12 lipca 2019

[Recenzja] Tangerine Dream - "Stratosfear" (1976)



W 1976 roku dobra passa Tangerine Dream wciąż trwała. Trio dostało pierwszą propozycję stworzenia muzyki do filmu. Obrazem tym był "Sorcerer" (w Polsce znany jako "Cena strachu") w reżyserii Williama Friedkina, amerykański remake francuskiego filmu "Le salaire de la peur" Henriego-Georges'a Clouzota z 1953 roku. Tym razem zespół postanowił pracować w Berlinie. Nagranie ścieżki dźwiękowej rozpoczęło się w maju i trwało aż do października. Trwało to tak długo zarówno z powodu licznych problemów technicznych, jak i niespodziewanego konfliktu wewnątrz zespołu. Peter Baumann był coraz bardziej zawiedziony swoją drugoplanową rolą w zespole, co zaczęło prowadzić do coraz częstszych sprzeczek. W lipcu muzyk rozpoczął pracę nad solowym albumem ("Romance 76"). Ale już w sierpniu ponownie dołączył do Edgara Froese'a i Chrisa Franke'a. Trio zrobiło sobie jednak przerwę od przygotowywania ścieżki dźwiękowej i zarejestrowało materiał na kolejny regularny album, który ukazał się w październiku, jako "Stratosfear".

Longplay z jednej strony stanowi bezpośrednia kontynuację stylistyki zaprezentowanej na albumach "Phaedra", "Rubycon" i "Ricochet", a jednocześnie wzbogacą ją nowe rozwiązania, zbliżające muzykę zespołu do rocka progresywnego z okolic Pink Floyd. Zwraca uwagę szerokie wykorzystanie tradycyjnych instrumentów i większy nacisk na melodie. Otwierający album utwór tytułowy rozpoczyna się od łagodnych dźwięków gitary zatopionych w melotronowym tle. Po chwili ustępują one miejsca transowej, ostinatowej linii basu z sekwencera, będącej tłem dla melodyjnych klawiszowych partii, z wyraźnie zarysowanym tematem przewodnim, a także sporadycznie powracającej gitary. To najbardziej chwytliwy utwór w dotychczasowym dorobku zespołu. Na albumie trwa dziesięć minut, ale wykrojono z niego czterominutowy singiel. Jeszcze bardziej zaskakuje niespełna pięciominutowy "The Big Sleep in Search of Hades", a zwłaszcza jego barokowa klamra, oparta na brzmieniu klawesynu, gitary basowej i melotronowej imitacji fletu. Muzykom udało się stworzyć świetny nastrój. Podobnie jak w środkowej części, opartej wyłącznie na brzmieniach melotronu i syntezatorów. W ponad ośmiominutowym "3 AM at the Border of the Marsh from Okefenokee" smaczkiem są partie... harmonijki. Bardzo ciekawie wpleciono je w mroczne brzmienia elektroniczne. Zespołowi znów udało się wykreować fantastyczny klimat. Nie inaczej jest zresztą w  finałowym, ponad jedenastominutowym "Invisible Limits". Tym razem elektronika (w tym charakterystyczne ostinata z sekwencera) dopełniana jest przez solowe partie gitary elektrycznej; pojawia się też balladowa koda z partiami pianina i melotronowym fletem. Momentami sprawia jednak wrażenie, jakby muzycy nie do końca wiedzieli, w jakim iść kierunku, przez co trochę brakuje mu spójności.

"Stratosfear" nie był tak wielki sukcesem komercyjnym, jak "Phaedra" i "Rubycon", choć 39. miejsce na UK Albums Chart trudno uznać za porażkę. Pod względem muzycznym nie ustępuje wiele swoim poprzednikom (choć ostatni utwór mógłby być bardziej dopracowany), a do tego przynosi pewien powiew świeżości. Zdecydowanie jedno z najlepszych dzieł Tangerine Dream.

Ocena: 8/10



Tangerine Dream - "Stratosfear" (1976)

1. Stratosfear; 2. The Big Sleep in Search of Hades; 3. 3 AM at the Border of the Marsh from Okefenokee; 4. Invisible Limits

Skład: Edgar Froese - melotron, syntezator, pianino, gitara, bass, harmonijka; Chris Franke - syntezator, organy, klawesyn, instr. perkusyjne; Peter Baumann - syntezator, elektryczne pianino, melotron
Producent: Tangerine Dream


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.