[Recenzja] McCoy Tyner - "Enlightenment" (1973)



A więc odszedł ostatni z członków najsłynniejszego kwartetu Johna Coltrane'a. Pianista McCoy Tyner zmarł w wieku 81 lat, pozostawiwszy po sobie kilkaset albumów, nagranych w roli lidera lub sidemana. Nie będę teraz opisywał jego blisko sześćdziesięcioletniej kariery muzycznej, bo po pierwsze - to temat na znacznie dłuższy tekst, a po drugie - można o tym przeczytać w innych miejscach. Sam już zresztą omawiałem wiele z jego dokonań i o wielu na pewno jeszcze napiszę. Jedynym z najlepszych solowych albumów Tynera, którego jeszcze nie zrecenzowałem, choć od dawna miałem w planach to zrobić, jest wydana po raz pierwszy w 1973 roku dwupłytowa (w wersji winylowej) koncertówka "Enlightement".

Trafił tutaj zapis występu kwartetu McCoya Tynera z 7 lipca 1973 roku na Montreux Jazz Festival (ciekawostka: dzień wcześniej, podczas tego samego festiwalu, został nagrany opisywany przeze mnie niedawno "Streams" Sama Riversa). Pianiście towarzyszył jego stały współpracownik w tamtym okresie, perkusista Alphonse Mouzon, a także saksofonista Azar Lawrence (najbardziej znany z udziału na "Dark Magus" Milesa Davisa) oraz najmniej znany w tym gronie basista Juini Booth (grał m.in. z Sonnym Simmonsem, Garym Bartzem i Larrym Youngiem).

McCoy Tyner (11.12.1939 - 6.03.2020)

Album wypełniają cztery rozbudowane kompozycje (autorstwa lidera), stylistycznie mieszczące się gdzieś pomiędzy jazzem modalnym, a uduchowionym graniem w stylu Johna Coltrane'a - jednak bez radykalnie freejazzowych odlotów. Gra muzyków jest tutaj fenomenalna. Pełna ekspresji, niezwykle intensywna i bardzo swobodna. Na scenie jest ich tylko czterech, ale doskonale wypełniają przestrzeń. Choć liderem jest Tyner, to właściwie każdy instrumentalista jest tu tak samo ważny, wszyscy grają równie błyskotliwie i porywająco, doskonale ze sobą współpracując. Nawet jeśli rola solisty zwykle przypada pianiście lub saksofoniście, to sekcja rytmiczna nigdy nie ogranicza się do banalnego tła. A dzięki temu, że mamy tutaj niespotykaną nigdzie indziej konfigurację personalną, całość ma unikalny charakter.

Oczywiście, nie da się uniknąć pewnych porównań. W pierwszej części otwierającej album "Enlightenment Suite", "Genesis", podobieństwo do dokonań kwartetu Trane'a z połowy lat 60. jest niezaprzeczalne. Tyner gra w stylu wypracowanym w tamtym okresie, Lawrence wyraźnie stara się naśladować słynnego saksofonistę, a ogólny nastrój jest podobnie uduchowiony. Jednak John pociągnąłby ten utwór w innym kierunku, skręcając w bardziej freejazzowe rejony. Tymczasem tutaj instrumentaliści cały czas krążą wokół głównego tematu - swoją drogą bardzo ładnego - i trzymają linii melodycznej. W drugiej części, "The Offering", nie ma już mowy o kopiowaniu kogokolwiek - to interludium będące solowym popisem Tynera, prezentującego swój idiomatyczny styl gry. W finałowej części, "Inner Glimpse", wraca cały skład, tym razem stawiając bardziej na ekspresję, niż klimat, wciąż jednak grając całkiem przystępnie.

Więcej zdradzał nie będę, żeby nie psuć przyjemności z odkrywania tego albumu tym, którzy go jeszcze nie słyszeli. Dodam tylko, że zarówno krótsze "Presence" i "Nebula", jak i blisko 25-minutowy "Walk Spirit, "Talk Spirit", utrzymują wysoki poziom suity, oferując podobną dawkę energii, wirtuozerii i błyskotliwości. McCoy Tyner jako solista nagrał wiele albumów w podobnej stylistyce i o zbliżonym klimacie, ale tak porywające wykonanie jest chyba tylko tutaj. Cały kwartet był podczas tego występu w doskonałej formie i rewelacyjnie ze sobą współpracował. Bez wątpienia jest to jedna z najwspanialszych jazzowych koncertówek lat 70. - a konkurencja jest przecież potężna.

Ocena: 9/10



McCoy Tyner - "Enlightenment" (1973)

LP1: 1. Presenting the McCoy Tyner Quartet; 2. Enlightenment Suite, Part 1: Genesis; 3. Enlightenment Suite, Part 2: The Offering (Solo Piano); 4. Enlightenment Suite, Part 3: Inner Glimpse; 5. Presence
LP2: 1. Nebula; 2. Walk Spirit, Talk Spirit - Introduction; 3. Walk Spirit, Talk Spirit

Skład: McCoy Tyner - pianino, instr. perkusyjne; Azar Lawrence - saksofon tenorowy, saksofon sopranowy; Juini Booth - kontrabas; Alphonse Mouzon - perkusja
Producent: Orrin Keepnews


Komentarze

  1. @Paweł: wielka prośba - czy mógłbyś totalnemu jazzowemu laikowi w prostych słowach napisać o tych wszystkich zawiłych nurtach, określanych jako hard bop, post-bop, bebop? (pewnie jest tego dużo więcej, ale nie mam zielonego pojęcia, jak to ugryźć). Kto te nazwy powymyślał i co oznaczają? Jak dla mnie, to czarna magia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez problemu znajdziesz definicje w internecie. Np. RYM ma dość dobre opisy wszystkich stylów (tyle, że po angielsku):

      https://rateyourmusic.com/genre/Jazz/

      To jest ogólna definicja jazzu, a po prawej stronie masz linki do opisów konkretnych rodzajów (żeby przejść do "hard bopu" lub "post-bopu" trzeba najpierw wejść w "bebop", z którego tamte style się wywodzą).

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)