[Recenzja] Max Roach - "We Insist!" (1961)



#zostańwdomu i słuchaj dobrej muzyki

Gdyby popularność szła w parze z zasługami dla muzyki, nie musiałbym dzisiaj przybliżać, kim był Max Roach. A był jednym z pionierów bebopu oraz jednym z najwybitniejszych i najbardziej cenionych jazzowych perkusistów. Z perkusji uczynił instrument równie ważny, co pozostałe, a nie tylko odmierzacz czasu. Wziął udział w nagraniu kilkuset albumów. W swojej ponad sześćdziesięcioletniej (od połowy lat 40. niemalże do śmierci w 2007 roku) niejednokrotnie współpracował z innymi wielkimi muzykami, jak chociażby Charlie Parker, Dizzy Gillespie, Duke Ellington, Thelonious Monk, Miles Davis, Sonny Rollins, Charles Mingus, Eric Dolphy... To tylko niektórzy z naprawdę długiej listy. Wystarczy zresztą spojrzeć na listę płac albumu "We Insist!", na której znaleźli się m. in. Coleman Hawkins, Booker Little, Michael Olatunji czy Julian Priester.

A sam album "We Insist!" to jedno z najciekawszych przedsięwzięć perkusisty. Już sam podtytuł "Max Roach's Freedom Now Suite" sugeruje, czego mniej więcej się spodziewać. Nawiązuje bowiem do ówczesnych ruchów społecznych na rzecz zniesienia segregacji rasowej w Stanach, a zarazem do rosnącej samoświadomości czarnej społeczności, przejawiającej się chociażby poprzez muzyczne nawiązania do ich afrykańskich korzeni. "We Insist!" to właściwie jeszcze nie spiritual jazz, ale momentami już jego wyraźna zapowiedź. Na całym albumie istotną rolę odgrywają perkusjonalia i afrykańskie rytmy. A w "All Africa" te wpływy wychodzą na pierwszy plan. W nagraniu słychać wyłącznie egzotyczne bębny i inne instrumenty perkusyjne, trochę trąbki oraz partie wokalne (rolę głównego wokalisty we wszystkich utworach pełni Abbey Lincoln, ówczesna żona Roacha). Niesamowita rzecz, bardzo oryginalna jak na tamte czasy. W podobnym stylu utrzymany jest także "Triptych", choć tutaj wpływy afrykańskie nie są tak silne i dosłowne. To właściwie tylko perkusyjna solówka lidera oraz wokalny popis Lincoln, z początku bardziej nastrojowy, z czasem przeradzający się w dzikie krzyki. Intrygujące i również bardzo nietypowe dla ówczesnego jazzu.

Nieco bardziej tradycyjne okazują się pozostałe nagrania - "Driva Man", "Freedom Day" i "Tears for Johannesburg" - zarejestrowane z udziałem trzy- lub czteroosobowej sekcji dętej oraz basisty. Tutaj jednak również nie mamy do czynienia z konwencjonalnym graniem. To prawdziwie awangardowa muzyka, nie wpisująca się ani w ówczesne standardy bopowe, ani nie idąca w stronę powoli zyskującego popularność free jazzu. Jeśli miałbym ją do czegoś przyrównać, to wyłącznie do późniejszych, i to znacznie późniejszych rzeczy, jak wydany niemal dekadę później "Now!" Bobby'ego Hutchersona, czy tych już zupełnie współczesnych, w rodzaju dokonań Fire! Orchestra czy Matany Roberts. Oczywiście, nie ma tu freejazzowych, a tym bardziej (to przecież dopiero 1961 rok) jazzrockowych naleciałości, ale i tak nie sposób uniknąć takich skojarzeń. Pewne zapoczątkowane tu przez Roacha idee są wciąż aktualne, a dzięki temu ten wydany blisko sześćdziesiąt lat temu albumu w żadnym wypadku nie brzmi archaicznie.

Wykonanie jest tu na naprawdę wysokim poziomie. To przede wszystkim fantastyczny popis Maxa Roacha, trwający przez praktycznie cały album, jednak pozostali muzycy bynajmniej nie są tutaj zbędni - w momentach, w których się pojawiają, pokazują się od najlepszej strony. Kompozycje nie są może wybitne, ale w sposób bardzo ciekawy i wizjonerski odbiegają od ówcześnie stosowanych w jazzie rozwiązań. I co chyba tu najważniejsze, to ten afrykański klimat, naprawdę świetnie został oddany.

Ocena: 9/10



Max Roach - "We Insist! Max Roach's Freedom Now Suite" (1961)

1. Driva Man; 2. Freedom Day; 3. Triptych: Prayer / Protest/Peace; 4. All Africa; 5. Tears for Johannesburg

Skład: Max Roach - perkusja; Abbey Lincoln - wokal; Booker Little - trąbka (1,2,4,5); Julian Priester - puzon (1,2,5); Walter Benton - saksofon tenorowy (1,2,5); Coleman Hawkins - saksofon tenorowy (1); James Schenk - kontrabas (1,2,5); Michael Olatunji - instr. perkusyjne, wokal; Raymond Mantilla - instr. perkusyjne (1-3); Tomas du Vall - instr. perkusyjne (4,5)
Producent: Nat Hentoff


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)