwa natura", w klimatach Art Zoyd czy Univers Zero, ale wrażenie psuje wymęczona partia wokalna. Naprawdę fatalne - przesadnie teatralne, emfatyczne i po prostu fałszujące - są natomiast wokale w "Zamęcie" i "Wyborze", gdzie co gorsza pełnią pierwszoplanową rolę. W tym pierwszym są przynajmniej udane fragmenty instrumentalne, z gęstą grą sekcji rytmicznej, freejazzowymi dęciakami i pianinem oraz nieco psychodelicznymi organami. W drugim cała warstwa instrumentalna sprowadza się jedynie do jakby losowych partii perkusjonaliów.
Czytaj też: [Recenzja] Univers Zero - "Heresie" (1979)
Najważniejsze wydaje się tu jednak półgodzinne, improwizowane nagranie "Dwudziestego drugiego lutego tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego siódmego" (tego dnia miała miejsce jego rejestracja), wypełniająca stronę B. I to akurat nie najgorsza rzecz, z wyraźnymi odniesieniami do avant-proga oraz jazzu free (z okolic Sun Ra), jednak wyjątkowo przystępnie zagrana, jak na takie inspiracje, może z kilkoma bardziej dysonansowymi momentami. Choć w sumie niewiele z tego wszystkiego wynika i nie brakuje tu pewnych dłużyzn. Problem jednak w czym innym, zresztą dokładnie taki sam, jak z ówczesnym polskim mainstreamem. To mogło robić olbrzymie wrażenie na słuchaczach, którzy nie mieli dostępu do zachodnich płyt. Ale dziś już nie powinno, bo to tylko powtórka z czegoś, co dobrą dekadę wcześniej robili uczestnicy ruchu RiO, tylko w bardziej zubożałej wersji, nie tak nieprzewidywalna, błyskotliwa i sprawna technicznie, jak Henry Cow czy Samla Mammas Manna, nieposiadająca też tak wyrazistego klimatu, jak Univers Zero czy Art Zoyd.
Reportażu można posłuchać jako ciekawostki, ale jeśli ktoś nie siedzi naprawdę mocno w tego typu muzyce - na tyle mocno, by z zachwytem słuchać wszystkiego, co chociaż trochę przypomina Rock in Opposition - to raczej nie znajdzie tu wiele dla siebie. Szczerze mówiąc, wolę już niektóre płyty ze ścisłego mainstreamu schyłkowego PRL-u.
Ocena: 6/10
Reportaż - "Reportaż" (1988)
1. Tytanik; 2. Zmartwienie; 3. Martwa natura; 4. Narcyz; 5. Zamęt; 6. Wybór; 7. Dwudziestego drugiego lutego tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego siódmego
Skład: Arnold Dąbrowski - instr. klawiszowe, wokal; Paweł Paluch - fagot, ksylofon; Piotr Łakomy - gitara basowa, instr. perkusyjne; Andrzej Karpiński - perkusja i instr. perkusyjne, wokal
Producent: Reportaż
To żeś zaskoczył w życiu o nich słyszałem:) wychodzi co prawda na to że słusznie. Nie zmienia faktu że ejtisy bez Janerki i Sno- powiązalki Voo Voo lub pierwszej płyty są okaleczone. Wiem że niechętnie zwracasz na stronę liryczną a tu inaczej nie da rady.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że trafiłem na tę stronę, robisz Pawle świetną robotę.
OdpowiedzUsuńTwoje recenzje są bardzo merytoryczne i widać, że masz ogromną wiedzę muzyczną. Dzięki nim odkryłem mnóstwo świetnej muzyki w awangardzie czy jazzie, bo coraz trudniej mi odnaleźć coś odkrywczego w rocku, i pomimo, że niektóre oceny mocno uderzyły w moje ukochane albumy, dały mi też wiele do myślenia, bo na muzykę zawsze warto patrzeć nie tylko pod względem emocji jakie nam daje ale także wartości jaką wnosi.
Cieszę się z pierwszej recenzji SBB i czekam na kolejne. Jestem ciekaw czy zetknąłeś się z twórczością projektu Zoar, wydali trzy płyty na przełomie wieku a występowali tam gościnnie Brendan Perry, Matt Johnson i Tony Levin. Byłbym bardzo ciekaw Twojej opinii.
A zainteresowanym wspomnianym w Twojej recenzji płyty zespołu Reportaż Henrykowi Palczewskiemu, polecam jego audycję „Muzyka Ucha Trzeciego” w radio Rockserwis FM w czwartki o 23.00, jest tam sporo ciekawej muzyki awangardowej i eksperymentalnej.
Dzięki za docenienie. SBB najpewniej będzie kontynuowany, a na pewno pojawi się wiele innych ciekawych twórców z przeszłości i teraźniejszości. Z projektem Zoar akurat się nie zetknąłem.
UsuńDla informacji - wszystkie trzy albumy Zoar są na Spotify
UsuńZgadzam się, jest to obecnie najlepszy blog muzyczny w Polsce. Zawsze tak uważam, nawet jeśli wchodzę w mniej lub bardziej ostra polemikę z Pawłem.
OdpowiedzUsuńWyżej cenię Polifonię Chacińskiego jest więcej bardziej różnorodnie stylistycznie i nie narzuca swojego punktu widzenia. Ale Pawłowi trzeba przyznać że rozwija się fantastycznie coraz bardziej w punkt. Moim ulubionym recenzentem był Filip Łobodziński ( rockenroll i Machina) niestety już nie pisze.
Usuń@okechukwu: Ta polemika, nawet jeśli jest ostra, to na pewno wiele tu wnosi i liczę na więcej.
Usuń@Kosien: Również polecam Polifonię. Jak dla mnie za dużo tam współczesnego mainstreamu, ale jest też sporo ciekawszej muzyki i fajnie opisanej.
Natomiast nie biorę odpowiedzialności za to, że ktoś czuje się do czegoś przymuszany tylko dlatego, że wyrażam swoje opinie i gotowość do ich obrony.
Twoje opinie są często apodyktyczne ( twoje prawo) np. Ramones to żart itd. czasem chciałbym więcej konkretu bym po przeczytaniu nie miał problemów z wyobrażeniem sobie co tak naprawdę grają ci których opisujesz. Ale progres przez lata jest niesamowity pod względem jakości muzycznej jak i stylu pisania. Pozdrawiam i szacun.
UsuńChaciński trochę się wypalił wg mnie - tzn. Polifonia nie jest już tak ciekawa jak parę lat temu, grzęźnie w tematach, które w ogóle mnie nie interesują.
Usuń