[Recenzja] David Bowie - "Lodger" (1979)



"Lodger" stanowi domknięcie, a zarazem najbardziej kontrowersyjną odsłonę Trylogii Berlińskiej. Jako jedyna część tego cyklu nie zawiera ani jednego dźwięku zarejestrowanego w Berlinie. Większość materiału nagrano w szwajcarskim Mountain Studios w Montreux, we wrześniu 1978 roku, zaś dodatkowe partie dograno w marcu w nowojorskim Record Plant. Nie ma tu także żadnych instrumentalnych utworów, które tak dobrze sprawdziły się na dwóch poprzednich albumach. A jednak wyraźnie słychać, że "Lodger" to bezpośrednia kontynuacja "Low" i "'Heroes'", przepełniona dekadenckim klimatem ówczesnego Berlina, podobnie ambitna w kwestii brzmienia oraz aranżacji. To przecież wciąż dzieło tych samych twórców: Davida Bowie, Briana Eno i Tony'ego Visconti. W składzie nie zabrakło zaś sprawdzonych sidemanów Carlosa Alomara, George'a Murraya oraz Dennisa Davisa. Nie ma co prawda udzielającego się na "'Heroes'" Roberta Frippa, ale zastąpił go podebrany Frankowi Zappie Adrian Belew (który zresztą wkrótce potem, po epizodzie w Talking Heads, dołączył do Frippa w nowym wcieleniu King Crimson). Kolejny nabytek to grający na skrzypcach Simon House, wcześniej muzyk High Tide i Hawkwind.

"Lodger" składa się z dziesięciu piosenek, z których najdłuższe nieznacznie przekraczają cztery minuty. Nie ma tu od razu wpadających w ucho melodii, zresztą żaden z czterech singli nie stał się ponadczasowym przebojem. Komercyjnie najlepiej radził sobie "Boys Keep Swinging", chyba najmniej ciekawe tutaj nagranie, raczej banalna piosenka, choć z fajnie pulsującym basem i przyjemnie zgrzytliwą solówką gitary. Zresztą i tak wyszło nieźle, biorąc pod uwagę dokonany sabotaż w postaci zamiany ról między muzykami - Alomar zasiadł za bębnami, Davis chwycił za bas (wypadł tak fatalnie, że ostatecznie jego partię powtórzył Visconti), a Murray zagrał na klawiszach, których jednak w ostatecznym miksie nie uświadczymy. Można więc potraktować ten kawałek jako żart. Pozostałe w zdecydowanej większości wypadają ciekawiej. To przede wszystkim zasługa bardzo kreatywnych, złożonych aranżacji oraz różnych smaczków. "African Night Flight" i "Moved On", z plemienną rytmiką oraz wielogłosowymi wokalami, to swego rodzaju zapowiedź albumu "Remain in Light" Talking Heads, na którym ponownie spotkali się Eno i Belew. Zresztą wiele wspólnego z twórczością tamtej grupy mają też post-punkowe "DJ" i "Repetition", oba z całkiem misternymi partiami gitar, pulsującą rytmiką oraz elektronicznymi dodatkami. "Yassassin" to kolei niezwykłe połączenie reggae i muzyki arabskiej. Bowie nie zapomina też o swojej fascynacji krautrockiem, której echa najlepiej słychać w motorycznym "Red Sails". Całkiem trafnym pomysłem było zakończenie albumu nagraniem "Red Money", czyli po prostu nową wersją "Sister Midnight" z innym tekstem, ale bez większych zmian w warstwie instrumentalnej. Oryginał rozpoczyna album "The Idiot" Iggy'ego Popa, nieformalny początek Berlińskiej Trylogii, więc powstała fajna klamra. Ktoś mniej życzliwy mógłby jednak stwierdzić, że powrót do tej kompozycji świadczy o braku nowych pomysłów.

Nie zamierzam być na siłę kontrowersyjny i pisać, że "Lodger" dorównuje swoim dwóm poprzednikom lub je przewyższa. Uważam jednak, że album ten jest na ogół zbyt surowo oceniany, bo nie nastąpił tu żaden drastyczny spadek poziomu. Poszczególne utwory z reguły prezentują zbliżony poziom do tych bardziej piosenkowych fragmentów "Low" i "'Heroes'". Gdyby towarzyszył im tu jeszcze jakiś interesujący instrumental, umieszczony w miejsce tych mniej porywających momentów ("Fantastic Voyage", "Look Back in Anger" oraz wspomnianego "Boys Keep Swinging"), "Lodger" mógłby utrzymać przynajmniej poziom środkowej części trylogii. W tych lepszych fragmentach jest to jednak naprawdę udana muzyka, pokazująca jak doskonale David Bowie odnalazł się w czasach post-punku.

Ocena: 7/10



David Bowie - "Lodger" (1979)

1. Fantastic Voyage; 2. African Night Flight; 3. Move On; 4. Yassassin; 5. Red Sails; 6. DJ; 7. Look Back in Anger; 8. Boys Keep Swinging; 9. Repetition; 10. Red Money

Skład: David Bowie - wokal, instr. klawiszowe (1,4,6), gitara (8,10); Brian Eno - instr. klawiszowe, elektronika, trąbka (7), waltornia (7), dodatkowy wokal; Tony Visconti - mandolina (1), gitara (3,4), gitara basowa (8), dodatkowy wokal; Adrian Belew - mandolina (1), gitara (3,5,6,8-10); Simon House - mandolina (1), skrzypce (4,5,8,9), dodatkowy wokal; Carlos Alomar - gitara (2-7,9,10), perkusja (8), dodatkowy wokal; George Murray - gitara basowa (1-7,9,10), dodatkowy wokal; Dennis Davis - perkusja i instr. perkusyjne (1-7,9,10), gitara basowa (8), dodatkowy wokal; Sean Mayes - pianino (1-3,5,7); Roger Powell - syntezator (9,10); Stan Harrison - saksofon (5)
Producent: David Bowie i Tony Visconti


Komentarze

  1. Podobnie jak Ty uważam, że Lodger bywa niesłusznie niedoceniany. To naprawdę zgrabny zbiór niebanalnie napisanych i zaaranżowanych kawałków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra płyta, ale w porównaniu do "Low" jednak szału nie ma.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)